Podlodowe kłusownictwo Piękna, aczkolwiek niezwykle mroźna sobota pierwszych dni lutego w żaden sposób nie zapowiadała takiego zakończenia dnia. W związku z tym, że nawet w południe i przy pięknym słońcu termometry pokazywały prawie minus dziewięć stopni Celsjusza, ciężko było wędkować. Dlatego też dwóch Kolegów wybrało się na rekonesans jeziora. Po godzinnym patrolowaniu powrócili niestety z niezbyt przyjemnymi wieściami, gdyż z kłusowniczymi narzędziami, podniesionymi z przerębli. Pupy i klocki podlodowe, ustawione na rybki zapięte na kotwiczki, pozostawione w zamrożonych przeręblach. Na pierwszy rzut oka widać, że wykonała to osoba, która trudni się tym procederem od dłuższego czasu. Świadczą też o tym użyte do wykonania tych narzędzi materiały stosowane przez zawodowych rybaków. Chodzi m.in. o wykorzystanie specjalnych nici używanych do wyrobu sieci jak i rodzaj zastosowanej stalki. Mała woda po raz kolejny musi się oprzeć działaniu kłusowniczemu, działaniu przeprowadzonemu z pełną premedytacją praktycznie w biały dzień. Aż strach pomyśleć jaki jest rzeczywisty obraz kłusownictwa, jeżeli uwzględni się średni procent stosunkowo niskiej wykrywalności tego procederu. Sytuacja powyższa, wymusza więc wyczulenie nie tylko strażników SSR ale i pozostałych wędkarzy, którym leży na sercu dobro naszej wody, na baczniejsze zwrócenie uwagi na zachowania osób postronnych lub dziwnie zachowujących się pseudo wędkarzy. Trzeba zachować czujność, walka z kłusownictwem z chwilą nadejścia lodów się nie skończyła.
Komentarze