Witam wszystkich , chciałbym opowiedzieć wam wam o mojej bardzo owocnej wyprawie . To był dzień jak każdy inny , pobudka o godzinie 2 . 45 szybki telefon do kolegi Bartka , szybkie śniadanie i ruszamy . Ponieważ żaden z nas nie posiada prawa jazdy wyruszamy na rowerach na łowisko oddalone o 30 kilometrów od miejscowości w której mieszkamy . Godzinna podróż i wielka odwieczna rywalizacja między naszą 2 :P . Zajmuje stanowisko nie daleko trzcinny a kolega 20 metrów ode mnie próbować będzie bardziej w toni . Ja łowiłem jedynie batem 6 metrowym , a mój kolega na grunt i wędkę spławikową . po rozłożeniu sprzętu nad naszym jeziorkiem o godzinie 4:20 zaczynam rozrabiać zanętę firmy venire na karpiowate , którą stosowałem 1 raz w życiu . Nęcenie zaczyna się o godzinie 4:40 , pierwsze branie było całkiem szybkie bo po około 10 minutach . Mój spławik zaczyna uciekać w trzczcine i po skutecznym zacięciu oraz krótkim holu ryby . Na brzegu ląduje malutki karpik , zadowolony po objęciu prowadzenia w naszej rywalizacji wrzucam go do siatki na ryby . Po krótkim czasie kolejny karpik ląduje na brzegu i już jest 2 :0 dla mnie :) Zadowolony piszę smsa do kolegi który ma słabe nerwy :P i zaczyna się powoli denerwować . Po wyciągnięciu jeszcze 5 karpików i 10 karasi słyszę krzyk Bartka . To było donośne MAM xD. Biegnę do kolegi i zobaczyłem że na gruncie ma większego karpia na oko około 4 kilo , łapaliśmy na cienkie żyłki 0,16 mm nie spodziewając się aż takich efektów tracimy Karpia :( . U mnie cisza za to u Bartka zaczęło się robić gorąco . Widzę że co chwile holuje karasie i zaczyna mnie powoli doganiać , a u mnie chimeryczne żadkie brania idę sprawdzić co u niego pomyślałem . Gdy dotarłem do niego widzę pięknego karpika ponad kilowego . Dumny Kolega wie że to będzie wspaniały dzień dla nas . Zdenerwowany ale szczęśliwy wracam na stanowisko . Dwie kulki zanęty do wody i łowimy . po 15 minutach widzę powolne branie myślałem że to jakaś mała rybeczka jakaś ukleja albo wzdrążka i nawet nie chciałem zacinać lecz po chwili spławik nurkuje do wody a ja energicznie zaciołem . Wiedziałem że to na pewno nie będzie karaś i już jestem zadowolony po 6 minutowym holu z wody wypływa piękny lin 42 centymetry . Zdziwiłem się gdyż myślałem że będzie sporo mniejszy . Łowiliśmy jeszcze 2 godziny ale do siatki wpadały same malutie karpiki oraz karasie . Po zważeniu ryb wygrywam z wynikiem 4,25 kg Bartek miał 3 , 67 kg i dzisiaj uznał moją wyższość . Dumny z siebie dostąpiłem zaszczytu wypuszczenia ryb do wody . Zadowoleni wracamy do domów na grila u mojego Przyjaciela :D Mam nadzieje że was nie zanudziłem . Jeśli macie jakieś uwago to piszcie w komentarzach jest to mój 1 wpis więc postarajcie się być łagodni
Komentarze