Reklama

Przechytrzyć smoka

15/07/2015 11:07

Oszołom

Jakim to trzeba być oszołomem, żeby w weekend wstawać o północy, lub wcale się nie kłaść. W sobotni wieczór nie iść na piwko, nie wyjść ze znajomym, tylko jarać się perspektywą nadchodzącego świtu, bryzy owiewającej nieogoloną twarz czy chwil spędzonych sam na sam z jakimś gościem w małej łódce. Jeszcze żeby był na bakier z upodobaniami, ale nie, jestem hetero.

Gdy tak ktoś popatrzy z boku, czy dowie się- że to tak co weekend, czasem także w tygodniu… i na urlopie również… Chyba nie uwierzy w brak opieki psychiatry. Ale co ja poradzę, tak po prostu mam. Ostatnio wypłynąłem jeszcze po ciemku. Pływaliśmy cały dzień po Zegrzu i był sukces… Dwa pstryki i krótki Zed. Jak na Zegrze - młócone przez kilka związkowych ekip rybackich (co ponoć biorą tylko białoryb… ), dziesiątki trolujących łódek co walą wszystko w łeb, fileciarzy i grunciarzy, to mogę tak powiedzieć. Był sukces.. Jest coś jeszcze w wodzie skoro były dwa, czy trzy stuki puki…. Czternaście godzin. Na świta… Nie po raz pierwszy…

Reklama

Ogólnie ten rok jest całkiem niezły. Na kilkanaście wyjazdów na Zegrze (tych całodniowych i tych 3-4 godzinnych, wracając z pracy) złowiłem już 4 (słownie cztery) dobre sandacze. Wynik o 33 % lepszy niż w minionym roku, na tej wodzie... Muszę jeszcze poznać trochę lepiej ten nasz Zalew. Przecież jest w nim tykle drapieżników…. W końcu pływam po nim dopiero kilka (może z osiem, lub dziewięć) lat. To zdecydowanie za mało żeby nauczyć się tej wody. A może to ja jestem taki tępy…

Ostatnie lata pływam tylko za grubymi rybami. Łowię z ręki, nie troluję. Dużą część ryb wypuszczam. A Zegrzyńskie Zedy wciąż się chowają… Ostatnio po kilkunastu godzinach na wodzie i nie przespanej nocy zadzwoniłem dojeżdżając do domu, do żonki. Poprosiłem, żeby zrobiła mi dobrą herbatkę. Miałem może 5 minut jazdy. Zjechałem do garażu. Było chłodno. Zgasiłem silnik, wyciągnąłem nogi na fotelu i zamknąłem oczy. Światło zgasło. Ocknąłem się po prawie dwóch godzinach. Herbata wystygła. Żonka się tylko śmiała. Zadzwoniła dwa razy, a że w garażu pod blokiem nie ma zasięgu, doskonale wiedziała co się stało. Kiedyś już tak zrobiłem. I jak tu powiedzieć, że jestem normalny… 

Reklama

Czasami zdarzają się dni,, gdy odpuszczam i rozgrzeszam „swoją” wodę… Wybaczam jej wszystko. Te dziesiątki godzin bez dotyku, te nieprzespane noce, te ekipy motorowodniaków i żeglarzy pływające po zestawach… 

Są chwile gdy na drugim końcu zaczyna pulsować ciężar. Czuć bicie serca, napinający się każdy mięsień, wzrastające ciśnienie, jęczący kołowrotek i blank wygięty w parabolę. Ta chęć- choć przez chwilę zobaczenia na wodzie, tego co tak kopie i odchodzi… Żeby nie opowiadać niestworzonych historii, jaki to potwór się zerwał i jak dużo urósł od ostatniej opowieści… I czasami nawet to się udaje. 

Reklama

Sam widok dużej ryby mi wystarczy… Jeśli ją wyjmę to i tak wróci do wody. Za to że tyle żyła, uniknęła związkowych i kłusowniczych siatek, setek trolli, fileciarzy i grunciarzy, muszę jej podziękować. Może jeszcze da wodzie jakieś potomstwo. Takie ze swoimi genami. Potrafiące to, co jej do tej pory się udawało… 

A wdzięczność mogę wyrazić tylko w jeden sposób. I nie oczekuję spełnienia życzeń….

Zapraszam na kilka chwil, dla których właśnie to robię, choć nie sandacz to też piękny…








Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama