Reklama

Pozory mylą

27/10/2012 14:04
Ta przygoda jest przykładem, że wyjątek tylko potwierdza regułę. Dziesiątki przeczytanych artykułów na temat szczupaków, ich zachowań, sposobów prowokacji, przynęt itd. daje to teoretycznie pewne zasady, których trzeba się trzymać żeby osiągnąć sukces w postaci metrowego zębacza. W jednej chwili wszystkie te reguły rozsypały się w drobny mak, nie prawdą okazało się, że metrowce żerują gdzieś z dala od brzegu, niedostępne dla wędkarza bez łodzi, nie prawdą okazało się, że walka z taką rybą trwa kilkadziesiąt minut albo że przynęta musi być duża itd. Możecie pomyśleć co ja za głupoty wypisuję, ale takie wyobrażenie na temat prawdziwych petard dnia dzisiejszego stało się faktem.

Lekki chłodny wiatr owiał nas na dzień dobry a mroźne powietrze dawało się we znaki. Ale dla nas to tylko znak, że jest szansa na grubą rybę. W drodze rozmawiamy, gdybamy a może uda złapać się chociaż taką 70 abo 80. W świetle reflektorów samochodu, widać doskonale szron na trawie, jest przymrozek powiedział brat (Rogeros) będą gryść. Standardowo procedura ta sama, wodery na tyłek, rozkładamy wędki, dzielimy się przynętami i do przodu.

Bez chwili namysłu udajemy się w miejsce przy łodzi gdzie ostatnim razem cwany szczupak zwiał nam wprost spod podbieraka. Na pierwsze danie ląduje u mnie Diamond Shad Relaxa RDS3-S002 grzbiet :czarny, brzuch: biały, u brata Seledynowa Sandra. Z nadzieją na chociaż przysłowiowego wymiarowca zarzucamy przynęty wzdłuż trzcin na płytkiej wodzie, ja z jednej brat z drugiej strony.

Dokładnie czwarty rzut, moment na opadnięcie gumki, lekkie podbicie i czuć tępy opór. Chyba siedzi ale zaplątal się w zielsko – pomyślałem przez chwile.

- Coś dużego ale idzie jak kłoda, weź podbierak i się przygotuj.

Cofam się do brzegu, żeby zrobić miejsce bratu na podebranie ryby. Zniecierpliwiony pytam się go czy widać co ciągne. Jego mina była bezcenna, zdenerwowanym głosem powiedział:

- o Ku*** ale wielki, uważaj, popuść mu troche!

Podciągam go bliżej, pierwsza próba podebrania się nie udała. Bratu zaczeły trząść się ręce z emocji. Szczupak zrobił dwa piękne odjazdy podnosząc emocje do zenitu. W głowie tkwi tylko jedna myśl, żeby tylko go nie stracić to przecież życiówka! Druga próba podebrania udaje się, łeb ląduje w koszu podbieraka a brat szybkim ruchem ręki łapie go za ogon i wyciąga na brzeg. Biegł z tą rybą jak opętany, krzycząc to jest metrówka! Walka z rybą trwała nie całe 3-4 minuty.

Podjarani na maksa, niedowierzając zdobyczy jaką udało nam się wyciągnąć mierzymy i ważymy koleżke, miara wskazuje 100cm a waga 6,5 kg. Pamiątkowe zdjęcia lipnym aparatem z telefonu i ryba wraca do wody.

Zadowoleni z siebie, kontynuujemy naszą szczupakową przygodę. Mimo usilnych starań nic więcej nie złapaliśmy. Analizując całe zdarzenie nigdy bym nie pomyślał, że metrowca wyciągnę z płytkiej wody przy trzcinowisku na niewielką przynętę a walka będzie trwać zaledwie kilka minut. Jednak pozory mylą, chwilami myślę, że to jakieś szczęście albo cud.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama