Od wielu lat trwa walka o przetrwanie bałtyckich gatunków troci /salmo trutta/ i łososia /salmo salar/.
Ich istnienie jest zagrożone. One jeszcze są, stado jest dość pokazne, ale jeżeli nie zmienimy tego co się dzieje - całkowita zagłada jest kwestią najbliższych lat. Dramat zaczął się dawno temu. Na zgubę tych nieszczęsnych ryb - władze PZW oraz naukowcy, a także ichtiolodzy, działając w zmowie - położyli rękę na ich rozrodzie. Łososiowate, prąc pózną jesienią na tarło, wstępując z Bałtyku do rzek - napotkały rękę człowieka. Slynna już zapora na Słupi, młyn na Drwęcy - stały się śmiertelnymi pułapkami.
Zamiast umożliwić im, i ochronić naturalne tarło - wyciągano je z wody, wygniatano ikrę i mlecz - a potem w większości zabijano. Część była przerzucana powyżej, i mogła płynąc dalej, ale tu czekały na nie sieci, a nawet prąd. Trocie i łososie do rozrodu potrzebują płytkiej, wartkiej wody, i dlatego brnęły wiele kilometrów. Nikt nigdy nie policzył, ile tych ryb dotarło do celu wędrówki, i ile narybku wydały one na świat. Mówiono - "jest dobrze, będzie lepiej ! " Oczywiście - zrodzone w rękach człowieka smolty /palczaki troci i łososia/ - były wpuszczane z powrotem do rzek, z nadzieją ich powrotu, i rozrodu. Ale - nadzieja jest matką....pseudonaukowców !
Pamiętam sprzed wielu lat sensacyjne pojawienie się łososi na rzece Płocicznej. To piękny, górski dopływ Drawy. Łososie przebiły się przez śmierdzącą, pełną trucizn Odrę, potem przez Noteć - do Drawy. Gniazd było około 20. To był wyczyn ! Zupełnie jak rajd łososiowych komandosów na głębokie tyły wroga. Niestety - już pózniej nie wróciły....
Wrzodziejące zapalenie skóry u tych ryb pojawiło się po raz pierwszy wiele lat temu. Nie będę się o tym teraz rozpisywał, możecie łatwo się z tym zapoznać z innych zródeł. To choroba śmiertelna - ale - dotyczy tylko ryb, które w czasie rozrodu dotknął czlowiek. W Kanadzie, USA, tej choroby nigdy nie stwierdzono, a tam tarło tych wspaniałych ryb jest tylko doglądane. Nikt im tam nie grodzi rzek, nie mówiąc o zabijaniu choć jednej sztuki. Łososie pacyficzne na tarle giną WSZYSTKIE - ale ich odnawialność jest praktycznie stuprocentowa. W Kanadzie przychodzi na świat i wchodzi w cykl życiowy około 17 milionów łososi wszystkich odmian rocznie....ładna liczba, pogratulować ! A w Polsce - ujścia rzek do Bałtyku obstawiane są sieciami rybackimi. Jeśli część troci i łososi je szczęśliwie ominie, i dotrze do ujscia rzeki prowadzącej do celu - napotka sieci właśnie w tym miejscu. Znowu część się przedrze..płynie....i ..młyn. Sieci i ludzkie łapska....
Co możemy zrobić dziś?
Odpowiedz jest prosta. W Polsce nasze przepisy - absurdalne - pozwalają łowić tylko wychudzone kelty. Czyli ryby wymęczone tarłem, spływające z powrotem do Bałtyku. Czas tego połowu rozpoczyna Nowy Rok, a trwa do września. Kelty - tylko zima, pózniej pojawiają się silne srebrniaki. Tak nie może być dłużej. Mówię to z całą odpowiedzialnością. Czas - kiedy my - wędkarze, powinniśmy być nad rzekami - to pózna jesień, aż do końca listopada, a może dłużej. Wtedy, kiedy srebrne, silne trocie i łososie idą na tarło. Wówczas - żadnych zapór, młynów, itp.
Zakaz łowienia, jaki wciąż obowiązuje wędkarzy - nie obowiązuje kłusowników , tych pojedynczych, i calych band, do dziś grasujących, i wyposażonych w sprzęt, środki łączności itp. Jeżeli nam - spiningistom i muszkarzom, za symboliczną opłatą, pozwolono by łowić wstępujące na tarło ryby - wtedy setki nas - tymczasowych strażników wody - wędkarzy - znalazłyby się nad nad naszymi łososiowymi rzekami. Przy czym - zasada wyłącznie "złów i wypuść". Bandy kłusowników miałyby już bardzo ciężki "chleb"....W dzień wędkarze, nocą - straż rybacka i policja. Ta wojna o przetrwanie dla troci - może być zwycięska. Tylko kilka podpisów ludzi, którzy za to odpowiadają...
Ale - czy zrozumieją? Że - mięso ryby je się tylko raz...
Komentarze