Oczyszczanie rzek czyli destrukcyjna regulacja

/ 8 komentarzy / 6 zdjęć


Wstęp

Witam, chciałbym poruszyć temat na pierwszy rzut oka nieco mniej związany z wędkarstwem w czystej postaci, a jednak wbrew pozorom bardzo mocno związany z naszym hobby. Regulacja i „oczyszczanie” rzek, bo o tym mowa w tym artykule, a przede wszystkim tych nieco mniejszych, czyli średnich i małych rzek. "Oczyszczanie rzek" specjalnie umieściłem w cudzysłowiu. Samo słowo oczyszczanie kojarzy się każdemu z nas z czymś co daje pozytywny efekt końcowy, ze sprzątaniem brudu, więc wielu pomyśli, że chodzi o sprzątanie butelek, papierków, toreb itp. Niestety mi ten termin kojarzy się z dewastowaniem rzek, zamienianiem w podwodne pustynie, sprzątaniem naturalnych siedlisk ryb i innych stworzeń żyjących w tych akwenach. Postaram się przedstawić Wam jak to wygląda z mojego punktu widzenia, na przykładzie małej rzeki Łydyni płynącej częściowo przez moją miejscowość i w jej okolicach. Na wstępie należy zaznaczyć, że rzeka na bliskim mi odcinku była regulowana w latach 1930-1937 jedynie przy pomocy łopat, szpadli itp. narzędzi, a mimo to po kilkudziesięciu latach zdołała się odrodzić. Należy pamiętać jednak, że prac ręcznych nie należy porównywać do prac przy użyciu ciężkiego sprzętu, po którym przyrodzie jest o wiele trudniej odrodzić się i wrócić do stanu zbliżonego przed takowymi pracami. W tym artykule poruszę temat ponownych prac nad rzeką za pomocą właśnie ciężkiego sprzętu.

Gdzie? Co? Jak?

Kilka lat temu na kilkukilometrowym odcinku rzeki Łydyni (lewy dopływ Wkry) zostały podjęte prace regulacji rzeki, które w głównej mierze polegały na pozbyciu się warstwy mułu oraz poprawieniu stanu rowów melioracyjnych wpadających do tej niewielkiej rzeczki. Jakie były główne cele? Ochrona terenów rolnych przed powodziami, poprawienie odpływu wody z urządzeń melioracji wodnych. Rzeka na odcinku, na którym zostały podjęte prace płynie w całości przez łąki, które fakt faktem były zalewane co roku na wiosnę. Na dalszych odcinkach (które nie były regulowane od czasów wspomnianych na wstępie) przepływa przez kilka miejscowości, z których jedna ma bliskie zabudowy (ok. 30-40 m) lecz znajdują się na wzniesieniach, których woda nie ma szans dosięgnąć podczas wezbrań. Dopiero bardziej odległym odcinku (ponad 10 km dalej) rzeka przepływa przez miasto, gdzie została o wiele wcześniej uregulowana. Mimo regulacji w mieście stan lustra wody w stosunku do niskich brzegów jest niewielki, więc nawet podczas stosunkowo średnich wezbrań rzeka wylewa na te niskie tereny, które w większości są to tzw. błonia, parki miejskie oraz park przyrodniczo-krajobrazowy „Dolina Rzeki Łydyni”, który zawsze był naturalnie zalewany.

Jaki wniosek? To co było zalewane na odcinku regulowanym w ostatnich przestało być zalewane czyt. łąki, a na odleglejszych odcinkach to co było zalewane jest dalej zalewane.

Regulacja wyszła na dobre? Czy aby na pewno?

Z punktu widzenia hydrotechników wyszła na dobre, okoliczne łąki nie są zalewane i to by było na tyle. Teraz spójrzmy na tą sytuację przez pryzmat świadomych wędkarzy, ekologów czy też innych miłośników przyrody i naturalnego piękna.

Regulacja koryta na tym odcinku, na całej szerokości rzeki doprowadziło do pogłębienia koryta rzeki oraz nieznacznego poszerzenia koryta rzeki. O ile pogłębienie koryta spowodowane usunięciem warstwy osadów i mułu nie miało jakiś większych skutków poza utworzeniem w jego rezultacie bardziej stromych i głębszych brzegów dających większy komfort podczas wezbrań, to nieznaczne poszerzenie rzeki (można szacować, że rzeka zyskała około 0,5 m szerokości przy każdym brzegu) spowodowało w mojej ocenie najgorsze skutki. Ta niewielka rzeczka zazwyczaj mająca na tym odcinku głębokość w granicach 0,7 m do 1,5 m głębokości, nagle zaczęła osiągać głębokość 0,7 m w najgłębszych miejscach, zaś na większości długości, ciężko miała przekroczyć 0,4 m. Niestety odcinki bezpośrednio graniczące z tym oczyszczonym odcinkiem też uległy wypłyceniu. Dno rzeki było widoczne wzdłuż i wszerz, istna podwodna pustynia. Zero podwodnej roślinności, zero naturalnych przeszkód (typu kamienie, które zostały zepchnięte na suchy brzeg oraz nawet te nieliczne konary drzew zostały usunięte) ale co najgorsze niemalże zerowa ilość ryb. Czasami dało się dostrzec przepływające stado ryb, które chaotycznie szuka schronienia, cienia nurtowego czy chociażby jakiegoś dołka.

Następnego roku naszedł letni czas podczas, którego roślinność osiąga największe przyrosty. Płytka, dobrze prześwietlona woda daje idealne warunki roślinności, by osiągnąć imponujące rozmiary, imponujące, bo sięgające ponad powierzchnię wody na całej szerokości rzeczki. Ktoś mniej obeznany na roślinności pewnie nawet by się nie zorientował, że tu pływnie rzeka i tu należy dać wyraz PŁYNIE w cudzysłów. Na niewielkich prześwitach roślin można dostrzec, że woda praktycznie stoi. Gęsty dywan roślinności skutecznie spowolnił nurt tak bardzo, że rzeka swoim uciągiem przypomina bardziej zastoisko, niekiedy wolno płynący kanał. Wcześniej takiego czegoś nie było. Większa głębokość, troszkę węższe koryto i wysokie trzciny oraz trawy na brzegach hamowały ten rozrost. Warto też zwrócić uwagę, że z pewnością rolnicy mający do dyspozycji w pełni łąki, którym zalanie nie jest już straszne, zaczęli je częściej sypać nawozami, które niestety po reakcji z wodą deszczową w pewnej części spływały do rzeki i stymulowały roślinność podwodną do większego wzrostu. Warto jednak zaznaczyć, że to były działania nieświadome i jedynie następnym ogniwem w łańcuchu, który rozpoczęły prace regulacji rzeki.

Ryby, które niegdyś łapało się na wędkę jakby zniknęły. Nawet na nielicznych dołkach ciężko jest w ogólne na jakiekolwiek ryby, a co dopiero na płocie po około 30 cm, które często łapałem, szczupaki po 60 cm, oraz przepiękne jazie i klenie osiągające nawet 50 cm (należy wziąć pod uwagę, że to mała rzeka, więc nie wszystkie gatunki ryb mogły osiągać swoje największe rozmiary np. szczupak, natomiast klenie i jazie były elitą tej rzeki i ryby po ponad 40 cm nie były niczym nadzwyczajnym), rzadko ale występowały tu także pstrągi potokowe, o który niewiele ludzi wiedziało, urozmaiceniem były także jelce oraz okonie. Wszystkie te ryby na delikatnych zestawach dawały niezwykłą frajdę, którą dziś coraz ciężej jest sobie „zafundować” na zbiornikach PZW.

Opierając się na faktach.

Jakiś czas temu znalazłem opracowanie na temat prac regulacji „mojej” Łydyni na innym odcinku. W opracowaniu tym znalazłem ciekawe informacje. Otóż PZW chciało zobaczyć jak prace regulacji rzeki wpłyną na rybostan oczyszczanego odcinka i w tym celu zrobiono odłów kontrolny na odcinku około 0,5 km zarówno przed, jak i po takowych pracach. Na tak niewielkim odcinku tej niewielkiej rzeki przed pracami odłowiono 7 kg ryb 13 gatunków, co według autorów opracowania dawało około 34 kg ryb na 1 ha wody. Po pracach melioracyjnych ponownie zrobiono odłów kontrolny i tu uwaga, masa ryb na 1 ha wody spadła z około 33 kg do 0,5 kg!!! Zniknęły m.in. pstrągi oraz z pewnością wiele innych gatunków ryb, które są znacznie mniej atrakcyjne wędkarsko poprzez ich małe rozmiary.

Wnioski.

Niestety zabieg melioracji rzeki zniszczył wiele siedlisk ryb zamieniając ten i pobliskie odcinki w podwodną pustynię, a w miesiącach ciepłych w pas roślinności, przez który ciężko ujrzeć lustro wody. Mogę także przypuszczać, że pewnie też kilka gatunków ptaków straciło swoje siedliska poprzez obniżenie koryta i w związku z tym osuszeniem terenów. Najgorszym stwierdzeniem, które staram się nadal obalać chodząc na ryby i próbować złowić jakiekolwiek ryby jest to, że Łydynia na tym odcinku stała się wędkarskim nieużytkiem. Niestety każda wyprawa coraz bardziej utwierdza mnie w tym. Miejsca, w których da się zarzucić wędkę na opisywanym przeze mnie odcinku jest naprawdę mało, palce jednej ręki to za dużo by opisać ich ilość. Jedynie późną jesienią i wczesną wiosną da się łowić nieco bardziej komfortowo ale, dalej jest to pustynia, na której płyciznach pojawiają się zabłąkane pojedyncze rybki. Czy warto było ingerować w ekosystem tej rzeczki? Wielu pewnie podziela moje zdanie, którego chyba nie muszę wypisywać wprost ale wielu także uznało, że to był jak najbardziej słuszny krok i kolejny krok niestety już postawili na kolejnym odcinku rzeczki. Ciekaw jestem jednego, czy znów trzeba będzie czekać blisko pół wieku, żeby rzeka była w stanie, w znacznym stopniu odbudować się  jak i swoje zasoby? Czy w ogóle będzie w stanie? Czy ludzie jej na to pozwolą? 

Zachęcam do komentowania i wspólnej dyskusji, jeśli też mieliście styczność z takim zjawiskiem. Jakie są Wasze odczucia? Jakie skutki regulacji były na Waszych rzekach? 

Informacje na temat odłowów kontrolowanych zaczerpnięte z opracowania: „Przykład wpływu na ichtiofaunę rzeki Łydynia, regulacji koryta na odcinku od km 51+650 do km 58+250, na terenie gmin Stupsk i Szydłowo w powiecie mławskim oraz gminy Grudusk w powiecie ciechanowskim”, wykonany na zlecenie Okręgu Polskiego Związku Wędkarskiego w Ciechanowie.

 


5
Oceń
(16 głosów)

 

Wedkuje.pl poleca

 

Oczyszczanie rzek czyli destrukcyjna regulacja - opinie i komentarze

użytkownik146431użytkownik146431
+1
Bardzo fajny artykuł.Na mojej rzeczce niestety to samo.Kleń i płoć jeszcze jako tako się trzyma,ale bez wiosennych wylewów,populacja szczupaka jest znikoma.Najwięcej ryb jest tam gdzie koparki nie wjechały,bo to albo rolnik nie pozwolił,albo teren.Szczególnie skutki takiego działania widać przy tegorocznej niżówce.Rzeka jest po prostu zbyt szeroka. (2015-10-02 07:33)
kostekmarkostekmar
+1
Niestety w ten sposób naruszny jest ekosytem danego cieku, jak również niszczona jest fauna oraz niekiedy naturalne tarliska ryb. Masakra, jak można zniszczyć piękne rzeczki pstrągowe. Fajny artykuł. Pozdrawiam. (2015-10-02 12:03)
droidgisdroidgis
+2
Nie da się ukryć, że regulacja niektórych rzek jest w interesie ludzi (okolicznych mieszkańców) i jednocześnie przekleństwem dla wędkarzy oraz obecnej tam fauny i flory. Wydaje mi się, że w tym przypadku może pomóc wyłącznie zdrowy rozsądek. Szala zawsze będzie po stronie człowieka, którego dobytek jest zagrożony, ale czy wszystkie oczyszczone rzeki tego potrzebowały ? - na pewno nie. (2015-10-02 15:46)
czaro93czaro93
+1
Dokładnie, nie wszystkie rzeki tego potrzebowały. Nie była to typowa rzeka pstrągowa i pstrąg był niszowym gatunkiem. Co jakiś czas słyszało się o szczęściarzu, któremu udało się uhaczycz kropka. W chwili obecnej ciężko też jest znaleźć przedstawicieli gatunków, które były dominujące na tym odcinku :/ Przykre ale prawdziwe (2015-10-02 20:22)
jacfarjacfar
0
melioracja stara się jak może, ostatnio podprostowali rzeczkę koło kładki w parku, piękna faszynka, kołeczki i już rzeczka leci równiótko ja zwój mózgowy melioranta (2015-12-03 21:42)
czaro93czaro93
0
jacfar dokładnie tak jest, kiedyś jeszcze te kilka lat temu przyjemnością dla mnie było przejść się na Łydynie bo jest ode mnie jakieś 2 km drogi i nie musiałem robić z tego jakiejś wielkiej wyprawy tylko szedłem sobie na luzie połapać rybki, a teraz nawet jak natchnie mnie by przejść się to normą jest wracanie o kiju lub czasami jakiś mikro kleń, mikro okoń, czy mikor szczupak weźmie i tylko wkurzam się bo wiem czym te bezrybie jest spowodowane. Kurczę, żeby ta rzeka na prawdę wyrządzała jakieś szkody to jeszcze bym zrozumiał tą całą meliorację. Nawet nie trzeba patrzeć na tą rzekę przez pryzmat czysto wędkarski, by dojrzeć w jakim stanie jest rzeka, a bynajmniej na moim odcinku. (2015-12-18 16:51)
Mieszko 966Mieszko 966
+1
Dobrze , że poruszyłeś ten przykry temat. Niestety nie jest to odosobniony przypadek. W woj. łódzkim ,w gminie Będków, to samo zrobiono z rzeką Wolbórką . Niegdyś rybna , bogata przyrodniczo rzeka ( choć prawie na całej długości uregulowana) po zabiegach dewastacyjnych została pozbawiona ryby. Na szczęście od dwóch lat nie widzę kopary , a i kiełbik zaczał się pojawiać, obserwuję też regularnie czaple i parę bielików więc jest nadzieja , że jak się od rzeki odp....ą to wróci do siebie. Swoją drogą to skandal żeby w XXI wieku jeszcze takie bandyckie numery przechodziły bez echa i praktycznie zgodnie z jakimś prawem . Dodam jeszcze , że wzdłóż rzeki o której piszę od 2009 r. jest utworzony Obszar chronionego krajobrazu doliny wolbórki , właśnie w związku z migracją i bytnością rzadkich gatunków. Niemiłą ciekawostką jest , że inne gminy nie ruszają rzeki od lat , tylko w tej taki cyrk - powód jak w artykule ŁĄKI!!! Z tym , że tu po ryciu rzeki , woda na wiosne i tak wylewała . (2017-05-16 10:03)
krasnykrasny
+1
Witam! To główne zdjęcie przypomina mi okolice tamy w Klicach. Chociaż do Łydyni mam 190 km, to właśnie z tej rzeki mam najmilsze no i pierwsze wspomienia. To na niej stawiałem pierwsze wędkarskie kroki. Pamiętam te ławice płoci, jelcy i kiełbi. Wspaniała była spinningowa zabawa od tamy w Klicach do Kargoszyna. Pełne emocji były przeprawy przez próg i pozostałości mostu po wąskotorówce w Targoniach. Było też wielkie zatrócie i jak pamiętam 3lteni zakaz połowu. Potem znowu piękna zabawa. Niestety przed paru laty gdy zobaczyłem co się stało z tą ukochaną rzeką to płakać mi się chciało. Będąc co jakiś czas w okolicy zaglądam na rekonesans, bez kija, kibicując Łydyni by się odrodziła. 5ka (2017-05-19 17:39)

skomentuj ten artykuł

 




Aplikacja