Reklama

Sandaczowe testy

10/02/2011 11:03

Podczas naszej ubiegłorocznej wyprawy nad jezioro Bolmen - Szwecja czyli 3 część Ciężkiej Jesiennej Orki mieliśmy okazję potestować nieco przynęt Rapali i Storma. Bo gdzież by indziej nie testować tych popularnych marek jak nie właśnie na skandynawskich jeziorach? Każdy dokonując zakupu zastanawia się, które przynęty wybrać ale rzadko jest okazja aby móc je przetestować przed zakupem. Dzięki staraniom kolegów, nam ta niewątpliwa przyjemność została „dana” :)




Metoda na „trolla”.

Na początek podczas wyszukiwania miejscówek godnych dłuższego postoju część z nas próbowała trollingu. Na pierwszy ogień poszedł Deep Tail Dancer Rapali.



Jest to głęboko schodzący wobler dodatkowo wyposażony w grzechotkę wabiącą drapieżniki. Szeroka gama kolorów gwarantuje, że każdy wybierze coś dla siebie, choć niekoniecznie ma to wpływ na drapieżnika - zwłaszcza sandacza czającego się na głębokości 10m. Z tego powodu nie będę rozwodził się nad wyglądem przynęty ale możecie wierzyć, że jak w przypadku każdego woblera tej marki jakość wykonania jest celująca. Dodatkową zaletą tej przynęty jest szybkość z jaką osiąga docelową głębokość – co ma znaczenie podczas trollingowania. Pomimo bardzo dużej ilości plecionki, której wysnucie było konieczne do jej osiągnięcia, bardzo agresywna praca powodowała, że jakiekolwiek zaczepy (o dno, gałęzie etc) od razu były sygnalizowane na kiju. Wobler agresywnie pracuje, pomimo sporej głębokości do której schodzi i sandaczowego kija 50-60 gr. czuć cały czas jego pracę. Dzięki temu dość łatwo wyczuć branie drapieżnika, często objawiające się chwilowym „wyciszeniem” przynęty. Można to zaobserwować przyglądając się rytmicznym ugięciom szczytówki podczas trollingu, na ułamek sekundy szczytówka zamiera w bezruchu, wtedy często okazuje się, że nastąpiło branie i po zacięciu można rozpocząć hol. Często nie trzeba nawet zacinać te woblery wyposażone są w tak ostre haki, że rzadko kiedy rybie udaje się je wypluć.

Podobnie zachowuje się wobler Storma – Deep Thunder, którego również mieliśmy w swoim testowym arsenale.



Podobnie jak Deep Tail Dancer schodzi on do głębności nawet 10m i równie agresywnie pracuje. Z racji tego, że wg mnie wobler ma bardzo ostry kąt schodzenia doskonale sprawdził się na łowisku gdzie przy dość niewielkiej prędkości łodzi i dużej fali szybko osiągał właściwą głębokość. Wizualnie przynęta pracuje naprawdę dobrze, naturalny kształt oraz sposób w jaki przynęta pracuje w wodzie wg mnie gwarantuje uniwersalność zastosowania. Dwie ostre kotwice dają pewność zacięcia i holu.


Metoda z rzutu.

W wybranych miejscówkach gdzie spodziewaliśmy się sandaczy na schodzących w głąb zboczach testowaliśmy jeden z najładniejszych - moim daniem – pod względem estetyki woblerów – Rapala X-Rap Deep. Woblery te są perfekcyjnie wykonane, o bardzo żywych kolorach a specjalna folia jaką są pokryte świetnie imituje naturalne połyskiwania ryb w wodzie. Dodatkowy kolorowy chwost na ogonie dodaje przynęcie „życia”. Wobler błyskawicznie schodzi do docelowej głębokości dzieki dużemu sterowi oraz bardzo agresywnie pracuje. O skuteczności tej przynęty przekonaliśmy się dość szybko, dzięki meldującym się kilku sandaczom, które jak widać również nie mogły oprzeć się urokowi X-Rapa.



W miejscach gdzie sprawdzał się X-Rap jako porównanie używaliśmy innych przynęt – kogutów domowej produkcji (świetnie się nimi rzucało, główki 35 gr. śmigały jak pociski, niestety z mizernymi efektami wędkarskimi), shakerów firmy Lunker City (o nich za chwilę) oraz miękkich gum Storma, w szczególności serii Wildeye. Zaletą tych przynęt jest ich niecodzienna konstrukcja: wyposażone są w hak i kotwicę więc niepotrzebne jest dodatkowe dozbrajanie oraz dociążane i wyważane są wewnętrznie. Dzięki temu przynęta w wodzie zachowuje się naturalnie imitując drobnicę. Podczas jednej z naszych poprzednich wypraw na szwedzkie jezioro Asunden jednego z takich Stormów wyłowiliśmy przypadkiem. Przynęta była jeszcze w dobrym stanie i została przez nas użyta stając się „szczupakowym killerem”. Niezwykle skutecznym w trudnych krzaczastych zaroślach w których typowe gumy z główkami zdecydowanie częściej grzęzły.

Na koniec o wspomnianych shakerach Lunker City. Ja używałem głównie koloru Anchovy, na główkach 25-30gr. dozbrajanych za ogon. Była to jedna z moich skuteczniejszych przynęt na sandacza podczas tej wyprawy. Guma w wodzie pracuje bardzo dobrze a dozbrajanie za ogonek umożliwiało wleczenie przynęty po dnie co wyjątkowo prowokowało sandacze do ataku. Również takie, które nie były głodne – zacinały się „pod brodę” podczas przyduszania przynęty do dna.


Podsumowując wybierając się kolejny raz na sandaczowe i sandaczowo-szczupakowe łowisko z pewnością zabiorę ze sobą woblery rapali – Deep Tail Dancer oraz X-Rapa, wezmę również Deep Thundera Storma. Z gum zaś wybiorę shakery Linker City zwłaszcza w kolorze Anchovy.


Do zobaczenia na łowiskach w nowym sezonie!

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama