Ten wpis ma charakter edukacyjny a jednocześnie jest apelem do wszystkich wędkarzy kochających przyrodę a szczególnie ptaki (poza rybami rzecz jasna). Wiem, że sympatia do wodnych ptaków polujących nad tymi samymi akwenami, gdzie każdy wędkarz próbuje upolować swoją wymarzoną sztukę, nie jest popularna, ale ja wierzę, że da się to pogodzić. Przejdę teraz do opisu sytuacji, która zdarzyła mi się w dopiero co miniony długi weekend.
Będąc nad jednym z mazurskich akwenów, Babantem, wybrałem się wcześnie rano z zestawem spinningowym, by trochę porzucać z wody. Pochmurny poranek sprawił, że przyjemnie się łowiło. W pobliżu krążyły śmieszki, rybitwy i generalnie nic nie zapowiadało takiego rozwoju wypadków, jaki zaraz miał miejsce. Otóż po rzuceniu woblera, ani się obejrzałem a z góry mewa zaatakowała przynętę i oczywiście zaczepiła się o kotwiczki. Jedna z nich zahaczyła dziób a druga błonę pławną nogi. To spowodowało, że nie mogła poderwać się z wody, bezradnie rozkładając skrzydła. W pierwszej chwili nie wiedziałem, co zrobić, bo na łowisku byłem sam. Gdzieś po 30 sekundach zaholowałem biedaczkę na brzeg, wypiąłem woblera z agrafki i zaniosłem mewę do domku, w którym na szczęście byli znajomi. Wspólnie udało się pomóc mewie i nie bez trudu usunąć kotwice. Śmieszkę zaniosłem nad wodę i odleciała.
Szczęście w nieszczęściu, że nie zahaczyła tylko nogą albo tylko dziobem i nie poderwała się do lotu z woblerem, bo wtedy nie wiem, czy udałoby mi się jej pomóc. Apeluję dlatego, by prócz wody obserwować także powietrze i być może od czasu do czasu zrezygnować z woblerów, szczególnie tych łudząco przypominających konkretne gatunki. Ptaki też ludzie.
Bilans tego łowienia - ryb = 0 , ptaków - 1 i oby się taki bilans już mi nie powtórzył.
łabędź
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze