Majowe trocie

/ 15 komentarzy / 12 zdjęć


Pierwszy majowy, przeważnie długi, weekend od kilkunastu lat spędzamy z bratem najczęściej nad Parsętą. Ta rzeka tak nas zauroczyła, że myślę iż póki będziemy w stanie, będziemy tam jeździć w okolicach 1 maja,
a zresztą nie tylko w maju. Dla nas nie szczupak, a troć jest rybą maja.
Takim drugim terminem, kiedy można spotkać nas nad tą rzeką to ostatni weekend września i Salmo Parsęty, których to zawodów do tej pory nie opuściliśmy ani razu. Ale zawody Salmo Parsęty to inny bardzo obszerny temat. Na później.
O wyprawie nad Parsętę przemyśliwałem od dawna i w końcu w początkach lat dziewięćdziesiątych udało mi się namówić brata. On wtedy nawet jeszcze nie spinningował. Samochodem marki polonez dotarliśmy koło Białogardu, gdzie zameldowaliśmy się u kolegi z lat szkolnych, a teraz rolnika. Poprzednio byłem u niego na weselu ze 20 lat wcześniej i wtedy jeszcze nie wiedziałem, że w Parsęcie są trocie. Nocujemy u Józia do tej pory podczas prawie każdej wyprawy nad Parsętę.
Po powitalnej herbatce wybraliśmy się nad rzekę, po drodze zawadziwszy o spożywczy, w celu nabycia piwa.
Na miejsce połowu wytypowałem, nie mając pojęcia o łowieniu troci, nie znając ani okolicy, ani rzeki, Rościno poniżej zapory.
Po dotarciu do Rościna zaraz na początku wsi skręciliśmy w dróżkę w lewo i po około stu metrach byliśmy nad rzeką jakieś sto metrów poniżej zapory (zdjęcie czwarte). Zapora została wybudowana za niemieckich czasów z elektrownią ukrytą w jej korpusie. Urządzenie elektrowni jest podobno zabytkiem, właśnie ze względu na to rozwiązanie techniczne.
Brat z kolegą pili sobie piwo, a ja wyjąłem spinning, niemieckiego szklaka Germinę, kołowrotek enerdowski Nixe i błystki, takie jakie miałem i stosowałem na szczupaki. Ponieważ trocie uznałem za takie większe pstrągi, na początek założyłem niklową obrotówkę dwójkę efzetkę i dołożyłem na kotwiczkę białego twisterka tzw. portki (z dwoma ogonkami).
Udałem się około dwustu metrów w dół rzeki. Po około pół godzinie rzucając raz przy razie, przekraczając ogrodzenia pastwisk dochodzące do rzeki, dotarłem ze sto metrów niżej. Tu brzeg był stromy, zarośnięty krzakami, z ogromnym pniem olchy w wodzie, a powyżej po drugiej stronie z wody wystawał pieniek pochylony w poprzek nurtu.
Po półtorametrowej burcie zsunąłem się na skrawek ziemi nad samą wodą, gdzie ulgnąłem w błocie. Po rzucie nieco w górę, powyżej pieńka, odczekałem kilka sekund, aby błystka zatonęła i w momencie rozpoczęcia zwijania poczułem walnięcie na wysokości pieńka. Walka trwała około trzech minut.
Po doprowadzeniu ryby pod nogi, przy próbie jej wyjęcia nabrałem wody w gumowce i wybiłem sobie kciuka, ale mocny chwyt za kark pozwolił mi na wydostanie się tyłem na górę, z wędką w jednej, a rybą w drugiej ręce.
Ryba: srebrna śliczna troć miała 47 cm długości i ważyła około półtora kilo. Było czym wieczorem zakąsić!
Po tym incydencie: pierwsza troć, na pierwszej wyprawie, w ciągu pierwszej godziny, uznałem, że łowienie troci to pestka.
Myliłem się. Następną złowiłem po dwu latach. Wtedy też zaczął spinningować mój brat. Dzięki temu mam kolegę na wyjazdy na ryby. Równomiernie rozkładając koszty, jeździmy raz jego, raz moim samochodem. Nad wodę jeździmy razem, nad wodą rozchodzimy się w przeciwne strony, poza zawodami, kiedy z zasady trzymamy się razem.
Dziwię się tylko, że brat chce ze mną jeszcze jeździć, bo mimo, że spinninguje tyle co ja, z Parsęty nie udało mu się wyjąć do tej pory ani jednej wymiarowej troci, mimo, że miał już ich sporo i to sporych na haku. Biedak, nie ma szczęścia, czy co? :)
Swoją największą troć w Parsęcie złowiłem także w maju.
W Rościęcinie przy kamieniu przy “klubie”. Stała przed kamieniem pod krzakiem wierzby, w zagłębieniu przy burcie. Wzięła na duży około 15 cm wobler ręcznej roboty kupiony na bazarze na Pradze, wobler był oklejony zielonozłocistą folią, chyba z papierosów. Trąciła tego woblera. Dała się skusić na ten sam wobler w kolejnym rzucie w to samo miejsce, tylko wobler prowadziłem trochę wolniej, nieco głębiej. Walka trwała z 10 minut, ryba ze trzy razy wyskakiwała. Była piękna, gruba, srebrzysta. Miała 90 cm i 7,60 kg wagi (zdjęcie pierwsze).Przy wyjmowaniu pomagał mi brat, jedna kotwica była tak “zmielona”, że jak brat chwycił troć i wyrzucając ją na brzeg poluzował żyłkę, to wobler wypadł jej z pyska i dwa groty kotwicy wbiły się bratu w dwa palce.
Na razie ostatnią moją majową trocią jest ta z 1 maja ubiegłego roku, złowiona na garbatkę zrobioną przez mojego brata (zdjęcie drugie).
Do połowu niezimowej troci stosuję różne kije, przeważnie krótsze niż najczęściej zalecane, najczęściej o długości 270 cm, czasem krótsze, na przykład jak idę w krzaczyska na Bardach. Ostatnio jest to Lamiglas o ciężarze wyrzutu około 60 g kupiony za 300 zł w internetowym sklepie.
Kołowrotek: przez wiele wiele lat używałem japońskiego Shimano 3000 (zdjęcie trzecie) kupionego w sklepie za ponad 500 zł, jest jeszcze na chodzie, ale pamiątkowy (wygrał Salmo Parsęty 2004), więc używam go bardzo rzadko, bo rzadko łowię na spławik, do spławikówki.
Teraz na trocie używam dwu kołowrotków: Shimano 3000, niestety jest produkcji malezyjskiej, choć mimo niewielkich gabarytów nie od parady (wyholowałem na niego w ubiegłym roku w listopadzie zahaczoną za łeb maleńką karlinką tołpygę 120 cm około 35 kilo), kupionego w internecie za ponad 300 zł i Penn Slammera 360, też z internetu, też za podobną cenę. Niestety ten drugi nie ma zapasowej szpuli.
Jeżeli chodzi o linkę to na początku używałem tylko żyłek w okolicach 0,30 mm, teraz od kilku lat używam plecionki najczęściej Power Pro 0,20, z tym że jak łowię sam to często zakładam jednak szpulę z żyłką, żyłka wybacza więcej błędów. :)
Jeżeli chodzi o przynęty to jednakowo często używam obrotówek, wahadłowek i woblerów. Rzadko używam gum, pilkerów (tak!) i temu podobnych. Podstawowy zestaw moich przynęt, które mam zawsze w torbie waży ze dwa kilo! Jest jeszcze zestaw rezerwowy, nieco lżejszy. :)
Z obrotówek raczej duże numery prawie każda z dość ciężkim korpusem, po wpadnięciu do wody natychmiast zaczynające się obracać. Producentów jest wielu, przeważnie wyszukuję rękodzieła, co niestety kosztuje, ale zdarzają się też dobre “fabryczne”. Zawsze mam jakieś Wołkowskiego, aszychminkę, samoróbkę mojego brata, HRT (2 zdjęcia).
Ostatnio wydłubałem w internecie garbatki WRTA (zdjęcie), wyglądają obiecująco i ładnie chodzą, choć robią wrażenie ociupinkę za lekkich (13 g), mam nadzieję, że coś się w maju tego roku na nie wydłubie na Parsęcie, a może po 15 maja na Drwęcy.
Wahadłówki to raczej małe (do 5-6 cm )długości średnio ciężkie i ciężkie wyroby Przychoćki, i wiele innych karlinek i trzebiatówek (karlinki, ale bardziej podłużne) (2 zdjęcia) z raczej grubej blachy, miedziane , mosiężne, z kwasówki, przecierki, oksydowane, nabijane, karbowane i co kto tam jeszcze wymyśli. :)
Szukam ich też często w internecie.
Woblery; trudno tu coś wymyślić, temat powszechnie znany z literatury wędkarskiej. Koń jaki jest każdy widzi ( :) ): wobler trociowy to niewielki (do 7 cm mierząc bez steru) mniej lub bardziej energicznie pracujący, z dość dużym sterem, o raczej typowych kształtach. Wybieram te nietypowo, to znaczy nieprzewidywalnie, zachowujące się w wodzie. Zawsze mam w zanadrzu woblery Mejera, dzięki którym wygrałem Salmo Parsęty 2004 (zdjęcie trzecie), Jurasa z Torunia, rękodzieła z Czarnego i skąd inąd, choć nie unikam fabrycznych, na przykład firm Salmo, Bonito, Glog czy Rapala.
Jeżeli chodzi o prowadzenie przynęt to zależy od sytuacji; czy ryby są świeże (niedawno weszły z morza, czy stare – długo w rzece), stanu wody, pogody, temperatury. Coś opuściłem?
"Świeże" ryby są bardziej agresywne, prowadzenie przynęty może być szybsze, płytsze, a na "stare" trzeba precyzyjniejszych rzutów, czasem prowadzenia przynęty po dnie (wobler z ołowiem – zdjęcie) lub w połowie wody. Podobnie jest przy podwyższonym stanie wody i zmętnieniu po deszczach. Pogoda: trociowa, to raczej pochmurno, ciepło, parno, mglisto. Choć brania mogą się też zdarzyć w południe przy 30 stopniach i ostrym słońcu w zenicie!
Z początku za każdym wyjazdem musiałem znaleźć jakieś nowe miejsca nad Parsętą. W rezultacie przeszedłem całą Parsętę ze dwa razy po jednym i drugim brzegu od Rościna koło Białogardu do Zieleniewa pod Kołobrzegiem. Spędziłem tam wiele dni i nocy. Ale noce w namiocie nad Parsętą to wątek na inną opowieść – o trociach wakacyjnych.
Teraz łowię prawie wyłącznie w kilku wybranych miejscach: Rościno, Mosty, Karlino, Daszewska Łąka, Bardy, Ząbrowo i Rościęcino.
Jeżeli chodzi o wybór miejsca to stosuję dwie szkoły.
Pierwsza to "agresywna" – dwa trzy rzuty z jednego miejsca, najczęściej takiego, z którego nikt dawno nie rzucał, albo wcale (w największych haszczach) i idziemy dalej, tak ze 3 kilometry i z powrotem .
A druga to po stwierdzeniu, że ryba jest w tym miejscu ( :) ), dłubanina, różnymi przynętami, z różnym sposobem prowadzenia, z podchodami, łącznie z czołganiem się przy niskim poziomie wody, włażeniem na drzewa nad wodą i w wodzie, odchodzeniem i powrotem za jakiś czas.
Obowiązkowo poza tym wykonuję kilka rzutów w miejscach, gdzie już kiedyś troć złowiłem.
Po kilkunastu latach praktyki powinno to zacząć przynosić rezultaty, choć gwarancji nie dam. :)

Chotomów, 17.04.2009 r.



Tekst jest na konkurs




 


3.7
Oceń
(66 głosów)

 

Majowe trocie - opinie i komentarze

szimejksszimejks
0
daj coś nowego, bo w kółko o tej samej troci,,,zanudzasz (2009-04-17 22:51)
kwasikkwasik
0
Troć mnie rajcuje. Choć następnym razem napiszę o łososiu! Tak już będzie do końca świata. I jeden dzień dłużej! Ten dzień to na zrobienie bilansu. :) Szimejks, mścisz się za aksolotla? Napisz jeszcze coś o pratchawcu. Umfa, nie wiem, prat(c)hawiec czy samo h czy ch? (2009-04-17 23:15)
użytkownik5105użytkownik5105
0
--pierwsza część opisu ,to wspomnienia z tamtych lat , druga coś o łowięniu troci ale brak konkretów , słabo rozbudowany temat , młody adept zawiele nie będzie wiedział, jest to bardziej opis przygody , a nie porady --pozdr-- (2009-04-18 10:06)
szimejksszimejks
0
nie mszczę się, tylko zwracam Twoją uwagę na to jak łatwo jest kogoś krytykować, to po pierwsze, po drugie zgadzam się z Kolegą jurekb-ten artykuł powinien być w dziale społeczność, łowiska albo hydepark, ale nie w poradach. (2009-04-18 21:20)
kwasikkwasik
0
Jak to dobrze się komuś narazić, wtedy , można liczyć, że ktoś przeczyta dalsze teksty. To jest mój najdłuższy tekst, i jeden z nielicznych, jakie do tej pory spłodziłem. Czego w nim brakuje, jakich szczegółów? (2009-04-20 10:43)
sandacz47sandacz47
0
tyle że piszesz ciągle takie same artykuły i to jest ŻENUJĄCE. (2009-04-22 08:57)
kwasikkwasik
0
Powtarzam, dobrze jest się komuś narazić! Dowód poniżej. Sandacz47, to co napisałeś to bzdura. Napisałem wszystkiego trzy "artykuły" i każdy jest o czym innym. To co piszesz świadczy, że na pewno ich nie czytałeś i że tylko na pewno przeczytałeś pierwszy komentarz pod moim "artykułem". Przeczytam wszystkie Twoje "artykuły", jak znajdę trochę czasu. (2009-04-22 14:12)
użytkownik7474użytkownik7474
0
lepiej nie czytaj (2009-05-08 12:13)
użytkownik91939użytkownik91939
0
Za to ja o trociach mogę czytac do bólu do Drwęcy mam 10 minut. Walka letniej troci daje popalic. Pozdrawiam. (2012-03-09 16:57)
kamil11269kamil11269
0
tylko pozazdrościć (2012-04-25 19:11)
maverick314maverick314
0
Piękna sztuka.Gratulacje (2012-08-15 12:14)
MateuszR86MateuszR86
0
No pozazdrościc i rybek i faktu że znalałeś w bracie kompana do wędkowania :) (2012-09-03 12:06)
sandacz21sandacz21
0
Chyba przez skromność nie pochwaliłeś się złowionymi rybami na zawodach Salmo Parsęty 2004,a ich ogólny ciężar ponad 15 kg do dzisiaj jest rekordem tej dużej cyklicznej imprezy.Pozdrawiam (2012-09-16 22:03)
Lin1992Lin1992
0
Piękna rybka gratulacje. ***** (2012-10-10 13:31)
użytkownik66015użytkownik66015
0
Wspaniałe ryby. Marzenie każdego. Aby takie łowić, trzeba dużo wiedzieć i dużo wychodzić. Gratuluję *****Pozdrawiam. (2013-05-26 20:54)

skomentuj ten artykuł