Ten rok nie zaczął się najlepiej. Przedwiośnie zimne i zero brań a pogoda na weekendach też bywała kapryśna. Koledzy namówili mnie na wykupienie opłaty na Nielisz. Mówili, że dobrze w tym zalewie bierze białoryb i drapieżnik. Co mi tam to tylko 60 zł na rok (na wypad na piwko z kolegami idzie 100 he he). I doczekałem się pierwszego wyjazdu (kwiecień 28 i 29), pogoda słoneczna. Znalazłem dojazd do wody, zebrałem co trzeba z bagażnika i poszedłem szukać miejsca. Ze względu na zawody musiałem przejść około 500m. Wędki zarzucone i po chwili pierwsze branie, piękny leszczyk powyżej 30cm. Zdziwiony byłem bardzo bo po chwili znów branie ale zacięte na pusto. Na haczyk nr8 zakładałem 2 białe i 5-6 pinek. Po godzinie tańca między wędkami rozejrzałem się czy u innych jest tak samo i u innych też brania były częste. Sobotę zakończyłem 7 leszczami i konkretną opalenizną. Wracając do domu wiedziałem, że jutro też przyjadę. W niedzielę rano poszedłem w to samo miejsce i pierwszym braniem samoczynnie zaciął się piękny jaź 37cm a po nim brały leszcze. Słońce piekło niemiłosiernie ale miło było popatrzeć na siatkę w której coś pływa. Tego dnia wyjąłem jazia i 6 leszczy. Pięknie. W Nieliszu byłem również wczoraj (sobota 12 maj) ale leszcz już nie brał ochoczo. Ryby płoszyły szczupaki ciągłymi atakami. Po 2 godzinach bezczynnego siedzenia wziąłem wędkę do ręki i przy zwijaniu poczułem uderzenie. Pomyślałem, że zajedzona ryba stała bez ruchu i dlatego nic się nie działo. Przy zwijaniu uderzył szczupak i zahaczył się za pokrywę skrzela. Byłem w szoku jak wypłynął na powierzchnię wody. Pomiar pokazał 49,5 cm. Próbowałem złowić żywca ale nie chciała trącić żadna mała rybka. Następnym razem jadę na szczupaka.
Komentarze