Reklama

Pomagają rybom w wędrówce na tarło

06/11/2009 14:31
W obronie polskich rzek zaprotestowali w czwartek w Gdańsku przedstawiciele okręgów gdańskiego, słupskiego i elbląskiego. W pikiecie wzięły udział dziesiątki wędkarzy, członkowie towarzystw ekologicznych i wędkarskich, którzy wspólnie walczyli o zahamowanie planów tworzenia sztucznych przegród na rzekach. Jak się okazuje, to nie pierwsza tego typu akcja, na dodatek rozszerzona na inne działania – m.in. pomoc w przeprawie troci na tarliska.



Stop przegradzaniu rzek

Transparenty z hasłami „Stop przegradzaniu rzek” czy „Precz z przegrodami” szczelnie wypełniły teren pod Zieloną Bramą, nad Motławą w Gdańsku, gdzie doszło do protestów. Jak powiedział nam prezes zarządu okręgu mazowieckiego Teodor Rudnik, protest miał charakter ogólnokrajowy – sprzeciwiający się przegradzaniu rzek spotkali się bowiem we wszystkich miastach wojewódzkich. Zgodnie przekonują, że konsekwencją bezsensownej ingerencji w przyrodę jest zabijanie gatunków ryb łososiowatych, które w drodze na tarliska nie są w stanie pokonać przegród funkcjonujących przy elektronach wodnych. A jak wiadomo, brak dostępu do tarlisk oznacza ginięcie populacji tych ryb. Przegrody, zdaniem pikietujących, mają także inny negatywny efekt – zatrzymują zanieczyszczenia, które powodują, że rzeka w danym miejscu staje się wysypiskiem śmieci. Pod ostrzałem znalazły się również elektrownie wodne, które zdaniem protestujących tak naprawdę w nikłym stopniu dostarczają nam energię.

Nie tylko hasła pozostały po wczorajszej akcji. Wszyscy uczestnicy podpisali się pod protestem, w którym domagają się zarówno zaprzestania budowy przegród na rzekach, jak i nadmiernej budowy elektrowni wodnych. Dokument trafił do marszałka województwa i wojewody, dyrektora Regionalnego Zarządu Gospodarki Wodnej oraz regionalnego dyrektora ochrony środowiska. Otrzymają go także wójtowie i starostowie na terenie województwa. – powiedział nam prezes słupskiego okręgu Teodor Rudnik.

Trocie i drogocenne przepławki

Zdaniem naszego rozmówcy w podejmowanym problemie nie chodzi o samo bicie piany, ale o faktyczną ochronę ryb. Na potwierdzenie przypomina o podjętej już kilka lat temu podobnej akcji, która zakończyła się sukcesem. W 2005 roku wójt chciał wydać pozwolenie na wybudowanie kolejnej przegrody na rzece Łupawie. Zorganizowaliśmy wtedy happening, dzięki któremu wójt wstrzymał się od wydania pozytywnej decyzji. Można powiedzieć, że wtedy wykonaliśmy już pierwsze, zmasowane uderzenie. Dzisiaj również protestujemy, ponieważ wiemy, że bez nacisku władze marginalizują ten problem. Kiedyś powstał w naszym województwie plan budowy przepławek na rzekach, do dzisiaj nie jest on realizowany, mimo, że to właśnie dzięki przepławkom ryba może wędrować w górę rzeki na tarło. Posiadamy jedną, taką wzorową w Słupsku, zbudowano ją w 2001 roku. Zainstalowaliśmy w wodzie kamerę, gdzie której wiemy ile ryb przechodzi przez przepławkę na tarło. Podam dla przykładu, że w ubiegłym roku w dniach 22 - 23 października przedostało się dzięki niej ok. 1600 ryb. To bardzo dużo.

Nic więc dziwnego, że tegorocznej wędrówce ryb władze okręgów i państwowe straże rybackie również pomagają. Aby przerzucać ryby okręgi musiały wystąpić o zgodę do marszałka województwa. W tym roku, jak dowiedzieliśmy się od Teodora Rudnika, przyzwolenie obejmuje 1 tonę samic i pół tony samców troci. Część ryb przepływających przez Łupawę już została przerzucona w górę rzeki, ale na tym nie koniec – akcja potrwa aż do 15 grudnia.

Niestety, wędrówka dorodnych ryb wzmaga działania kłusowników. Już na samym początku października złapaliśmy trzech kłusowi, którzy zarzucali na rzece siatki, dzisiaj jest niewiele lepiej. Ciągle napływają do nas nowe informacje, często znamy nazwiska kłusowników, wiemy, gdzie czają się z siatkami, dlatego zaangażowaliśmy w akcję funkcjonariuszy społecznej straży rybackiej, straż graniczną, a nawet policję. Strażnikom zawsze towarzyszy policjant z psem, dzięki któremu nikt nam nie ucieknie. Mamy też kamery, dzięki którym nagrywamy przypadki kłusowania, takiego dowodu nikt nie podważy.
Jaki będzie finał tegorocznej akcji jeszcze nie wiemy, choć jeśli chodzi o kłusowników, to będzie to z pewnością wojna.
– podsumowuje prezes Rudnik.



foto: Teodor Rudnik

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama