Reklama

Popołudnie nad jeziorem

14/08/2010 06:38
Jest 1,30 w nocy nie mogę spać . Przez tydzień nie miałem żadnych sukcesów wędkarskich. Starzy koledzy wędkarze ,kalendarz brania i położenie księżyca, miały świadczyć o doskonałych braniach . Rzeczywistość okazała się jednak inna. Przypuszczam ,że trochę szczęście, przynęta i dobrze dobrany sprzęt, przyczyniają się do sukcesu. Postanowiłem napisać kilka zdań o popołudniowej wyprawy wędkarskiej. Żałuję ,że nie zostaliśmy na rybach do 1.00 w nocy jak było wcześnie uzgodnione z żoną , podczas obiadu. Na zachodzie kraju miały być gwałtowne burze i padać ulewny deszcz. To był powód zakończenia wędkowania o godzinie 21.00, a także konieczność pójścia rano na7.00 do pracy.
Po zjedzeniu obiadu zaczynam przygotowywać wędki i zanęty ,a żona szykuje kawę i bułki, co ma być naszą kolacją. Każdą wyprawę nad wodę traktujemy jako wypoczynek i przygodę na łonie natury. Czasami jest miła piękna pogoda, a czasami mokra i ulewna. Jesteśmy o godzinie 15.00. Sprzęt rozwijamy na kładce . Żona zaczyna wędkować . W oddali widać kolegę Janka łowiącego z łódki. Ja poszedłem naprawić łódkę,. W burcie wywierciłem kilka otworów nie przelotowych do widełek , w które wkładałem wędki . Podczas wiatru wędki nie przesuwają się po całej łódce i nie plączą żyłki. W tych otworach zaczęła zbierać się woda i deska zaczęła gnić deska. Zeszło mi jakieś 1,5 godziny.

Gruntową naprawę postanowiłem zrobić na wiosnę przed sezonem. Podczas naprawy łódki , biegałem do żony , ściągać rybki z haczyka i nakładałem robaki , bo nie potrafi ( tak mówi). Jest ciepło, niebo jest pokryte delikatnymi chmurkami, wieje wiatr w naszą stronę, co utrudnia żonie zarzucaniu wędki. Mamy już kilka złowionych rybek. Ja również, zaczynam wędkować . Po 15 minutach mam energiczne branie. Zacinam i jest linek 31cm. Po drugiej stronie na kładkę przyszła pani z trójką dzieci , zdążyła rozwinąć wszystkim dzieciom , i sobie wędki, a w tym czasie przyszedł chyba właściciel – no i koniec połowu. Zrobiło mi się żal. Po upływie pół godziny mam następne branie .Energicznie zacinam i jest drugi linek 30 cm. Mija 1.5 godz. ,postanawiamy wypłynąć na leszcza, do boi.

Po zanęceniu ,na głębokości około 6m, czekamy na efekty. Wieczorem wiatr uspokoił się ,woda wyglądała jak tafla lustra., Spławiki stały nieruchomo. Po wymianie żyłek na delikatniejszy zestaw ,nagle spławiki zaczęły chować się pod wodę. Tak złowiliśmy dwa leszcze o wymiarach 47cm , 42cm i kilka płotek. O godz. 20 –ej z powrotem wróciliśmy na kładkę Zarzuciłem wędkę z żywcem, żona łowiła na bata.

Nic się nie działo , zbliżała się 21 godz. Rybki z siatki wypuściłem , żona zwijała swoją wędkę ,aż tu nagle słyszę jak żyłka energicznie rozwija się z kołowrotka. Odczekałem 15 sekund , i kiedy miałem już zaciąć ,spławik wypłynął . Po zacięciu okazało się , że ryby i żywca na haczyku nie ma. Pełni wrażeń i trochę nie do końca usatysfakcjonowani ,przyjechaliśmy do domu. Jest trzecia rano, jeszcze spać mi się nie chce , a burzy i deszczu nie ma…

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama