Słoneczko świeci coraz mocniej, doszedłem do wniosku że czas nad wodę. Składki opłacone, sprzęt przygotowany, no to co ? trzeba się zorientować jak tam najbliższe łowiska. Zacząłem od jeziorka Szczęśliwickiego, mam go pod nosem więc nie trzeba było nawet samochodu. I tu rozczarowanie, śnieg stopniał ale lód nadal trzyma. przespacerowałem się do okola i tym razem do.... samochodu. Następny etap: Jeziorko Czerniakowskie, no tu już mam mały kawałek.
Po 30 minutach (to jednak sobota) jestem na miejscu, i ....... Znowu to samo, choć już cienki i przy brzegu pokazuje się woda, to jednak lód. Po kilku minutach podziwiania budzącej się do życia przyrody, dalej w drogę. Została Wisła, tu już znacznie lepiej, co rzeka to rzeka. Pochodziłem, popatrzyłem i co ? lodu niema, ale za to na miejscówce którą sobie od paru lat upodobałem straszny syf, butelek po piwie i małych ćwiarteczkach więcej jak w pojemniku recyklingowym , puszek nie było (chłopcy wyzbierali, na tych zawsze można liczyć). Choć nie jestem wzorem czyścioszka, coś trzeba było z tym zrobić. Po trzydziestu minutach wyglądało to już jako tako (szkoda że mnie nikt z SSR nie widział może dostałbym jakąś pochwalę, albo choć dyplom za wzorową postawę).
Zostało mi jeszcze jedno miejsce do odwiedzenia, Kanał żerański. Miałem jednak na ten dzień dosyć, pojadę tam w niedziele. Tym razem na wszelki wypadek wezmę z sobą żonę, jednak co cztery ręce do zbierania śmieci to nie dwie. Pozdrawiam i do obaczenia nad wodą.
Komentarze