Płytka woda i wszędobylska roślinność sprawiły, że na początek wybrałem gumy Daiwa tournament duckfin shad. Rozpocząłem pogoń za szczupakiem. Godzina łowienia minęła nie wiadomo kiedy a ja nadal nie miałem brania. Co drugi rzut za to ściągałem wodne rośliny przeróżnych gatunków. Nie miałem lżejszych główek więc postanowiłem zmienić przynętę. Przeglądając pudełko trafiłem na starą wysłużoną wahadłówkę mors nr 2. Przypomniałem sobie, że kiedyś tu na taką łowiłem szczupaki. Po chwili wisiała już na przyponie i miała odczarować łowisko. Łowiłem pod słońce i mimo okularów polaryzacyjnych ciężko było mi dojrzeć pojedyncze rośliny rosnące w toni wody. Przynętę podawałem praktycznie na oślep. Często wprowadzałem w rośliny a każde nienaturalne zachowanie szczytówki kwitowałem zacięciem. Rosnące rośliny to nie jedyny problem. Problemem były także ich szczątki leżące na dnie. Płytka woda sprawiała, że wahadłówka czasem zagarniała je z dna. A kawałek liścia na kotwicy już skutecznie zmieniał pracę wahadłówki. Nim się obejrzałem minęła kolejna godzina, dziesiątki rzutów a ja nawet bez brania. Zacząłem tracić nadzieje. Zmęczony ciągłym machaniem siadłem na ziemi, sprawdziłem godzinę – zbliżała się 9:00.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze