Nie dalej jak wczoraj około 19.00 wychodząc z domu usłyszałam w oddali jakby jakieś mamrotanie. Pomyślałam sobie , że może ktoś u sąsiadów rozmawia przez telefon komórkowy, ale to nie telefon był przyczyną mojego zainteresowania. Gdzieś po ciemnym niebie unosiło się urocze gęganie . Wrażliwa jestem cholernie na punkcie wszelkiego rodzaju zwierzaków, więc stałam wpatrzona w czarne niebo i słuchałam tego gęgolenia z radością.
Dla mnie był to wyraźny znak , że już idzie wiosna.
No , skoro gąski wracają to znaczy (jak w reklamie Piwa;))”Że już Czas”.
Czas na to , żeby pofatygować się do sklepu wędkarskiego i wyrobić sobie moją pierwszą w życiu kartę wędkarską. Nie mam zamiaru wędkować na waleta, a nie chce wchodzić w paradę mężowi, który też ma prawo do tego , żeby pojechać sobie z kolegami na ryby i pogadać o męskich sprawach. Branie żony za każdym razem w końcu mu się znudzi i zacznie nasze wyprawy Mąż –Żona, traktować jak smutny obowiązek , a nie tak jak powinien, czyli –przyjemność;)Po za tym ja też chciałabym pojechać sama na ryby z moją kumpelą, która świetnie łapie na spinning szczupaki i jeszcze lepiej potrafi je uśmiercić , żeby oczywiście zjeść. Nie jestem zwolenniczką zabijania rybek , ale po pierwsze rybę złapała ona, po drugie była głodna, a po trzecie jej opowiadanie jak ganiała szczupaka po trawie z kijem-Bezcenne;)
Ale , ale – wracając do wyliczanki…
Czas na to ,żeby wyciągnąć rower i zacząć penetrować okolicę. Jest tyle fajnych miejsc, do których nie potrzeba samochodu. Wystarczy rower wędka i robaki. A jak napisałam tak też zrobiłam .Na pierwsze rozeznanie terenu pojechałam dziś i ku mojemu miłemu zaskoczeniu natrafiłam na wędkarza . Uzbrojony w dwie gruntówki spacerował z lewej na prawą stronę swojego łowiska. Ominęłam starsza parę spacerująca wałem i zatrzymałam się na wzniesieniu. Teraz tylko głośne- ”Dzień dobry” i już uwaga wędkarza skierowała się w moja stronę. Musiało paść podstawowe pytanie- ”czy biorą”- odpowiedź standardowa, jak zawsze ”Nie , nie biorą”- odpowiedział uroczy wędkarz nieco zdziwiony, że szusująca po wale na Narwi młoda dziewczyna interesuje się braniem ryb. Wiedziałam po jego minie , że zastrzelę go następnym szybkim” widzę , że wędkuje Pan na gruntówkę, tak? Jakaś większa się marzy? Biedaczysko- co on musiał sobie wtedy myśleć. Nie dość , że kobieta o ryby go pyta to, nawet wie co to jest gruntówka;)Pawlak pewnie rzekłby ”Konic świata” .Grzecznie się pożegnałam z pierwszym w tym roku wędkarzem i oczywiście życzyłam powodzenia. W odezwie usłyszałam miłe „nie dziękuję ” i już gnałam dalej napawając oczy widokiem leniwie budzącej się przyrody, z długiego zimowego snu. Nie bez kozery mówię o przyrodzie , bo ptaszyska kochane już dają wyraźnie do zrozumienia , że są gotowe do wiosny.
Czas na to , żeby zaopatrzyć się w pierwszą własnościową wędkę, bo do tej pory korzystałam z wędek męża i teściowej.
Czas na to , żeby objąć w posagu po moim Tatusiu, który zmarł tamtego lata wszystkie magazyny wędkarskie , wędki , spławiki, kasara i krzesełko. A o ile się nie mylę to chyba miał jeszcze gdzieś stare wodery.
Czas na to , żeby złapać swój pierwszy w życiu rekordowy okaz. Na stawie z przystojniakiem mi się nie udało, bo sam mając chyba dosyć życia złapał się w siatkę, wiec wybiorę się z Anetką ”pogromczynią szczupaków ”na Omulew. Wezmę spinning, Red’sa w plecak i przejdę wzdłuż brzegu całą rzekę u niej na wsi, a złapie przystojniaka. Złapię największego i Go wypuszczę;)
Czas na to , żeby po zimie spędzonej przymusowo w domu teraz weekendy spędzać nad woda , to tu , to znów tam. Dzięki wędkowaniu, można co weekend zwiedzać nowe miejsca, łowiska , jeziora . I po tak spędzonym sezonie, taka młoda siksa jak ja nagle stwierdza , że do szczęścia nie jest jej potrzebna wycieczka na Barbados czy Hawaje. Szczęście jest bliżej. W okolicach Szczytna, nad Narwią w Ostrołęce tuż pod Nowym Mostem lub na starej plaży. Zaczyna rozumieć , że zamiast iść z przyjaciółkami na dyskotekę, gdzie uszy nie są w stanie wytrzymać decybeli, a widok małolat odczyniających na parkiecie taniec godowy do pijanych kolegów, odsuwa w dal myśl o własnym dziecku, może zapakować te przyjaciółki w samochód i pojechać na wieś na wędkowanie do późna i rozmowy pod gołym niebem , te babskie rozmowy, te szeptane , żeby nie wystraszyć ryb.
Szczęście jest tam gdzie starzy dobrzy wędkarze rozstawiają swe wędki, tam gdzie słyszy się legendy o szczupaku z miedzianym pierścieniem Fryderyka II w środku. Szczęście jest we wspomnieniach o wspaniałych połowach w równie wspaniałym towarzystwie…
Komentarze