Jest prawo! Konstytucja, Ustawa i Rozporządzenia. Wszystko to służyć ma Państwu, czyli Społeczeństwu. Państwo to Obywatele, a obywatele sami ustalają (poprzez udział w wolnych wyborach), jakie ma być to Prawo, a tym samym całe Państwo. Tyle w wielkim skrócie słowem wstępu.
Zasadniczo wszystko jest w porządku. Są organy powołane do ścigania różnej maści przestępstw oraz wykroczeń i są organy orzekające w postaci niezawistnych Sądów. I tutaj nie ma, co dyskutować na temat – czy wyrok jest sprawiedliwy. Przyjmuję, że jest zgodny z literą Prawa. Istotną sprawą, a może najważniejszą jest to, aby te wyroki i orzeczenia prawomocne ktoś, kto jest do tego powołany wyegzekwował. Tutaj też dochodzę do sedna sprawy, która mnie nurtuje ( Was pewnie też) od jakiegoś czasu i nie daje mi spokoju. Otóż w mediach ukazują się, co jakiś czas informacje o tym, że ktoś znęca się nad zwierzętami – różnymi, a to niedawno obiegła wszystkie programy informacyjne bulwersująca wieść o uśmierceniu (w podtekście w imię Prawa!) w ogromnej ilości bezpańskich psów. Dzieje się tak niejednokrotnie za cichym przyzwoleniem władz – lokalnych – po prostu chcą pozbyć się „problemu” na swoim terenie. Znęcanie się to jedno, a uśmiercanie to drugie. Zapadają (rzadko, ale zapadają, bo wielokrotnie sprawę się umarza z powodu ”niewykrycia sprawcy”) wyroki ktoś płaci grzywny i sprawa tzw. przysycha.
Mnie zastanawia jeszcze trzeci aspekt takich spraw. Czy nie powinno być, a może jest (nie jestem prawnikiem) w wyroku takich spraw słowo: „ODTWORZENIE DO STANU SPRZED… z dowodami przed Sądem, że zrobiono wszystko, aby ten stan przywrócić” Żeby była jasność w temacie to wiadomo, że wszystkiego nie da się odtworzyć ba nawet nie ma takiej potrzeby. Bo, po co odtwarzać bezpańskie psy czy koty? Przecież nadal będą pozbawione opiekuna. Dobrego opiekuna, który nie wyrzuci (jeszcze do niedawna) przyjaciela-Azora na ulicę czy przywiązanego w lesie zostawi – zwyrodnialec(!) Na pastwę dzikich zwierząt i śmierci w męczarniach! Dobry opiekun mawia, że to On „mieszka z Psem czy Kotem”.
Ale są takie dziedziny, w których można odtworzyć stan sprzed np. zatrucia rzeki, jeziora itp. Nie mówię o stanie wody, bo ta albo się sama oczyści poprzez przepływ (rzeki) albo w dłuższej perspektywie czasu jezioro też sobie poradzi. Chodzi mi rybostan! Przecież my wędkarze płacimy, co roku podatek w formie licencji na „Ochronę i zagospodarowanie wód”. Płacimy, ale nie trujemy. No może w mikro skali. Nasze – niemałe w skali kraju – pieniądze ktoś w jednej chwili wywala w błoto zatruwając akwen wodny. W najlepszym przypadku Sąd wyda wyrok skazujący (pozbawienie wolności – w zawiasach lub grzywnę – śmiesznie niską, co do skali zjawiska) i na tym koniec. Przestępca truciciel zapłaci i ma problem z głowy. Państwo weźmie, a jakże kasę – naszą kasę i uważa, że po kłopocie. A przecież hodowla narybku, zakup i samo zarybianie to nie tylko hobby, ale ciężka praca. Bardzo często społeczna, prowadzona godzinami przez zapaleńców wędkarzy, którzy nie tylko dbają o rybę na własnym łowisku, ale i środowisko dla wszystkich. Nie słyszałem do tej pory, aby ktoś, kto wytruł w wodzie wszystko, co żyje osobiście uczestniczył za własne pieniądze oraz poświecił własny wielogodzinny czas na pracę społecznie użyteczną, jaką jest „ochrona i zagospodarowanie wód”. Dlaczego tego bym chciał? Bo jak złapią w autobusie czy tramwaju kogoś bez biletu czy pijącego spokojnie i nieśmiecącego piwo w parku lub innych drobnych wykroczeń Sąd często daje nawiązkę albo zamienia karę grzywny na prace społecznie pożyteczne. Takie jak sprzątanie przystanków czy pielęgnacja trawników miejskich. Nie żebym nawoływał do jazdy bez biletu czy picia piwa w miejskich parkach (osobiście uważam zakaz spożywania alkoholu - piwa w miejscach publicznych za jedną z największych bzdur prawnych w naszym kraju. W knajpie mogą się obywatele napić ile wlezie i wyjść pijanym na chodnik siejąc niejednokrotnie zgorszenie i… Prawo nie zakazuje chodzenia po pijaku chodnikami…, a w parku jedno piwko – panie władzo…)
A dlaczego nie miałby dać takiemu trucicielowi nakazu pracy przy odtworzeniu za własne pieniądze rybostanu. Oczywiście na terenie, na którym zatrucie wystąpiło i pod nadzorem danego Okręgu PZW czy innego dzierżawcy wody z rozliczeniem się, co do godziny ze swej pracy i podanie tego do publicznej wiadomości! Może to odstraszyłoby potencjalnych trucicieli i bardziej zwróciło ich uwagę na przykładanie się do ochrony środowiska.
Komentarze