Pewnego pogodnego wrześniowego dnia postanowiłem wyjechać na ryby jak zawsze poszedłem się spytać taty czy wybierzemy się na 1godz na rybki odpowiedz była krótka "nie" za czołem prosić tatę lecz nie chciał się zgodzić bo ma prace w domu.Ja wkurzony wpadłem do domu po sprzęt by wyładować emocje poszedłem na pobliski stawku od ulicy. Zatrzymałem się na łące by ukopać trochę dżdżownic (ciasto już zrobiłem). Gdy doszyłem nad staw (20x50m) wyciągałem wszystko z plecaka rozłożyłem mojego teleskopa i zarzuciłem.
Po chwili spławik był po woda byłem zdziwiony bo miałem tam duży spławik 6g a na haczyku było ciasto okazało się ze to dość duża rybka nie wiem bo jej nie zważyłem bo wagi nie mam.Bylem zszokowany gdy zobaczyłem ta rybę bo wpuszczałem w czerwcu tam z 100kg ryby takiej po 7-10cm i codziennie je karmiłem pszenica nie wiem skąd ona się tam wzięła.Miałem humor zarzuciłem jeszcze kilka razy i zacząłem hol drugiej była duża lecz nie zobaczyłem w czasie i poszła w gałęzie i zerwałem cały zestaw spieszyłem się by założyć drugi awaryjny. Po 1 godzinie przyszedł do mnie kolega z klasy który lubi wędkować.
Zarzuciliśmy w swoje miejsca ja oczywiście w obok gałęzi gdzie wzięła mi tamta rybka a on po drugiej stronie wody.On miał zestaw na grunt i złowił tylko jedna rybkę.Po chwili usłyszałem głos mojej mamy "Marcin na obiad!!!" powiedziałem koledze ze w żądnym wypadku ma nie brać ryb do domu i ze za 5min przyjdę. Gdy opowiedziałem mamie i tacie przy obiedzie ze złowiłem już jedna rybę i jedna zerwałem.Tata powiedział jedziemy nad wodę lecz moja odpowiedz była równie krótka jak jego rano "nie".Tata zanim zajedziemy nad wodę to będzie 14.00 i zanim wszystko poszykujemy to ryby przestana brać.Tata się ze mną zgodził i pobiegłem nad stawek do kolegi zacząłem łowić po ok 30min spławik się zaczął ruszać ja szybko na nogi i trzymam wędkę w rekach.
Zaciąłem ja krzyczę do kolegi... po kilku minutach była przy brzegu Tomek mój kolega trzymał podbierak gdy ja podebrał pomyślałem ze to pewnie tamta co się zerwała ale uświadomiłem sobie ze to nie ta bo nie ma śladów po haczyku w "paszczy". I tak złowiłem jeszcze kilka rybek i poszedłem z kolega do domu o 18.00 zdobycze zostały tylko raz fotografowane do bateria przy cyfrówce padła.Zwróciliśmy zdobyczom życie i powiedziawszy ze jutro przyjdziemy i maja tak samo brać, odbiło się coś na wodzie zrozumieliśmy ze to znak ze będą brały.Następnego dnia gdy przyszliśmy i byliśmy ok 3 godzin ani jednego brania.Niestety mam tylko zdjęcie a nie wiem co to za rybki bo nie znam ich opucz kilku leszczy. To była moje pierwsze większe ryby.Pozdrawiam i proszę o wyrozumiałość bo to mój pierwsze opowiadanie. :):):) Marcin Hudak i Tomasz Andrzejewski.
Komentarze