Reklama

Rekordowy karpik 3,35 kg przy okazji...

18/05/2015 20:32
W tym roku mam problemy z wolnym czasem i trochę ze zdrowiem. Przekłada się to oczywiście na moją bytność na łonie natury i łowy nie tylko te krwawe ale i też te bezkrwawe, bo tak odbieram obserwację budzącej się wiosną przyrody. Przypominam sobie koniec kwietnia i maj roku ubiegłego. Piękne, słoneczne i ciepłe dni, zieleń, kukanie kukułek, klękorowanie żurawi, lądowanie i startowanie łabędzi, walki kaczek o rewir, kaczki już z kaczętami i mnóstwo świergotu, ćwirakania, świergolenia, świrkania, derkania, gruchania innego drobniejszego ptactwa. No i jeszcze mnóstwo zaskrońców wpław pokonujących szerokie wody. Jest połowa maja, a ja na wędkowaniu dwa razy byłem. Pierwszy raz, gdzieś około 20 kwietnia. Całe popołudnie, do 20.15. Kilka godzin bez puknięcia. Chłodno i wietrznie było w dodatku. Kicha. Dobrze, że mimo wiatru i zimna coś tam podśpiewywało z każdej strony stanowiska. Drugi raz przy wodzie to dzień wczorajszy. Z zacną Małżonką, dorosłym synem, czasami z jeszcze doroślejszą córką chętnie odwiedzamy miejsce i okolice naszego pobytu stałego w latach 2003 - 2013, Biskupic w gminie Pobiedziska. No i wczoraj, 17 maja, po obiedzie, namówiony zostałem na taką wycieczkę, na spacer wokół Jeziora Dębiniec w Parku Krajobrazowym Promno i podziwianie różnorodności fauny i możliwości dobrze zrobionej architektury krajobrazu w przecudnym ogrodzie i sadzie będącymi częścią restauracji i pensjonatu "Siedem drzew". Ja ze swojej strony "wymusiłem" jeszcze spacer wokół Jeziora Lewego, oczka na skraju pól i lasu przy drodze z Biskupic do Paczkowa. Z warunkiem, że oni (Żona i Syn) robią spacer po znanej nam "dużej orbicie" wokół jeziora z podejściem do Cybiny, a ja w tym czasie coś na kiju w głębię jeziorka wrzucę. Wiedząc, że będę miał ok. godzinki wolnego czasu, wziąłem jedną wędkę, podbierak, kilka przyponów i smakową, waniliową kukurydzę. Rodzinka w prawo, ja w lewo na stary zdezolowany pomościk od strony drogi asfaltowej. Na haczyk dwie kukurydze, zarzut, obserwacja spławika i słuchanie odgłosów przyrody. Aura też mało ciekawa, temperatura 15-16 C, wiatr, trochę naprzemian chmury - słoneczko, nawet raz minutowy kapuśniaczek. Po godzince, jak już słyszałem odgłos powracających bliskich, przyduszenie i odjazd spławika. Zacięcie i .... Na początku jakoś tak niepozornie i lekko szło. Pomyślałem, że jakiś patelniak, że większa płoć lub leszczyk. Po kliku obrotach kolbki kołowrotka nagle, odjazd w prawo, w stronę pobliskich trzcin. Podkręcenie hamulca i zabawa. Trochę w prawo, trochę w lewo, trochę na jeziorko. Momentami bez walki. Gdzieś po 4-5 minutkach już wiedziałem (pokazał grzbiet), że to karpik, podbierak w łapę i walka zakończona. Było co podnosić. Jako, że wędkowanie zacząłem w ubiegłym roku, to ten dzisiejszy karp nie dość, że jest moim pierwszym karpiem w życiu, to jasne, że i jest jednocześnie rekordowym. Wzięty oczywiście do domu. Waga 3,35 kg. A żona jaka zadowolona. Ona uwielbia rybkę. Ale uczta dzisiaj była. Do tradycyjnie usmażonego, Żona dogodziła mi dokładając jeszcze frytki. Pychotka.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama