Otóż 11 września wraz z kuzynem (www.pajacyk113.wedkuje.pl) wcześnie rano stawiliśmy się.. znów nad Hajką aby razem przeżyć cały dzień wędkowania.
Faza księżyca dobra więc zabraliśmy ze sobą wędki spinningowe i spławikowe. Przybywając wybraliśmy miejsce typowo dla białej ryby i na nią chcieliśmy przede wszystkim ""zapolować"" używając lekkich zestawów spławikowych (mój: spławik 3 g. 2 śruciny 0,7 g. żyłka 0.16 i haczyk 12 na cienkim przyponie ). Zestaw wystarczał do nieco bliższych zarzutów. Szczęścia do większej ryby nie mieliśmy i na pomoście lądowały masy ukleji, które oczywiście wracały z powrotem do wody. Inni Wędkarze także wracali z małymi sukcesami na obiad.
Otóż po smacznej kiełbasce z grilla z poprawionymi nieco nastrojami powróciliśmy na pomost, na którym lądowały kolejne ukleje. No cóż, nie poddaliśmy się i do godziny 17 brania nie ulegały zmianie. Kolejna porcja zanęty ( Dragon Uniwersalna 1 kg + kukurydza + pinka + łyżka miodu ) ląduje w wodzie a my przyglądaliśmy się nieruchomym spławikom. W między czasie rzuciłem kilka razy złotym woblerem ( 7 cm. ) bez rezultatu. Zaraz po 18 szybka zmiana zestawu na cięższy ( 5 g. ) i zarzut na 30 metrów od brzegu. Ostre branie następuje błyskawicznie, szybki hol i pięknie ubarwiona płoć ląduje na pomoście. Od razu wróciła do wody, a kuzyn złowił kolejną przedstawicielke tego gatunku i założył ją na zestaw żywcowy. Bez rezultatu. Ja dalej próbowałem na spławik. Ukleja, płoć i ukleja kolejno zacięte wracają do wody. Kilka ryb trafiło jeszcze na haczyk, lecz nie należały do dużych okazów. Ok. 19 zwijamy zestawy i wracamy do domu.
Następnego dnia udało mi się wybrać samemu na rybki wcześnie rano. Będąc nastawionym na spławik zabrałem tylko ten zestaw nie pamiętając, że spinning został z wczorajszego dnia w samochodzie. Kiedy dotarłem na miejsce połowu i zarzuciłem zestaw spławikowy podobny do wczorajszego nie nastąpiło żadne branie. Poczekałem chwile i delikatnie zaciąłem... ukleję. Wraca oczywiście do wody. No cóż, kolejny zarzut i nic. Zmiana przynęty na pinkę... i nic. W końcu po 2 godzinach trafia w moje ręce płoć. Kolejna godzina i znowu zero brań. Trochę zniesmaczony połowem zmieniłem miejsce, lecz i to nie dało rezultatu. Po 5 godzinach wędkowania kiedy to pakowałem wędziska do samochodu zobaczyłem, że mam przy sobie spinning. Pomyślałem, że rzucę sobie małą, kolorową obrotóweczką kilka razy. Doszedłem do mojego ulubionego miejsca przy przewalonym drzewie i zarzuciłem na ok. 10 metrów. Nic, nawet przytrzymania. Drugi i trzeci także nic. Za czwartym razem przynęta bardzo głośno uderzyła w wodę. Pomyślałem, że spłoszyłem wszystkie ryby. Zaraz potem mocne przytrzymanie, zacięcie i już czułem pracę drapieżnika.
Zaraz potem podebrałem szczupaczka ręką. Mierzenie- 38 cm. Kilka fotek i wraca do wody. Myślę, że mała ilość brań świadczyła o pobliskiej obecności drapieżnika.
Komentarze