Obserwując w naszych wodach postępującą degradację, przejawiającą się zanikaniem roślinności zanurzonej i wynurzonej, pojawianiem się roślinności typowo bagiennej, coraz mocniejsze i dłuższe zakwity wody niejednokrotnie mówimy, że to wina procesów towarzyszących eutrofizacji. Można też spotkać się z opiniami, że winą za spustoszenia w pasach oczeretów jeziornych i wyginięciu całych łąk moczarki, wywłócznika i innej roślinności, winne są karpie wpuszczane w nadmiarze do zbiorników, które odchodami zaśmiecają dno zbiorników oraz amury, które tną wszystko zielone co napotykają na swej drodze. Karaś srebrny też popadł w niełaskę, chociaż podobnie jak amury i karpie jest nadal dostarczany podczas zarybień do zbiorników będących w jurysdykcji PZW.
Takim to sposobem ryby, które do tej pory były prawie w glorii ze względu na swoje walory wędkarskie i tym samym emocje, jakie dostarczały licznej rzeszy wędkarzy, stały się niechcianymi i generalnie nierodzimymi i jeszcze bardziej generalnie rybami „be, be”.
Snujemy więc różne poglądy i formułujemy opinie, bardzo często nie poparte wnikliwymi obserwacjami i analizami. Popełniamy tym samym kolejne błędy, które tylko potęgują niekorzystne dla wody zjawisko, zamiast jemu skutecznie przeciwdziałać. Brakuje w tej działalności często koncepcji, wizji i konsekwencji, która pomogła by w sposób zdecydowany, poprawić obecny stan naszych wód pod kątem występującej w nich flory i fauny.
Przyglądając się bliżej problemowi, można domniemać, że ze strukturą zarybienia moglibyśmy poradzić sobie sami. Wiele jest pozytywnych przykładów w PZW, ale coraz częściej wśród różnego rodzaju stowarzyszeń wędkarskich i przyrodniczych, który wydzierżawiły różne wody i wspaniale na nich gospodarują. Gorzej sprawy się mają, jeżeli chodzi o zahamowanie procesów eutrofizacji. Tutaj musimy zacząć najpierw od siebie. Wydaje się, że pierwszymi krokami jakie należałoby podjąć, jest zmniejszenie presji na wodę, ograniczenie ilości zawodów i nadmiernej ilości wrzucanych do niej bezmyślnie zanęt, pieczywa i nieprzetworzonych ziaren. Kolejnym krokiem było by zintensyfikowanie działań zmierzających do zdecydowanego ograniczenia zanieczyszczania wód w wyniku niekontrolowanej działalności rekreacyjnej, rolniczej i przemysłowej.
Myśląc o kompleksowym rozwiązaniu problemu czystości naszych wód, niezbędnym jest nawiązanie współpracy gospodarzami miasta, gminy, sołectwa. Jednym słowem z podmiotami reprezentującymi wszystkie sektory życia społeczno-gospodarczego, w tym podmiotami publicznymi (na czele z samorządem gminy), lokalnymi przedsiębiorcami, osobami prywatnymi oraz organizacjami pozarządowymi. My wędkarze korzystamy z wody uprawiając wędkarstwo, okoliczni mieszkańcy rekreacyjne. Mamy więc chyba wspólne interesy i bez wzajemnej współpracy, nasze działania mogą okazać się nieefektywne. Nie osiągniemy szczytnych celów, jakimi jest niewątpliwie poprawa czystości wód i jakości ich zarybienia. W ostatnim akapicie swojego artykułu skorzystałem z myśli zawartych m.in. w materiale „Czym jest rewitalizacja” http://bit.ly/TD0l4B
W materiale zdjęciowym przedstawiam obrazy świadczące o niekorzystnych procesach zachodzących w jeziorze. Jednak są też zdjęcia świadczące o tym, że gdyby powstrzymać pewne zjawiska lub je co najmniej spowolnić, przyroda potrafi się odnawiać sama. Świadczą o tym zdjęcia z ostatniego tygodnia, które przedstawiają podniesioną z dna pojedynczym haczykiem rippera soczystą, aczkolwiek delikatną jakże gałązkę wywłócznika kłosowego.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze