widzę że wyniknęła dość zażarta dyskusja, a podziały na karpiarzy i nie-karpiarzy są dość mocne.
Postaram się napisać coś, co pozwoli - mam nadzieję -pogodzić choć po części obydwie strony.
Jestem wędkarzem wędkującym różnymi metodami od około 20 lat. Zaczynałem od spławika, potem spiningu, obecnie najczęściej łowię z gruntu różne gatunki ryb. Łowię także karpie i nie zgadzam się z przedmówcami, którzy uważają karpie za obrzydlistwo itp. To piękna, inteligentna, silna, waleczna ryba, która wcale nie jest taka łatwa do złowienia nawet w łowiskach specjalnych. Myślę że każdy, kto miał okazję powalczyć z takim 10 kg karpiem wiem o czym piszę.
Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że to gatunek obcy i nie w każdej wodzie powinien się znajdować. Moim zdaniem miejsce karpi to łowiska specjalne, ewentualnie wydzielone akweny, takie jak np. zbiorniki przy elektrowniach.
Tak więc racja jak zwykle leży gdzieś po środku. Karpie - tak, jak najbardziej, ale nie w każdej wodzie.
widzę że wyniknęła dość zażarta dyskusja, a podziały na karpiarzy i nie-karpiarzy są dość mocne.
Postaram się napisać coś, co pozwoli - mam nadzieję -pogodzić choć po części obydwie strony.
Jestem wędkarzem wędkującym różnymi metodami od około 20 lat. Zaczynałem od spławika, potem spiningu, obecnie najczęściej łowię z gruntu różne gatunki ryb. Łowię także karpie i nie zgadzam się z przedmówcami, którzy uważają karpie za obrzydlistwo itp. To piękna, inteligentna, silna, waleczna ryba, która wcale nie jest taka łatwa do złowienia nawet w łowiskach specjalnych. Myślę że każdy, kto miał okazję powalczyć z takim 10 kg karpiem wiem o czym piszę.
Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że to gatunek obcy i nie w każdej wodzie powinien się znajdować. Moim zdaniem miejsce karpi to łowiska specjalne, ewentualnie wydzielone akweny, takie jak np. zbiorniki przy elektrowniach.
Tak więc racja jak zwykle leży gdzieś po środku. Karpie - tak, jak najbardziej, ale nie w każdej wodzie.
Zgadzam się. Dlaczego zarybia się karpiami? Bo taka jest presja wędkarzy w danych kołach. I niestety nie można już mówić, że jest to obcy gatunek, gdyż w Polsce jest powszechny. Popatrzcie tylko na opisy łowisk. Moim zdaniem wszystko jest OK jeżeli zarybianie robi się z głową. Musi być odpowiedni stosunek białoryb - drapieżnik. Lecz w wielu wodach nie jest to zachowane i stąd problemy.
Oczywiście że tak. Prosty przykład w moim kole jak by nie zarybiali karpiem to ponad polowa wędkarzy nie opłacała by karty. Zaznaczam że są to małe karpie. Ale ją do nich nic nie mam mam nawet wśród nich przyjaciół. Tak samo jest z karpiarzami z prawdziwego zdarzenia poznałem paru i są to wspaniali ludzie którym nie którzy psują wizerunek. Nie krytykujmy a nie będą nas krytykować. Oni tak samo mogą na nas najeżdzac
Widzisz pstrag222 też znasz ten ból jak łazisz sobie spokojnie po pomostach a tu wyskakuje tobie jakiś burak i drze mordę, że on ma zanęcone i nie można rzucać w promieniu minimum 100 metrów bo karpiki mu sie straszy. Ba nawet mam jednego kumpla który czasami tak potrafi się zachować. Ale to się powoli kończy, zaczyna wygrywać normalne podejście do tego hobby. Bez hamstwa, sporów. Tylko to cholerne nęcenie, nęcenie i jeszcze raz nęcenie. Summa summarum sam karp jako ryba brzydka jak cholera mi nie przeszkadza ale jej nawyki żywieniowe oraz ilości zanęt które trzeba (nie trzeba, ale zawsze można) wrzucić do wody powodują u mnie tak alergiczna reakcję. No i ta reakcja większości karpiarzy na innych wędkarzy. To właśnie powoduje, że nie przepadam za tą grupą. No oczywiście są też i bardzo fajni ludzie spośród nich, ale już wcześniej pisałem moje doświadczenia mówią, że ci fajni stanowią jednak mniejszość.
tstaros zgadzam się z Tobą, że karpiki mogą sobie pływać ale tylko w specjalnych akwenach niepołączonych z otwartymi wodami.
Natomiast janmar Ty bardzo mocno sie pomyliłeś ze stwierdzeniem o równowadze pomiędzy drapieżnikami a roślinożercami. Wpuszczając duże karpiowate do wód zakłócasz tą równowagę, bo nie ma w Polsce drapieżnika mogącego zjeść karpiszona o wadze zaledwie 5 kilo. Nawet go nie ruszy wielki sum. A potem ta ryba staje się zupełnie bezkarna i może już tylko tuczyć się kosztem innych rodzimych gatunków, które są słabsze i mniejsze. Na dodatek w naszych wodach już występuje duży niedobór drapieżnika. Wpuszczając karpie tylko pogarszamy ten stosunek. A wpuszczanie karpii mamy na własne życzenie, bo to tania ryba, szybko rośnie ( brak konkurencji i drapieżników), ładnie walczy na kiju no i nasza kultura ( Wigilia bez karpia to niepolskie). I tu mamy problem, który pewnie będą musiały rozwiązać nasze wnuki jak tylko będą chciały łapać i oglądać ryby inne niż karp.
Wiesz co to jest tak że mnie to go...... Obchodzi że on tam necil czy coś bo nie lubię czegoś takiego. Mam łowić w odległość od wędkarza a nie od miejsca jego necenia. Jakoś nigdy nie przeszkadzało to moim kumplom jak rzucałem koło nich bo sami mnie tam wpuszczali jak było to ciekawe miejsce. Może się powtórzę ale to nie zależy do jakiej grupy należymy. Zależy jak jesteśmy nastawieni do innych
Na dodatek w naszych wodach już występuje duży niedobór drapieżnika. Wpuszczając karpie tylko pogarszamy ten stosunek. A wpuszczanie karpii mamy na własne życzenie, bo to tania ryba, szybko rośnie ( brak konkurencji i drapieżników), ładnie walczy na kiju no i nasza kultura ( Wigilia bez karpia to niepolskie). I tu mamy problem, który pewnie będą musiały rozwiązać nasze wnuki jak tylko będą chciały łapać i oglądać ryby inne niż karp.
No i o tym właśnie pisałem. Mamy braki drapieżcy (dużego) a wpuszczamy masę karpia z którego większość ma możliwość osiągnięcia wspomnianych przez Ciebie 5kg i jest pozamiatane - karp staje się dominującą rybą na łowiskach.
Tego posta piszę do osób które mają zamiar go przeczytać z uwagą:
Proszę mi wytłumaczyć dlaczego porównuje się tu suma do karpia, amura, tołpygi...
Czy naprawdę (pomijając fakt że wędkarze chcą łowić karpie) do nikogo nie dociera że jest jakaś granica? Na świecie znanych jest wiele przypadków kiedy to człowiek introdukował obce gatunki do swego środowiska. Zaczęło się od roślin sprowadzanych z odległych zakątków świata. Zakładano parki, ogrody, a każdy chciał mieć rośliny z antypodów.
Wiele jest przypadków kiedy rośliny wymknęły się spod kontroli.
Potem ta moda przeszła na wszelkie zwierzęta.
Można mnożyć przykłady kiedy operacje sprowadzania żywej materii z końca świata nie skończyły się dobrze. I żal mi wszystkich tych, którzy uważają, że nasza ingerencja w środowisko może być czymś pozytywnym, pomijając przykłady ratowania ginących gatunków i dbania o ekologię.
Skąd się bierze w ludziach którzy umiłowali naturę taka demagogia?!
Każdy z nas będzie uparcie twierdził że kocha przyrodę, ale z dziwnym uporem będzie to rył scyzorykiem w korze pobliskiej wierzby. "Kocham przyrodę"- podpis "Maciek".
Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim znaleźć.
Każde wiadro karmy dla psów, pelletu, kulek, kukurydzy....zanęt proszkowych, dipów, atraktorów, to substancje wprowadzane do środowiska wbrew woli natury.
Znam łowiska gdzie nie ma presji i tam wystarczy garść ziarna by zwabić rybę.
Wracając do ryb....... raczej nie zarybia się sumem. Sum w większości przypadków rozprzestrzenia się przez powodzie i inne katastrofy. Co innego że potem się rozmnaża.
I proszę nie opowiadać głupot o wieeeeeelkich sumach, że u nas raczej ich mało, a np. w Hiszpanii dużo. Kto wie o czym mówię ten przyzna mi rację, a chodzi o klimat i pokarm.
W Hiszpanii klimat sprzyja szybkim przyrostom. Ryby mają pod dostatkiem papu. A u nas klimat zimniejszy powoduje że sum nie rośnie tak szybko jak tam, mało tego, nie osiąga takich rozmiarów jak w Hiszpanii.
Karp natomiast zaczyna się przystosowywać do naszych warunków, bynajmniej nie przez to że już się przyzwyczaił do pokarmu i temperatury jaka u nas jest normą, ale właśnie dzięki działalności człowieka, który od zawsze karmił karpia sztucznie i usiłował go rozmnażać.
Karmicie karpia tymi specyfikami! Nie jest to obojętne ani dla środowiska, ani dla samej ryby.
I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40 kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych rozmiarów na naturalnej diecie.
A jest to ryba żarłoczna. Karp musi żreć! Taką ma naturę. A karpiarze przez te tony karmy z jednej strony szkodzą naszym wodom, a z drugiej strony im pomagają, bo gdyby stada karpia pozbawić dokarmiania, to zryły by zbiornik aż do przekopania na drugi kraniec globu.
Jeśli jest ktoś, do kogo moje argumenty nie trafiają, to mi przykro, bo moja wiedza pozwala mi tylko na takie a nie inne sformułowanie myśli.
OBCE GATUNKI SĄ SZKODĄ DLA ŚRODOWISKA. Ta prawda jest może bolesna, ale jednak to prawda.
Jednak są fajni tych obcych gatunków. Przeciesz to nie tylko karp ale np. Teczak który cieszy się ostatnio popularnością. I to też zasługuje na śmierć?
"Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w
naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie
chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do
wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego
badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim
znaleźć."
O czym GHOSTMIR Ty piszesz?wywnioskowalem ze mamy zaprzestac wedkowac bo wyrzadzamy szkode naturze?wolne zarty,wedkarz jest jest raczej na koncu lancucha,ktory niszczy nature,bo co,bo sobie zaneci i chce przy rybkach odpoczac???a gdzie rolnik,ktory na uzyznienie gleby nawozi na ziemie rozne chemikalia,gdzie po opadach to wszystko sie podzieje?wyparuje?proste ze nie,dalej zanieczyszczenia z wsi,miast,samochodow i wszelakie gazy ida w atmosfere aby za jakis tam czas spasc sobie na ziemie w postaci kwasnych deszczow,i co i niby tego tez nie powinno byc w wodzie,w naturalnym srodowisku ale nie mamy na to wplywu bo to sie CYWILIZACJA nazywa.
Nie wiem jak w Twoim okregu ale w moim sumem sie raczej zarybia regularnie.
"I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich
żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40
kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić
dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by
nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych
rozmiarów na naturalnej diecie."
Podaj mi przyklad ze w Polsce lapie sie jak to ujales "karpie po 40kg" Mylisz sie co do jej przetrwania,karp na tyle swietnie sie przystosowal do naszego klimatu,potrafi odbywac tarlo, spokojnie sobie poradzi i przetrwa,urosnie do duzych rozmiarow,zajmie mu to dluzej ale urosnie.
Tego posta piszę do osób które mają zamiar go przeczytać z uwagą:
Proszę mi wytłumaczyć dlaczego porównuje się tu suma do karpia, amura, tołpygi...
Czy naprawdę (pomijając fakt że wędkarze chcą łowić karpie) do nikogo nie dociera że jest jakaś granica? Na świecie znanych jest wiele przypadków kiedy to człowiek introdukował obce gatunki do swego środowiska. Zaczęło się od roślin sprowadzanych z odległych zakątków świata. Zakładano parki, ogrody, a każdy chciał mieć rośliny z antypodów.
Wiele jest przypadków kiedy rośliny wymknęły się spod kontroli.
Potem ta moda przeszła na wszelkie zwierzęta.
Można mnożyć przykłady kiedy operacje sprowadzania żywej materii z końca świata nie skończyły się dobrze. I żal mi wszystkich tych, którzy uważają, że nasza ingerencja w środowisko może być czymś pozytywnym, pomijając przykłady ratowania ginących gatunków i dbania o ekologię.
Skąd się bierze w ludziach którzy umiłowali naturę taka demagogia?!
Każdy z nas będzie uparcie twierdził że kocha przyrodę, ale z dziwnym uporem będzie to rył scyzorykiem w korze pobliskiej wierzby. "Kocham przyrodę"- podpis "Maciek".
Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim znaleźć.
Każde wiadro karmy dla psów, pelletu, kulek, kukurydzy....zanęt proszkowych, dipów, atraktorów, to substancje wprowadzane do środowiska wbrew woli natury.
Znam łowiska gdzie nie ma presji i tam wystarczy garść ziarna by zwabić rybę.
Wracając do ryb....... raczej nie zarybia się sumem. Sum w większości przypadków rozprzestrzenia się przez powodzie i inne katastrofy. Co innego że potem się rozmnaża.
I proszę nie opowiadać głupot o wieeeeeelkich sumach, że u nas raczej ich mało, a np. w Hiszpanii dużo. Kto wie o czym mówię ten przyzna mi rację, a chodzi o klimat i pokarm.
W Hiszpanii klimat sprzyja szybkim przyrostom. Ryby mają pod dostatkiem papu. A u nas klimat zimniejszy powoduje że sum nie rośnie tak szybko jak tam, mało tego, nie osiąga takich rozmiarów jak w Hiszpanii.
Karp natomiast zaczyna się przystosowywać do naszych warunków, bynajmniej nie przez to że już się przyzwyczaił do pokarmu i temperatury jaka u nas jest normą, ale właśnie dzięki działalności człowieka, który od zawsze karmił karpia sztucznie i usiłował go rozmnażać.
Karmicie karpia tymi specyfikami! Nie jest to obojętne ani dla środowiska, ani dla samej ryby.
I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40 kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych rozmiarów na naturalnej diecie.
A jest to ryba żarłoczna. Karp musi żreć! Taką ma naturę. A karpiarze przez te tony karmy z jednej strony szkodzą naszym wodom, a z drugiej strony im pomagają, bo gdyby stada karpia pozbawić dokarmiania, to zryły by zbiornik aż do przekopania na drugi kraniec globu.
Jeśli jest ktoś, do kogo moje argumenty nie trafiają, to mi przykro, bo moja wiedza pozwala mi tylko na takie a nie inne sformułowanie myśli.
OBCE GATUNKI SĄ SZKODĄ DLA ŚRODOWISKA. Ta prawda jest może bolesna, ale jednak to prawda.
"Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w
naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie
chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do
wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego
badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim
znaleźć."
O czym GHOSTMIR Ty piszesz?wywnioskowalem ze mamy zaprzestac wedkowac bo wyrzadzamy szkode naturze?wolne zarty,wedkarz jest jest raczej na koncu lancucha,ktory niszczy nature,bo co,bo sobie zaneci i chce przy rybkach odpoczac???a gdzie rolnik,ktory na uzyznienie gleby nawozi na ziemie rozne chemikalia,gdzie po opadach to wszystko sie podzieje?wyparuje?proste ze nie,dalej zanieczyszczenia z wsi,miast,samochodow i wszelakie gazy ida w atmosfere aby za jakis tam czas spasc sobie na ziemie w postaci kwasnych deszczow,i co i niby tego tez nie powinno byc w wodzie,w naturalnym srodowisku ale nie mamy na to wplywu bo to sie CYWILIZACJA nazywa.
Nie wiem jak w Twoim okregu ale w moim sumem sie raczej zarybia regularnie.
"I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich
żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40
kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić
dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by
nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych
rozmiarów na naturalnej diecie."
Podaj mi przyklad ze w Polsce lapie sie jak to ujales "karpie po 40kg" Mylisz sie co do jej przetrwania,karp na tyle swietnie sie przystosowal do naszego klimatu,potrafi odbywac tarlo, spokojnie sobie poradzi i przetrwa,urosnie do duzych rozmiarow,zajmie mu to dluzej ale urosnie.
Choc w 99% moja polemika z GHOSTEM nie nalezala do przyjaznych, to w tym przypadku w 100% zgadzam sie z nim. A kolega chyba do konca nie zrozumial przeslania jego posta. Nikt nie kaze nam zaprzestac wedkowania. Nie o to chodzi. Chodzi raczej o fakt, ze co bysmy nie robili i tak zawsze bedziemy wyrzadzac szkode naturze. I powinnismy byc tego swiadomi. Wedkarstwo z natury rzeczy jest przeciw naturze. Czy zabieramy ryby czy nie, i tak przyczyniamy sie do degradacji srodowiska. I nie dolewajmy oliwy do ognia zarybiajac takimi gatunkami jak karp. Wystarczajaco szkodzimy zeby dokladac i tak juz zmeczonej naturze kolejny problem - obce gatunki.
A co do tych karpi 40 kg. Tez chcialbym zobaczyc takie lowisko :). Ale to inny problem ;)
A ja głowę daję, że takie karpie są w naszych wodach. W komercjach napewno. Widziałem już szczupaki ogromnych rozmiarów, a nie dających się złowić, a nawet złapać w sieć, takież same sumy i tołpygi, amury, bolenie itd. Pewnego letniego wieczora nad Odrą, widziałem spławiającego się suma na spokojnej wodzie między główkami. Szacowaliśmy go na ok 250 kg. Był większy od płetwonurka, bo tak wstępnie pomysleliśmy o tym co widzimy. Byłem trzeźwy jak zawsze na rybach. Tylko tak duże ryby mają spore doświadczenie życiowe i wiedzą jak unikać nas wędkarzy i rybaków. Czy ten co dorwał tego karpia o ciężarze prawie równym worowi ziemniaków, wiedział co złowi? Watpię żeby wiedział o istnieniu tego kafara. Już wie i on i my.
Matigol - pisałem, ze już jaśniej nie potrafię wyrazić swej myśli , bo nie jestem jakimś profesorem, tylko prostym człowiekiem. Natomiast jestem mile zaskoczony reakcja innego Kolegi.
Pawelz - dziękuję za zrozumienie. Ja nie mówię żeby zaprzestać wędkowania i nawet już jestem w stanie odpuścić częściowo temu karpiowi, ale tylko jeśli będą to niewielkie ilości a zarybienia pójdą w kierunku odbudowy populacji ryb rodzimych.
Jeszcze jedno Matigol- czy uważasz że zarybianie sumem jezior jest zdrowe? Bo rzeki to ja rozumiem, ale jeziora?
Czyli chcemy mieć ryby np. w takich żwirowiskach jak u mnie. Chcemy mieć ładną płoć, lina, leszcza, szczupaka,.... a wlewamy do wody tony suma? Czyli wędkarze przestają być już potrzebni, bo zarybiając sumem, zarybianie innymi gatunkami będzie już tylko dokarmianiem suma.
" Czy ten co dorwał tego karpia o
ciężarze prawie równym worowi ziemniaków, wiedział co złowi? Watpię
żeby wiedział o istnieniu tego kafara".
Tu sie mylisz kol Mastiff,poniewaz lustrzen ten zostal juz wczesniej zlapany,wazyl 41,3kg,jak twierdza karpiarze ryba prawdopodobnie zostala zlowiona w czasie tarla,dlatego tak przybrala na wadze.
A czy sa takie karpie w polskich wodach,takie powyzej 40kg??trudno powiedziec,dopoki nie zostanie zlowiony i wycholowany przez wedkarza to tylko domysly,miejmy nadzieje ze takie sztuki sa.Pozdrawiam
Ale to nie nasza wina ze akurat sum ma przyrost inny niz szczupak czy lin,mamy z niego zrezygnowac bo duzo lubi zjesc??Kol GHOSTMIR nie wiem jakimi metodami lubisz wedkowac i na jakie ryby lubisz sie nastawiac ale powiedz czy nie chcialbys skonfrontowac sie np wlasnie z sumem 70-80kg?bo ja jak najbardziej tak.
Sadze ze chyba kazdy wedkarz chcialby poczuc na swojej wedce choc raz w zyciu taka rybe. Co nie oznacza ze jest ona pozadana w kazdym lowisku. Tak duzy drapieznik potrzebuje sporej "przestrzeni zyciowej" i niemalo pozywienia. I zarybianie tymi rybami malych zbiornikow jest chyba nieporozumieniem. Ale duze rzeki, zaporowki wg mnie jak najbardziej.
Co do malych zbiornikow to zgodze sie,lepiej to przemyslec dwa razy przed zarybieniem,ale zaporowki,rzeki,duze jeziora,jak najbardziej jestem ze zarybianiem i sumem i innymi gatunkami.Sam mialem suma w zeszlym roku,moze mial ok 20kg,trudno ocenic bo tylko raz go widzialem,podszedl mi na zestaw sandaczowy i szczerze robil co chcial az w koncu zerwal zestaw i odplynal.Jezeli my nie bedziemy zarybiali naszych wod to co nasze dzieci beda lapaly,same wymiarowki zaraz po zarybieniu???
Tu sie mylisz kol Mastiff,poniewaz lustrzen ten zostal juz wczesniej zlapany,wazyl 41,3kg,jak twierdza karpiarze ryba prawdopodobnie zostala zlowiona w czasie tarla,dlatego tak przybrala na wadze.
Co wcale nie dowodzi, że miał nadzieję na dorwanie go, że planował złapanie tego pasibrzucha. Ale 26-cio kilowe tam to norma. To nie łowisko, to tuczarnia. Wolę powalczyć z pięcioma brzanami, czy kleniami, sandaczami, jednego dnia, niż z jednym takim odyńcem. Mam swój gust i swoje suwerenne zdanie na ten temat.
Pływa nie pływa ale zawsze jest to typowy tucznik i nic tego nie zmieni. Też należę do tego typu wędarzy jak GHOST czy Mastiff którzy wolą złapać kilka ładnych, chodzi o wygląd, ryb niż jedną świnię. Bo mnie kręci nie tylko siłowy hol ale również jak ta zdobycz się będzie prezentować na zdjęciu no i oczywiście mojej pamięci.
A ja nie miałbym nic przeciwko temu, jakbym taką "świnke" 40kg. niechcąco wycholował na mój zestawik 18mm i 16mm. z trzema pinkami na chaczyku hehe! Nikomu z Was nie zdażyło sie zaciąć i ......bzdęk ! A kto to wie ? Może to był ten wasz rekordowy karp ? Także, nigdy nie mów...nigdy :)))
Miałem masę takich przypadków że było tylko trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr i łup! Ale ja nie stosuję lin cumowniczych tylko żyłki do 0,35 max.
Zgadza sie Ghostmir. Ale tak szczerze. Czy nie wolałbyś złowić takiego karpia 3-4 kg. na żarełku jeziorowym czy rzecznym, niż te kilka płoci, leszczyków itp. Wszyscy tak narzekają na te karpie. Ale jak wędkuje na jeziorze i łowimy fajne płocie, karachy,leszcze i czasem liny, to obok słysze takie słowa : mógłby k..wa wreszcie jakiś karp podejść!!!! To o co tak naprawde chodzi ? Ano chodzi o to, że ten karp tak naprawde jest szczytem naszych marzeń na łowisku. Czyż nie nieprawda ? Pozdro. Zibi.
Masz wiele racji Kol. Zbynio. Właśnie dzięki takiej presji nasze władze prowadzą zarybianie karpiem. Powiem szczerze, że nie nastawiam się nigdy na karpia, jednak jest on powszechnie spotykanym przyłowem na moich łowiskach. Jestem smakoszem rybiego mięsa i na święta BN kupuje w sklepie około 10-12 kilogramów karpia. Mało tego, kupuję znów przed samym Nowym Rokiem dodatkowe 10 kilo. I bynajmniej nie łowię ich, ale kupuję.
Na łowisku cieszy mnie każdy karp, który ma mniej niż 4 kilo, a to pod warunkiem ze złowię góra trzy na datę. Biorę wtedy wszystkie, bo traktuję je jak towar w sklepie rybnym. To jest ryba przeznaczona właśnie do tego celu - żeby się nażreć.
Nie chce być źle zrozumiany, ale zaczynam w tych świniakach dostrzegać pewne plusy. Otóż jeśli tego karpia nie jest zbyt dużo, i jest on wielkości stołowej, to dziadki polują na niego na umór i w ten sposób oszczędzane są inne gatunki, po stokroć bardziej wartościowe.
Nie ulega wątpliwości, że karp to najtańszy materiał zarybieniowy. Dlatego nie jest mi żal żadnego karpia wyłowionego z moich zbiorników, ponieważ temu jednemu gatunkowi wytrzebienie nie grozi. A dzieje się tak dlatego, że co roku do wody trafia jakaś tona, dwie tony tego spożywczaka. A z każdego zarybienia pozostaje w wodzie pewna ilość która się cwani i rośnie dla karpiarzy na uciechę.
No więc powoli zaczynam karpia olewać, niech sobie jest, bo i tak go dziadki wyłowią, a aj będę miał mniej konkurentów do połowu ryb o wiele bardziej interesujących i w dodatku naszych a nie azjatyckich.
Oby nie doszło nigdy u nas do sytuacji jaka jest w Brazylii, że karp stanie się śmieciem przez nikogo niechcianym i nieodławianym, bo wtedy biada nam i naszym wodom.
Masz wiele racji Kol. Zbynio. Właśnie dzięki takiej presji nasze władze prowadzą zarybianie karpiem. Powiem szczerze, że nie nastawiam się nigdy na karpia, jednak jest on powszechnie spotykanym przyłowem na moich łowiskach. Jestem smakoszem rybiego mięsa i na święta BN kupuje w sklepie około 10-12 kilogramów karpia. Mało tego, kupuję znów przed samym Nowym Rokiem dodatkowe 10 kilo. I bynajmniej nie łowię ich, ale kupuję.
Na łowisku cieszy mnie każdy karp, który ma mniej niż 4 kilo, a to pod warunkiem ze złowię góra trzy na datę. Biorę wtedy wszystkie, bo traktuję je jak towar w sklepie rybnym. To jest ryba przeznaczona właśnie do tego celu - żeby się nażreć.
Nie chce być źle zrozumiany, ale zaczynam w tych świniakach dostrzegać pewne plusy. Otóż jeśli tego karpia nie jest zbyt dużo, i jest on wielkości stołowej, to dziadki polują na niego na umór i w ten sposób oszczędzane są inne gatunki, po stokroć bardziej wartościowe.
Nie ulega wątpliwości, że karp to najtańszy materiał zarybieniowy. Dlatego nie jest mi żal żadnego karpia wyłowionego z moich zbiorników, ponieważ temu jednemu gatunkowi wytrzebienie nie grozi. A dzieje się tak dlatego, że co roku do wody trafia jakaś tona, dwie tony tego spożywczaka. A z każdego zarybienia pozostaje w wodzie pewna ilość która się cwani i rośnie dla karpiarzy na uciechę.
No więc powoli zaczynam karpia olewać, niech sobie jest, bo i tak go dziadki wyłowią, a aj będę miał mniej konkurentów do połowu ryb o wiele bardziej interesujących i w dodatku naszych a nie azjatyckich.
Oby nie doszło nigdy u nas do sytuacji jaka jest w Brazylii, że karp stanie się śmieciem przez nikogo niechcianym i nieodławianym, bo wtedy biada nam i naszym wodom.
Howk.
Normalnie nie wiem co powiedziec :):):) mamy dokladnie ten sam stosunek do tej ryby. Ja co prawda karpia nie lowie i nie jem, ale uwazam go jako doskonala zaporowke dla naszych rodzimych ryb. Dla wielu wedkarzy nie wazne jaka ryba, byle duzo miecha. I dla nich to wlasnie powinien byc karp puszczany do wody. Tani i w miare latwy do zlowienia (zwlaszcza zaraz po zarybieniu). Dzieki niemu inne ryby maja troche oddechu. Lepiej jak taki "wedkarz" zabierze 4 kg karpi na dzien niz 4 kg leszczy czy innych ryb. Jemu to rybka, ale czesci wedkarzy juz nie. Podobne zdanie mam o teczaku. Gdyby byl puszczany tam gdzie potok i lipien, nasze gatunki mialyby troche oddechu. Z tym ze teczaka jest piekna waleczna ryba nie majaca chyba az tak negatywnego wplywu na srodowisko jak karp. I jego bym chetnie widzial w wielu (nie wszystkich) wodach.
Moze kiedys :). Ja obiecuje wiecej na temat oplat nie pisac ;). Wspomne tylko przy okazji jedna rzecz. Tez nie mam ochoty wiecej placic i daleki jestem od tego przy obecnym stanie rzeczy. Z oplatami to szczerze mowiac mam lekka schize. Po pierwsze sadze ze sa za niskie, ale z drugiej strony nie wierze ze zwiekszenie nawet 10 krotne zmieniloby cokolwiek. Dopoki nie zmieni sie system to wieksze oplaty nie zmienia kompletnie nic. Dlatego "w ciemno" nie dam zlotowki wiecej na rzecz PZW. Ale z drugiej strony gdyby powstalo kolo mnie takie lowisko jak np. OS San to nie jadlbym 2 miesiace a 1200 zl / rok na licencje bym nazbieral :). I tym chcialbym zakonczyc swoje wywody na temat oplat na tym forum.
Dziękuję bardzo - pomogliście mi podjąć decyzje o usunięci konta na tym portalu.
Pozdrawiam i życzę wszystkiego dobrego.
Koledzy,
widzę że wyniknęła dość zażarta dyskusja, a podziały na karpiarzy i nie-karpiarzy są dość mocne.
Postaram się napisać coś, co pozwoli - mam nadzieję -pogodzić choć po części obydwie strony.
Jestem wędkarzem wędkującym różnymi metodami od około 20 lat. Zaczynałem od spławika, potem spiningu, obecnie najczęściej łowię z gruntu różne gatunki ryb. Łowię także karpie i nie zgadzam się z przedmówcami, którzy uważają karpie za obrzydlistwo itp. To piękna, inteligentna, silna, waleczna ryba, która wcale nie jest taka łatwa do złowienia nawet w łowiskach specjalnych. Myślę że każdy, kto miał okazję powalczyć z takim 10 kg karpiem wiem o czym piszę.
Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że to gatunek obcy i nie w każdej wodzie powinien się znajdować. Moim zdaniem miejsce karpi to łowiska specjalne, ewentualnie wydzielone akweny, takie jak np. zbiorniki przy elektrowniach.
Tak więc racja jak zwykle leży gdzieś po środku. Karpie - tak, jak najbardziej, ale nie w każdej wodzie.
Koledzy,
widzę że wyniknęła dość zażarta dyskusja, a podziały na karpiarzy i nie-karpiarzy są dość mocne.
Postaram się napisać coś, co pozwoli - mam nadzieję -pogodzić choć po części obydwie strony.
Jestem wędkarzem wędkującym różnymi metodami od około 20 lat. Zaczynałem od spławika, potem spiningu, obecnie najczęściej łowię z gruntu różne gatunki ryb. Łowię także karpie i nie zgadzam się z przedmówcami, którzy uważają karpie za obrzydlistwo itp. To piękna, inteligentna, silna, waleczna ryba, która wcale nie jest taka łatwa do złowienia nawet w łowiskach specjalnych. Myślę że każdy, kto miał okazję powalczyć z takim 10 kg karpiem wiem o czym piszę.
Ale z drugiej strony trzeba pamiętać, że to gatunek obcy i nie w każdej wodzie powinien się znajdować. Moim zdaniem miejsce karpi to łowiska specjalne, ewentualnie wydzielone akweny, takie jak np. zbiorniki przy elektrowniach.
Tak więc racja jak zwykle leży gdzieś po środku. Karpie - tak, jak najbardziej, ale nie w każdej wodzie.
Zgadzam się.
Dlaczego zarybia się karpiami? Bo taka jest presja wędkarzy w danych kołach. I niestety nie można już mówić, że jest to obcy gatunek, gdyż w Polsce jest powszechny. Popatrzcie tylko na opisy łowisk. Moim zdaniem wszystko jest OK jeżeli zarybianie robi się z głową. Musi być odpowiedni stosunek białoryb - drapieżnik. Lecz w wielu wodach nie jest to zachowane i stąd problemy.
Oczywiście że tak. Prosty przykład w moim kole jak by nie zarybiali karpiem to ponad polowa wędkarzy nie opłacała by karty. Zaznaczam że są to małe karpie. Ale ją do nich nic nie mam mam nawet wśród nich przyjaciół. Tak samo jest z karpiarzami z prawdziwego zdarzenia poznałem paru i są to wspaniali ludzie którym nie którzy psują wizerunek. Nie krytykujmy a nie będą nas krytykować. Oni tak samo mogą na nas najeżdzac
Widzisz pstrag222 też znasz ten ból jak łazisz sobie spokojnie po pomostach a tu wyskakuje tobie jakiś burak i drze mordę, że on ma zanęcone i nie można rzucać w promieniu minimum 100 metrów bo karpiki mu sie straszy. Ba nawet mam jednego kumpla który czasami tak potrafi się zachować. Ale to się powoli kończy, zaczyna wygrywać normalne podejście do tego hobby. Bez hamstwa, sporów. Tylko to cholerne nęcenie, nęcenie i jeszcze raz nęcenie. Summa summarum sam karp jako ryba brzydka jak cholera mi nie przeszkadza ale jej nawyki żywieniowe oraz ilości zanęt które trzeba (nie trzeba, ale zawsze można) wrzucić do wody powodują u mnie tak alergiczna reakcję. No i ta reakcja większości karpiarzy na innych wędkarzy. To właśnie powoduje, że nie przepadam za tą grupą. No oczywiście są też i bardzo fajni ludzie spośród nich, ale już wcześniej pisałem moje doświadczenia mówią, że ci fajni stanowią jednak mniejszość.
tstaros zgadzam się z Tobą, że karpiki mogą sobie pływać ale tylko w specjalnych akwenach niepołączonych z otwartymi wodami.
Natomiast janmar Ty bardzo mocno sie pomyliłeś ze stwierdzeniem o równowadze pomiędzy drapieżnikami a roślinożercami. Wpuszczając duże karpiowate do wód zakłócasz tą równowagę, bo nie ma w Polsce drapieżnika mogącego zjeść karpiszona o wadze zaledwie 5 kilo. Nawet go nie ruszy wielki sum. A potem ta ryba staje się zupełnie bezkarna i może już tylko tuczyć się kosztem innych rodzimych gatunków, które są słabsze i mniejsze. Na dodatek w naszych wodach już występuje duży niedobór drapieżnika. Wpuszczając karpie tylko pogarszamy ten stosunek. A wpuszczanie karpii mamy na własne życzenie, bo to tania ryba, szybko rośnie ( brak konkurencji i drapieżników), ładnie walczy na kiju no i nasza kultura ( Wigilia bez karpia to niepolskie). I tu mamy problem, który pewnie będą musiały rozwiązać nasze wnuki jak tylko będą chciały łapać i oglądać ryby inne niż karp.
Wiesz co to jest tak że mnie to go...... Obchodzi że on tam necil czy coś bo nie lubię czegoś takiego. Mam łowić w odległość od wędkarza a nie od miejsca jego necenia. Jakoś nigdy nie przeszkadzało to moim kumplom jak rzucałem koło nich bo sami mnie tam wpuszczali jak było to ciekawe miejsce. Może się powtórzę ale to nie zależy do jakiej grupy należymy. Zależy jak jesteśmy nastawieni do innych
Na dodatek w naszych wodach już występuje duży niedobór drapieżnika. Wpuszczając karpie tylko pogarszamy ten stosunek. A wpuszczanie karpii mamy na własne życzenie, bo to tania ryba, szybko rośnie ( brak konkurencji i drapieżników), ładnie walczy na kiju no i nasza kultura ( Wigilia bez karpia to niepolskie). I tu mamy problem, który pewnie będą musiały rozwiązać nasze wnuki jak tylko będą chciały łapać i oglądać ryby inne niż karp.
No i o tym właśnie pisałem. Mamy braki drapieżcy (dużego) a wpuszczamy masę karpia z którego większość ma możliwość osiągnięcia wspomnianych przez Ciebie 5kg i jest pozamiatane - karp staje się dominującą rybą na łowiskach.
janmar w takim razie przepraszam, że źle odczytałem intencje Kolegi. Zwracam szacunek;)
Tego posta piszę do osób które mają zamiar go przeczytać z uwagą:
Proszę mi wytłumaczyć dlaczego porównuje się tu suma do karpia, amura, tołpygi...
Czy naprawdę (pomijając fakt że wędkarze chcą łowić karpie) do nikogo nie dociera że jest jakaś granica? Na świecie znanych jest wiele przypadków kiedy to człowiek introdukował obce gatunki do swego środowiska. Zaczęło się od roślin sprowadzanych z odległych zakątków świata. Zakładano parki, ogrody, a każdy chciał mieć rośliny z antypodów.
Wiele jest przypadków kiedy rośliny wymknęły się spod kontroli.
Potem ta moda przeszła na wszelkie zwierzęta.
Można mnożyć przykłady kiedy operacje sprowadzania żywej materii z końca świata nie skończyły się dobrze. I żal mi wszystkich tych, którzy uważają, że nasza ingerencja w środowisko może być czymś pozytywnym, pomijając przykłady ratowania ginących gatunków i dbania o ekologię.
Skąd się bierze w ludziach którzy umiłowali naturę taka demagogia?!
Każdy z nas będzie uparcie twierdził że kocha przyrodę, ale z dziwnym uporem będzie to rył scyzorykiem w korze pobliskiej wierzby. "Kocham przyrodę"- podpis "Maciek".
Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim znaleźć.
Każde wiadro karmy dla psów, pelletu, kulek, kukurydzy....zanęt proszkowych, dipów, atraktorów, to substancje wprowadzane do środowiska wbrew woli natury.
Znam łowiska gdzie nie ma presji i tam wystarczy garść ziarna by zwabić rybę.
Wracając do ryb....... raczej nie zarybia się sumem. Sum w większości przypadków rozprzestrzenia się przez powodzie i inne katastrofy. Co innego że potem się rozmnaża.
I proszę nie opowiadać głupot o wieeeeeelkich sumach, że u nas raczej ich mało, a np. w Hiszpanii dużo. Kto wie o czym mówię ten przyzna mi rację, a chodzi o klimat i pokarm.
W Hiszpanii klimat sprzyja szybkim przyrostom. Ryby mają pod dostatkiem papu. A u nas klimat zimniejszy powoduje że sum nie rośnie tak szybko jak tam, mało tego, nie osiąga takich rozmiarów jak w Hiszpanii.
Karp natomiast zaczyna się przystosowywać do naszych warunków, bynajmniej nie przez to że już się przyzwyczaił do pokarmu i temperatury jaka u nas jest normą, ale właśnie dzięki działalności człowieka, który od zawsze karmił karpia sztucznie i usiłował go rozmnażać.
Karmicie karpia tymi specyfikami! Nie jest to obojętne ani dla środowiska, ani dla samej ryby.
I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40 kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych rozmiarów na naturalnej diecie.
A jest to ryba żarłoczna. Karp musi żreć! Taką ma naturę. A karpiarze przez te tony karmy z jednej strony szkodzą naszym wodom, a z drugiej strony im pomagają, bo gdyby stada karpia pozbawić dokarmiania, to zryły by zbiornik aż do przekopania na drugi kraniec globu.
Jeśli jest ktoś, do kogo moje argumenty nie trafiają, to mi przykro, bo moja wiedza pozwala mi tylko na takie a nie inne sformułowanie myśli.
OBCE GATUNKI SĄ SZKODĄ DLA ŚRODOWISKA. Ta prawda jest może bolesna, ale jednak to prawda.
Pozdro - Ghost.
Jednak są fajni tych obcych gatunków. Przeciesz to nie tylko karp ale np. Teczak który cieszy się ostatnio popularnością. I to też zasługuje na śmierć?
"Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim znaleźć."
O czym GHOSTMIR Ty piszesz?wywnioskowalem ze mamy zaprzestac wedkowac bo wyrzadzamy szkode naturze?wolne zarty,wedkarz jest jest raczej na koncu lancucha,ktory niszczy nature,bo co,bo sobie zaneci i chce przy rybkach odpoczac???a gdzie rolnik,ktory na uzyznienie gleby nawozi na ziemie rozne chemikalia,gdzie po opadach to wszystko sie podzieje?wyparuje?proste ze nie,dalej zanieczyszczenia z wsi,miast,samochodow i wszelakie gazy ida w atmosfere aby za jakis tam czas spasc sobie na ziemie w postaci kwasnych deszczow,i co i niby tego tez nie powinno byc w wodzie,w naturalnym srodowisku ale nie mamy na to wplywu bo to sie CYWILIZACJA nazywa.
Nie wiem jak w Twoim okregu ale w moim sumem sie raczej zarybia regularnie.
"I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40 kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych rozmiarów na naturalnej diecie."
Podaj mi przyklad ze w Polsce lapie sie jak to ujales "karpie po 40kg" Mylisz sie co do jej przetrwania,karp na tyle swietnie sie przystosowal do naszego klimatu,potrafi odbywac tarlo, spokojnie sobie poradzi i przetrwa,urosnie do duzych rozmiarow,zajmie mu to dluzej ale urosnie.
Tego posta piszę do osób które mają zamiar go przeczytać z uwagą:
Proszę mi wytłumaczyć dlaczego porównuje się tu suma do karpia, amura, tołpygi...
Czy naprawdę (pomijając fakt że wędkarze chcą łowić karpie) do nikogo nie dociera że jest jakaś granica? Na świecie znanych jest wiele przypadków kiedy to człowiek introdukował obce gatunki do swego środowiska. Zaczęło się od roślin sprowadzanych z odległych zakątków świata. Zakładano parki, ogrody, a każdy chciał mieć rośliny z antypodów.
Wiele jest przypadków kiedy rośliny wymknęły się spod kontroli.
Potem ta moda przeszła na wszelkie zwierzęta.
Można mnożyć przykłady kiedy operacje sprowadzania żywej materii z końca świata nie skończyły się dobrze. I żal mi wszystkich tych, którzy uważają, że nasza ingerencja w środowisko może być czymś pozytywnym, pomijając przykłady ratowania ginących gatunków i dbania o ekologię.
Skąd się bierze w ludziach którzy umiłowali naturę taka demagogia?!
Każdy z nas będzie uparcie twierdził że kocha przyrodę, ale z dziwnym uporem będzie to rył scyzorykiem w korze pobliskiej wierzby. "Kocham przyrodę"- podpis "Maciek".
Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim znaleźć.
Każde wiadro karmy dla psów, pelletu, kulek, kukurydzy....zanęt proszkowych, dipów, atraktorów, to substancje wprowadzane do środowiska wbrew woli natury.
Znam łowiska gdzie nie ma presji i tam wystarczy garść ziarna by zwabić rybę.
Wracając do ryb....... raczej nie zarybia się sumem. Sum w większości przypadków rozprzestrzenia się przez powodzie i inne katastrofy. Co innego że potem się rozmnaża.
I proszę nie opowiadać głupot o wieeeeeelkich sumach, że u nas raczej ich mało, a np. w Hiszpanii dużo. Kto wie o czym mówię ten przyzna mi rację, a chodzi o klimat i pokarm.
W Hiszpanii klimat sprzyja szybkim przyrostom. Ryby mają pod dostatkiem papu. A u nas klimat zimniejszy powoduje że sum nie rośnie tak szybko jak tam, mało tego, nie osiąga takich rozmiarów jak w Hiszpanii.
Karp natomiast zaczyna się przystosowywać do naszych warunków, bynajmniej nie przez to że już się przyzwyczaił do pokarmu i temperatury jaka u nas jest normą, ale właśnie dzięki działalności człowieka, który od zawsze karmił karpia sztucznie i usiłował go rozmnażać.
Karmicie karpia tymi specyfikami! Nie jest to obojętne ani dla środowiska, ani dla samej ryby.
I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40 kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych rozmiarów na naturalnej diecie.
A jest to ryba żarłoczna. Karp musi żreć! Taką ma naturę. A karpiarze przez te tony karmy z jednej strony szkodzą naszym wodom, a z drugiej strony im pomagają, bo gdyby stada karpia pozbawić dokarmiania, to zryły by zbiornik aż do przekopania na drugi kraniec globu.
Jeśli jest ktoś, do kogo moje argumenty nie trafiają, to mi przykro, bo moja wiedza pozwala mi tylko na takie a nie inne sformułowanie myśli.
OBCE GATUNKI SĄ SZKODĄ DLA ŚRODOWISKA. Ta prawda jest może bolesna, ale jednak to prawda.
Pozdro - Ghost.
"Jeśli nie rozumiecie, że nasze hobby wyrządza niepowetowane szkody w naturze, to znaczy że chyba wszyscy macie nie po kolei - przy czym nie chcę nikogo obrażać, ale tak mi się nasunęło. Każda garść wrzuconego do wody materiału biologicznego, chemicznego, gliny, pisku i innego badziewia, jest dla danego akwenu czymś, co nie powinno się w nim znaleźć."
O czym GHOSTMIR Ty piszesz?wywnioskowalem ze mamy zaprzestac wedkowac bo wyrzadzamy szkode naturze?wolne zarty,wedkarz jest jest raczej na koncu lancucha,ktory niszczy nature,bo co,bo sobie zaneci i chce przy rybkach odpoczac???a gdzie rolnik,ktory na uzyznienie gleby nawozi na ziemie rozne chemikalia,gdzie po opadach to wszystko sie podzieje?wyparuje?proste ze nie,dalej zanieczyszczenia z wsi,miast,samochodow i wszelakie gazy ida w atmosfere aby za jakis tam czas spasc sobie na ziemie w postaci kwasnych deszczow,i co i niby tego tez nie powinno byc w wodzie,w naturalnym srodowisku ale nie mamy na to wplywu bo to sie CYWILIZACJA nazywa.
Nie wiem jak w Twoim okregu ale w moim sumem sie raczej zarybia regularnie.
"I choć sam znam przypadki że karp odbywa tarło i się mnoży na moich żwirowniach, i choć wiem że można złowić u nas karpie ważące po 40 kilo, to zdaję sobie sprawę z tego, że ta ryba.... gdyby ją pozbawić dokarmiania.... zarybiania... w naturalnych warunkach tak do końca by nie przetrwała zbyt długo, nie mówiąc już o osiąganiu potężnych rozmiarów na naturalnej diecie."
Podaj mi przyklad ze w Polsce lapie sie jak to ujales "karpie po 40kg" Mylisz sie co do jej przetrwania,karp na tyle swietnie sie przystosowal do naszego klimatu,potrafi odbywac tarlo, spokojnie sobie poradzi i przetrwa,urosnie do duzych rozmiarow,zajmie mu to dluzej ale urosnie.
Choc w 99% moja polemika z GHOSTEM nie nalezala do przyjaznych, to w tym przypadku w 100% zgadzam sie z nim. A kolega chyba do konca nie zrozumial przeslania jego posta.
Nikt nie kaze nam zaprzestac wedkowania. Nie o to chodzi. Chodzi raczej o fakt, ze co bysmy nie robili i tak zawsze bedziemy wyrzadzac szkode naturze. I powinnismy byc tego swiadomi. Wedkarstwo z natury rzeczy jest przeciw naturze. Czy zabieramy ryby czy nie, i tak przyczyniamy sie do degradacji srodowiska.
I nie dolewajmy oliwy do ognia zarybiajac takimi gatunkami jak karp. Wystarczajaco szkodzimy zeby dokladac i tak juz zmeczonej naturze kolejny problem - obce gatunki.
A co do tych karpi 40 kg. Tez chcialbym zobaczyc takie lowisko :). Ale to inny problem ;)
A ja głowę daję, że takie karpie są w naszych wodach. W komercjach napewno. Widziałem już szczupaki ogromnych rozmiarów, a nie dających się złowić, a nawet złapać w sieć, takież same sumy i tołpygi, amury, bolenie itd. Pewnego letniego wieczora nad Odrą, widziałem spławiającego się suma na spokojnej wodzie między główkami. Szacowaliśmy go na ok 250 kg. Był większy od płetwonurka, bo tak wstępnie pomysleliśmy o tym co widzimy. Byłem trzeźwy jak zawsze na rybach. Tylko tak duże ryby mają spore doświadczenie życiowe i wiedzą jak unikać nas wędkarzy i rybaków. Czy ten co dorwał tego karpia o ciężarze prawie równym worowi ziemniaków, wiedział co złowi? Watpię żeby wiedział o istnieniu tego kafara. Już wie i on i my.
http://www.carpplanet.eu/news.php?readmore=500
http://www.carpplanet.eu/news.php?readmore=500
No właśnie :) I jak tych ryb nie porównawać do trzody chlewnej? Zobaczcie galerię zdjęć po lewej stronie tego materiału. Toczka w toczkę.
Matigol - pisałem, ze już jaśniej nie potrafię wyrazić swej myśli , bo nie jestem jakimś profesorem, tylko prostym człowiekiem. Natomiast jestem mile zaskoczony reakcja innego Kolegi.
Pawelz - dziękuję za zrozumienie. Ja nie mówię żeby zaprzestać wędkowania i nawet już jestem w stanie odpuścić częściowo temu karpiowi, ale tylko jeśli będą to niewielkie ilości a zarybienia pójdą w kierunku odbudowy populacji ryb rodzimych.
Jeszcze jedno Matigol- czy uważasz że zarybianie sumem jezior jest zdrowe? Bo rzeki to ja rozumiem, ale jeziora?
Czyli chcemy mieć ryby np. w takich żwirowiskach jak u mnie. Chcemy mieć ładną płoć, lina, leszcza, szczupaka,.... a wlewamy do wody tony suma? Czyli wędkarze przestają być już potrzebni, bo zarybiając sumem, zarybianie innymi gatunkami będzie już tylko dokarmianiem suma.
Ojejeu - popatrz jak to ludziska sobie kombinują.
Tak czy inaczej w/w karpie są olbrzymie . Normalnie potwory , chętnie zmierzyłbym się z jednym z nich .
" Czy ten co dorwał tego karpia o ciężarze prawie równym worowi ziemniaków, wiedział co złowi? Watpię żeby wiedział o istnieniu tego kafara".
Tu sie mylisz kol Mastiff,poniewaz lustrzen ten zostal juz wczesniej zlapany,wazyl 41,3kg,jak twierdza karpiarze ryba prawdopodobnie zostala zlowiona w czasie tarla,dlatego tak przybrala na wadze.
A czy sa takie karpie w polskich wodach,takie powyzej 40kg??trudno powiedziec,dopoki nie zostanie zlowiony i wycholowany przez wedkarza to tylko domysly,miejmy nadzieje ze takie sztuki sa.Pozdrawiam
Ale to nie nasza wina ze akurat sum ma przyrost inny niz szczupak czy lin,mamy z niego zrezygnowac bo duzo lubi zjesc??Kol GHOSTMIR nie wiem jakimi metodami lubisz wedkowac i na jakie ryby lubisz sie nastawiac ale powiedz czy nie chcialbys skonfrontowac sie np wlasnie z sumem 70-80kg?bo ja jak najbardziej tak.
Sadze ze chyba kazdy wedkarz chcialby poczuc na swojej wedce choc raz w zyciu taka rybe. Co nie oznacza ze jest ona pozadana w kazdym lowisku.
Tak duzy drapieznik potrzebuje sporej "przestrzeni zyciowej" i niemalo pozywienia.
I zarybianie tymi rybami malych zbiornikow jest chyba nieporozumieniem.
Ale duze rzeki, zaporowki wg mnie jak najbardziej.
Co do malych zbiornikow to zgodze sie,lepiej to przemyslec dwa razy przed zarybieniem,ale zaporowki,rzeki,duze jeziora,jak najbardziej jestem ze zarybianiem i sumem i innymi gatunkami.Sam mialem suma w zeszlym roku,moze mial ok 20kg,trudno ocenic bo tylko raz go widzialem,podszedl mi na zestaw sandaczowy i szczerze robil co chcial az w koncu zerwal zestaw i odplynal.Jezeli my nie bedziemy zarybiali naszych wod to co nasze dzieci beda lapaly,same wymiarowki zaraz po zarybieniu???
Tu sie mylisz kol Mastiff,poniewaz lustrzen ten zostal juz wczesniej zlapany,wazyl 41,3kg,jak twierdza karpiarze ryba prawdopodobnie zostala zlowiona w czasie tarla,dlatego tak przybrala na wadze.
Co wcale nie dowodzi, że miał nadzieję na dorwanie go, że planował złapanie tego pasibrzucha. Ale 26-cio kilowe tam to norma. To nie łowisko, to tuczarnia. Wolę powalczyć z pięcioma brzanami, czy kleniami, sandaczami, jednego dnia, niż z jednym takim odyńcem. Mam swój gust i swoje suwerenne zdanie na ten temat.
No to mamy Macieju taki sam gust.
Niedaleko mnie , w Sance jest tuczarnia świń - jak te świnie mi coś przypominają , tylko , że nie mają płetw i nie pływają !!!
Niedaleko mnie , w Sance jest tuczarnia świń - jak te świnie mi coś przypominają , tylko , że nie mają płetw i nie pływają !!!
Pływają.... i to jak :)! A płetwy, to mały pikuś.
ładna rybka mam nadzieje ze pływa jeszcze
Pływa nie pływa ale zawsze jest to typowy tucznik i nic tego nie zmieni. Też należę do tego typu wędarzy jak GHOST czy Mastiff którzy wolą złapać kilka ładnych, chodzi o wygląd, ryb niż jedną świnię. Bo mnie kręci nie tylko siłowy hol ale również jak ta zdobycz się będzie prezentować na zdjęciu no i oczywiście mojej pamięci.
A ja nie miałbym nic przeciwko temu, jakbym taką "świnke" 40kg.
niechcąco wycholował na mój zestawik 18mm i 16mm. z trzema pinkami na chaczyku hehe!
Nikomu z Was nie zdażyło sie zaciąć i ......bzdęk !
A kto to wie ? Może to był ten wasz rekordowy karp ?
Także, nigdy nie mów...nigdy :)))
Miałem masę takich przypadków że było tylko trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr i łup! Ale ja nie stosuję lin cumowniczych tylko żyłki do 0,35 max.
Miałem masę takich przypadków że było tylko trrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrrr i łup! Ale ja nie stosuję lin cumowniczych tylko żyłki do 0,35 max.
Zgadza sie Ghostmir. Ale tak szczerze. Czy nie wolałbyś złowić takiego
karpia 3-4 kg. na żarełku jeziorowym czy rzecznym, niż te kilka płoci, leszczyków itp.
Wszyscy tak narzekają na te karpie.
Ale jak wędkuje na jeziorze i łowimy fajne płocie, karachy,leszcze i czasem liny,
to obok słysze takie słowa :
mógłby k..wa wreszcie jakiś karp podejść!!!!
To o co tak naprawde chodzi ?
Ano chodzi o to, że ten karp tak naprawde jest szczytem naszych marzeń na łowisku.
Czyż nie nieprawda ? Pozdro. Zibi.
Masz wiele racji Kol. Zbynio. Właśnie dzięki takiej presji nasze władze prowadzą zarybianie karpiem. Powiem szczerze, że nie nastawiam się nigdy na karpia, jednak jest on powszechnie spotykanym przyłowem na moich łowiskach. Jestem smakoszem rybiego mięsa i na święta BN kupuje w sklepie około 10-12 kilogramów karpia. Mało tego, kupuję znów przed samym Nowym Rokiem dodatkowe 10 kilo. I bynajmniej nie łowię ich, ale kupuję.
Na łowisku cieszy mnie każdy karp, który ma mniej niż 4 kilo, a to pod warunkiem ze złowię góra trzy na datę. Biorę wtedy wszystkie, bo traktuję je jak towar w sklepie rybnym. To jest ryba przeznaczona właśnie do tego celu - żeby się nażreć.
Nie chce być źle zrozumiany, ale zaczynam w tych świniakach dostrzegać pewne plusy. Otóż jeśli tego karpia nie jest zbyt dużo, i jest on wielkości stołowej, to dziadki polują na niego na umór i w ten sposób oszczędzane są inne gatunki, po stokroć bardziej wartościowe.
Nie ulega wątpliwości, że karp to najtańszy materiał zarybieniowy. Dlatego nie jest mi żal żadnego karpia wyłowionego z moich zbiorników, ponieważ temu jednemu gatunkowi wytrzebienie nie grozi. A dzieje się tak dlatego, że co roku do wody trafia jakaś tona, dwie tony tego spożywczaka. A z każdego zarybienia pozostaje w wodzie pewna ilość która się cwani i rośnie dla karpiarzy na uciechę.
No więc powoli zaczynam karpia olewać, niech sobie jest, bo i tak go dziadki wyłowią, a aj będę miał mniej konkurentów do połowu ryb o wiele bardziej interesujących i w dodatku naszych a nie azjatyckich.
Oby nie doszło nigdy u nas do sytuacji jaka jest w Brazylii, że karp stanie się śmieciem przez nikogo niechcianym i nieodławianym, bo wtedy biada nam i naszym wodom.
Howk.
Masz wiele racji Kol. Zbynio. Właśnie dzięki takiej presji nasze władze prowadzą zarybianie karpiem. Powiem szczerze, że nie nastawiam się nigdy na karpia, jednak jest on powszechnie spotykanym przyłowem na moich łowiskach. Jestem smakoszem rybiego mięsa i na święta BN kupuje w sklepie około 10-12 kilogramów karpia. Mało tego, kupuję znów przed samym Nowym Rokiem dodatkowe 10 kilo. I bynajmniej nie łowię ich, ale kupuję.
Na łowisku cieszy mnie każdy karp, który ma mniej niż 4 kilo, a to pod warunkiem ze złowię góra trzy na datę. Biorę wtedy wszystkie, bo traktuję je jak towar w sklepie rybnym. To jest ryba przeznaczona właśnie do tego celu - żeby się nażreć.
Nie chce być źle zrozumiany, ale zaczynam w tych świniakach dostrzegać pewne plusy. Otóż jeśli tego karpia nie jest zbyt dużo, i jest on wielkości stołowej, to dziadki polują na niego na umór i w ten sposób oszczędzane są inne gatunki, po stokroć bardziej wartościowe.
Nie ulega wątpliwości, że karp to najtańszy materiał zarybieniowy. Dlatego nie jest mi żal żadnego karpia wyłowionego z moich zbiorników, ponieważ temu jednemu gatunkowi wytrzebienie nie grozi. A dzieje się tak dlatego, że co roku do wody trafia jakaś tona, dwie tony tego spożywczaka. A z każdego zarybienia pozostaje w wodzie pewna ilość która się cwani i rośnie dla karpiarzy na uciechę.
No więc powoli zaczynam karpia olewać, niech sobie jest, bo i tak go dziadki wyłowią, a aj będę miał mniej konkurentów do połowu ryb o wiele bardziej interesujących i w dodatku naszych a nie azjatyckich.
Oby nie doszło nigdy u nas do sytuacji jaka jest w Brazylii, że karp stanie się śmieciem przez nikogo niechcianym i nieodławianym, bo wtedy biada nam i naszym wodom.
Howk.
Normalnie nie wiem co powiedziec :):):)
mamy dokladnie ten sam stosunek do tej ryby. Ja co prawda karpia nie lowie i nie jem, ale uwazam go jako doskonala zaporowke dla naszych rodzimych ryb. Dla wielu wedkarzy nie wazne jaka ryba, byle duzo miecha. I dla nich to wlasnie powinien byc karp puszczany do wody. Tani i w miare latwy do zlowienia (zwlaszcza zaraz po zarybieniu). Dzieki niemu inne ryby maja troche oddechu. Lepiej jak taki "wedkarz" zabierze 4 kg karpi na dzien niz 4 kg leszczy czy innych ryb. Jemu to rybka, ale czesci wedkarzy juz nie.
Podobne zdanie mam o teczaku. Gdyby byl puszczany tam gdzie potok i lipien, nasze gatunki mialyby troche oddechu. Z tym ze teczaka jest piekna waleczna ryba nie majaca chyba az tak negatywnego wplywu na srodowisko jak karp. I jego bym chetnie widzial w wielu (nie wszystkich) wodach.
Pawelz jak nie zaczniesz znowu o tym płaceniu.... to my się chyba kiedy wódki napijemy.
Co sie k* porobiło?!
Moze kiedys :).
Ja obiecuje wiecej na temat oplat nie pisac ;).
Wspomne tylko przy okazji jedna rzecz. Tez nie mam ochoty wiecej placic i daleki jestem od tego przy obecnym stanie rzeczy.
Z oplatami to szczerze mowiac mam lekka schize.
Po pierwsze sadze ze sa za niskie, ale z drugiej strony nie wierze ze zwiekszenie nawet 10 krotne zmieniloby cokolwiek. Dopoki nie zmieni sie system to wieksze oplaty nie zmienia kompletnie nic.
Dlatego "w ciemno" nie dam zlotowki wiecej na rzecz PZW.
Ale z drugiej strony gdyby powstalo kolo mnie takie lowisko jak np. OS San to nie jadlbym 2 miesiace a 1200 zl / rok na licencje bym nazbieral :).
I tym chcialbym zakonczyc swoje wywody na temat oplat na tym forum.
No to my se fajnie pogadali :))) Ciesze sie że moje posty zostały odebrane ze zrozumieniem.
Pozdrawiam Wszystkich !