08.09.2012.r . Obudziłem się rano i poczułem dużą chęć wyjazdu na rybki , ale gdy wyjrzałem za okno wszystkiego mi się odechciało , było szaro ponuro i do tego padał deszcz . Włączyłem komputer i sprawdziłem prognozę pogody , zapowiadali że od godz 11.00 ma się wypogadzać , więc postanowiłem się spakować . wziąłem ze sobą Pickera cw.30g z żyłką 0.18mm małym koszyczkiem 5g na rurce , haczyk nr 8 na przyponie 0.16mm . Na zanętę wziąłem 1kilogram zanęty uniwersalnej a na przynętę białe robaki i kukurydzę . Dochodzi 11.00 zdecydowałem się pojechać z dziadkiem na leśny staw w posłowicach aby spróbować złowić karpia . Po 11.00 jestem już na miejscu rzeczywiście dużo się wypogodziło ale wiał bardzo silny wiatr , przygotowałem zanętę rozłożyłem wędkę i założyłem na haczyk kanapkę z kukurydzy i białego robaka , zarzuciłem i pozostało tylko czekać ,po około 15 minutach widzę branie na szczytówce wędki , zacinam i wyciągam na brzeg pierwszą rybę którą okazuje się 25cm płotka którą wkładam do siatki tak jak wszystkie dzisiaj złowione ryby . Ponownie zarzucam wędkę i za pół godziny szczytówka płynnie się wygina , zacinam i czuję coś większego chwytam podbierak w którym zaraz ląduje karaś po chwili następny i jeszcze jeden , potem nastąpiła przerwa w braniach więc postanowiłem coś zjeść . Za godzinę widzę takie branie że wędka wypada z podpurek chwytam wędkę i czuję coś większego ryba pływa po całym stawie , kiedy jest już nieco zmęczona podbieram ją , jest to 1kilogramowy karpik. Wkładam go do siatki i zarzucam wędkę po minucie widzę mocne branie i znowu ciągnę do brzegu kilowego karpika który skusił się na kanapkę z białego i kukurydzy tak jak inne ryby . Znowu przerwa w braniach na szczęście krótsza bo po 15 minutach mam branie i już coś holuję do brzegu jest to mały lin . ponownie zarzucam wędkę i prawie od razu widzę branie zacinam i ciągnę karasia a zaraz karpia i jeszcze dwa karasie . moja wędkarska przygoda dobiega końca biorę wędkę aby ją złożyć i czuję w rękach mocne szarpnięcie zacinam i czuję że na wędce mam karpia powyżej kilograma po wyholowaniu karpia do brzegu rozochocony zarzucam jeszcze raz i po chwili mam bardzo delikatne branie zacinam i czuję siłę 5 kilogramowego karpia dosłownie nad nim nie panowałem , po 10 minutach wkładam do wody podbierak aby podebrać karpia a on dostał nowych sił i wyciągnął kilka metrów żyłki z kołowrotka i nagle wędka się wyprostowała a ja już nie czułem karpia , zerwał się! Zdenerwowany przypomniałem sobie przysłowie „co za dużo to nie zdrowo” ale na pocieszenie najprzyjemniejszy moment dnia oglądanie fotografowanie i wypuszczanie ryb . Podsumowanie polowów:4karpie,6karasi,1lin,1płotka Mam nadzieję że mój wpis wam się podobał Pozdrawiam!
Komentarze