Reklama

Powstrzymać degradację jezior.

14/11/2012 22:24

Obserwując w naszych wodach postępującą degradację, przejawiającą się zanikaniem roślinności zanurzonej i wynurzonej, pojawianiem się roślinności typowo bagiennej, coraz mocniejsze i dłuższe zakwity wody niejednokrotnie mówimy, że to wina procesów towarzyszących eutrofizacji. Można też spotkać się z opiniami, że winą za spustoszenia w pasach oczeretów jeziornych i wyginięciu całych łąk moczarki, wywłócznika i innej roślinności, winne są karpie wpuszczane w nadmiarze do zbiorników, które odchodami zaśmiecają dno zbiorników oraz amury, które tną wszystko zielone co napotykają na swej drodze. Karaś srebrny też popadł w niełaskę, chociaż podobnie jak amury i karpie jest nadal dostarczany podczas zarybień do zbiorników będących w jurysdykcji PZW.
Takim to sposobem ryby, które do tej pory były prawie w glorii ze względu na swoje walory wędkarskie i tym samym emocje, jakie dostarczały licznej rzeszy wędkarzy, stały się niechcianymi i generalnie nierodzimymi i jeszcze bardziej generalnie rybami „be, be”.
Snujemy więc różne poglądy i formułujemy opinie, bardzo często nie poparte wnikliwymi obserwacjami i analizami. Popełniamy tym samym kolejne błędy, które tylko potęgują niekorzystne dla wody zjawisko, zamiast jemu skutecznie przeciwdziałać. Brakuje w tej działalności często koncepcji, wizji i konsekwencji, która pomogła by w sposób zdecydowany, poprawić obecny stan naszych wód pod kątem występującej w nich flory i fauny.
Przyglądając się bliżej problemowi, można domniemać, że ze strukturą zarybienia moglibyśmy poradzić sobie sami. Wiele jest pozytywnych przykładów w PZW, ale coraz częściej wśród różnego rodzaju stowarzyszeń wędkarskich i przyrodniczych, który wydzierżawiły różne wody i wspaniale na nich gospodarują. Gorzej sprawy się mają, jeżeli chodzi o zahamowanie procesów eutrofizacji. Tutaj musimy zacząć najpierw od siebie. Wydaje się, że pierwszymi krokami jakie należałoby podjąć, jest zmniejszenie presji na wodę, ograniczenie ilości zawodów i nadmiernej ilości wrzucanych do niej bezmyślnie zanęt, pieczywa i nieprzetworzonych ziaren. Kolejnym krokiem było by zintensyfikowanie działań zmierzających do zdecydowanego ograniczenia zanieczyszczania wód w wyniku niekontrolowanej działalności rekreacyjnej, rolniczej i przemysłowej.
Myśląc o kompleksowym rozwiązaniu problemu czystości naszych wód, niezbędnym jest nawiązanie współpracy gospodarzami miasta, gminy, sołectwa. Jednym słowem z podmiotami reprezentującymi wszystkie sektory życia społeczno-gospodarczego, w tym podmiotami publicznymi (na czele z samorządem gminy), lokalnymi przedsiębiorcami, osobami prywatnymi oraz organizacjami pozarządowymi. My wędkarze korzystamy z wody uprawiając wędkarstwo, okoliczni mieszkańcy rekreacyjne. Mamy więc chyba wspólne interesy i bez wzajemnej współpracy, nasze działania mogą okazać się nieefektywne. Nie osiągniemy szczytnych celów, jakimi jest niewątpliwie poprawa czystości wód i jakości ich zarybienia. W ostatnim akapicie swojego artykułu skorzystałem z myśli zawartych m.in. w materiale „Czym jest rewitalizacja” http://bit.ly/TD0l4B

W materiale zdjęciowym przedstawiam obrazy świadczące o niekorzystnych procesach zachodzących w jeziorze. Jednak są też zdjęcia świadczące o tym, że gdyby powstrzymać pewne zjawiska lub je co najmniej spowolnić, przyroda potrafi się odnawiać sama. Świadczą o tym zdjęcia z ostatniego tygodnia, które przedstawiają podniesioną z dna pojedynczym haczykiem rippera soczystą, aczkolwiek delikatną jakże gałązkę wywłócznika kłosowego.


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama