Ten wyjazd planowałem od kilku dni. Przygotowania wre, kukurydza zagotowana wszystko gotowe i naszykowane. Pobudka o godzinie 4.45 i na ryby:) O 5 nad ranem byłem już na łowisku w Parczewie w parku. Rozłożyłęm się pierwszy rzut i "bach". Cały zestaw spławikowy ląduje na drzewie. Podejmuję jednak próbę zciągnięcia go z drzewa lecz wszystko sie zerwało. Zrezygnowany straciłem ochotę na łowienie. Lecz po chwili wpadłem na pomysł. Ahh.. w pośpiechu rozkładam bat i z nadzieja uderzam w gałąź na której zawisł spławik. Udało sięę ! Mój spławik do którego byłem tak przekonany i bez którego nie mogłem oddawać dalekich rzutów spadł do wody. jeszcze kilka ruchów podbierakiem i jest. W pośpiechu i zdenerwowaniu uzbroiłem nowy zestaw założyłem na hak 10 kukurydze i daleki rzut na środek stawu. Ehh.. uspokojony siadam wygodnie wyciągam kanapkę odkręcam termos z cieplutką herbatka aż tu nagle... spławik znika pod woda, żyłka się uciąga, wędka powoli zjeżdża z podpórek i jest...krótkim delikatnym ruchem ja zacinam.. czuje ja na wędce kilka nerwowych ruchów kołowrotkiem ale bez skutku... i zaczęło się, dzwięk hamulca umila te piękne chwile i prawie 20 minutowy "rajd" ryby po cały stawie.. i jest. ryba ląduje w podbieraku i ta ulgaa.. i radość. jak sie okazało był to 72 cm amur... jeszcze tylko pamiątkowe zdjęcie i ryba wraca do wody .. i tak oto amur 72 cm staje się jak na razie największą złowiona przeze mnie rybą i pobija wcześniejszy rekord amura 68 cm.
Komentarze