Reklama

Wędkarskie przygody i Romowie

17/03/2013 17:42
MOJE WĘDKARSKIE PRZYGODY I ROMOWIE
Ktoś może pomySli co ma Cygan do wędki ? ano ma bo wielu z nich właśnie też na ryby łazi i

chciałbym tu właśnie opisać moje 2 przypadki z udziałem tej powszechnie mało lubianej nacji

i obalic mit że wszyscy są żli.
Osobiście przerzyłem dwa przypadki po których całkowicie zmieniłem podejście do tych

Ludzi.
Kiedyś jako małolat często łowilem na planeterium (Chorzowski park kultury)głównie żywce a

czasem robilem tam sobie linowe zasiadki.
Parę razy spotkałem tam tez pewnego starszego Roma,ogólnie poza Dzien dobry to cisza

jednak kiedys podszedl do mnie i spytał czy mam jakąs przynęte bo mu zabraklo ,wpadla do

wody czy cos wtym stylu,dałem mu troche mojego ciasta,pogadalismy chwiklke i poszedl na

swoje stanowisko.
Spotkalismy sie może jeszcze pare razy zawsze na moje pozdrowienie sie ukłonil ,uśmiechnał

i tak potem jakoś kontakt nam śię urwał. Rok czy dwa potem pojechałem w wakacje pod namiot

nad zalew Zemborzycki (Lublin) z kolegami ,wszystko było ok. do momentu aż zawitała tam

dziwna ekipa z warszawy i zaczela sobie rządzic my jako hanysy bylismy jako pierwsi do

odstrzalu czyli poza małym obiciem i utracie wszystkiego jako tako uszlismy calo.Tak gdzies

nad ranem ewakuując się z tego terenu wzdłuż brzegu natknąłem się na mojego znajomego Roma

z wędką,spojrzał na nas i spytał co się stalo ,niewysłuchał nawet do końca tylko zaprosił

do swojego obozu (okazało się że mają tam jakiś swój coroczny zlot)nakarmili napoili i

pocieszyli,powiedział by nie ruszać się z miejsca i poszedł ,po gdzieś 2 godzinach wrócił z

usmiechem i kazał nam wracac na nasze stare miejsce-poszedł z nami,na miejscu okazało się

że odzyskalismy wszysto a zadymiarze wygladali jak wojsko niemieckie po Leningradzkiej

klęsce ,podziekowałem oczywiście a on odpowiedział- To ja nie zdążyłem podziękować za

ciasto no i tak o to umówiliśmy sie na łowy na nocce,było i ognisko ,mięcho ,piwo,muzyka no

i nawet ryby współpracowaly Ogólnie mówiac był to jeden z moich najlepiej wspominanych

wypadów no i zarazem lekcja by nie wszystkich wkładać do jednej szuflady...


EPIZOD DRUGI- klient na warsztacie

Wiosną zeszłego roku zawitał do nas na warsztat samochodem pewien Rom w celu naprawy

zawieszenia .Z doswiadzenia wiedziałem że podjęcie się naprawy im auta to pewne kłopoty i

na pewno problemy z płatnoscia(czyli dam komplet noży,kosmetyki,garnki,dywan itp.}no ale

jakos tak wspomniałem sobie tę przygode z Zemborzyc i zaufałem.
Rozpytałem co i jak i o co dokładnie chodzi,odpowiedz krutka że coś nie tak no i tekst

ktory mnie zainteresowal;wie pan ,ja często jeżdżę po dziurach na ryby i w koncu musiało

coś nawalić no i tak temat auta poszedł na dalszy plan i zaczęła się gadka o rybach.
Czyli gdzie ,co i jak.Dowiedziałem się dzieki temu o pewnym dzikim łowisku ktore

teoretycznie powinienem znać co mnie niesamowicie zdziwiło bo to kompleks kilku stawów

które wszystkie mam opanowane tylko o tym jednym w krzakach niewiedziałem.
Oczywiście nasłuchałem się o sumikach jak wieloryby,karasiach jak karpie z hodowli i

okoniach jak U-boty,biorąc poprawkę na fantazje mimo wszystko korciło mnie niesamowici by

to łowisko odnaleść i sprawdzić i tak też się stało w najbliższą niedzielę.
Co prawda nie trafiłem tam od razu bo postanowiłem iść na azymut a otrzymane wskazówki

okazaly się mało precyzyjne czyli prosciej bylo kierowac sie opisem drog i budynkow no ale

ja jak to ja,w krzaki i na wpprost.Wygląadalo to mniej wiecej tak jak w programie

Cejrowskiego boso przez swiat w odcinku o dżungli;no ale dotarlem,na miejscu krajobraz sie

zgadza,ani żywego ducha ale woda taka ze na 10-ciu cm.nie widac dna-zrezygnowany zawróciłem

bowiem stwierdzilem że przy takim zakwicie wody spin jest nieporozumieniem.
pomyslałem może kiedyś bo jakby nie patrzeć urokliwe bylo to miejsce.
po jakis czasie postanowiem odwiedzic to łowisko jeszcze raz ale tym raem z gruntówkami

"po dotarciu tym razem jucu bez przeszkód na miejsce wybrałem miejscówke i czekam na

cud.Cud pojawił się w postaci kilku Romskich dzieci z zapytaniem...
złapał pan cos bo kupilibyśmy rybę a ja tak w żartach a ile macie noi odpowiedz

..............35 groszy,przez moment chciało mi się smiac ale dosłownie po sekundzie doszło

do mojej durnej łepetyny przecierz może oni nie mają co jeść.pomilczałem chwilkę widzac że

czekają na odpowiedz i powiedziałem chcecie rybe to poczekajcie i opowiedzcie mi o tym

stawie.
Zaczeła sie gadka no i wskazówki --tam pan rzucaj!!!!no i se rzuciłem jeden grunt i jeden

spławik i po 5-ciu min. branie i karach ponan 0.5kg.za chwilke wiekszy na splawik.
Wtedy zebrało mi sie na żarty i powiedzialem-jak chcecie rybe to ja wam dam 5 pln ale

któres z was musi leciec do sklepu i kupic mi kartofle i kapuste kiszoną a reszta z was to

moi zkładnicy,jak wróci z zakupem to za to macie rybe.
Poleciał najstarszy kupil i przyniosł a ja w miedzyczasie dopadłem 40-cm linka,wyjąłem

ryby,ukatrupiłem ,spakowałem do reklamówki dałem im też te kartofle i kapustke i

powiedziałem ZANIESCIE TO DO DOM BO RYBA BEZ KARTOFLI I KAPUSTY JEST JAK PIWO BEZ GAZU.
mozecie niewierzyc ale usmiech tych dzieci byl niesamowitym wrazeniem.bylem tam jeszcze

pare razy i efekty nie powiem ale zadawalajace a te dzieciaki usmiechniete na moj widok tez

pare razy spotkalem i dalem im chyba jeszcze ze dwie rybki.a teraz sprawa najwazniejsza

czyli czemu o tym pisze-odpowiem tak...ostatnio jadac w autobusie bylo kilku romow i ktoś z

pasazerów na caly głos powiedział że ich wszystkich smoluchów powinno sie

zagazować,niewiem- może kiedyś go skrzywdzili ale to zdanie mnie holernie wkurzylo i

dlatego pisze te slowa




Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama