Reklama

Smak wędkowania

05/02/2013 08:51
[p]Schodzę nad rzekę po skarpie wału przeciwpowodziowego. Do wody jeszcze ze sto metrów. Jest gdzieś tam za krzakami, a ja ledwo powstrzymuję się żeby nie pobiec. Tam mi spieszno. Podbiegam parę metrów. Besztam się w myślach” Prrr! Spokojnie opanuj emocje!”. Opanowuję. Idę na kompromis. Nie będę biegł. Za to rozłożę sprzęt w marszu. Rozkładam. W krzakach to niewygodne. Daję radę. W końcu jest woda. I stara ostroga, przelana w trzech-czwartych. Ideał. Taka mi się dziś wyśniła. Siadam na dużym kamieniu u nasady. Emocje odeszły, jestem już spokojny. Teraz tu sobie posiedzę. Nie, nie będę od razu rzucał. Spojrzę sobie tylko na rzekę. Przecież jestem na rybach i nigdzie mi się nie spieszy. Czas płynie wolno, ale stale. Jak moja rzeka. Obserwuję linię nurtów poniżej główki, patrzę na zwary w warkoczu i czekam na jakiś znak. Jest. Mała rybka ucieka panicznie tuż pod powierzchnią. Za chwilę druga, jakieś pięć metrów niżej. I zaraz następna, znów dalej. Już wiem, że są i patrolują swoje rewiry. Bolenie. O! Następna uciekająca rybka. Czas oczekiwania się skończył. Wobler leci w warkocz, ma przeciąć trasę, którą patroluje boleń. Ściągam przynętę szybko. Bardzo szybko. Pierwszy rzut pusty. Drugi pusty. Trzeci… Traach!!! Najpierw widzę gejzer wody, a potem czuję potężne szarpnięcie na wędzisku! I zaraz terkot hamulca. To najpiękniejsza muzyka dla ucha wędkarza! Odjazd jest szybki, ale krótki. Ryba szybko ustawia się w nurcie. Walczy sportowo, pod powierzchnią. Żadnych ucieczek do dna w zawady. Wiadomo, boleń. I to spory. Może nawet z 70 cm. Kij wygina się mocno ale wciąż dobrze amortyzuje. Ryba schodzi poniżej główki. Idzie skosem w dół, tam gdzie spokojniejsza woda. To blisko mnie. Teraz ledwo nadążam kręcić korbą kołowrotka, żeby nie stracić kontaktu z boleniem. Nagle widzę, że żyłka tnie wodę znów w kierunku nurtu! Czuję mocne targnięcie łbem, a może uderzenie ogonem i … Pufff! Żyłka jest luźna! Wobler lekko napina żyłkę, a boleń spiął się. Pech! Ale nic to! I tak miałem go wypuścić. Mózg jeszcze pompuje adrenalinę ale powoli się uspokajam. Ładnie zacząłem dzień. Co będzie dalej? Następny boleń? Chciałbym… Zamykam oczy i wciągam przez nos powietrze do płuc. Do pełna. Ile się tylko da. Czuję zapach rozmiękłej majowej ziemi, czuję, wszystkie zapachy, które mieszają się nad wodą i sprawiają, że cała rzeka pachnie tym niepowtarzalnym bukietem woni. Specjalnie dla mnie. Wypuszczam głośno powietrze. Na kubkach smakowych zostają śladowe ilości czegoś nieokreślonego. Wiem co to jest. Od dzieciństwa to samo. Bez względu na porę roku, od pierwszej w życiu złowionej uklejki, po ostatniego w kolejnym sezonie szczupaka, zawsze to samo. To smak wędkowania... [/p]
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama