Wtorek godzina 16, koniec pracy, Rodzina wyjechała, a jakoś trzeba spędzić piękne popołudnie. Może na ryby? Czemu nie. Telefon czy jest wolna łódka na Zalewie Zemborzyckim – jest, no to jazda przez całe miasto jedyne 15 km i już koło godziny 17-stej mam przed sobą ponad 200 hektarów wody o przerażającej średniej głębokości około 2 metrów. Tam gdzie wypożyczam łódkę, pełen profesjonalizm, wózek dla wędkarzy, aby było jak przewieźć „graty” takie jak, kotwice, wiosła, akumulator, wędki i silnik. Nawet kapok jest – wojskowy. Teraz tylko zapakować się do łódki, podłączyć silnik i wychodzę na wodę. Wiatr wieje, fala jest, ale jakoś na 3-4 biegu się płynie. Mijam wyspę gdzie można spotkać naturystów, a dziś o dziwo również i wędkarzy. Ciekawe zestawienia, jedni bez ubrań a drudzy z wędkami i „tekstylni”. Pełna symbioza. Płynę dalej, woda raczej w stanach niskich, znajduje miejscówkę koło niewielkiego cypla i na wprost od trzcin (zdjęcie), głębokość poniżej dwóch metrów, rzucam dwie kotwice i zaczynam łowienie. Jedna wędka, spławik, z czerwonym robakiem, w międzyczasie wyrabiam zanętę, mieszam feeder z zanętą na lin-karaś Trapera, do tego trochę pinki i kukurydzy. Na czerwonego jedno branie, ale bez sukcesu, zmieniam na pinkę, i coś lepiej. Wyciągam małego leszcza, wraca od razu do wody. Stwierdzam, że skoro biorą to może i rozłożę siatkę, aby zobaczyć czy będzie coś więcej i pstryknąć fotkę na koniec. I tak po dwóch godzinach coś jest, pięć rybek, razem pewnie ponad 2 kg, (zdjęcie). Ryby wracają do wody, a ja rozkładam spinning, i tak mija kolejna godzina tym razem bez efektów. Wracam w kierunku zachodzącego słońca, znowu obok wyspy, na której już tylko pozostali wędkarze. Miło spędzony czas na powietrzu, trzeba będzie to jeszcze powtórzyć …
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze