Pod koniec lipca wraz z kuzynem, do którego przyjechałem na kilka dni do Szczecina wybrałem się na ryby. Wybranym przez nas łowiskiem była rzeka Regalica w okolicy miejscowości Szczecin-Zdroje. Około godz. 16:30 zameldowalismy się nad wodą. Jedyna rzecz, która zwróciła moją uwagę to niezliczona ilość kładek po jednej stronie brzegu, które ciągną się na długości ok. 5 km, więc można tam połowić.
O godz. 17:00 rozłożyliśmy swoję wędki i zaczeliśmy łowienie... Na początku zacząłem łowić na swoją bolonkę ok 15m. od brzegu a kuzyn w okolicach pobliskiego kanału przy grążelach. Łowiliśmy sporo ryb przeważały głównie płocie, okonie ukleje, a także małe krąpiki, jednak po takie ryby tu przyjechałem! Liczyłem na poważniejsze ryby takie jak leszcze powyżej 40 cm, o których opowiadał mi kuzyn, a nie na małe krąpiki. Wiec po chwili rozłorzyłem swój feeder, którego w ogóle nie planowałem zabrać do Szczecina, jednak moja intuicja wędkarska kazała mi go spakować!
Po rozłożeniu wędki i założeniu koszyka i haczyka nr. 8 zabrałem się za przygotowywani zanęty. Rozrobiłem mieszankę firmy jaxon ( czerwona, słodka zanęta na leszcza ). Dodałem melasy i atraktora płoć sekret. Około godz. 19:00 pierwszy koszyk z zanętą wylądował w wodzie na haczyk powędrował pęczek białych robaków. Kuzyn nie wierzył w powodzeni tej metody. Powiedział:,,Jak na spławik małe biorą, to na koszyk tym bardziej nic większego Ci nie weźmię". Ale po około 10 minutach zmienił zdanie, kiedy to moja ,,bańka" i szczytówka zaczeła energicznie skakać, wyholowałem leszcza o długości 35cm. po kolejnym żucie miałem już leszcza o długości 40cm.
W przerwie na założeni robaków i dołożenie zanęty przytoczyłem kuzynowi znany z jednej reklamy cytat: ,,... I co teraz będziesz godał niedowiarku?" a on powiedział do mnie, czy przypadkiem nie mam jakiegoś koszyka w zapasie, bo spodobało mu się takie łowienie! Oczywiście użyczyłem mu koszyka i po zmontowaniu zestawu zaczął łowić na koszyk swoją spławikówką i jak to mawia mój przyjaciel, Wędkarz z Reska: ,, Wędkarstwo wymaga ofiar"- nawet w sprzęcie. Po kolejnym rzucie znowu branie, tym razem średni krąp który podczas holu walczył jak nie wiadomo co. Przez następną godzinę złowiłem jeszcze 5 leszczy w przedziale 30-40 i jednego rozpióra( nawet nie mierzyłem).
Kuzyn również sobie połowił złowił 3 leszcze i 2 krąpie. Jednak mieliśmy problemy z doholowywaniem złowionych ryb do brzegu. Kuzyn ostatnio miał remont w domu i nie zdążył jeszcze przenieść wszystkich swoich rzeczy do domu i gdzieś w tych rzeczach został PODBIERAK! Rozwiązaliśmy ten problem w taki sposób, że po zacięciu schodziliśmy z kładki i niczym rasowi wędkarze łowiący na plaży, doholowywaliśmy je aż pod sam brzeg. Polecam ten sposób osobom, które nie mają podbieraka. Po godz. 20:30 zaczeły się silniejsze brania nie wiem jak to możliwe, ale po braniu zacinałem i wyciągałem obcięty przypon, czy były tam większe leszcze, które rwały przypon 0,22? Nie wiem! Ale przygoda i tak była. W końcu zaczeło się ściemniać, więc postanowiiśmy się zwijać.
Na koniec złowiłem największą rybę wyprawę 43 cm. leszcza. Ostatnią rzeczą, którą zapamiętam jest fakt , że po ściągnięciu koszyka zaczepiłem skarpetkę w której siedział... RAK i tak pierwszy raz w życi złowiłem raka na wędkę!!!
Komentarze