Reklama

Złów i wypuść - fakty i mity o wypuszczaniu ryb

08/06/2008 11:22

Wypuszczanie ryb – jeden z elementów Catch&Release budzi wiele wątpliwości. Zwolennicy przekonują, że to podstawa etycznego wędkarstwa, przeciwnicy twierdzą z kolei, że bezsensowny zwyczaj, ponieważ złapana, a potem wypuszczona ryba nie ma szans na przeżycie. Czy faktycznie?
O polskim C&R i zasadach wypuszczania ryb opowiada dr nauk przyrodniczych Paweł Oglęcki.

- Jakie, Pana zdaniem, jest podejście polskich wędkarzy do kwestii wypuszczania ryb. Co ich do tego skłania, zniechęca?

- Mówiąc o zasadzie Catch&Release trzeba zwrócić uwagę na jedną zasadniczą kwestię – to, jak do tej zasady podchodzą wędkarze. Pod tym względem możemy ich bowiem podzielić na dwie grupy - dla jednej wypuszczanie ryb wiąże się z etyką, robią tak, bo po prostu uważają to za dobre rozwiazanie, dla drugiej grupy wędkarzy wypuszczanie ryb ma wymiar ekonomiczny. Ci patrzą na te kwestie taką kategorią – warto rybę wypuścić, aby później móc ją jeszcze raz złowić. Doskonałym przykładem działań tej drugiej grupy są karpiarze, którzy wypuszczają złowione okazy właśnie z czysto ekonomicznych względów. Karpie po prostu są mało licznym gatunkiem.

- Argumentem często powtarzanym przez przeciwników C&R jest twierdzenie, że złapana ryba ma małe szanse na przeżycie, dlatego nie warto jej wypuszczać. Czy faktycznie, zawsze C&R ma
sens?


- Sam nie jestem zwolennikiem popadania w skrajności. Jeśli wędkarz chce zabrać do domu jedną, dwie ryby, a jest to zgodne z regulaminem, to nie widzę w tym nic złego. Najgorsze, co można zrobić, to marnować ryby. Na przykład dorsze po ostrym holu nie nadają się do wypuszczenia, ale wystarczy ją wolniej i ostrożniej prowadzić, by miały szanse na przeżycie. Kolejny przykład, to łowienie pod lodem – wielokrotnie widziałem sceny, gdy wędkarz wyławiał małe okonki, które zamiast wrzucić spowrotem do wody wyrzucał na lód, aby męczyły się i powolnie ginęły. Wszystko jest więc kwestią naszego świadomego, rozsądnego podejścia.Wracając jeszcze do wypuszczania konkretnych gatunków. Mitem jest twierdzenie, że najcenniejsze są największe okazy – owszem są, ale z biologicznego punktu widzenia najbardziej są te w środkowej skali wielkości, np. szczupaki o wade 3-5 kg, sandacze 2-4-kilogramowe czy bolenie o wadze od 1,5 do 2 kg. Takie okazy są najlepszym materiałem tarłowym.

- Ile więc możemy trzymać rybę poza wodą, aby mieć pewność, że po wypuszczeniu przeżyje. Istnieje taki stały limit?

- Jeśli chodzi o przetrzymywanie ryby, to zawsze obowiązuje zasada – im krócej, tym lepiej. Wiele zależy tu również od złowionego gatunku, niektóre ryby są bowiem w stanie dłużej wytrzymać na lądzie, np. węgorz – nawet kilka godzin. Przeciętnie ryba ma szanse na przeżycie, jeśli poza wodą przebywa nie dłużej niż 0,5-do 1 min.

- A jakie są zasady wyjmowania ryby z wody?

- Przede wszystkim nigdy nie wolno wyjmować ryby suchą ręką, dłoń zawsze powinna być zwilżona. Jeśli rybę podbieramy, to trzeba pamiętać, że linka uszkadza łuski i receptory linii bocznej. Często powtarzanym błędem jest szamotanie się z haczykiem - takie obchodzenie się z rybą na pewno nie warunkuje jej przeżycia. Liczy się każda sekunda, dlatego lepiej czasami wypuścić ją razem z haczykiem. Bardzo ważne jest także unikanie tzw. “chwytu śmierci” - chodzi o pionowe trzymanie ryb, które zdarza się nagminnie wśród tych, którzy np. fotografują się ze złowionymi okazami. Słusznie zostało ono nazwane chwytem śmierci. Dlaczego? Chodzi o odporność kręgosłupa, który przy pionowej pozycji po prostu rybie pęka. Warto pamiętać, aby nie trzymać ryby za ogon czy głowę, ale zawsze poziomo i oburącz.

- Czy obowiązują jakieś zasady jeśli chodzi o podbieranie ryby? Mam tu na myśli jakiś sprawdzony zestaw.

- Właściwe narzędzia do podbierania to na pierwszym miejscu płytki podbierak, który najczęściej stosują muszkarze. W takich ryba nie ma szans ugrzęznąć. Przypominam też, że posiadanie wypychacza jest u nas obowiązkowe! Najlepiej jeśli mamy dwa – jeden w kamizelce, a drugi za uchem – tak na wszelki wypadek, na pewno się nie zawieruszy.

- A ułożenie ryby?

- Jeśli chcemy zmierzyć rybę nie musimy wcale wyjmować jej z wody. Praktycznym i bardzo skutecznym sposobem jest w tym przypadku miarka na wędzisku – rybę po prostu przykładamy do wędziska. Jeśli koniecznie musimy rybę wyjąć, to obowiązkowo należy ułożyć ją na twardym, zwilżonym podłożu.

- Słyszałam, że nie bez znaczenia jest nawet temperatura wody i powietrza.

- Oczywiście. Na niekorzyść ryb szczególnie działa nagrzana woda i powietrze. Im jest cieplej, tym trzeba szybciej działać. Na przykład przy łowieniu pstrąga w lutym możemy potrzymać go chwileczkę dłużej, robiąc mu nawet przysługę i oczyszczając z pijawek, ale w lipcu trzeba już działać tak szybko, jak tylko to możliwe.

- Co z samym sposobem wypuszczania ryby. I tu krążą sprzeczne poglądy.

- Moim zdaniem wiele złego dla opinii polskich wedkarzy zrobiły programy Rexa Hunta, który za każdym razem w swoich filmach przy wypuszczaniu ryby całuje ją, po czym wyrzuca do wody, co według mnie jest niedopuszczalne! Rybę należy przytrzymać i delikatnie włożyć do wody.

- A jak wygląda realizacja zasady C&R na świecie? Czy tylko my mamy problem z przyswojeniem sobie tych reguł?

- Powiem szczerze, że u naszych zachodnich sąsiadów i generalnie na świecie zasada no kill oraz C&R już od wielu lat są dla wędkarzy czymś naturalnym, co nie podlega w ogóle żadnej dyskusji. W Holandii codziennością są 10-kilogramowe szczupaki, ponieważ takie okazy tam się po prostu od lat wypuszcza. Podobnie jest w Wielkiej Brytanni. W USA czasami wędkarze zabierają np. łososia, ale jest to jedna, góra dwie ryby. Pozostałe złowione sztuki wypuszczają. U nas i krajach Europy Wschodniej niestety cały czas pokutuje komuna i przekonanie, że łowi się po to, aby zapełnić lodówkę.

- Mamy szansę na zmianę mentalności, jakiś “złoty środek”, tak aby reguła C&R na dobre weszła w krew polskim wędkarzom?

- Problem, moim zdaniem, rozwiąże się sam. W dobie komercjalizacji łowisk, gdzie w wielu miejscach wypuszczanie ryb staje się obowiązkowe, a za ich zabrane trzeba płacić, wielu wędkarzy dojdzie do wniosku, że takie zachowanie im się najzwyczajniej w świecie nie opłaca. Myślę też, że wędkarze nie powinni bać się wypuszczania ryb. Nie chodzi o to, aby popadać w skrajności. Ja sam od czasu do czasu zabieram jakąś rybę. Jest to zwyczajna procedura mająca głównie na celu oszczędzenie populacji ryb. Jeśli zacznie tak myśleć i działać większość z nas, łowienie w Polsce będzie miało przyszłość.


wysłuchała Martyna Mikulska

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.

Najnowsze rolki



Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama