Reklama

Zbiornik Pławniowice z przymróżeniem oka

07/12/2009 18:19
Oj wspomina mój dziadek tamte czasy, gdy wędkarzy było kilku, gdy zwykłe kawałki leszczyny
odpowiednio zeszlifowane i połączone, gioły sie w pałąk niczym z gumy. Kto wtedy myślał o teleskopach, czy węglówkach? Baa, zwykły bambus był powodem porzadania niemal
każdego miłośnika wędkarstwa. Oj wspomina mój dziadek czasy, gdy jezioro to niebyło jeszcze zalane. Malownicze oczka wodne, poprzedzielane pasami czcin, niczym kontynenty
na naszej ziemi, tworzyły urok niesamowity, budzący w sercu radość. Można było tam dojść z każdej że strony, z wschodu, z zachodu, północy czy południa.

Nie było ośrodków, hoteli, pensjonatów czy kawiarni, zamiast nich słychać było tylko gwizd wiatru, przeszukującego korony drzew, aby strącić na naszą głowę jakąś szyszke... Zdażało sie, ze ludzi poza uczęszczanymi szlakami, i po kilka dni sie niewidywalo. Komórki zaś ,własne czy cudze, niezakłócaly spokoju,a żadem pijany małolat, nie testował po nocy swojego samochody ze sportowym wydechem...Ludzie podobno widząc drógą łajbę pozdrawiali sie juz z daleka, a oplywali tak, aby fali niezrobic... Gdy podchodzilo sie do plotu czyjegoś domostwa, by ocoś zapytać, z daleka słyszalo sie - "momy ino jaja, i mleko". O ile jajka sie kupywalo, to z mlekiem był już problem mniejszy. Błąkały sie po pastwiskach krowiny, które az prosily sie o wydojenie...
A czasem zabłąkała sie w pobliże ogniska nad wodą jakaś kura. Sama sie oskubała,
wypatroszyla, posolila, popieprzyła tak wspaniale... że az grzechem bylo by jej niewrzucić
do żaru... I zdażało sie że ryby niebraly - lecz nikt nienażekal, bo jak nie dziś to jutro..
Oj wspomina mój dziadek tamte czasy...

Dziś niestety wygląda to calkiem inaczej... Z każdej niemal strony jeziora ośrodki wypoczynkowe, domy letniskowe, korty tenisowe, znacznie utrudniają, a nieraz uniemożliwiają podejście do "naszej" wody. Pozostalo jednak kilka miejsc gdzie do wody dojść można, gdzie dno odpwiednie, i powędkować idzie. Co prawda,musimy co chwilkę odwracac sie, czy ktoś niepróbuje opędzlować naszego samochodu, albo jakaś pijana mlodzież czasem niezrobila z nas sobie tarczy do gry pod tytułem: rzut butelką z piwa do celu...

Powiedzmy że zaczynamy wędkowanie, chwile relaksu, bez problemów, bez klopotów, bez stresu... ale czy aby napewno??? po paru minutach w chaszczach za nami, przez które wydaje sie że nikt nieprzechodzil latami, przedziera sie postać. Wkońcu udaje sie jej dotrzec na nasze stanowisko, zostawiając przypadkowo czapkę na galezi, a zbierając jednocześnie z ziemi upuszczoną krótkofalówke... " dzieńdobry, starszy porucznik..... kłania sie nisko". Już wiemy o co chodzi.

Samochód mial zostać zaparkowany w miejscu oddalonym o kilometr od miejsca wędkowania, a nie 30m. za nami... Holercia - nici z dzisiejszej wizyty w wędkarskim... Po podpisaniu mandatu, oraz przestawieniu samochodu, człowiek zupełnie wyluzowany, siada na owym pomoście, patrzy na wspaniałe sloneczko, kulące sie ku zachodowi... Nagle branie na wędce z trupkiem, niedaleki , delikatny odjazd, i cisza... tak własnie czule biorą węgorze oraz sandacze na pławniowicach. Aby niepoczóły najmniejszego oporu niestosuje sie żadnych sygnalizatorów mechanicznych, tylko elektronika. A schodzące podczas brania zwoje żyłki z kolowrotka należy ściągać rekoma... takie cwane bestie... Zapalamy papierosa, myśląc "dlaczego puścił?..." Po chwili branie na czerwonego robaka - krótki chol i piękna ploć ląduje w naszym jakże obszernym karpiowym podbieraku. Dlaczego karpiowy?? ponieważ kto wie., z jakim przeciwnikiem dane nam sie bedzie dziś spotkać...

Łowimy dalej. Jest branie - malutki jazgarek połknął robala tak głeboko, że jego koniec wyszedł mu...no wiecie gdzie... No, ale cóż niema tego złego. Zakladamy go na wędke gruntową ponieważ ostatnią ukleję w wiaderku, porwał nam kot - pupil, przemilego,starszego pana, mającego niedaleko swój letniskowy domek. Zarzucamy wędki i lowimy dalej, rozkoszujemy sie nielicznymi chwilami relaksu, które w naszym zabieganym życiu sa tak cenne. Nagle coś wyłania sie z prawej strony naszego stanowiska, tnąc taflę wody niczym krawcowa materiał, robiąc taką fale, że nasze sygnalizatory jeszcze przez godzine wydają pojedyńcze pikniecia... w tem branie - na wędce z trupkiem. Staramy sie niepopelnić żadnego błędu, zacinamy - siedzi. Ooo, albo niewielki sandacz, albo średni węgorz albo.... Ale on walczy jak karp, kurcze... wymawiając słowo KARP momentalnie czujemy na swojej szyji oddechy kibiców z sąsiednich stanowisk, na których to slowo działa jak magnes... Zza pleców zda sie słyszeć" teee Jurek, Zbyszej, Juzek, karp na pławniowicach ruszył!!!" telefonia komórkowa...ahh. Jednak my robimy swoje, po dość długim holu w wodzie ukazuje nam sie coś niezwykłego - przepiekny okoń mieniący sie dziesiątkami kolorów, pasy na nim nieczym kropki na gepardzie nadają mu urody, sprawiając ze nogi robią nam sie miękkie... Jest!!! Mierzenie przy świadkach - czterdziści parę cm. jesteśmy tak dumni i szczęsliwi, a tą chwilę porównać mozemy tylko z narodzinami naszego syna...Pada nagle pytanie - na co wzioł??? a my, choć skusiliśmy nasze trofeum na trupka, i w dodatku z jazgara, bez zastanowienia odpowiadamy - na robaaaaka,,, ;)

Po czym wszyscy wędrują do swych wędek zmieniając przynęte. Kolejne branie - tym razem na robala - tniemy - siedzi (jednak mówimy to w myslach). Znów jakoś dziwnie "chodzi". po paru minutach lądujemy kolejnego, pięknego garbusa. W najśmielszych snach sie tego niespodziewaliśmy! Kolejny rzut, i kolejna ryba - wpadamy w euforię, ale emocje tlumimy w sobie, by niezwrócić na siebie uwagi ciekawskich . Powoli robi sie ciemno, delikatny chlód sierpniowej nocy sklania nas do zalozenia polaru - wtem, niczym na rajdzie Parż - Dakar, wjeżdza na ręcznym sportowy samochód w raz z bandą ludzi pod wplywem, z kierowcą włacznie. Wyskakuje z niego kilka osób. i niezwarzając na nic, biegiem pędzą wprost na "mój", jakże rybny pomost. Wbiega, wybija sie i wskakuje jeden z drógim do wody z zapalem godnym Otyli J. Niezwarzając na nas, niezwarzając na wędki, niezważając na nic...

Wiec co nam pozostaje, mając przy sobie jedynie przytępawy nożyk zawieszony na pasku, oraz gaz łzawiący w kieszeni którego na dodatek nigdy nieużywaliśmy??? Pakujemy czym prędzej nasze manatki, caly sprzet, i choć brania na naszej miejscówce pewnie trwaly by nadal, cieszymy sie z tego, co dziś udało nam sie osiągnąć - z pięknych ryb, z milych chwil spędzonych pomiędzy sitowiem, z tego wszystkiego - co daje nam naszehobby wędkarstwo:)

Tak własnie wygląda po krótce wędkowanie na pławniowicach. Ważne jest miejsce i znalezienie ryb. A gdy zaczną żerować - biorą doslownie "na wszystko". Ja osobiście łowie na pławniowicach zazwyczaj na spining. Uganiam sie za sandaczami a łowie z regóły piękne garbusy i szczupaki. Sandacze -jak narazie złowilem tylko na trupka. Okonia którego prezentowalem w poprzednim artkule zlowilem na kopyto relaxa 8cm, perła, na główce mustad 10g z opadu. Choć to i tak niema większego znaczenia, jak sie je znajdzie - walą na wszystko, nawet na trupka.
W internecie jest wiele szczegółowych opisów owego jeziora, więc mysle, że moja nieco humorystyczna wersja opisu - przypadnie wam do gustu;)
Z wędkarskimi pozdrowieniami
Kamil




Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama