Reklama

Przyducha i śnięte ryby – winny człowiek

13/07/2009 13:25
Narew, Bug, Rządza, a w ostatni weekend także Zalew Zegrzyński. Efekty słabego natlenienia wód, tzw. przyduchy dały w tym roku o sobie znać wyjątkowo mocno. Katastrofa, bo tak z pewnością można określić, to co dzieje się od kilku dni, postawiła na nogi społeczne straże rybackie, zarządy kół, a także instytucje odpowiedzialne za ochronę wód. Powód? W powszechnej opinii – utrzymujące się wysokie temperatury i pozostałości po sianokosach. Zdaniem znawców tematu – winny jest przede wszystkim człowiek…

Niepokojące sygnały masowego śnięcia ryb napływały już w ubiegłym tygodniu. Natychmiast do akcji przystąpił WIOŚ, pobierając próbki wody. Pod lupę poszły Narew, Bug, Rządza i Zalew Zegrzyński. Wyniki mówiły same za siebie – temperatura wody w okolicach 22 stopni. Minimalna progowa zawartość tlenu w wodzie, ze względu na życie ryb, powinna wynosić co najmniej 4 mg /dm3. Tymczasem zarówno Bug jak i Rządza posiadały wody praktycznie odtlenione o śladowej zawartości tlenu: 0,06 mg /dm3 i 0,32 mg /dm3. W przypadku wód Zalewu Zegrzyńskiego poniżej dopływu rzeki Bug zawartość tlenu wyniosła od 2,55 /dm3 – w Białobrzegach, do 2,97 /dm3 – w Jadwisinie (stan na 10 lipca).

Przyczyną śnięcia ryb w Bugu oraz w Rządzy były najprawdopodobniej bardzo intensywne opady, które wywołały gwałtowne obszarowe spływy dużych ilości zanieczyszczeń organicznych z rolniczo użytkowanych terenów, dominujących w zagospodarowaniu zlewni tych rzek: z podtopionych łąk, na których doszło do rozkładów gnilnych zalegających traw i siana oraz ze spływów próchnicy glebowej z pól i torfowisk. Duża ilość materii organicznej, która przedostała się ze zlewni wywołała procesy beztlenowe w wodach powierzchniowych, ich czarną barwę i gnilny zapach . W pierwszej dekadzie czerwca 2009r. WIOŚ - Delegatura w Ciechanowie kilkakrotnie otrzymał zgłoszenia śnięcia ryb w wodach Zalewu Zegrzyńskiego, potwierdzone w wyniku przeprowadzonych wizji lokalnych. Śnięcia ryb miały ograniczony lokalny charakter, przyczyna była taka sama, część śniętych ryb prawdopodobnie mogła dopłynąć do Zalewu Zegrzyńskiego w wodach Bugu lub Narwi. Wyniki badań wskazują, że zanieczyszczenia wód powierzchniowych nie zostały wywołane awaryjnymi punktowymi zrzutami ścieków z oczyszczalni komunalnych, gminnych lub przemysłowych – czytamy w komunikacie z piątku.

Szczegółowe informacje podał nam Rajmund Litwiński, członek koła w Legionowie opiekującego się Zalewem Zegrzyńskim. Jak nam powiedział, na poważną skalę efekty przyduchy pojawiły się w sobotę o godz. 14.00, kiedy na przystani oraz w zatokach przy moście zaczęły się pojawiać śnięte babki. Kilka godzin później woda wyrzucała na brzeg także duże płocie i leszcze. Bug, wpływa do Zalewu bardziej lewa stroną , czyli po stronie przystani i to tu wystąpiła przyducha. Prawą stroną płynie Narew, ale niestety nie ma on aż takiej siły przebicia. Natychmiast uruchomiliśmy łodzie, aby ratować ryby. Zalaliśmy łodzie wodą, w których znajdowały się pompy natleniające i wrzucaliśmy tam ryby. Zorganizowaliśmy wóz do przewozu ryb z Wierzbicy oraz profesjonalne pojemniki do natlenienia. Ryby wypuszczaliśmy w górę Narwi. Łącznie przewieźliśmy wtedy 3 samochody ryb i mogę potwierdzić, że żadna z nich nie padła.

Sytuacja pogorszyła się w sobotni wieczór – na brzegu zaczęła się pojawiać ryba drapieżna – sandacze szczupaki. Uruchomiliśmy straż wojskową Zegrza Północnego, ekipę z Legionowa, Kałuszyn i Pułtuska. Transport ryb nad Narew zajął nam praktycznie całą noc z soboty na niedzielę. Na szczęście podkusiło mnie, żeby zajrzeć do portu jachtowego, który znajduje się przy moście po prawej stronie. Widok był przerażający - cała masa, na szczęście jeszcze żywych, sandaczy od 1 do 10 kg. Przewoziliśmy je łodziami w beczkach z wodą. Potem wylądowały w basenie z natlenioną wodą, ale ponieważ było ich strasznie dużo – ok. 3 ton, zaprzestaliśmy wywozić ryby nad górną Narew i zaczęliśmy puszczać na wspomnianą już prawą stronę narwiańską, gdzie nie było przyduchy. Po całej akcji w porcie oraz zatokach ustawiliśmy pływające pompy natleniające, które poprawiły sytuację. Pod wieczór nic nie wskazywało już na zagrożenie. W tej chwili z brzegu zbierana jest jedynie drobnica białej ryby, której niestety nie udało się uratować. Od niedzieli do środy, 15 lipca trwa zakaz poławiania na Zegrzu, sytuację na wodzie kontrolują SSR.


Rajmund Litwiński chciałby w tym miejscu podziękować za zaangażowanie i pomoc Panu Januszowi Klenczonowi, Zbigniewowi Bedyńskiemu, Markowi Gasińskiemu, członkom koła w Legionowie, strażom z Zegrza, Legionowa, Kłuszyn oraz osobom prywatnym zamieszkującym okoliczne tereny, które mimo swoich obowiązków zaangażowały się w akcję ratowania ryb.

Wracając jednak do samych przyczyn zaistniałej katastrofy, swoją opinię na ten temat przedstawił nam ichtiolog Paweł Oglęcki. Jego zdaniem bezpośrednią przyczyną nie była wysoka temperatura wody i ścięte trawy, które się do niej dostały. Nie doszłoby do aż takiej katastrofy. Już wcześniej mieliśmy do czynienia z dużym zanieczyszczeniem tych wód, spowodowanym m.in. spływającymi nawozami, małym natlenieniem. Mamy niestety za dużo terenów uprawnych w bezpośrednim sąsiedztwie zbiorników. Fachowo nazywamy to antropopresją, czyli zbyt dużym wpływem człowieka na wody – tłumaczy. – Dlaczego akurat dotknęło to wspomniane rzeki nie mam pojęcia. Myślę, że był to spisek złych okoliczności. Niestety, jeśli utrzymają się wysokie temperatury, które sprzyjają powstawaniu organizmów zabierających tlen w wodzie, to sytuacja może się powtórzyć. Tym bardziej, że nie wygląda na to, aby zmieniła się polityka gospodarowania wodami i okolicznymi terenami. Unijne dyrektywy mówią, że zabudowana powinna być jedynie 1/3 terenów nad wodami, u nas jest to zdecydowanie więcej.

Tymczasem niepokojące sygnały napływają z WIOŚ-u w sprawie innych zbiorników. Jak podaje w swoim komunikacie z 14 lipca, pracownicy Inspektoratu nadal prowadzą monitoring zawartości tlenu w wodach Bugu, Liwca, Rządzy i Zalewu Zegrzyńskiego. Lubelski Wojewódzki Inspektorat Ochrony Środowiska wskazał z kolei na deficyt tlenowy także w rzece Wieprz - prawym dopływie Wisły. Efektem tego sygnału jest rozszerzenie kontroli WIOŚ-u na całą długość Wisły na Mazowszu. Zgodnie z badaniami, problemu nie ma na odcinku Dęblin-Warszawa, gorzej przedstawia się sytuacja po ujściu Narwii do Wisły - na wysokości Zakroczymia poziom tlenu w wodzie wyniósł zaledwie 2,02 mg/l.

Służby generalnie jednak uspokajają - z badań wynika, że poziom tlenu w wodach wzrasta. W porównaniu ze stanem na dzień 13 lipca poziom tlenu w Bugu wzrósł 2-krotnie, w wodach Liwca na ujściu do Bugu w miejscowości Kamieńczyk natlenienie wyniosło 5,83 mg /l. Zauważalny wzrost, zaobserwowany został także na odpływie z Zalewu w Dębem oraz na Narwi w Czarnowie i w Nowym Dworze Mazowieckim przed ujściem do Wisły.

Jeszcze raz apelujemy o powstrzymanie się od wędkowania. PRzypominamy, że jedzenie śniętych ryb jest zagrożeniem dla zdrowia. Sanepidy m.in. w Legionowie, Łasicach czy Wyszkowie nieustannie kontrolują targowiska, aby śnięt ryby nie dostały się do obrotu handlowego. Nie stwierdizliśmy przypadków, aby jakakolwiek ryba przedostała się do handlu, będziemy to kontrolować do momentu, aż sytuacja się nie unormuje - dodaje Tomasz Liwastowski z wyszkowskiego sanepidu.

W załączniku prezentujemy uchwałę Pezydium Zarządu Okręgu Mazowieckiego PZW zakazującą wędkowania.
O nowych faktach w tej sprawie będziemy informować na bieżąco. Zachęcamy do udziału w dyskusji na forum.
Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama