ZAWODY NA ROZPOCZĘCIE SEZONU Zawody na rozpoczęcie sezonu są zawsze w naszym Kole wielkim wydarzeniem. Oprócz spraw prestiżowych po długim zimowym okresie jest okazja spotkania się ze znaczną grupą Kolegów i Koleżanek. W sobotę 14.05.2011r. już praktycznie od świtu na polanie dało się odczuć, że coś ważnego się wydarzy. Z minuty na minutę przybywali kolejni zawodnicy i trwały intensywne przygotowania do zbiórki wyznaczonej na 7.00. Piękne otwarcie przez Kolegę Prezesa, omówienie zasad walki, losowanie i na pomosty. Wędkujemy od 8.00 dlatego czasu nie ma zbyt dużo. Łatwo na pewno nie będzie, zawodników ponad trzydziestu i konkurencja silna. Zanęty i przynęty oraz sprzęt przygotowane mam dzień wcześniej. Może być całkiem ciekawie, gdyż kilka dni wcześniej wpuszczono do wody dodatkowo sporo ładnego karpia, a na pewno nie łatwo, gdyż wędkujemy po dwie osoby na pomoście. Po dokładnym rozpoznaniu łowiska zapada decyzja odnośnie sposobu i kierunku łowienia. Bat 7m, kierunek na charakterystyczną przerwę w drzewach, odległość i miejsce na wyraźnym stoku o głębokości 3-4m. Nastawiam się na płoć. Pierwszy sygnał i gruba zanęta wędruje dokładnie kula za kulą w wyuczony sposób w rejon spławika. Kolejny sygnał i zestawy lądują w łowisku. Pierwsze piętnaście minut idzie mi i Koleżance całkiem przyzwoicie. Rzut, jedna pineczka na maleńkim haczyku, przypon 0,10mm i łapiemy płoteczki. U mnie po piętnastu minutach robi się coś dziwnego. Brania słabną a po następnych kilkunastu minutach jest źle. Próbuję swoich starych chwytów ze zmianą gruntu, długością przyponu, kolorami robaków, prowokowaniem poprzez lekkie podciąganie zestawu i oczekiwanych efektów nie ma. Koleżance idzie całkiem nieżle, ale płoć jest drobniutka. Kątem oka widzę jak z prawej ode mnie około 2-3m od trzciny chlapią się najprawdopodobniej płoteczki, gdyż ukleja na tarle. Postanawiam więc dzięki temu, że zanęta jest pięknie przesiana i pulchniutka, zmienić kierunek wędkowania i zanęcić powierzchniowo. Garść zanęty rozproszonej, głębokość 1,5m i zestaw ląduje pod trzcinami. Okazuje się, że faktycznie trafiłem w płoteczki, płoteczki dlatego, że rybka jest mała i rzadko przekracza 10cm. Walczę tak dwie godziny co chwilę delikatnie podrzucając garstkę zanęty i utrzymując płoteczki w łowisku. W drugiej godzinie wędkowania na cyplu Kolega podnosi z wody karpia dobrze ponad 1,5kg, a na dodatek niewiele później bezpośredni sąsiad z prawej pięknego lina. Mówię sobie, jak tak dalej pójdzie, to popłyniemy z tymi małymi rybkami. Na piętnaście minut postanawiam powrócić na pierwotny kierunek i łapię przy dnie. Ani puknięcia, spławik stoi jak zaczarowany. Decyzja może być w tej sytuacji tylko jedna. Garstka zanęty ponownie pod trzcinę i kolejne płotki lądują w siatce. Od czasu do czasu zmieniam głębokość w poszukiwaniu większej płoci przy dnie i pół godziny przed końcem zawodów zapinam coś większego. Czyżby lin? Zestaw delikatny, czasu niewiele, nie można tego zepsuć. Po chwili walki jest w podbieraku piękna około 30cm płoć. Łuska na grzbiecie aż złotawa, coś pięknego. Ostatnie pięć minut doławiam jeszcze małe płoteczki i koniec. Czekamy na sędziów dochodzących do stanowisk i ważenie. Mam 1740 punktów i pytanie co dalej mając przed oczyma złapanego przez Kolegów karpia i lina? Jeszcze przed oficjalnym ogłoszeniem wyników podchodzą Koledzy i odbieram gratulacje. Jest pierwsze miejsce i wielka radość. Różnice pomiędzy 2 i 3 miejscem niewielkie, gdyby nie ta piękna płoć!!!
Komentarze