Przedwiośnie to pora przygotowań do niejednego wędkarskiego eldorado a dla niektórych spełniania kulinarnych pomysłów często związanych z rozpieszczaniem podniebienia rarytasami stworzonymi z okazów bogatych w różne „dobrostwa” zdrowe dla organizmu.
Okazuje się, że topniejące lody przyprawiają apetyt nie tylko smakoszom ale i nieuczciwym sprzedawcom. Postanowiłem to sprawdzić osobiście. W kilku słowach pragnę przestrzec smakoszy przed zakupem rybki w tak zwanych super okazjach, a jeśli już się skusimy to niezbędnym będzie przeprowadzenie skrupulatnych oględzin towaru. Zakup „kota w worku” może okazać się zbyt bogatym w jeszcze inne niekoniecznie „dobrostwo” okryte zazwyczaj sklepowym lodem. To proste rybka przestaje pływać w pojemniku z tlenem to ciach pod nóż i już mamy fileta. Taki manewr to połowa sukcesu a co jeśli do sklepu przybyła rybka już w lodzie i to taka, która podejrzewam usnęła w blasku słońca w jeszcze grubszym lodzie. Nie będę tego komentował sami określcie czym kierują się ludzie handlujący moim zdaniem czymś co mogę nazwać już odpadem przymarzniętym do kry, za który zabrał się nawet proces gnilny. Myślę że ich tłumaczenie, iż rana na rybie powstała przy transporcie może być skuteczna tylko dla szukających właśnie promocji. Podczas patroszenia i obierania łuski możemy być niemile rozczarowani widokiem i zapachem o czym świadczą zdjęcia.
Poczyniłem już odpowiednie kroki a przyjaciół tylko przestrzegam - UWAŻAJCIE I PRZESTRZEGAJCIE !!!
Komentarze