My ze znajomym majówkę spędziliśmy nad Zalewem S. i w miejscu gdzie od czerwca siedzi wędkarz na wędkarzu z żywcówką a samemu ładnie łapałem w zeszłym roku na spinning trafił się nam jeden mały pistolecik.Wczoraj popołudniu na starorzeczu w Małyniu nawet jednego uderzenia.Majówka w tym roku słabiutka.
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Kużwa mądrze piszesz...za mądrze jak na nick--Steryd,to się kojarzy z tepym osiłkiem...:) bez urazy. To co napisałeś to niestety smutna prawda i jedyna możliwa droga do uzyskania w miarę dobrych efektów...Skakanie z łowiska nad łowisko i szukanie ryb na zasadzie "tam dziś biorą" już dawno odpuścić musiałem,lepiej skupic się na 1-3 wodach i maxymalnie je poznać,to zaowocuje bardziej niż ciągła pogoń za eldorado.
Sam osobiście uprawiam taką właśnie politykę od kilkunastu lat,biorę na celownik 1 jezioro pod esoxa i najbliższą rzekę-pod potoka,tam wyciagam wnioski by pózniej przenieść je gdzie indziej.Dodatkowo od zawsze zbieram info o każdym większym esoxie z mojego terenu,co,jak gdzie,na co,spisuję to,wyciagam wnioski,wdrażam w życie,jadę dalej.Z pozoru głupiego zbitku pojedyńczych doniesień o przypadkowych szczupakach -tych dużych--wyrobiłem sobie swoistą "mapę" jak one się na moich wodach rozstawiaja,z godzin wyszły pory żerowań,ze sposobu połowu--technika...Przykład? nim zacząłem je łowić regularnie zauważyłem pierwszą prawidłowość-wszystkie padały w okolicy zatopionych krzaków,każdy z nich "przypadkowy" w godzinach "spływu" porannej zmiany--od 9-do 12,połowa z nich uderzyła wraz z 1 obrotem korby badż podczas opadu przynety nawet...
Po podsumowaniu wniosek--opad w pobliżu zatopionych ,płytkich krzakorów,w samo południe bądż tuż przed,brak widocznych ataków takich duzych ryb na powierzchni płytkich zatok dał kolejną wskazówkę-one nie żerują,bo gdyby tak było atak metrowej ryby byłby doskonale widoczny,tak powstał zestaw G-SHOCK-combo z firetigerem i technika powolnego opadu na wodzie do pasa aby skorzystać z wrodzonej agresji esoxa bo na żarcie go nie wezmę.
Sposób okazał się w miarę skuteczny,przeniesiony na j.płaczewskie i sumińskie po drobnej korekcie również...Mniej więcej tak rozumuję będąc nad wodą,pytam ludzi,dzwonię gdy chcę wiedzieć więcej,staram się żyć w zgodzie z obsadą moich łowisk bo to baza informacji,godzinami slęczę nad wodą przed otwarciem 1-ego maja aby obserwować swoje łowisko ,układ wiatrów i sposób dryfu ziela,po x latach bezbłędnie nauczyłem się czytać wodę,każde kółko na niej czy pogonienie drobnicy staje się kolejną wskazówką....chore co nie? pewnie że tak...ale ja też zdrowy nie jestem,jestem pasjonatem:)
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Kużwa mądrze piszesz...za mądrze jak na nick--Steryd,to się kojarzy z tepym osiłkiem...:) bez urazy. To co napisałeś to niestety smutna prawda i jedyna możliwa droga do uzyskania w miarę dobrych efektów...Skakanie z łowiska nad łowisko i szukanie ryb na zasadzie "tam dziś biorą" już dawno odpuścić musiałem,lepiej skupic się na 1-3 wodach i maxymalnie je poznać,to zaowocuje bardziej niż ciągła pogoń za eldorado.
Sam osobiście uprawiam taką właśnie politykę od kilkunastu lat,biorę na celownik 1 jezioro pod esoxa i najbliższą rzekę-pod potoka,tam wyciagam wnioski by pózniej przenieść je gdzie indziej.Dodatkowo od zawsze zbieram info o każdym większym esoxie z mojego terenu,co,jak gdzie,na co,spisuję to,wyciagam wnioski,wdrażam w życie,jadę dalej.Z pozoru głupiego zbitku pojedyńczych doniesień o przypadkowych szczupakach -tych dużych--wyrobiłem sobie swoistą "mapę" jak one się na moich wodach rozstawiaja,z godzin wyszły pory żerowań,ze sposobu połowu--technika...Przykład? nim zacząłem je łowić regularnie zauważyłem pierwszą prawidłowość-wszystkie padały w okolicy zatopionych krzaków,każdy z nich "przypadkowy" w godzinach "spływu" porannej zmiany--od 9-do 12,połowa z nich uderzyła wraz z 1 obrotem korby badż podczas opadu przynety nawet...
Po podsumowaniu wniosek--opad w pobliżu zatopionych ,płytkich krzakorów,w samo południe bądż tuż przed,brak widocznych ataków takich duzych ryb na powierzchni płytkich zatok dał kolejną wskazówkę-one nie żerują,bo gdyby tak było atak metrowej ryby byłby doskonale widoczny,tak powstał zestaw G-SHOCK-combo z firetigerem i technika powolnego opadu na wodzie do pasa aby skorzystać z wrodzonej agresji esoxa bo na żarcie go nie wezmę.
Sposób okazał się w miarę skuteczny,przeniesiony na j.płaczewskie i sumińskie po drobnej korekcie również...Mniej więcej tak rozumuję będąc nad wodą,pytam ludzi,dzwonię gdy chcę wiedzieć więcej,staram się żyć w zgodzie z obsadą moich łowisk bo to baza informacji,godzinami slęczę nad wodą przed otwarciem 1-ego maja aby obserwować swoje łowisko ,układ wiatrów i sposób dryfu ziela,po x latach bezbłędnie nauczyłem się czytać wodę,każde kółko na niej czy pogonienie drobnicy staje się kolejną wskazówką....chore co nie? pewnie że tak...ale ja też zdrowy nie jestem,jestem pasjonatem:)
Kolego, przyglądam się Twoim wypowiedzią od dawna. Gdybym napisał, że zgadzam się z Tobą w 100% poświadczyłbym nieprawdę a to dlatego, że zgadzam się z Tobą w 1000%. Piszesz prawdę, opisujesz metody połowu, opisujesz modyfikację przynęt itp. Wiedza Twoja jest poparta niesamowitym doświadczeniem, połowy takich zębatych nie biorą się z przypadku, lecz z ogromnego doświadczenia. Może za dużo słodzę, lecz wypada to jest Wielka przez duże W pisane pasja . Co do połowów rybek pisz dalej, wklejaj foty, nie zwracaj uwagi na innych . Ps zębate to cwane bestie, by do nich się dobrać musimy poświęcić b.dużo czasu, cóż ja Tobie będę pisał Ty wiesz o co chodzi. Pozdrawiam Majster 81
Zębaty gryzie, lepiej niżeli w 2015r.
Wszedłem tu jeszcze z ciekawości i powiem ci, że nawet nie chciało mi się czytać twoich wywodów na mój temat, z ogólnego oglądu zauważyłem tylko, że nie odpuszczasz swojego tonu i dlatego nie zamierzam juz z tobą dyskutować. Dla mnie jesteś krnąbrny i zadufany w sobie pyszałek. Nie robią tez na mnie wrażenia twoje wyniki, skoro spędzasz nad rybną woda nawet 5 dni w tygodniu, co by stanowiło prawie 300 dni w roku na rybach. W tym trybie spokojnie łowiłbym co najmniej tyle samo na twojej wodzie. Nie odpisuj już ja i tak juz tego czytać nie będe i nie wchodzę tu więcej. Nie lubie gaworzyć z dziećmi postury dorosłego człowieka
Gwoli ścisłości-tonu nie odpuszczam bo rozmawiam z tobą,pyszałkiem mogę być-z takich ust jak twoje te słowa nic nie znaczą.Widzę też że znalazłeś sobie furtkę dla sklejenia własnego ego--rybną wodą 5 dni w tygodniu---doczytaj słonko-nie pięć a 3 i nad wodą bezpańską.
Dodatkowo...nie ilość godzin spędzonych nad wodą czyni z ciebie kocura a ich jakość ,bo patrząc na to takim wzrokiem najlepsi byliby najstarszymi stażem,kolejną rzeczą jest POKORA a tej u ciebie nawet na milimetr,tłumi ją ego i zawiść,i w tym "trybie" jak to nazwałeś mozesz być nawet delfinem a co najwyżej glonów se nazbierasz bo sardynki bedą poza twoim zasiegiem.Naucz się rozmawiać z ludzmi,pytaj innych,obserwuj ich a dobrze zaczniesz pierwszy krok,wrzask i zwalanie wszystkiego na bezrybne wody na nic się zda.Ja też nie lubię "gaworzyć" z takimi cwaniaczkami co zawsze szukają na siłę dziury w całym aby usprawiedliwić swe ułomności.
Dlaczego tak reaguję na twoje piski? bo irytuja mnie takie stękania....łowiłem już na elektryczne wędki,potokowce na gruntówki,fotografowałem 1 szczupaka po 20 razy,jeżdziłem do szwecji a pisałem że wody pl,karmiłem sterydami lipienie ,moje potokowce były trociami---to tylko kilka z bzdur jakie naprodukowano na widok moich ryb,wszystkie autentyczne z FORS,Jerkbait...Teraz zostałem pyszałkiem co spi nad jeziorem ....nowość kur....a.
Ech ta kochana polska mentalność...bardziej cieszy pożar chaty sąsiada niż fakt że urodził mu się zdrowy syn.
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Kużwa mądrze piszesz...za mądrze jak na nick--Steryd,to się kojarzy z tepym osiłkiem...:) bez urazy. To co napisałeś to niestety smutna prawda i jedyna możliwa droga do uzyskania w miarę dobrych efektów...Skakanie z łowiska nad łowisko i szukanie ryb na zasadzie "tam dziś biorą" już dawno odpuścić musiałem,lepiej skupic się na 1-3 wodach i maxymalnie je poznać,to zaowocuje bardziej niż ciągła pogoń za eldorado.
Sam osobiście uprawiam taką właśnie politykę od kilkunastu lat,biorę na celownik 1 jezioro pod esoxa i najbliższą rzekę-pod potoka,tam wyciagam wnioski by pózniej przenieść je gdzie indziej.Dodatkowo od zawsze zbieram info o każdym większym esoxie z mojego terenu,co,jak gdzie,na co,spisuję to,wyciagam wnioski,wdrażam w życie,jadę dalej.Z pozoru głupiego zbitku pojedyńczych doniesień o przypadkowych szczupakach -tych dużych--wyrobiłem sobie swoistą "mapę" jak one się na moich wodach rozstawiaja,z godzin wyszły pory żerowań,ze sposobu połowu--technika...Przykład? nim zacząłem je łowić regularnie zauważyłem pierwszą prawidłowość-wszystkie padały w okolicy zatopionych krzaków,każdy z nich "przypadkowy" w godzinach "spływu" porannej zmiany--od 9-do 12,połowa z nich uderzyła wraz z 1 obrotem korby badż podczas opadu przynety nawet...
Po podsumowaniu wniosek--opad w pobliżu zatopionych ,płytkich krzakorów,w samo południe bądż tuż przed,brak widocznych ataków takich duzych ryb na powierzchni płytkich zatok dał kolejną wskazówkę-one nie żerują,bo gdyby tak było atak metrowej ryby byłby doskonale widoczny,tak powstał zestaw G-SHOCK-combo z firetigerem i technika powolnego opadu na wodzie do pasa aby skorzystać z wrodzonej agresji esoxa bo na żarcie go nie wezmę.
Sposób okazał się w miarę skuteczny,przeniesiony na j.płaczewskie i sumińskie po drobnej korekcie również...Mniej więcej tak rozumuję będąc nad wodą,pytam ludzi,dzwonię gdy chcę wiedzieć więcej,staram się żyć w zgodzie z obsadą moich łowisk bo to baza informacji,godzinami slęczę nad wodą przed otwarciem 1-ego maja aby obserwować swoje łowisko ,układ wiatrów i sposób dryfu ziela,po x latach bezbłędnie nauczyłem się czytać wodę,każde kółko na niej czy pogonienie drobnicy staje się kolejną wskazówką....chore co nie? pewnie że tak...ale ja też zdrowy nie jestem,jestem pasjonatem:)
Dzięki, dzięki. Żadnym osiłkiem nie jestem, a na siłowni to z 5 lat nie byłem. Ale chyba pomaham sobie trochę hantlami w garażu dla lepszego samopoczucia.
Nick się wziął stąd, że jak miałem naście lat i tutaj się zalogowałem wpisałem byle co ; ) nie miałe zamiaru się tu z początku wgl udzielać tylko poczytać co ludzie piszą. Kiedyś kupiłem sobie jakieś bananowe białko jak chodziłem na siłkę w szkole średniej i jakoś dla jaj wpisałem sobie steryd93. ; )
Gdzie indziej nazywam się Bartasem, albo po prostu Bartkiem ; )
Pasja...luxxxis pięknie to ująłeś...
Czemu czas nie zatrzyma się kiedy jesteśmy nad wodą??? Zamiast zwolnić, to jeszcze przyspiesza? Ja też nie potrafię nasycić się wędkowaniem i obcowaniem z przyrodą. Czasem żal, że ludzie z mojego otoczenia nie pojmują tego, nie rozumieją i dziwią się, bo przeciż to taaaakie nudne hobby!! I tak brak słów, aby to sensownie wytłumaczyć. Kiedy w lutym zaczynam szukać troci w morzu, po 5 godzinach ogrzewam zmarznięte paluchy, polewając je gorącą herbatą z termosu, aby móc nimi odpiąć agrafkę przy woblerze. Pęknięcia skóry i nekrozy na opuszkach nie goją się przez następny miesiąc...Potem już tylko słyszę: "co? On znów na rybach?" Na szczęście mam 2 zwariowanych Kolegów, którzy wspierają mnie w tej walce z wiatrakami :-))
Pasja...luxxxis pięknie to ująłeś...
Czemu czas nie zatrzyma się kiedy jesteśmy nad wodą??? Zamiast zwolnić, to jeszcze przyspiesza? Ja też nie potrafię nasycić się wędkowaniem i obcowaniem z przyrodą. Czasem żal, że ludzie z mojego otoczenia nie pojmują tego, nie rozumieją i dziwią się, bo przeciż to taaaakie nudne hobby!! I tak brak słów, aby to sensownie wytłumaczyć. Kiedy w lutym zaczynam szukać troci w morzu, po 5 godzinach ogrzewam zmarznięte paluchy, polewając je gorącą herbatą z termosu, aby móc nimi odpiąć agrafkę przy woblerze. Pęknięcia skóry i nekrozy na opuszkach nie goją się przez następny miesiąc...Potem już tylko słyszę: "co? On znów na rybach?" Na szczęście mam 2 zwariowanych Kolegów, którzy wspierają mnie w tej walce z wiatrakami :-))
Czas na rybach pędzi jak szalony,zawsze go brak,nigdy nie udało mi się obłowić wszystkiego co po głowie chodziło ani popróbować nowej metody....To nic że kręgosłup boli od siedzenia w pontonie,że palce pocięte krwawią i żołądek oszukuję od godziny papierosami,to nic bo muszę się spieszyć bo czas ucieka a tam jeszcze taka fajna kępa trzciny została...I tak w kółko:) Albo "syndrom ostatniego rzutu"....znasz to? napewno....Nieraz umęczony mówię sobie w myślach--ech,ostatni rzut i spadam-----taaaa,one są najdłuższe bo trwają nieraz godzinę:).Albo poranna pobudka o 2-3 w nocy na 20 minut przed dzwiękiem nastawionego budzika,jakby jakaś wewnetrzna siła,podświadomość czuwała abyś nie zaspał..... Tak bywa,bycie pasjonatem to stan którego nie zrozumie nikt inny niż pasjonat,tego nie sposób opisać czy wyrazić słowami,nieraz próbowałem i zawsze poległem....Pasjonat to człowiek który pod koniec wyprawy myślami błądzi już na kolejnej .
Z całym szacunkiem. Jutro znowu moge wyskoczyc na ryby niestety w ten weekend tylko raz i tylko na pare godz bo obowiązki ojca i członka komórki społecznej rodzina wzywają. Wszedłem wiec na to forum aby zobaczyc czy szczupłe w polsce przez 3 dni zaczeły żrec i ogólnie czy tendencja sie poprawiła i żeby sie pozytywnie nakrecic.. Niestety na forum szczupaki 2016 nie ma nic o szczupakach. Moja rada: Lux - odpuśc i daj se na luz, Tatamarcelka - "drugi brzeg jest zawsze bardziej kuszący a czyjaś żona ładniej pachnie".
Dalej słabo 6 godzin i 2 szczupłe jeden 46 drugi 55 cm. Szczupły 55 jakby nieżywy jakbym ciągnął kawał zielska w tragicznej kondycji. Gdy go wypuszczałem to zastanawiałem się czy da radę odpłynąć. Chciałbym powiedzieć że skuteczność 100% oba uderzyły przed 6 z rana i były to jedyne kontakty z esoxem póżniej 4 godziny bez kontaktu i z nudów skończyło się na łapaniu mikro okonków na boczny trok.
W Zachodniopomorskim kiepsko, na lokalnych stawach PZW, największy mój szczupak to 67cm, potem 60 i 56cm + 2 spady podobnych, rekord brań to 4 w ciągu ok. 3h - 2 pistolety po jakieś 40cm, garbus ze zdjęcia i bodajaże piędziesiątka, delikatnie brały na wahadełka(większy na Slider 7cm). Na poprawę humoru garbus 35cm :)
Z tego co widzę u siebie i wobec efektów innych to ten maj na długo pozostanie w naszej wędkarskiej pamięci.Jak żyję to się z takim zachowaniem ryb nie spotkałem,jak polska długa i szeroka coś rypło i wszędzie raczej kiepskie efekty.Teraz dopiero powolutku coś gdzieś tam się rusza,widać to po pojedyńczych relacjach .Moje wody póki co dzielnie trzymają sztamę i za grosz nie chcą dać więcej niż 4-6 miarusów na cały dzień biczowania,uparcie je patroluję ale już powoli mnie szlag trafia.....Wczoraj się najzwyczajniej w świecie poddałem,kije poszły w pokrowce,zbiorcze pudła przerzedzone,czekam na cud....Najgorsze jest tylko to że moje wody są akurat sezonowe,dobre wyniki można tu osiagnąć w maju i do połowy czerwca,potem nastepuje zakwit ziela i siemasz witek....nic porządnego się nie uwiesi aż do końca września,czas który obecnie tracę,tracę bezpowrotnie....A miało być tak pięknie....
macie racje coś rypło u mnie jest cięzko, o rybe w okolicy 50cm same pistony , czasami dziw jak on to w mordę zmiescił.
Chyba odpuszczę esoxy i zaczne na liny jeżdzić
Co ciekawe na moim łowisku płoć już poszła do tarła a esoxy są aktywne 1.5 - 2h w ciągu dnia, startuje to w okolicach 19 a kończy się w okolicach 21. Łowisko jest specyficzne i trudne(dawne wyrobiska wapna), cały dzień woda jest prześwietlona, maksymalna głębokość to 1 w porywach 1.5m i całe zębate towarzystwo siedzi nie dość że daleko od brzegu to jeszcze w zielsku i pod wieczór podływa za płotką do brzegów. Kawał wody to też miejsca gdzie wody nad zielskiem jest aż 30 - 40cm(nawet Slidery się tego czepiają) i masa grążeli dostępnych tak do końca czerwca. Z zeszłotygodniowych obserwacji ciekawi mnie jeszcze fakt że na 4 wypady widziałem aż jeden spław zębatego a same brania kończą się delikatnym zapięciem za krawędź pyska. Cholera wie co tym esoxom odbiło, w tym tygodniu ma się pogoda nieco załamać co przy moim łowisku może przynieść w końcu przyjemne efekty w końcu od 6 lat to moje ukochane zębate łowisko :)
Widzę że w tym roku w prawie całej Polsce jest problem ze szczupłym. Ja co prawda generalnie celuję w sandacze i ze szczupakami jako rybami "rozgrzewkowymi" przed czerwcem mam lekko na bakier ale rzeczywiście w tą majówkę przerzucałem tylko króciaki. Nie było kontatktu z siedemdziesiatką, ba nawet +60... Czyli tragedia. Ale za to mam dwa spinningowe medalowe liny:-) Wykorzystując ich agresję przed tarłem, faktem że całkowicie przypadkowo trafiłem na to ciekawe zjawisko. Cóż jak nie zębacz to chociaż prosiaczek ;-)
Tą całą bryndze z braniami, osobiście tłumaczę sobie utrzymującym się wysokim ciśnieniem na poziomie 1025 Hpa ( czymś trzeba ;) ) Dzisiaj wyskocze na kilka godzin z Ultra Lightem, może jakieś pasiaki poganim.
Tą całą bryndze z braniami, osobiście tłumaczę sobie utrzymującym się wysokim ciśnieniem na poziomie 1025 Hpa ( czymś trzeba ;) ) Dzisiaj wyskocze na kilka godzin z Ultra Lightem, może jakieś pasiaki poganim.
Może być....30 kwietnia paru osobom u mnie się poryrało i zaczeli sezon,ryby były "normalne"-jakieś trójki,siedemdziesiatki coś z przedziałów niższych-standard...te same osoby 1-ego spływały o kiju i robia to nadal.Od pierwszego maja na niebie króluje istna patelnia,jakaś mini chmurka z rzadka,z reguły bezwietrznie,w uszach mi aż dzwoni,wiatry same nie "takie" co zawsze-wschodnie? Rano gdy wstaję i widzę powtórkę z rozrywki to ręce mi opadają....
Rybki chorują po tarle które było szarpane ze względu na skoki temperatur,te które przystąpiły do tarła w pierwszej partii doszły do siebie,ale niestety większość ruszyła w drugiej partii i jeszcze choruje, bo kiedy miały odpoczywać to dobiły je przymrozki,z boleniami jest podobnie.Dwa tygodnie i będzie dobrze ;)
Jak widać nie trzeba być nad wodąco 2 dzień by coś złowić. :-)
Dzisiejszy spontaniczny wypadzik, i taktyka znów się sprawdziła. 3 godzinki i 4 szt wyjęte, w tym 52 i 57 cm.
Jak na to łowisko to już ładne sztuki :-)
Qrka wodna, zbieram tyłek w troki i jadę do Was, może coś wreszcie w tym roku złowię, bo jak na razie w Warcie w okolicach Poznania kompletna bryndza... ;-(
Qrka wodna, zbieram tyłek w troki i jadę do Was, może coś wreszcie w tym roku złowię, bo jak na razie w Warcie w okolicach Poznania kompletna bryndza... ;-(
Czasem nie do mnie...u mnie też lipa,biją coprawda knoty 45-60+ po naście na wypad ale nie o nie toczy się stawka przecie....półśrodek. Dzisiaj za to widziałem promyk nadziei...enty holowany konus był już przy pontonie,leżał jak sznek na wierzchu a ja szukałem szczypiec...Nagle jak mi kijem nie trząchnie....Zerkam za burtę a tam ciut pod powierzchnią stoi uboot na ponad meter z capnietym koniuszkiem ryjka śledziem com go doholował przed sekundą,jak mnie zobaczył to zawinął ogonem śledzia puścił i tyle go widziałem...Pierwszy mój tegoroczny kontakt z przyzwoitym esoxem,coś mi się zdaje że one dopiero teraz wpływają na te moje bagna,zmieniły się "rozstawienia" młokosów,wzdręga wyszła na otwartą wodę,lin powoli zabiera się do tarła.Poniżej "capnięty " konus
Dzisiaj biły jak psy...tylko że dwa dobiły do 60-tki na oko ,reszta szrot okołowymiarowy.....Straciłem rachubę w ich liczeniu...18-22 szt plus trzy razy tyle ciumknięć,pobić,i ataków na wyciaganego z wody s4playa,jeden bił dosłownie w powietrzu,cała guma była z 20cm nad powierzchnią...Co za cymbał.
Coś się dzieje w przyrodzie ,dzisiaj żerowało chyba wszystko co ma łuski i płetwy-nawet linek sie zawiesił i odprowadził 3 meppsa,jak zmęczyły mnie konusy to czeburaszka na agrafkę i wio okonki dłubać....co kilka rzutów siadał pasiak.Oj działo się dziś,choć na drobno...
Szkoda że sama młodzież dzisiaj szła na hak bez opamiętania...Zasieję nieco propagandą ale gdyby kogoś przypiliło i zakup nowej plećki się kłaniał to polecam "firmową" x-treme dragona,cena za krążek to chyba z 60zł...Dobra jest,dwadzieścia dni na szpulach fishmakera i metal guida,robi przeważnie pod obrotówką,ciężko łowię,ziela co czepia się linki w bród a ta nie zrobiła mi ani jednej brody czy supełka,NIC,zero,tylko nieco zblakł "roboczy" odcinek.Wywlekam kępy wywłócznika,rwę krzaki,do zaczepów na kiju się podciągam-nawet kłaczek się nie wystrzępił.Rzadko się zdaża aby najnowsza nowość nie pieprzyła się po nawinięciu,przeważnie sama się "dorobi" do rantu szpuli,zrzuci ile potrzebuje,a tą jak nawinąłem to do dziś zero wypadków przy pracy...Jak z jej "jedwabistością" ,średnicą do tysięcznych mm i czy ma przekrój okrągły czy też nieco mniej okrągły to nie wiem,nawet nie chcę wiedzieć,dobrze wylatuje,nie szeleści,kotwice prostuje,tania jak barszcz i się nie "pierd.....i",to mi wystarczy,też bym o niej wspomniał gdyby nie była dragonowska a konkurencyjna jakaś.Polecam,od siebie,nielicha.
Znowu się działo...Byłem przez 3,5 godz na wodzie,ost godzina w ulewnym deszczu,w oberwaniu chmury wręcz,mokre nawet slipy mam,ale warto było...Zaliczyłem z 15 ryb,przeważnie konusy ale były też trzy 1,5-2kg i wychaczona przed podbierakiem "mamuśka" na oko z 90+,spad z pojedyńczego haka-w opadzie biła i poza obrysem mordy dostała,na mambę.Chwilę potem skręciłem swój systemik do tej gumy ,z kotwicą z dołu i dawaj...co trzy haki to nie jeden--ale nie poprawiła...Myślę o dogrywce na chociaż 2 godzinki...żonie kit jakiś wcisnę...To się da...:)
Konusy ale "na bezrybiu i rak ryba..."---ten poglądowo z uwagi na sposób zbrojenia gumy--może się komuś przyda,od dołu kotwica,guma bez obciążenia na płycizny,lotna sama w sobie,schodzi do max 30cm w powolnym wleczeniu,łowny model---Mamba 15cm
Ten "fotek" jest dla wszystkich tych co boją się łowić czymś wiekszym niż palec...Przyneta to mix woblera skinner 10cm i obrotówki 4 mepps aglia---razem 20cm "czegoś"...Konus nawet wymiaru nie ma,wabik jest połową jego długości,gdy łowię na przynęty tego typu czy większe nawet to ilość bić młodzieży się nie zmienia a wzrasta szansa na tytanowe pierdolnięcie czegoś z 1 z przodu.Wielokrotnie bywało że konkurencja ziewała nie mogąc złowić nawet konusa pod wymiar na standardowe wabiki a mi raz za razem knoty waliły w coś co miało 20-30cm
Chryste Lux , w Niedzielę będziesz jeszcze w Polsce? Jak tak to przyjeźdzam do STG i wcześniej jutro po pracy zadzwonie. Na Nogacie taka lipa.....W zeszły weekend na Nogacie rozegrane zostały eliminacje do GP Polski na 2017 i na 53 zawodników z całego kraju 9 złowiło rybę. Tylko jeden zawodnik złowił szczupaka w liczbie 3 szt i wygrał.
Chryste Lux , w Niedzielę będziesz jeszcze w Polsce? Jak tak to przyjeźdzam do STG i wcześniej jutro po pracy zadzwonie. Na Nogacie taka lipa.....W zeszły weekend na Nogacie rozegrane zostały eliminacje do GP Polski na 2017 i na 53 zawodników z całego kraju 9 złowiło rybę. Tylko jeden zawodnik złowił szczupaka w liczbie 3 szt i wygrał.
To faktycznie lipa,ba,nawet śmiech na sali....Tu gdzie byłeś zaczeły brać,oby tylko pogoda się nie trzymała -upałom i patelni mówimy NIE...--grymaszą wtedy ciutek,chyba że wieje jak diabli...Tam metr wody,ciemnej,słońce moment ją nagrzewa a esoxy tego nie lubią. Czy będę w weekend? niestety...w niedzielę o 2.30 obieram kierunek Vicq....Już bym był ale pompa sprzęgła pizła i trza było o 3 dni przesunąć teleportację.....
Sam jedż,wiesz gdzie i jak łowić,na co też,jak będą żreć normalnie to "kontakt" z marszu złapiesz....rano gdy wypływam to te bagna tetnią życiem...Weż sobie na "zaś" spławikówkę,ustaw się z wiatrem na środku,zanęć na rzut od pływadła a karachów i linów pociągniesz,te pierwsze nawet dziś skakały,kilka widziałem w "locie",piekne,złote,jak paletki od pingponga...Rano gdy fali nie ma to bąbel na bąblu tam jest,sznury całe--liny grasują i japońce.
Mamba raz jeszcze..tu lepiej widać jak jest uzbrojona----każda guma da radę w zasadzie,na 1g główce ona nie pójdzie,start ma od 4 wzwyż ...na samym haku z uwagi na podniesiony względem osi punkt mocowania też nie--wykładać się będzie...Więc mój patent---softem inaczej----- i śmiga jak ta lala....można jerkować,można wlec jak zdechłego tchórza,co kto woli,atak jest z dołu do góry i pierwsze co esox napotyka to mega kotwica xxl...:)
Ciśnienie spadło, myśle sobie - czas ruszać. Pogoda jednak bez zmian, ciepło, bezchmurnie i od czasu do czasu lekki wietrzyk....Wynik przepiękny! Zero brań! Widziałem dwa ataki, przez pięć godzin biczowania. Drobnica stoi, woda stoi. Czekam na jakieś załamanie pogody, bo tak dalej być nie może :/
Luxxxis, przez ciebie tylko mi gul skacze ;)
Ciśnienie spadło, myśle sobie - czas ruszać. Pogoda jednak bez zmian, ciepło, bezchmurnie i od czasu do czasu lekki wietrzyk....Wynik przepiękny! Zero brań! Widziałem dwa ataki, przez pięć godzin biczowania. Drobnica stoi, woda stoi. Czekam na jakieś załamanie pogody, bo tak dalej być nie może :/
Luxxxis, przez ciebie tylko mi gul skacze ;)
Pogoda ci pierdzieli szyki pewnie...u mnie okres dobrej współpracy z rybami zaczął się "na całego" dopiero wczoraj w zasadzie...Nastąpiła zmiana pogody,powiało,pokropiło,ciś spadło,dziś grzmi i lało pół dnia...Wcześniej było raczej do dupy,po 4-6 konusów na dzień,wszystkie dłubane z partyzanta,a teraz? jak ich jobnie to w pięciu rzutach masz trzy a jak akurat grymaszą chwilkę to tłuką zamknietym ryjem albo półgębkiem-masę takich pustych pobić miałem.
Właśnie wróciłem z kolejnego wypadu, tym razem juz po załamaniu pogody ;) Zimno, mokro, pochmurno i wietrznie... Pogoda super. Wyniki już zadowalające, bo na pięć brań, cztery wyciągnięte. Największy ( na moje oko jakies 65-70 ) zszedł mi pod nogami, gdy próbowałem włączyć kamerę...Trudno się mówi, następnym razem go dostane. Najciekawszą rzeczą było to, że na nic innego nie brały, tylko na systemik luxxisa ;) Trochę go zmieniłem, bo zamiast Effezeta nr. 3 dałem złotego meppsa nr. 2 i biły tylko na to. Rzucając innymi przynętami, czułem, że tracę czas, ale kto nie próbuje ten nie łowi ;) .Suma sumarum wypad całkiem dobry, wieczorem wezmę się za robienie filmu.
Ja z kolei pochwalę się tylko zrywka, tylko albo aż ... jednak przyznać muszę, że w życiu nie miałem takiego brania ! Otóż uderzenie było porównywalne do "odbicia" ręki podczas używania maczety ... ! Z początku pomyślałem, że to jakieś zwierzę, ale po jakichś pięciu minutach pokazał mi się dosłownie potwór pod wodą, możecie mi nie wierzyć, ale twierdzę, że była to na pewno ponad 80 tka ! Jak dużo ponad mogę tylko zgadywać ... Ciekawe czy mnie jeszcze "spotka zaszczyt go spotkać" ... ?
Ps. To cześć wpisu z mojej relacji, która niebawem się pojawi :-)
Spear--a nie mówiłem...coś w tym diabelstwie jest:) u mnie często mam podobnie,jak kapryszą to tylko combo je rusza.W czwartek pokażę je francuskim sumom-oby zwariowały ze szczęścia.
Faktycznie, dzisiaj systemik się spisał ;) W poprzednim sezonie miałem zamontowanego DAM effezeta srebrno czerownego w rozmiarz 3 i przy nim soft w ogóle nie pracował, zero. Kiedy ząłożyłem longa dwójke zamiast tego effezeta to zobaczłem, że teraz soft machnie troche ogonkiem, inaczej to wszystko pracuje. Może to zasługa innego kąta natarcia paletki czy coś... Niewiem sam, nie znam się ;) Fakt jest taki, że dzisiaj dał czadu, gdy nic innego nie chciało, tylko ten ostatni zerwał mi softa ze stelażu i się skończyło. Powodzenia z sumami.
My ze znajomym majówkę spędziliśmy nad Zalewem S. i w miejscu gdzie od czerwca siedzi wędkarz na wędkarzu z żywcówką a samemu ładnie łapałem w zeszłym roku na spinning trafił się nam jeden mały pistolecik.Wczoraj popołudniu na starorzeczu w Małyniu nawet jednego uderzenia.Majówka w tym roku słabiutka.
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Kużwa mądrze piszesz...za mądrze jak na nick--Steryd,to się kojarzy z tepym osiłkiem...:) bez urazy. To co napisałeś to niestety smutna prawda i jedyna możliwa droga do uzyskania w miarę dobrych efektów...Skakanie z łowiska nad łowisko i szukanie ryb na zasadzie "tam dziś biorą" już dawno odpuścić musiałem,lepiej skupic się na 1-3 wodach i maxymalnie je poznać,to zaowocuje bardziej niż ciągła pogoń za eldorado.
Sam osobiście uprawiam taką właśnie politykę od kilkunastu lat,biorę na celownik 1 jezioro pod esoxa i najbliższą rzekę-pod potoka,tam wyciagam wnioski by pózniej przenieść je gdzie indziej.Dodatkowo od zawsze zbieram info o każdym większym esoxie z mojego terenu,co,jak gdzie,na co,spisuję to,wyciagam wnioski,wdrażam w życie,jadę dalej.Z pozoru głupiego zbitku pojedyńczych doniesień o przypadkowych szczupakach -tych dużych--wyrobiłem sobie swoistą "mapę" jak one się na moich wodach rozstawiaja,z godzin wyszły pory żerowań,ze sposobu połowu--technika...Przykład? nim zacząłem je łowić regularnie zauważyłem pierwszą prawidłowość-wszystkie padały w okolicy zatopionych krzaków,każdy z nich "przypadkowy" w godzinach "spływu" porannej zmiany--od 9-do 12,połowa z nich uderzyła wraz z 1 obrotem korby badż podczas opadu przynety nawet...
Po podsumowaniu wniosek--opad w pobliżu zatopionych ,płytkich krzakorów,w samo południe bądż tuż przed,brak widocznych ataków takich duzych ryb na powierzchni płytkich zatok dał kolejną wskazówkę-one nie żerują,bo gdyby tak było atak metrowej ryby byłby doskonale widoczny,tak powstał zestaw G-SHOCK-combo z firetigerem i technika powolnego opadu na wodzie do pasa aby skorzystać z wrodzonej agresji esoxa bo na żarcie go nie wezmę.
Sposób okazał się w miarę skuteczny,przeniesiony na j.płaczewskie i sumińskie po drobnej korekcie również...Mniej więcej tak rozumuję będąc nad wodą,pytam ludzi,dzwonię gdy chcę wiedzieć więcej,staram się żyć w zgodzie z obsadą moich łowisk bo to baza informacji,godzinami slęczę nad wodą przed otwarciem 1-ego maja aby obserwować swoje łowisko ,układ wiatrów i sposób dryfu ziela,po x latach bezbłędnie nauczyłem się czytać wodę,każde kółko na niej czy pogonienie drobnicy staje się kolejną wskazówką....chore co nie? pewnie że tak...ale ja też zdrowy nie jestem,jestem pasjonatem:)
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Kużwa mądrze piszesz...za mądrze jak na nick--Steryd,to się kojarzy z tepym osiłkiem...:) bez urazy. To co napisałeś to niestety smutna prawda i jedyna możliwa droga do uzyskania w miarę dobrych efektów...Skakanie z łowiska nad łowisko i szukanie ryb na zasadzie "tam dziś biorą" już dawno odpuścić musiałem,lepiej skupic się na 1-3 wodach i maxymalnie je poznać,to zaowocuje bardziej niż ciągła pogoń za eldorado.
Sam osobiście uprawiam taką właśnie politykę od kilkunastu lat,biorę na celownik 1 jezioro pod esoxa i najbliższą rzekę-pod potoka,tam wyciagam wnioski by pózniej przenieść je gdzie indziej.Dodatkowo od zawsze zbieram info o każdym większym esoxie z mojego terenu,co,jak gdzie,na co,spisuję to,wyciagam wnioski,wdrażam w życie,jadę dalej.Z pozoru głupiego zbitku pojedyńczych doniesień o przypadkowych szczupakach -tych dużych--wyrobiłem sobie swoistą "mapę" jak one się na moich wodach rozstawiaja,z godzin wyszły pory żerowań,ze sposobu połowu--technika...Przykład? nim zacząłem je łowić regularnie zauważyłem pierwszą prawidłowość-wszystkie padały w okolicy zatopionych krzaków,każdy z nich "przypadkowy" w godzinach "spływu" porannej zmiany--od 9-do 12,połowa z nich uderzyła wraz z 1 obrotem korby badż podczas opadu przynety nawet...
Po podsumowaniu wniosek--opad w pobliżu zatopionych ,płytkich krzakorów,w samo południe bądż tuż przed,brak widocznych ataków takich duzych ryb na powierzchni płytkich zatok dał kolejną wskazówkę-one nie żerują,bo gdyby tak było atak metrowej ryby byłby doskonale widoczny,tak powstał zestaw G-SHOCK-combo z firetigerem i technika powolnego opadu na wodzie do pasa aby skorzystać z wrodzonej agresji esoxa bo na żarcie go nie wezmę.
Sposób okazał się w miarę skuteczny,przeniesiony na j.płaczewskie i sumińskie po drobnej korekcie również...Mniej więcej tak rozumuję będąc nad wodą,pytam ludzi,dzwonię gdy chcę wiedzieć więcej,staram się żyć w zgodzie z obsadą moich łowisk bo to baza informacji,godzinami slęczę nad wodą przed otwarciem 1-ego maja aby obserwować swoje łowisko ,układ wiatrów i sposób dryfu ziela,po x latach bezbłędnie nauczyłem się czytać wodę,każde kółko na niej czy pogonienie drobnicy staje się kolejną wskazówką....chore co nie? pewnie że tak...ale ja też zdrowy nie jestem,jestem pasjonatem:)
Kolego, przyglądam się Twoim wypowiedzią od dawna. Gdybym napisał, że zgadzam się z Tobą w 100% poświadczyłbym nieprawdę a to dlatego, że zgadzam się z Tobą w 1000%. Piszesz prawdę, opisujesz metody połowu, opisujesz modyfikację przynęt itp. Wiedza Twoja jest poparta niesamowitym doświadczeniem, połowy takich zębatych nie biorą się z przypadku, lecz z ogromnego doświadczenia. Może za dużo słodzę, lecz wypada to jest Wielka przez duże W pisane pasja . Co do połowów rybek pisz dalej, wklejaj foty, nie zwracaj uwagi na innych . Ps zębate to cwane bestie, by do nich się dobrać musimy poświęcić b.dużo czasu, cóż ja Tobie będę pisał Ty wiesz o co chodzi. Pozdrawiam Majster 81
Zębaty gryzie, lepiej niżeli w 2015r.
Wszedłem tu jeszcze z ciekawości i powiem ci, że nawet nie chciało mi się czytać twoich wywodów na mój temat, z ogólnego oglądu zauważyłem tylko, że nie odpuszczasz swojego tonu i dlatego nie zamierzam juz z tobą dyskutować. Dla mnie jesteś krnąbrny i zadufany w sobie pyszałek. Nie robią tez na mnie wrażenia twoje wyniki, skoro spędzasz nad rybną woda nawet 5 dni w tygodniu, co by stanowiło prawie 300 dni w roku na rybach. W tym trybie spokojnie łowiłbym co najmniej tyle samo na twojej wodzie. Nie odpisuj już ja i tak juz tego czytać nie będe i nie wchodzę tu więcej. Nie lubie gaworzyć z dziećmi postury dorosłego człowieka
Gwoli ścisłości-tonu nie odpuszczam bo rozmawiam z tobą,pyszałkiem mogę być-z takich ust jak twoje te słowa nic nie znaczą.Widzę też że znalazłeś sobie furtkę dla sklejenia własnego ego--rybną wodą 5 dni w tygodniu---doczytaj słonko-nie pięć a 3 i nad wodą bezpańską.
Dodatkowo...nie ilość godzin spędzonych nad wodą czyni z ciebie kocura a ich jakość ,bo patrząc na to takim wzrokiem najlepsi byliby najstarszymi stażem,kolejną rzeczą jest POKORA a tej u ciebie nawet na milimetr,tłumi ją ego i zawiść,i w tym "trybie" jak to nazwałeś mozesz być nawet delfinem a co najwyżej glonów se nazbierasz bo sardynki bedą poza twoim zasiegiem.Naucz się rozmawiać z ludzmi,pytaj innych,obserwuj ich a dobrze zaczniesz pierwszy krok,wrzask i zwalanie wszystkiego na bezrybne wody na nic się zda.Ja też nie lubię "gaworzyć" z takimi cwaniaczkami co zawsze szukają na siłę dziury w całym aby usprawiedliwić swe ułomności.
Dlaczego tak reaguję na twoje piski? bo irytuja mnie takie stękania....łowiłem już na elektryczne wędki,potokowce na gruntówki,fotografowałem 1 szczupaka po 20 razy,jeżdziłem do szwecji a pisałem że wody pl,karmiłem sterydami lipienie ,moje potokowce były trociami---to tylko kilka z bzdur jakie naprodukowano na widok moich ryb,wszystkie autentyczne z FORS,Jerkbait...Teraz zostałem pyszałkiem co spi nad jeziorem ....nowość kur....a.
Ech ta kochana polska mentalność...bardziej cieszy pożar chaty sąsiada niż fakt że urodził mu się zdrowy syn.
Ja mam np. mało czasu. Mało jest tygodni w roku, kiedy mogę wyskoczyć dwa razy w tygodniu.. a więcej to marzenie. Takie mam życie osobiste i już. Może kiedyś będę bardziej dyspozycyjny. W takiej sytuacji muszę obierać odpowiednią taktykę aby mieć wyniki, które mam chyba całkiem niezłe ; )
- skupić się na jednym gatunku, przynajmniej w jakimś okresie czasu.
-starać się odwiedzać miejsca, które dobrze znam. (chcąc łowić fajne ryby niestety jestem trochę monotematyczny. Nie mam zbyt wiele czasu na poznawanie nowych łowisk).
- staram się żyć w dobrej komitywie z innymi wędkarzami i wiedzieć co w trawie piszczy,
- dużo rozkminiać. Starać się wyciągnać maksymalne wnioski ze swoich porażek jak i sukcesów. Poszerzać swoją wiedzę nie tylko z autopsji, ale też z wiedzy innych. Wieczorami zawsze przez godzinkę szukam informacji na interesujące mnie tematy i slędzę poczyniania innych.
Tym sposobem radzę sobie nieźle.
Kużwa mądrze piszesz...za mądrze jak na nick--Steryd,to się kojarzy z tepym osiłkiem...:) bez urazy. To co napisałeś to niestety smutna prawda i jedyna możliwa droga do uzyskania w miarę dobrych efektów...Skakanie z łowiska nad łowisko i szukanie ryb na zasadzie "tam dziś biorą" już dawno odpuścić musiałem,lepiej skupic się na 1-3 wodach i maxymalnie je poznać,to zaowocuje bardziej niż ciągła pogoń za eldorado.
Sam osobiście uprawiam taką właśnie politykę od kilkunastu lat,biorę na celownik 1 jezioro pod esoxa i najbliższą rzekę-pod potoka,tam wyciagam wnioski by pózniej przenieść je gdzie indziej.Dodatkowo od zawsze zbieram info o każdym większym esoxie z mojego terenu,co,jak gdzie,na co,spisuję to,wyciagam wnioski,wdrażam w życie,jadę dalej.Z pozoru głupiego zbitku pojedyńczych doniesień o przypadkowych szczupakach -tych dużych--wyrobiłem sobie swoistą "mapę" jak one się na moich wodach rozstawiaja,z godzin wyszły pory żerowań,ze sposobu połowu--technika...Przykład? nim zacząłem je łowić regularnie zauważyłem pierwszą prawidłowość-wszystkie padały w okolicy zatopionych krzaków,każdy z nich "przypadkowy" w godzinach "spływu" porannej zmiany--od 9-do 12,połowa z nich uderzyła wraz z 1 obrotem korby badż podczas opadu przynety nawet...
Po podsumowaniu wniosek--opad w pobliżu zatopionych ,płytkich krzakorów,w samo południe bądż tuż przed,brak widocznych ataków takich duzych ryb na powierzchni płytkich zatok dał kolejną wskazówkę-one nie żerują,bo gdyby tak było atak metrowej ryby byłby doskonale widoczny,tak powstał zestaw G-SHOCK-combo z firetigerem i technika powolnego opadu na wodzie do pasa aby skorzystać z wrodzonej agresji esoxa bo na żarcie go nie wezmę.
Sposób okazał się w miarę skuteczny,przeniesiony na j.płaczewskie i sumińskie po drobnej korekcie również...Mniej więcej tak rozumuję będąc nad wodą,pytam ludzi,dzwonię gdy chcę wiedzieć więcej,staram się żyć w zgodzie z obsadą moich łowisk bo to baza informacji,godzinami slęczę nad wodą przed otwarciem 1-ego maja aby obserwować swoje łowisko ,układ wiatrów i sposób dryfu ziela,po x latach bezbłędnie nauczyłem się czytać wodę,każde kółko na niej czy pogonienie drobnicy staje się kolejną wskazówką....chore co nie? pewnie że tak...ale ja też zdrowy nie jestem,jestem pasjonatem:)
Dzięki, dzięki. Żadnym osiłkiem nie jestem, a na siłowni to z 5 lat nie byłem. Ale chyba pomaham sobie trochę hantlami w garażu dla lepszego samopoczucia.
Nick się wziął stąd, że jak miałem naście lat i tutaj się zalogowałem wpisałem byle co ; ) nie miałe zamiaru się tu z początku wgl udzielać tylko poczytać co ludzie piszą. Kiedyś kupiłem sobie jakieś bananowe białko jak chodziłem na siłkę w szkole średniej i jakoś dla jaj wpisałem sobie steryd93. ; )
Gdzie indziej nazywam się Bartasem, albo po prostu Bartkiem ; )
Pasja...luxxxis pięknie to ująłeś...
Czemu czas nie zatrzyma się kiedy jesteśmy nad wodą??? Zamiast zwolnić, to jeszcze przyspiesza? Ja też nie potrafię nasycić się wędkowaniem i obcowaniem z przyrodą. Czasem żal, że ludzie z mojego otoczenia nie pojmują tego, nie rozumieją i dziwią się, bo przeciż to taaaakie nudne hobby!! I tak brak słów, aby to sensownie wytłumaczyć. Kiedy w lutym zaczynam szukać troci w morzu, po 5 godzinach ogrzewam zmarznięte paluchy, polewając je gorącą herbatą z termosu, aby móc nimi odpiąć agrafkę przy woblerze. Pęknięcia skóry i nekrozy na opuszkach nie goją się przez następny miesiąc...Potem już tylko słyszę: "co? On znów na rybach?" Na szczęście mam 2 zwariowanych Kolegów, którzy wspierają mnie w tej walce z wiatrakami :-))
Pasja...luxxxis pięknie to ująłeś...
Czemu czas nie zatrzyma się kiedy jesteśmy nad wodą??? Zamiast zwolnić, to jeszcze przyspiesza? Ja też nie potrafię nasycić się wędkowaniem i obcowaniem z przyrodą. Czasem żal, że ludzie z mojego otoczenia nie pojmują tego, nie rozumieją i dziwią się, bo przeciż to taaaakie nudne hobby!! I tak brak słów, aby to sensownie wytłumaczyć. Kiedy w lutym zaczynam szukać troci w morzu, po 5 godzinach ogrzewam zmarznięte paluchy, polewając je gorącą herbatą z termosu, aby móc nimi odpiąć agrafkę przy woblerze. Pęknięcia skóry i nekrozy na opuszkach nie goją się przez następny miesiąc...Potem już tylko słyszę: "co? On znów na rybach?" Na szczęście mam 2 zwariowanych Kolegów, którzy wspierają mnie w tej walce z wiatrakami :-)) Czas na rybach pędzi jak szalony,zawsze go brak,nigdy nie udało mi się obłowić wszystkiego co po głowie chodziło ani popróbować nowej metody....To nic że kręgosłup boli od siedzenia w pontonie,że palce pocięte krwawią i żołądek oszukuję od godziny papierosami,to nic bo muszę się spieszyć bo czas ucieka a tam jeszcze taka fajna kępa trzciny została...I tak w kółko:) Albo "syndrom ostatniego rzutu"....znasz to? napewno....Nieraz umęczony mówię sobie w myślach--ech,ostatni rzut i spadam-----taaaa,one są najdłuższe bo trwają nieraz godzinę:).Albo poranna pobudka o 2-3 w nocy na 20 minut przed dzwiękiem nastawionego budzika,jakby jakaś wewnetrzna siła,podświadomość czuwała abyś nie zaspał..... Tak bywa,bycie pasjonatem to stan którego nie zrozumie nikt inny niż pasjonat,tego nie sposób opisać czy wyrazić słowami,nieraz próbowałem i zawsze poległem....Pasjonat to człowiek który pod koniec wyprawy myślami błądzi już na kolejnej .
Z całym szacunkiem. Jutro znowu moge wyskoczyc na ryby niestety w ten weekend tylko raz i tylko na pare godz bo obowiązki ojca i członka komórki społecznej rodzina wzywają. Wszedłem wiec na to forum aby zobaczyc czy szczupłe w polsce przez 3 dni zaczeły żrec i ogólnie czy tendencja sie poprawiła i żeby sie pozytywnie nakrecic.. Niestety na forum szczupaki 2016 nie ma nic o szczupakach. Moja rada: Lux - odpuśc i daj se na luz, Tatamarcelka - "drugi brzeg jest zawsze bardziej kuszący a czyjaś żona ładniej pachnie".
Dalej słabo 6 godzin i 2 szczupłe jeden 46 drugi 55 cm. Szczupły 55 jakby nieżywy jakbym ciągnął kawał zielska w tragicznej kondycji. Gdy go wypuszczałem to zastanawiałem się czy da radę odpłynąć. Chciałbym powiedzieć że skuteczność 100% oba uderzyły przed 6 z rana i były to jedyne kontakty z esoxem póżniej 4 godziny bez kontaktu i z nudów skończyło się na łapaniu mikro okonków na boczny trok.
W Zachodniopomorskim kiepsko, na lokalnych stawach PZW, największy mój szczupak to 67cm, potem 60 i 56cm + 2 spady podobnych, rekord brań to 4 w ciągu ok. 3h - 2 pistolety po jakieś 40cm, garbus ze zdjęcia i bodajaże piędziesiątka, delikatnie brały na wahadełka(większy na Slider 7cm). Na poprawę humoru garbus 35cm :)
Garbus 35cm
Z tego co widzę u siebie i wobec efektów innych to ten maj na długo pozostanie w naszej wędkarskiej pamięci.Jak żyję to się z takim zachowaniem ryb nie spotkałem,jak polska długa i szeroka coś rypło i wszędzie raczej kiepskie efekty.Teraz dopiero powolutku coś gdzieś tam się rusza,widać to po pojedyńczych relacjach .Moje wody póki co dzielnie trzymają sztamę i za grosz nie chcą dać więcej niż 4-6 miarusów na cały dzień biczowania,uparcie je patroluję ale już powoli mnie szlag trafia.....Wczoraj się najzwyczajniej w świecie poddałem,kije poszły w pokrowce,zbiorcze pudła przerzedzone,czekam na cud....Najgorsze jest tylko to że moje wody są akurat sezonowe,dobre wyniki można tu osiagnąć w maju i do połowy czerwca,potem nastepuje zakwit ziela i siemasz witek....nic porządnego się nie uwiesi aż do końca września,czas który obecnie tracę,tracę bezpowrotnie....A miało być tak pięknie....
Coś zaczyna się dziać
Co fak raczej skubia niż biorą, ale ostatni wypad to 6 szt, w tym tylko 2 ledwo wymiarowe i jeden niezły spad.
macie racje coś rypło u mnie jest cięzko, o rybe w okolicy 50cm same pistony , czasami dziw jak on to w mordę zmiescił.
Chyba odpuszczę esoxy i zaczne na liny jeżdzić
Co ciekawe na moim łowisku płoć już poszła do tarła a esoxy są aktywne 1.5 - 2h w ciągu dnia, startuje to w okolicach 19 a kończy się w okolicach 21. Łowisko jest specyficzne i trudne(dawne wyrobiska wapna), cały dzień woda jest prześwietlona, maksymalna głębokość to 1 w porywach 1.5m i całe zębate towarzystwo siedzi nie dość że daleko od brzegu to jeszcze w zielsku i pod wieczór podływa za płotką do brzegów. Kawał wody to też miejsca gdzie wody nad zielskiem jest aż 30 - 40cm(nawet Slidery się tego czepiają) i masa grążeli dostępnych tak do końca czerwca. Z zeszłotygodniowych obserwacji ciekawi mnie jeszcze fakt że na 4 wypady widziałem aż jeden spław zębatego a same brania kończą się delikatnym zapięciem za krawędź pyska. Cholera wie co tym esoxom odbiło, w tym tygodniu ma się pogoda nieco załamać co przy moim łowisku może przynieść w końcu przyjemne efekty w końcu od 6 lat to moje ukochane zębate łowisko :)
Widzę że w tym roku w prawie całej Polsce jest problem ze szczupłym. Ja co prawda generalnie celuję w sandacze i ze szczupakami jako rybami "rozgrzewkowymi" przed czerwcem mam lekko na bakier ale rzeczywiście w tą majówkę przerzucałem tylko króciaki. Nie było kontatktu z siedemdziesiatką, ba nawet +60... Czyli tragedia. Ale za to mam dwa spinningowe medalowe liny:-) Wykorzystując ich agresję przed tarłem, faktem że całkowicie przypadkowo trafiłem na to ciekawe zjawisko. Cóż jak nie zębacz to chociaż prosiaczek ;-)
Kurna....jak nic są to protesty zębatych na nadwiślańskie zmiany między Odrą a Bugiem :-)
Tą całą bryndze z braniami, osobiście tłumaczę sobie utrzymującym się wysokim ciśnieniem na poziomie 1025 Hpa ( czymś trzeba ;) ) Dzisiaj wyskocze na kilka godzin z Ultra Lightem, może jakieś pasiaki poganim.
Tą całą bryndze z braniami, osobiście tłumaczę sobie utrzymującym się wysokim ciśnieniem na poziomie 1025 Hpa ( czymś trzeba ;) ) Dzisiaj wyskocze na kilka godzin z Ultra Lightem, może jakieś pasiaki poganim.
Może być....30 kwietnia paru osobom u mnie się poryrało i zaczeli sezon,ryby były "normalne"-jakieś trójki,siedemdziesiatki coś z przedziałów niższych-standard...te same osoby 1-ego spływały o kiju i robia to nadal.Od pierwszego maja na niebie króluje istna patelnia,jakaś mini chmurka z rzadka,z reguły bezwietrznie,w uszach mi aż dzwoni,wiatry same nie "takie" co zawsze-wschodnie? Rano gdy wstaję i widzę powtórkę z rozrywki to ręce mi opadają....
Rybki chorują po tarle które było szarpane ze względu na skoki temperatur,te które przystąpiły do tarła w pierwszej partii doszły do siebie,ale niestety większość ruszyła w drugiej partii i jeszcze choruje, bo kiedy miały odpoczywać to dobiły je przymrozki,z boleniami jest podobnie.Dwa tygodnie i będzie dobrze ;)
Jak widać nie trzeba być nad wodąco 2 dzień by coś złowić. :-)
Dzisiejszy spontaniczny wypadzik, i taktyka znów się sprawdziła. 3 godzinki i 4 szt wyjęte, w tym 52 i 57 cm.
Jak na to łowisko to już ładne sztuki :-)
Qrka wodna, zbieram tyłek w troki i jadę do Was, może coś wreszcie w tym roku złowię, bo jak na razie w Warcie w okolicach Poznania kompletna bryndza... ;-(
Qrka wodna, zbieram tyłek w troki i jadę do Was, może coś wreszcie w tym roku złowię, bo jak na razie w Warcie w okolicach Poznania kompletna bryndza... ;-(
Czasem nie do mnie...u mnie też lipa,biją coprawda knoty 45-60+ po naście na wypad ale nie o nie toczy się stawka przecie....półśrodek. Dzisiaj za to widziałem promyk nadziei...enty holowany konus był już przy pontonie,leżał jak sznek na wierzchu a ja szukałem szczypiec...Nagle jak mi kijem nie trząchnie....Zerkam za burtę a tam ciut pod powierzchnią stoi uboot na ponad meter z capnietym koniuszkiem ryjka śledziem com go doholował przed sekundą,jak mnie zobaczył to zawinął ogonem śledzia puścił i tyle go widziałem...Pierwszy mój tegoroczny kontakt z przyzwoitym esoxem,coś mi się zdaje że one dopiero teraz wpływają na te moje bagna,zmieniły się "rozstawienia" młokosów,wzdręga wyszła na otwartą wodę,lin powoli zabiera się do tarła.Poniżej "capnięty " konus
Dupę prawie mu urwał sadysta...
No to już jest jakiś sygnał. Ja to już cierpliwość straciłem ale może jeszcze gdzieś tam mój majowy szczupak pływa:-)
Obyś miał rację Luxxis ;) Ja nawet okoni za bardzo nie połapałem, bo trzy sztuki to śmiech na sali.
Dzisiaj biły jak psy...tylko że dwa dobiły do 60-tki na oko ,reszta szrot okołowymiarowy.....Straciłem rachubę w ich liczeniu...18-22 szt plus trzy razy tyle ciumknięć,pobić,i ataków na wyciaganego z wody s4playa,jeden bił dosłownie w powietrzu,cała guma była z 20cm nad powierzchnią...Co za cymbał.
Coś się dzieje w przyrodzie ,dzisiaj żerowało chyba wszystko co ma łuski i płetwy-nawet linek sie zawiesił i odprowadził 3 meppsa,jak zmęczyły mnie konusy to czeburaszka na agrafkę i wio okonki dłubać....co kilka rzutów siadał pasiak.Oj działo się dziś,choć na drobno...
Szkoda że sama młodzież dzisiaj szła na hak bez opamiętania...Zasieję nieco propagandą ale gdyby kogoś przypiliło i zakup nowej plećki się kłaniał to polecam "firmową" x-treme dragona,cena za krążek to chyba z 60zł...Dobra jest,dwadzieścia dni na szpulach fishmakera i metal guida,robi przeważnie pod obrotówką,ciężko łowię,ziela co czepia się linki w bród a ta nie zrobiła mi ani jednej brody czy supełka,NIC,zero,tylko nieco zblakł "roboczy" odcinek.Wywlekam kępy wywłócznika,rwę krzaki,do zaczepów na kiju się podciągam-nawet kłaczek się nie wystrzępił.Rzadko się zdaża aby najnowsza nowość nie pieprzyła się po nawinięciu,przeważnie sama się "dorobi" do rantu szpuli,zrzuci ile potrzebuje,a tą jak nawinąłem to do dziś zero wypadków przy pracy...Jak z jej "jedwabistością" ,średnicą do tysięcznych mm i czy ma przekrój okrągły czy też nieco mniej okrągły to nie wiem,nawet nie chcę wiedzieć,dobrze wylatuje,nie szeleści,kotwice prostuje,tania jak barszcz i się nie "pierd.....i",to mi wystarczy,też bym o niej wspomniał gdyby nie była dragonowska a konkurencyjna jakaś.Polecam,od siebie,nielicha.
Skoro mówisz, że dzisiaj się działo, to trzeba sie jutro wybrać i sprawdzić ;)
Znowu się działo...Byłem przez 3,5 godz na wodzie,ost godzina w ulewnym deszczu,w oberwaniu chmury wręcz,mokre nawet slipy mam,ale warto było...Zaliczyłem z 15 ryb,przeważnie konusy ale były też trzy 1,5-2kg i wychaczona przed podbierakiem "mamuśka" na oko z 90+,spad z pojedyńczego haka-w opadzie biła i poza obrysem mordy dostała,na mambę.Chwilę potem skręciłem swój systemik do tej gumy ,z kotwicą z dołu i dawaj...co trzy haki to nie jeden--ale nie poprawiła...Myślę o dogrywce na chociaż 2 godzinki...żonie kit jakiś wcisnę...To się da...:)
Konusy ale "na bezrybiu i rak ryba..."---ten poglądowo z uwagi na sposób zbrojenia gumy--może się komuś przyda,od dołu kotwica,guma bez obciążenia na płycizny,lotna sama w sobie,schodzi do max 30cm w powolnym wleczeniu,łowny model---Mamba 15cm
Ten "fotek" jest dla wszystkich tych co boją się łowić czymś wiekszym niż palec...Przyneta to mix woblera skinner 10cm i obrotówki 4 mepps aglia---razem 20cm "czegoś"...Konus nawet wymiaru nie ma,wabik jest połową jego długości,gdy łowię na przynęty tego typu czy większe nawet to ilość bić młodzieży się nie zmienia a wzrasta szansa na tytanowe pierdolnięcie czegoś z 1 z przodu.Wielokrotnie bywało że konkurencja ziewała nie mogąc złowić nawet konusa pod wymiar na standardowe wabiki a mi raz za razem knoty waliły w coś co miało 20-30cm
Next mix i konus w roli głównej..Stary wobek spro z ułamanym sterem-10cm i 4 aglia---takim wobkom można dać drugie życie.
Mistrz patentów :)
Chryste Lux , w Niedzielę będziesz jeszcze w Polsce? Jak tak to przyjeźdzam do STG i wcześniej jutro po pracy zadzwonie. Na Nogacie taka lipa.....W zeszły weekend na Nogacie rozegrane zostały eliminacje do GP Polski na 2017 i na 53 zawodników z całego kraju 9 złowiło rybę. Tylko jeden zawodnik złowił szczupaka w liczbie 3 szt i wygrał.
Chryste Lux , w Niedzielę będziesz jeszcze w Polsce? Jak tak to przyjeźdzam do STG i wcześniej jutro po pracy zadzwonie. Na Nogacie taka lipa.....W zeszły weekend na Nogacie rozegrane zostały eliminacje do GP Polski na 2017 i na 53 zawodników z całego kraju 9 złowiło rybę. Tylko jeden zawodnik złowił szczupaka w liczbie 3 szt i wygrał.
To faktycznie lipa,ba,nawet śmiech na sali....Tu gdzie byłeś zaczeły brać,oby tylko pogoda się nie trzymała -upałom i patelni mówimy NIE...--grymaszą wtedy ciutek,chyba że wieje jak diabli...Tam metr wody,ciemnej,słońce moment ją nagrzewa a esoxy tego nie lubią. Czy będę w weekend? niestety...w niedzielę o 2.30 obieram kierunek Vicq....Już bym był ale pompa sprzęgła pizła i trza było o 3 dni przesunąć teleportację.....
Sam jedż,wiesz gdzie i jak łowić,na co też,jak będą żreć normalnie to "kontakt" z marszu złapiesz....rano gdy wypływam to te bagna tetnią życiem...Weż sobie na "zaś" spławikówkę,ustaw się z wiatrem na środku,zanęć na rzut od pływadła a karachów i linów pociągniesz,te pierwsze nawet dziś skakały,kilka widziałem w "locie",piekne,złote,jak paletki od pingponga...Rano gdy fali nie ma to bąbel na bąblu tam jest,sznury całe--liny grasują i japońce.
Mamba raz jeszcze..tu lepiej widać jak jest uzbrojona----każda guma da radę w zasadzie,na 1g główce ona nie pójdzie,start ma od 4 wzwyż ...na samym haku z uwagi na podniesiony względem osi punkt mocowania też nie--wykładać się będzie...Więc mój patent---softem inaczej----- i śmiga jak ta lala....można jerkować,można wlec jak zdechłego tchórza,co kto woli,atak jest z dołu do góry i pierwsze co esox napotyka to mega kotwica xxl...:)
Ciśnienie spadło, myśle sobie - czas ruszać. Pogoda jednak bez zmian, ciepło, bezchmurnie i od czasu do czasu lekki wietrzyk....Wynik przepiękny! Zero brań! Widziałem dwa ataki, przez pięć godzin biczowania. Drobnica stoi, woda stoi. Czekam na jakieś załamanie pogody, bo tak dalej być nie może :/
Luxxxis, przez ciebie tylko mi gul skacze ;)
Ciśnienie spadło, myśle sobie - czas ruszać. Pogoda jednak bez zmian, ciepło, bezchmurnie i od czasu do czasu lekki wietrzyk....Wynik przepiękny! Zero brań! Widziałem dwa ataki, przez pięć godzin biczowania. Drobnica stoi, woda stoi. Czekam na jakieś załamanie pogody, bo tak dalej być nie może :/
Luxxxis, przez ciebie tylko mi gul skacze ;)
Pogoda ci pierdzieli szyki pewnie...u mnie okres dobrej współpracy z rybami zaczął się "na całego" dopiero wczoraj w zasadzie...Nastąpiła zmiana pogody,powiało,pokropiło,ciś spadło,dziś grzmi i lało pół dnia...Wcześniej było raczej do dupy,po 4-6 konusów na dzień,wszystkie dłubane z partyzanta,a teraz? jak ich jobnie to w pięciu rzutach masz trzy a jak akurat grymaszą chwilkę to tłuką zamknietym ryjem albo półgębkiem-masę takich pustych pobić miałem.
Właśnie wróciłem z kolejnego wypadu, tym razem juz po załamaniu pogody ;) Zimno, mokro, pochmurno i wietrznie... Pogoda super. Wyniki już zadowalające, bo na pięć brań, cztery wyciągnięte. Największy ( na moje oko jakies 65-70 ) zszedł mi pod nogami, gdy próbowałem włączyć kamerę...Trudno się mówi, następnym razem go dostane. Najciekawszą rzeczą było to, że na nic innego nie brały, tylko na systemik luxxisa ;) Trochę go zmieniłem, bo zamiast Effezeta nr. 3 dałem złotego meppsa nr. 2 i biły tylko na to. Rzucając innymi przynętami, czułem, że tracę czas, ale kto nie próbuje ten nie łowi ;) .Suma sumarum wypad całkiem dobry, wieczorem wezmę się za robienie filmu.
Ten ostatni napaleniec zerwał softa ze stelażu.
Ja z kolei pochwalę się tylko zrywka, tylko albo aż ... jednak przyznać muszę, że w życiu nie miałem takiego brania ! Otóż uderzenie było porównywalne do "odbicia" ręki podczas używania maczety ... ! Z początku pomyślałem, że to jakieś zwierzę, ale po jakichś pięciu minutach pokazał mi się dosłownie potwór pod wodą, możecie mi nie wierzyć, ale twierdzę, że była to na pewno ponad 80 tka ! Jak dużo ponad mogę tylko zgadywać ... Ciekawe czy mnie jeszcze "spotka zaszczyt go spotkać" ... ?
Ps. To cześć wpisu z mojej relacji, która niebawem się pojawi :-)
Spear--a nie mówiłem...coś w tym diabelstwie jest:) u mnie często mam podobnie,jak kapryszą to tylko combo je rusza.W czwartek pokażę je francuskim sumom-oby zwariowały ze szczęścia.
Faktycznie, dzisiaj systemik się spisał ;) W poprzednim sezonie miałem zamontowanego DAM effezeta srebrno czerownego w rozmiarz 3 i przy nim soft w ogóle nie pracował, zero. Kiedy ząłożyłem longa dwójke zamiast tego effezeta to zobaczłem, że teraz soft machnie troche ogonkiem, inaczej to wszystko pracuje. Może to zasługa innego kąta natarcia paletki czy coś... Niewiem sam, nie znam się ;) Fakt jest taki, że dzisiaj dał czadu, gdy nic innego nie chciało, tylko ten ostatni zerwał mi softa ze stelażu i się skończyło. Powodzenia z sumami.
U mnie w końcu się ruszyły.2 krótkie 2 x 50cm 1 x 56cm i ten ze zdjęcia 66 cm.
Zalew Sulejowski, przynęta wobler.