Reklama

Wygrały okonie

15/10/2011 21:10
Wygrały okonie.
Połowa października więc najwyższa pora aby rozegrać zawody o tytuł mistrza spinningowego Koła na 2011 rok. Duże ochłodzenie, poniżej zera, poranna mgła i duży wzrost ciśnienia atm., co ta pogoda ciekawego przyniesie? Nad jeziorem meldujemy się krótko po 7.00. Mała kawa i szykujemy zawczasu przemyślane zestawy. Jaxon 7-18g na boczny trok, natomiast Mikado 2.70 medium spin jako zestaw szczupakowy. Prognoza prognozą ale to co zastaliśmy na miejscu przeszło wszelkie oczekiwania. Ledwo widać sąsiadujący pomost. Trudno, cztery godziny zaciętej walki przed nami. Mam kilka wybranych pomostów, w rejonie których kilka dni wcześniej zanotowałem uderzenia drapieżnika, więc po omówieniu zasad wędkowania o 8.15 ruszam na pierwszą miejscówkę w zatoce. Ponad półgodzinne systematyczne czesanie okolic trzciny i pobliskiego stoku na wybranej miejscówce nie przynosi jednak żadnego efektu. Na wodzie też nie widać żądnych oznak drobnicy ani drapieżnika, a przecież jeszcze nie tak dawno wydawało się, że uderzenie będzie tylko kwestią czasu. Po 9.00 mgła lekko ustępuje i postanawiam sprawdzić kolejne miejscówki. Tym razem decyduję się przeszukać okoniówką z bocznym trokiem, praktycznie pewne miejsce pod zwisającymi gałęziami. Jednak okazuje się, że jest tam pierwszy Kolega Piotr. Zajmuję sąsiadujące miejsce, robię parę fotek i z chwilą zajścia Piotra zabieram się za okonie. Pierwsze próby i tak zwany motor oil nie skutkuje, perłowa też nie. Zielona z brokatem jest skubnięcie. Drugi rzut w to samo miejsce, notuję znowu delikatniutkie poszarpywania. Jest dobrze, na pewno im nie odpuszczę. Za trzecim rzutem jest konkretniejsze skubnięcie, miękko zacinam w tempo i jest rybka. Radość wielka ale rybka mała, ledwo ma biedactwo 10cm. Kolejne próby i zmiana paprochów nie przynoszą już efektów. Ponad godzinne wędkowanie na zacienionej stronie jeziora spowodowało, że trochę mi się zmarzło, więc przechodzę w zachodnią zatokę w której padają właśnie na wodę pierwsze promienie słońca. Zajęty walką z okoniami nawet nie zanotowałem, że mgła zaczęła się podnosić i od zachodu powiał lekki wiaterek. Docieram w rejon powalonego dębu z lewej strony którego wędkuje Janusz. Wie chłop co robi. Zawsze się tu kręci sporo drobnicy mając w zatopionych gałęziach naturalne schronienie przed drapieżnikiem, a i słonko w pierwszej kolejności tutaj przygrzewa. Pomimo różnych kombinacji rybki nie chcą z nami współpracować, uparły się okrutnie. Nawet się nie obejrzałem jak do końca rozgrywki pozostały trzy kwadranse. Jest jeszcze szansa i jedna miejscówka w której dwa tygodnie wcześniej pocięła mi kopyto miaróweczka, więc ruszam tam z nieodpartą chęcią zemsty. Woda została w tym miejscu przećwiczona metodycznie na różnych kierunkach i głębokościach, ale mojej upragnionej rybki niestety tam dzisiaj nie było. Zawody wygrał, jak można było założyć z dużym prawdopodobieństwem Kolega Tadeusz, który trzema okoniami przetrzepał nam skórę, zresztą nie pierwszy raz. Tak więc wygrały okonie, których ja nie złapałem, a które Tadeuszowi dały pierwsze, zasłużone miejsce. Było pięknie.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama