Sobotni słoneczny poranek 21 lipca wstajemy wcześnie rano, pakujemy tony sprzętu wędkarskiego do samochodu Janusza i w trójkę z Ryszardem jako fotografem, a zarazem trenerem wyruszamy nad jezioro Łomno. W ekipie startuję jeszcze Kasia i Przemek, a szefem wyprawy jest niezawodny Kolega Jurek. Na starcie zawodów o Puchar burmistrza miasta i gminy Murowana Goślina staje siedem czteroosobowych reprezentacji.
Po wylosowaniu koperty wybieramy stanowiska i ruszamy na nieznaną wodę. Jedynie z relacji Koleżeństwa wiem, że jest to dość ciekawe i rybne łowisko. Stanowisko , które wylosowałem znajduje się 25m w lewo od plaży w północnej części polodowcowego, rynnowego jeziora. Prowadzi do niego wąska kładka zakończona stabilnym pomostem. Jedyne nieszczęście to brak ławki i w związku z tym, że nie zabrałem fotela wędkarskiego musiałem całe zawody przesiedzieć na desce pozyskanej z rozpadającej się łodzi ułożonej na wózku wędkarskim. Jeszcze stoją po koronami rozłożystych olch na brzegu uważnie lustruję wodę. Na prawo i lewo od kładki rozciągają się szerokie pasy grążela żółtego.
Ocena zakończona późniejszym gruntowaniem skłania mnie do wędkowania odległościówki pod grążelami, natomiast batem siódemką około 5m w prawo. Dno jeziora jest w tym miejscu mało urozmaicone i na odległości wędkowania średnia głębokość nie przekracza 2m. Godzina 8.20 pierwsze kule zanętowe ląduję w łowisku i po następnych 10 minutach w wodzie lądują precyzyjnie umieszczone zestawy. Na początek w chodzi w łowisko płoteczka i następuję dosłownie branie po braniu tak, że nie mam nawet czasu zajmować się drugą wędką. Dopiero uwaga Kolegi „branie na odległościówce” przywołuje mnie do porządku. Rzut oka w lewo a spławik odległościówki podniesiony i lekko pochylony odjeżdża w prawo na jezioro. Wykonuję płynne zacięcie i mój kormoran wydaje tak oczekiwany terkot szpuli mówiący, że mamy do czynienia z większą rybą. Nagle ryba wykonuje zwrot w kierunku kapelonów i po chwili spina się z zestawu. Pech na początek, ale walczymy dalej.
Dobre półtorej godziny mam ręce pełne roboty z drobną i średnią płocią, aby w następnej chwili chyba myślami ściągnąć w łowisko leszczyki. Lekkie drgnięcie spławika i jego podniesienie i na wędce czuć zdecydowanie inną walkę ryby. Leszczyk, płotka, leszczyk, płotka więc nie jest najgorzej. Całą zabawę przerywa odmienne branie. Delikatnie podniesiony spławik lekko przechylony powoli przemieszcza się w bok i znika pod powierzchnia. Tym razem po zacięciu amortyzator wysuwa się znacznie mocniej i na bacie czuć zdecydowane krótkie szarpnięcia. Po chwili pod powierzchnią ukazuję się w blasku słońca niezbyt może wielka, ale złota rybka. Piękny jakże karaś złoty ląduje w podbieraku sprawiając mi wielką radość i wywołując uśmiech na twarzy. W końcówce zawodów leszcze odeszły lecz płoć pozostała w łowisku pozwalając uzyskać w miarę przyzwoity wynik. Na 28 zawodników 10 lokata z wynikiem 4910 punktów jest do przyjęcia. Łowisko przypadło nam do gustu i najprawdopodobniej jeszcze lepiej przygotowani powrócimy tu za tydzień.
Komentarze