Myślę ,że nadszedł ostatni czas aby założyć grupę działającą na rzecz ograniczenia trollingowania na naszych stosunkowo małych rzekach? Nie mówię tu o wielkich mazurskich jeziorach, czy zbiornikach zaporowych , ale rzeka na której ze środka można dorzucić przynętą na obydwa brzegi jest stanowczo za mała do tej metody pozyskiwania białka rybiego.
Niestety,wszystkim znana prawda jest taka, że straż nie radzi sobie z problemem kłusownictwa . Może gdyby przepisy były respektowane , pewnie trolling nie byłby problemem. Ale jest inaczej. Wiem ,że są we Wrocławiu " przetwórnie rybne" ,czyli ludzie którzy łowią głównie na Orze powyżej Brzegu Dolnego i za nic mają okres ochronny suma. Tam interes rusza w maju . Są tacy , którzy ciągną 60 - 70 sumów rocznie!!! Tona mięsa ...Do tego karpie, tołpygi sandacze za bok....Przy tej metodzie nie wchodzą na kotwicę ryby małe , kilowe, dwukilowe...
Czy dalej będziemy uważali ,że nic się nie dzieje ? Czy dłużej będziemy tolerowali pontony pływające w listopadzie po zmroku , albo majowe trolowanie "pseudoszczupaka" w Odrze , 20 metrów od brzegu ?
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze