Początek sierpnia, nareszcie jadę w góry do brata. Po tygodniowym obijaniu się planujemy wspólną wyprawe nad Sieniawe. Z zapory widać całkiem spore sztuki.W sobote Michał szedł do pracy więc na ryby wypadało by pojechać wcześnie rano w niedziele. Przygotowanie zacząłem już od rana, wiązanie haczyków, zbrojenie wędek a później do Sanoka na jakieś zakupy. Po dłuższej tułaczce po sklepach trafiamy wkońcu do sklepu wędkarskiego "pstrąg". Krótkie oględziny asortymentu sklepu i przechodzimy dalej, wykupiłem pozwolenie na niedziele i jakieś drobiazgi. Sklepik całkiem fajny nie jest duży ale można powybierać. Około 20 zaczęliśmy pakowanie gratów do samochodu, dość sprawnie nam to poszło, planowaliśmy wyjechać około 5:00. Noc gorąca z tego wszystkiego jak nigdy obudziłem się kilka minut przed dźwiękiem budzika. Gorąca herbatka na orzeźwienie i bułki do samochodu i możemy ruszać.
Najpierw pojechaliśmy na rzekę Czernisławkę, Michał mówił, że woda tam powinna nie przekraczać 2 metrów głębokości ku naszemu zdziwieniu nie miała nawet 1m! Napewno tu byśmy nie połowili ziemia była mocno namoknięta i komary nie dawały by nam żyć. Na następnej miejscówce o wiele lepiej dość duży cypel ze sporym spadem. Poszliśmy po wędki i po dłuższej gimnastyce udało nam się zleźć na dół ze skarpy. Rozkładanie wędek i przygotowanie stanowiska przebiegło dość sprawnie pierwsze kule zanęty powędrowały do wody. Na pierwsze branie długo nie trzeba było czekać, na pinke pokusił się malutki okoń, kolejny rzut i znowu malec... Dość często spławiała się ryba i to nie mała. Jakiś drapieżnik wyskoczył około metra od brzegu. Po jakimś czasie przepływał spininngista kilka rzutów i złapał niewymiarowego szczupaczka (około40cm) po czym wrzucił go spowrotem do wody. Około 7 rano dzwoni tata mówi że też siedzi nad wodą od 5 rano w Opocznie i też nic nie bierze. Nawet nie rozkładaliśmy sadzyka takie duże sztuki brały. wkońcu weszły nam ukleje. Po około 3 godzinach mieliśmy w sadzyku kilka uklei około 15-20cm. Mieliśmy jeszcze jedno branie na grunt niestety nie zdążyliśmy wpore zaciąć i ryba opyliła pęczek czerwonych robaków. Próbowaliśmy też na żywca ale bez efektów. O 9:30 zaczeliśmy się zbierać w dalszych planach mieliśmy po kościele pojechać nad zalew Soliński.
Nad zalewem Solińskim jakiś śmiałek skoczył z 30metrowej zapory do zalewu na 40m głębokiego po czym jakiś koleś wyłowił go na rowerku... Z zapory piękne widoki ludzie rzucali jedzenie rybom. Dość sporo było leszczy ponad półtora kilogramowych, kleni, i pięknych dwucyfrowych karpi. Jakaś pani rzuciła dość spory kawałek bułki wielkości cytryny a ten olbrzym poprostu zaatakował to jedzenie momentalnie wsysając żarcie.
Potem jeszcze pojechaliśmy od Polańczyka(z drugiej strony soliny). Tam pozwiedzaliśmy na rowerku wodnym przepiękne krajobrazy, zatoczki tego ogromnego i głębokiego zalewu. Ryby dawały podpłynąć dość blisko można było obejrzeć ogromne klenie z bliska. Nawet na samej plaży było ich dość sporo ;)
PS zapraszam na mój blog wrzucę więcej zdj z soliny/polańczyka
Komentarze