Przypony fluorocarbonowe są drogie i przez to że nawet mały "zębacz" może je uszkodzić niechętnie stosowane. Każdy kto stracił rybę przez tego typu przypon jeśli drugi raz go założy to raczej niechętnie. Zaletą fluorocarbonu oprócz małej widoczności w wodzie jest też jego sztywność co wskazuje ten materiał jako przypon podczas łowienia woblerami. Ponieważ ilość brań na wabik zamontowany na takim przyponie jest znacznie większa niż podczas stosowania wolframu czy stali, gra jest warta świeczki.
W ubiegłym sezonie podczas wyprawy na rodzinny "turniej trzech jezior" który odbył się na początku listopada na jeziorach k. Iławy miałem sposobność użyć po raz pierwszy przyponu fluorocarbonowego przy połowach szczupaków. Próba zakończyła się niepowodzeniem bo niezły esox gumę odgryzł. W tym sezonie postanowiłem przetestować fluorocarbon ponownie ale już nie cienki o wytrzymałości ok. 8kg a gruby o mocy 20 kg. Okazało się że 4 pistoletowe szczupaczki ponacinały nawet ten gruby przypon na szczęście przynęty nie odgryzły.
To był mój jedyny taki przypon i musiałem założyć wolfram bojąc się że ponacinany nie utrzyma kolejnej ryby. W domu usunąłem uszkodzone fragmenty i zanurzyłem ten przypon 3 razy w gęstym Domaluksie. Przypon suszyłem pod obciążeniem 50gram by był prosty. Po wyschnięciu trzeciej warstwy ruszyłem na szczupakozaury. Okazało się że to było dobre rozwiązanie. Ilość brań przy użyciu fluorocarbonu pozostała na wysokim poziomie a "otulina" z Domaluksu spełniła swoją rolę bardzo dobrze chroniąc rdzeń przyponu. Tak przygotowany fluorocarbon nie wymaga oględzin po każdym braniu szczupaka.
Komentarze