każdego spotkanego wędkarza pytam i jak coś bierze z zadowoleniem pokazują mi ryby wielkości dłoni ...ide dalej i jak coś bierze ? nic nawet nie drgnie ?!? zastanowienie siadam obok po około2 godz kolega się zbiera wykłada pokaźne leszczyki<powyżej 1kg> i odjeżdża
moje spostrzeżenia są takie że dobry wędkarz boi sie pochwalić rybami bo mu zaraz jakiś >gap< usiądzie na jego miejscu i ryby zestresuje tak że przyzwyczajenie ich na nowo do swojej zanęty zabierze kilka dni codziennego nęcenia.tak też jest z moim ojcem raz sie pochwalił zdobyczą to później ścigał się z innymi o swoje własnoręcznie założone stanowisko tzw emeryta hobbysty <łapie i wypuszcza> a jeszcze kilkanaście lat temu każda sztuka się liczyła teraz przynosi tylko okazy którymi warto się pochwalić ostatnia sztuka to dwa leszczyki 1.5kg i 1.2kg a domena jego mało wrzucić ---dużo wyciągnąć \ ciągle mnie zaskakuje jedzie z wędką i małym słoikiem a wraca z taką.....rybą.ale to lata doświadczeń
bywa,trzeba dobrze szukać jeśli ryba ma naturalną stołówkę nie trzeba zwracac jej uwagi żeby zatrzymywała się co dzień w łowisku bo przypływa po "swoje"codzienne papu;)ja na odcinku Wronek nie łowię w ogóle leszczy z zasiadek bo nie lubię przepychanek nad wodą więc wybieram dzicz;)
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
ależ oczywiście mój sąsiad bez gliny nie jedzie nad wodę a i rezultaty ma niezłe a facet ma 60lat i nie stosuje nowości naszego rynku sam miesza np zmielona kukurydza,otręby itp.Nie raz to aż dziw jakie leszcze przywozi a i sandacz się trafia mu ale to przypadki już.
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
Co ciekawe są jeszcze tacy niedostosowani do życia w komercji którzy sami robią przykładowo zanęty.Lepią kule i nimi nęcą.Ja jestem takim wybrykiem natury,nie kupuję kolorowych i zakonserwowanych na wieczne czasy zanęt z sklepów.Pomimo zapewnień producentów o nadzwyczajnej skuteczności ich specyfików zwykła kukurydza czy pszenica na odpowiednio wybranej miejscówce jest o wiele skuteczniejsza.
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczkiByłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.Z poważaniem Julian
Liczy się przede wszystkim doświadczenie,umiejętność czytania wody,regularne nęcenie. Myślę,że niektóre stare wygi posiadły tę zdolność,więc stąd się biorą sukcesy. Natomiast co do sprawy stosowania gliny w zanęcie,to osobiście stosuję na rzekę przeważnie zawsze,a i głębsze zbiorniki stojące,a to po to żeby zanęta siadła bez zbędnego zwabiania ukleji,co bywa czasami uciążliwe gdy wejdzie.Z uwagi na to,że w pobliżu mam cegielnie,a więc jest dostęp do jej różnych pokładów, po wykopaniu susze ,miele,a czasem nawet wstępnie zaprawiam zapachami. Glina jest świetnym dodatkiem ,obciążającym ,klejącym ,a także w połączeniu z zapachami daje piękną smugę zapachową co przyciągą ryby.
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
Oczywiście,że tak ale na rzekach,choc pamiętam czasy co ich-(kul zanętowych połączonych z gliną używał każdy zawodnik na zawodach spławikowych),to dopiero było bombardowanie...
Liczy się przede wszystkim doświadczenie,umiejętność czytania wody,regularne nęcenie. Myślę,że niektóre stare wygi posiadły tę zdolność,więc stąd się biorą sukcesy. Natomiast co do sprawy stosowania gliny w zanęcie,to osobiście stosuję na rzekę przeważnie zawsze,a i głębsze zbiorniki stojące,a to po to żeby zanęta siadła bez zbędnego zwabiania ukleji,co bywa czasami uciążliwe gdy wejdzie.Z uwagi na to,że w pobliżu mam cegielnie,a więc jest dostęp do jej różnych pokładów, po wykopaniu susze ,miele,a czasem nawet wstępnie zaprawiam zapachami. Glina jest świetnym dodatkiem ,obciążającym ,klejącym ,a także w połączeniu z zapachami daje piękną smugę zapachową co przyciągą ryby. faktycznie z moich doświadczeń i zaobserwowań zastanawiałem sie nad ulepszeniem tej chmury zapachowo-obciążającej zwłaszcza przy silnym nurcie.
Latem ,podczas szukania wolnego miejsca nad Wisłą natrafiłem na dziadka
około 80 latek z bambusówką ,golił leszcze aż miło,ciężka była rozmowa
do momętu aż z plecaka wyjołem 0,5 wody ognistej domowej produkcji
,dziadek tak się rozkręcił że dał bym sobie rękę uciąć iż 80 lat na 2
dzielić trzeba,na co łowił i czym nęcim wam nie powiem,ale wszystko
opierało się o prostotę i dostępność składników w nadwiślańskiej
stodole,a opowieści o Wiślanych rybach do dziś rozbudzają moją
wyobrażnię.
osobiście podpatrzyłem że: glina użyta w w zanęcie <po urobieniu>kulek zostaje obsuszana przez niektórych z nas tzn. lepią kule po czym odstawiaja je na ok 30 min. na powietrze aby dobrze obeschły zanim zostaną wrzucone do wody .Efekt faktycznie jest lepszy niż normalnie gdyz kulki po opadnięciu w wodzie dłużej utrzymuje się na dnie zwabiając tym samym większe leszczyki
czy ktoś stosuje kombinacje miodu z czosnkiem jęsli tak to w jakich proporcjach .Dlaczego możemy zrazic ryby nieodpowiednią kombinacja ....ja osobiście wolę dodać więcej... co proponujecie?
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
Co ciekawe są jeszcze tacy niedostosowani do życia w komercji którzy sami robią przykładowo zanęty.Lepią kule i nimi nęcą.Ja jestem takim wybrykiem natury,nie kupuję kolorowych i zakonserwowanych na wieczne czasy zanęt z sklepów.Pomimo zapewnień producentów o nadzwyczajnej skuteczności ich specyfików zwykła kukurydza czy pszenica na odpowiednio wybranej miejscówce jest o wiele skuteczniejsza.
CześćKrzysztof bo Twoje całe łowienie to jakieś takie i prehistoryczne :-) Nie licząc sprzętu ;-)Oczywiście w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Twoja Rzeka wymusza na Tobie pewne postępowanie. Wiecie jak już mieszkałem w Legionowie na urlop miałem pojechać na stare śmieci - na wspólne wędkowanie z Kumplami. Oczywiście moja koncepcja łowienia była taka jak na Zalewie Zegrzyński. Zanęty, pinki, białe - aktywatory itp. Owszem - ryby mi brały ale jakieś takie były hm przezroczyste :-) maleństwa same.Po założeniu trzech ziarek kuku zacząłem łowić normalne, porządne ryby.JK
Niesteny masz duzo racji,l Janusz ale tak bywa kazdy z nas ma swojego "konika"i w tym sie czuje najlepiej? Dla niektorych ciezkie do zrozumienia ograniczone hobby-psełdo warunki pozwalajace na" pasje"skoro jestesmy usatysfakcjonowani na tym poziomie bez zbednej komercji to chwala nam za to bo nie podlegamy (w pewnym sensie w pogoni za winikami aby pokazac sie przed innymi- ja nie gorszy ale prawie mistrz )wyscigom ktore nie maja wiekszego znaczenia jak wykazanie sie przed spolecznoscia taka jak ja i to jest chore , ale na portalu piszemy ze jestesmy tylko hobbistami tej rekreacyjnej passji- ale to nie jest juz to?? Przynajmniej dla mnie.
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczkiByłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.Z poważaniem Julian
Czasami na rybach podchodzi ktoś do mnie i grzecznie mówi że ma tu zanęcone jak nie mam dużo sprzętu i nie wrzuciłem swojej zanęty to jestem skłonny ustąpić miejsca, ale kilka razy kol. wędkarze używali takich słów że z czystej złośliwości nie ustąpiłem, raz zostałem zakatowany kosą przez starszego pana "wędkarza" bo też miał zanęcone. Najbardziej wkurzyłem się kiedy nasz okoliczny sęp/śmieciarz widząc że mam brania siadł na cyplu obok i zaczął rzucać centralnie w moje zestawy kilka razy plącząc się z moimi. Nic nie wyciągnął tylko mnie wkurwił, więc oszczelałem chama zanętą gościu ma około 70 lat.
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczkiByłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.Z poważaniem Julian
Czasami na rybach podchodzi ktoś do mnie i grzecznie mówi że ma tu zanęcone jak nie mam dużo sprzętu i nie wrzuciłem swojej zanęty to jestem skłonny ustąpić miejsca, ale kilka razy kol. wędkarze używali takich słów że z czystej złośliwości nie ustąpiłem, raz zostałem zakatowany kosą przez starszego pana "wędkarza" bo też miał zanęcone. Najbardziej wkurzyłem się kiedy nasz okoliczny sęp/śmieciarz widząc że mam brania siadł na cyplu obok i zaczął rzucać centralnie w moje zestawy kilka razy plącząc się z moimi. Nic nie wyciągnął tylko mnie wkurwił, więc oszczelałem chama zanętą gościu ma około 70 lat.
Poza błędem orto musialo to ciekawie wyglądać hehe:)
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczki
Byłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.
Z poważaniem Julian
Czasami na rybach podchodzi ktoś do mnie i grzecznie mówi że ma tu zanęcone jak nie mam dużo sprzętu i nie wrzuciłem swojej zanęty to jestem skłonny ustąpić miejsca, ale kilka razy kol. wędkarze używali takich słów że z czystej złośliwości nie ustąpiłem, raz zostałem zakatowany kosą przez starszego pana "wędkarza" bo też miał zanęcone. Najbardziej wkurzyłem się kiedy nasz okoliczny sęp/śmieciarz widząc że mam brania siadł na cyplu obok i zaczął rzucać centralnie w moje zestawy kilka razy plącząc się z moimi. Nic nie wyciągnął tylko mnie wkurwił, więc oszczelałem chama zanętą gościu ma około 70 lat.
Poza błędem orto musialo to ciekawie wyglądać hehe:)
no niezłe musiało być:) ja raz miałem dendrobene już troche nie tego to jak ją wyrzuciłem z opakowania do wody to tylko zobaczyć mine dziadków;) a na tamtego dziadka to gruby zestaw i jak sie splącze to ciągnąć aż mu wędka z rąk poleci:D
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
?
Bez komentarza.
Ludzka głupota nie zna granic. Cześć?Głupota i to niewyobrażalna.JK
Cześć Janusz.Byłem wczoraj nad Narwią między Górą a Sikorami na moim ulubionym miejscu. Od 8 do 13 nawet nic nie skubnęło . Wiatr trochę dokuczał ale pogoda piękna.Na koniec złapałem potwora. Wyślę Ci zdjęcie Julek.
CześćZrób sobie dip z czosnku i z miodu :-))))Druga kombinacja o której słyszałem to scopex-czosnek :-)JK
używałem juz wcześniej własnej kombinacji czosnku tylko z innymi smakami i powiem że rewelacja tylko niespisuje sie on według mnie w duże upały.co do miodu to jeszcze tego specyfiku nie używałem chociaż łowie już kilkanaście lat po prostu przywiązałem się do tzw zanety bananowej teraz zaczynam różne kombinacje zanęt na rzece i wczesnym majem podbijam dopiero jeziora .
moje pytanie brzmi ile miodu dawać na 1kg zanęty i w jaki sposób go rozprowadzic w zanęcie żeby w jednym miejscu nie był za słodki....ktoś jak umie dobrze gotowac to na pewno ta zdolność osiągnoł niestety nie ja
to tak jak w kawałach:w restauracji klientowi zachciało się siku a ma kawę na stoliku i nie wie co zrobic więc zostawił kartkę przy kawie<naplułem>...gdy wrucił z ubikacji ujrzał na tej kartce podpis <ja też>
moja propozycja aby zostawiać wbita kartke na patyku {miejsce dla vip-a} zarezerwowane bo faktem jest to że 60%wędkarzy siada na nasze miejsce nieumyślnie a dostaje od nas takie tęgi że gdybyśmy to my byli na miejscu tych 60% od razu wyciągamy to moje dodatkowe narzedzie wedkarskie zwane toporek.
już nie raz człowiek niewinne musiał się z kimś kłócić....a kiedyś wędkarzy wyróżniał spokój
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
CześćZrób sobie dip z czosnku i z miodu :-))))Druga kombinacja o której słyszałem to scopex-czosnek :-)JK
używałem juz wcześniej własnej kombinacji czosnku tylko z innymi smakami i powiem że rewelacja tylko niespisuje sie on według mnie w duże upały.co do miodu to jeszcze tego specyfiku nie używałem chociaż łowie już kilkanaście lat po prostu przywiązałem się do tzw zanety bananowej teraz zaczynam różne kombinacje zanęt na rzece i wczesnym majem podbijam dopiero jeziora .
moje pytanie brzmi ile miodu dawać na 1kg zanęty i w jaki sposób go rozprowadzic w zanęcie żeby w jednym miejscu nie był za słodki....ktoś jak umie dobrze gotowac to na pewno ta zdolność osiągnoł niestety nie ja CześćZ tym czosnkiem jak jest ciepło to prawda ;-)Ja Ci podpowiem jak z tym miodem.Miód najpierw rozpuść w wodzie. Około dwie trzy łyżki na pół litra wody. Po prostu do wody miód i mieszaj aż się rozpuści.JK
stosowałem to oraz inne platki chodzi mi oto że mimo tego kula za szybko sie rozchodzi co jedynie glina troche trzyma albo mleko w proszku lub kaszki roznego rodzaju czy coś po za tym zda egzamin<acha dodam jeszcze że w kulach są robaczki które rozwalaja te kule od środka ----żywe wiem ze mógłbym pokroic robaczki i spokój ale nie o to mi chodzi> pozdrawiam
Piszesz mleko w proszku jako klej no mleko uzywalem tylko do smuzenia ale klej zalezy do jakiej zanety rzeka rozumiem glina kleji i opada b. szybko co jest wskazane w nurcie jezioro glina gleboka woda owszem ale wiosenne (jezeli Ci o takie chodzilo) lowy to ja uzywam mąkę ziemniaczana lub ziemniak gotowany (nie obtluszczony)czyli z obiadu lub gotowany specjalnie w mundurkach (zapach skórki)ma swoje walory chrupki kukurydziane jak najbardziej tez kleja i maja swój zapach bo juz maka kuku lub kaszka nie kleja jak bysmy oczekiwali. Jeszcze rozmoczony suchy chleb, swiezy ma kwasny posmak co nie zawsze na nasza rybe ma dobry wplyw juz tzw bulka tarta nie kleji zbytnio i tez nie robi zawiesiny jak ziemniak i chleb bardziej doswiadczeni wedkarze nie lapiacy na nowosci na rynku dobrze to znaja i wiedza co z czym mieszac w dobrym tego slowa znaczeniu. Ale jak lowisz na lowisku gdzie presja (jak to naukowo brzmi)wedkarska jest duza to zapomnij o klejach tych co wymienilem komersja tylko i wylacznie bo zostajesz w tyle,ale taka jest prawda, wybieraj duze jeziora na odludziu lub rzeki tez z dala od dróg dojazdowych
Piszesz mleko w proszku jako klej no mleko uzywalem tylko do smuzenia ale klej zalezy do jakiej zanety rzeka rozumiem glina kleji i opada b. szybko co jest wskazane w nurcie jezioro glina gleboka woda owszem ale wiosenne (jezeli Ci o takie chodzilo) lowy to ja uzywam mąkę ziemniaczana lub ziemniak gotowany (nie obtluszczony)czyli z obiadu lub gotowany specjalnie w mundurkach (zapach skórki)ma swoje walory chrupki kukurydziane jak najbardziej tez kleja i maja swój zapach bo juz maka kuku lub kaszka nie kleja jak bysmy oczekiwali. Jeszcze rozmoczony suchy chleb, swiezy ma kwasny posmak co nie zawsze na nasza rybe ma dobry wplyw juz tzw bulka tarta nie kleji zbytnio i tez nie robi zawiesiny jak ziemniak i chleb bardziej doswiadczeni wedkarze nie lapiacy na nowosci na rynku dobrze to znaja i wiedza co z czym mieszac w dobrym tego slowa znaczeniu. Ale jak lowisz na lowisku gdzie presja (jak to naukowo brzmi)wedkarska jest duza to zapomnij o klejach tych co wymienilem komersja tylko i wylacznie bo zostajesz w tyle,ale taka jest prawda, wybieraj duze jeziora na odludziu lub rzeki tez z dala od dróg dojazdowych
Ja używam kaszy manny rozgotowanej nieco rzadkiej i dodanej do zanęty suchej oczywiście własnej roboty.
też dobre ja używałem kaszki smakowej dla dzieci np bananowo-morelowej. lub mleka w proszku obecnie kombinuje nad zmniejszeniem kosztów zanęty ...wiem że w sklepie 3kg kosztuje 11zł ale zawsze byłem pewien swojej roboty -zawsze było czym się pochwalić
kolega przypomniał mi omojej firmie której szukałem DAM
http://www.askari.pl/ tutaj maja jeszcze niektóre egzemplarze osprzętowania tej firmy oraz tych innych lepszych firm<dzieki za link kolego>
Masz rację. Urlop spędzam nad warmińskim jeziorem i uwierzcie mi o ładną płotkę niełatwo. Miałem oczywiście swoją bankową miejscówkę na pokaźne płocie. Najlepsze z całej połowy olbrzymiego jeziora. Zaglądałem tam z wędką okazjonalnie, by czasami tej prawdziwej gruntowej połapać. Użalał mi się stary doświadczony wędkarz sąsiad z kempingu, że od wielu lat w jego miejscówkach ryby już nie ma. Rzeczywiście, choć codziennie o świcie dawno łodzią już na łowisku był łodzią. Jego sukcesem było złapanie 10 -13 płotek 20cm. Często łowił z córką. Aż zrobiło mi się go żal. To chyba dodatkowo przez te parę dodatkowych "Żywców" w puszce. Wskazałem chłopinie w którym dokładnie miejscu ma łapać. Popłynał z córką jeszcze tego samego dnia. Wieczorem pokazali mi efekty, dwie reklamówki pokaźnych płoci. Byli tak szczęśliwi. I ja byłem zadowolony, bo znałem chłopinę od lat. I od teraz zaczął on pływać na rybki w to jedne "moje" miejsce. Następnego roku, gdy spotkał mnie "Na jego już łowisku" oskarżył mnie bezczelnie, że go podpatrzyłem, gdzie łowi i że jestem bezczelny zajmując "jego miescówkę". Najgorsze było jednak dla mnie odkrycie, że jest on "mięsiarzem". Bierze każdą rybę i w słoiki w ocet lub suszy.
Nie ma już - przez moją głupotę - dużej płoci w tym jeziorze.
tak to juz jest z ludzmi nie zjedzą wszystkiego ale musza zabrac całą zdobycz żeby sie sąsiadowi pochwalić....a pożniej skutkuje to tym ze ktos wygryza nas z naszego miejsca
każdego spotkanego wędkarza pytam i jak coś bierze z zadowoleniem pokazują mi ryby wielkości dłoni ...ide dalej i jak coś bierze ? nic nawet nie drgnie ?!? zastanowienie siadam obok po około2 godz kolega się zbiera wykłada pokaźne leszczyki<powyżej 1kg> i odjeżdża
moje spostrzeżenia są takie że dobry wędkarz boi sie pochwalić rybami bo mu zaraz jakiś >gap< usiądzie na jego miejscu i ryby zestresuje tak że przyzwyczajenie ich na nowo do swojej zanęty zabierze kilka dni codziennego nęcenia.tak też jest z moim ojcem raz sie pochwalił zdobyczą to później ścigał się z innymi o swoje własnoręcznie założone stanowisko tzw emeryta hobbysty <łapie i wypuszcza> a jeszcze kilkanaście lat temu każda sztuka się liczyła teraz przynosi tylko okazy którymi warto się pochwalić ostatnia sztuka to dwa leszczyki 1.5kg i 1.2kg a domena jego mało wrzucić ---dużo wyciągnąć \
ciągle mnie zaskakuje jedzie z wędką i małym słoikiem a wraca z taką.....rybą.ale to lata doświadczeń
bywa,trzeba dobrze szukać jeśli ryba ma naturalną stołówkę nie trzeba zwracac jej uwagi żeby zatrzymywała się co dzień w łowisku bo przypływa po "swoje"codzienne papu;)ja na odcinku Wronek nie łowię w ogóle leszczy z zasiadek bo nie lubię przepychanek nad wodą więc wybieram dzicz;)
pamiętam czasy że wystarczyło mi na początku pół kilo pszenicy do podsypki a później wystarczyło tylko wybierać te wieksze sztuki
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
ależ oczywiście mój sąsiad bez gliny nie jedzie nad wodę a i rezultaty ma niezłe a facet ma 60lat i nie stosuje nowości naszego rynku sam miesza np zmielona kukurydza,otręby itp.Nie raz to aż dziw jakie leszcze przywozi a i sandacz się trafia mu ale to przypadki już.
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
Co ciekawe są jeszcze tacy niedostosowani do życia w komercji którzy sami robią przykładowo zanęty.Lepią kule i nimi nęcą.Ja jestem takim wybrykiem natury,nie kupuję kolorowych i zakonserwowanych na wieczne czasy zanęt z sklepów.Pomimo zapewnień producentów o nadzwyczajnej skuteczności ich specyfików zwykła kukurydza czy pszenica na odpowiednio wybranej miejscówce jest o wiele skuteczniejsza.
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczkiByłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.Z poważaniem Julian
Kolego owczarki...ci co nie stosują gliny do zanęt twierdzą że w naszych wodach nie ma białej ryby.Mylą się i to bardzo!
Liczy się przede wszystkim doświadczenie,umiejętność czytania wody,regularne nęcenie.
Myślę,że niektóre stare wygi posiadły tę zdolność,więc stąd się biorą sukcesy.
Natomiast co do sprawy stosowania gliny w zanęcie,to osobiście stosuję na rzekę przeważnie zawsze,a i głębsze zbiorniki stojące,a to po to żeby zanęta siadła bez zbędnego zwabiania ukleji,co bywa czasami uciążliwe gdy wejdzie.Z uwagi na to,że w pobliżu mam cegielnie,a więc jest dostęp do jej różnych pokładów, po wykopaniu susze ,miele,a czasem nawet wstępnie zaprawiam zapachami.
Glina jest świetnym dodatkiem ,obciążającym ,klejącym ,a także w połączeniu z zapachami daje piękną smugę zapachową co przyciągą ryby.
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
Oczywiście,że tak ale na rzekach,choc pamiętam czasy co ich-(kul zanętowych połączonych z gliną używał każdy zawodnik na zawodach spławikowych),to dopiero było bombardowanie...
Liczy się przede wszystkim doświadczenie,umiejętność czytania wody,regularne nęcenie.
Myślę,że niektóre stare wygi posiadły tę zdolność,więc stąd się biorą sukcesy.
Natomiast co do sprawy stosowania gliny w zanęcie,to osobiście stosuję na rzekę przeważnie zawsze,a i głębsze zbiorniki stojące,a to po to żeby zanęta siadła bez zbędnego zwabiania ukleji,co bywa czasami uciążliwe gdy wejdzie.Z uwagi na to,że w pobliżu mam cegielnie,a więc jest dostęp do jej różnych pokładów, po wykopaniu susze ,miele,a czasem nawet wstępnie zaprawiam zapachami.
Glina jest świetnym dodatkiem ,obciążającym ,klejącym ,a także w połączeniu z zapachami daje piękną smugę zapachową co przyciągą ryby.
faktycznie z moich doświadczeń i zaobserwowań zastanawiałem sie nad ulepszeniem tej chmury zapachowo-obciążającej zwłaszcza przy silnym nurcie.
Latem ,podczas szukania wolnego miejsca nad Wisłą natrafiłem na dziadka około 80 latek z bambusówką ,golił leszcze aż miło,ciężka była rozmowa do momętu aż z plecaka wyjołem 0,5 wody ognistej domowej produkcji ,dziadek tak się rozkręcił że dał bym sobie rękę uciąć iż 80 lat na 2 dzielić trzeba,na co łowił i czym nęcim wam nie powiem,ale wszystko opierało się o prostotę i dostępność składników w nadwiślańskiej stodole,a opowieści o Wiślanych rybach do dziś rozbudzają moją wyobrażnię.
dzisiaj byłem za jeziorsku lód do połowy roztajał a na ujściu <tamie > w stronę konina już wędkarze grasują
osobiście podpatrzyłem że: glina użyta w w zanęcie <po urobieniu>kulek zostaje obsuszana przez niektórych z nas tzn. lepią kule po czym odstawiaja je na ok 30 min. na powietrze aby dobrze obeschły zanim zostaną wrzucone do wody .Efekt faktycznie jest lepszy niż normalnie gdyz kulki po opadnięciu w wodzie dłużej utrzymuje się na dnie zwabiając tym samym większe leszczyki
czy ktoś stosuje kombinacje miodu z czosnkiem jęsli tak to w jakich proporcjach .Dlaczego możemy zrazic ryby nieodpowiednią kombinacja ....ja osobiście wolę dodać więcej... co proponujecie?
CześćZrób sobie dip z czosnku i z miodu :-))))Druga kombinacja o której słyszałem to scopex-czosnek :-)JK
CIEKAW JESTEM CZY NADAL KTOŚ STOSUJE GLINĘ DO ZANĘTY...
Co ciekawe są jeszcze tacy niedostosowani do życia w komercji którzy sami robią przykładowo zanęty.Lepią kule i nimi nęcą.Ja jestem takim wybrykiem natury,nie kupuję kolorowych i zakonserwowanych na wieczne czasy zanęt z sklepów.Pomimo zapewnień producentów o nadzwyczajnej skuteczności ich specyfików zwykła kukurydza czy pszenica na odpowiednio wybranej miejscówce jest o wiele skuteczniejsza.
CześćKrzysztof bo Twoje całe łowienie to jakieś takie i prehistoryczne :-) Nie licząc sprzętu ;-)Oczywiście w bardzo pozytywnym znaczeniu tego słowa. Twoja Rzeka wymusza na Tobie pewne postępowanie. Wiecie jak już mieszkałem w Legionowie na urlop miałem pojechać na stare śmieci - na wspólne wędkowanie z Kumplami. Oczywiście moja koncepcja łowienia była taka jak na Zalewie Zegrzyński. Zanęty, pinki, białe - aktywatory itp. Owszem - ryby mi brały ale jakieś takie były hm przezroczyste :-) maleństwa same.Po założeniu trzech ziarek kuku zacząłem łowić normalne, porządne ryby.JK
Niesteny masz duzo racji,l Janusz ale tak bywa kazdy z nas ma swojego "konika"i w tym sie czuje najlepiej? Dla niektorych ciezkie do zrozumienia ograniczone hobby-psełdo warunki pozwalajace na" pasje"skoro jestesmy usatysfakcjonowani na tym poziomie bez zbednej komercji to chwala nam za to bo nie podlegamy (w pewnym sensie w pogoni za winikami aby pokazac sie przed innymi- ja nie gorszy ale prawie mistrz )wyscigom ktore nie maja wiekszego znaczenia jak wykazanie sie przed spolecznoscia taka jak ja i to jest chore , ale na portalu piszemy ze jestesmy tylko hobbistami tej rekreacyjnej passji- ale to nie jest juz to??
Przynajmniej dla mnie.
CześćWybacz ale po przeczytaniu kilka razy nie wiem co masz na myśli.JK
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczkiByłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.Z poważaniem Julian
Czasami na rybach podchodzi ktoś do mnie i grzecznie mówi że ma tu zanęcone jak nie mam dużo sprzętu i nie wrzuciłem swojej zanęty to jestem skłonny ustąpić miejsca, ale kilka razy kol. wędkarze używali takich słów że z czystej złośliwości nie ustąpiłem, raz zostałem zakatowany kosą przez starszego pana "wędkarza" bo też miał zanęcone. Najbardziej wkurzyłem się kiedy nasz okoliczny sęp/śmieciarz widząc że mam brania siadł na cyplu obok i zaczął rzucać centralnie w moje zestawy kilka razy plącząc się z moimi. Nic nie wyciągnął tylko mnie wkurwił, więc oszczelałem chama zanętą gościu ma około 70 lat.
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczkiByłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom.Z poważaniem Julian
Czasami na rybach podchodzi ktoś do mnie i grzecznie mówi że ma tu zanęcone jak nie mam dużo sprzętu i nie wrzuciłem swojej zanęty to jestem skłonny ustąpić miejsca, ale kilka razy kol. wędkarze używali takich słów że z czystej złośliwości nie ustąpiłem, raz zostałem zakatowany kosą przez starszego pana "wędkarza" bo też miał zanęcone. Najbardziej wkurzyłem się kiedy nasz okoliczny sęp/śmieciarz widząc że mam brania siadł na cyplu obok i zaczął rzucać centralnie w moje zestawy kilka razy plącząc się z moimi. Nic nie wyciągnął tylko mnie wkurwił, więc oszczelałem chama zanętą gościu ma około 70 lat.
Poza błędem orto musialo to ciekawie wyglądać hehe:)
Było to parę lat temu żona zmieniła pracę siłą rzeczy nie miała urlopu. Postanowiłem wrócić do żródeł, zacząłem jeżdzić nad kanałek żerański w okolicy Aleksandrowa wyszukałem ustronne miejsce przygotowałem sobie stanowisko i nęciłem.Na początku były krąpiki,potem płoteczki Byłem tam codziennie jako że miałem urlop a z Pragi to rzut beretem.Gdy podeszły sensowne ryby leszcze, ładne japońce a na koniec ładny 2kg lin zjawił się ON.Pamiętam jego beszczelny uśmieszek jak przyszedłem i go zobaczyłem na ,,moim" miejscu.Mieszkał w pobliżu i mnie od dłuższego czasu obserwował.Póżniej od miejscowych wędkarzy dowiedziałem się że nazywają go Sęp.Nie nęci a przychodzi na gotowe taki chłopek roztropek.Rozumiem że ,,miejsce" to ma każdy z nas na cmentarzu ale w tym przypadku sami widzicie.Dlatego nie dziwię się starym ( sam mam 56lat i od 36 moczę kija ) wędkarzom. Z poważaniem Julian
Czasami na rybach podchodzi ktoś do mnie i grzecznie mówi że ma tu zanęcone jak nie mam dużo sprzętu i nie wrzuciłem swojej zanęty to jestem skłonny ustąpić miejsca, ale kilka razy kol. wędkarze używali takich słów że z czystej złośliwości nie ustąpiłem, raz zostałem zakatowany kosą przez starszego pana "wędkarza" bo też miał zanęcone. Najbardziej wkurzyłem się kiedy nasz okoliczny sęp/śmieciarz widząc że mam brania siadł na cyplu obok i zaczął rzucać centralnie w moje zestawy kilka razy plącząc się z moimi. Nic nie wyciągnął tylko mnie wkurwił, więc oszczelałem chama zanętą gościu ma około 70 lat.
Poza błędem orto musialo to ciekawie wyglądać hehe:)
no niezłe musiało być:) ja raz miałem dendrobene już troche nie tego to jak ją wyrzuciłem z opakowania do wody to tylko zobaczyć mine dziadków;) a na tamtego dziadka to gruby zestaw i jak sie splącze to ciągnąć aż mu wędka z rąk poleci:D
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
?
Bez komentarza.
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
?
Bez komentarza.
Ludzka głupota nie zna granic.
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
?
Bez komentarza.
Ludzka głupota nie zna granic.
Cześć?Głupota i to niewyobrażalna.JK
Cześć Janusz.Byłem wczoraj nad Narwią między Górą a Sikorami na moim ulubionym miejscu.
Od 8 do 13 nawet nic nie skubnęło . Wiatr trochę dokuczał ale pogoda piękna.Na koniec złapałem potwora. Wyślę Ci zdjęcie Julek.
CześćZrób sobie dip z czosnku i z miodu :-))))Druga kombinacja o której słyszałem to scopex-czosnek :-)JK
używałem juz wcześniej własnej kombinacji czosnku tylko z innymi smakami i powiem że rewelacja tylko niespisuje sie on według mnie w duże upały.co do miodu to jeszcze tego specyfiku nie używałem chociaż łowie już kilkanaście lat po prostu przywiązałem się do tzw zanety bananowej teraz zaczynam różne kombinacje zanęt na rzece i wczesnym majem podbijam dopiero jeziora .
moje pytanie brzmi ile miodu dawać na 1kg zanęty i w jaki sposób go rozprowadzic w zanęcie żeby w jednym miejscu nie był za słodki....ktoś jak umie dobrze gotowac to na pewno ta zdolność osiągnoł niestety nie ja
to tak jak w kawałach:w restauracji klientowi zachciało się siku a ma kawę na stoliku i nie wie co zrobic więc zostawił kartkę przy kawie<naplułem>...gdy wrucił z ubikacji ujrzał na tej kartce podpis <ja też>
moja propozycja aby zostawiać wbita kartke na patyku {miejsce dla vip-a} zarezerwowane bo faktem jest to że 60%wędkarzy siada na nasze miejsce nieumyślnie a dostaje od nas takie tęgi że gdybyśmy to my byli na miejscu tych 60% od razu wyciągamy to moje dodatkowe narzedzie wedkarskie zwane toporek.
już nie raz człowiek niewinne musiał się z kimś kłócić....a kiedyś wędkarzy wyróżniał spokój
Jaki to był potwur niech pan sie pochwli wszystkim:)
Heheheh.Także miałem podobną sytuację gdy neciłem kilka dni a koleś po prostu na chama się wpi... wiedząc że to jakby moje miejsce.Gdy poprosiłem go aby opuścił to miejsce przy wyśmiał mnie.Więc się wku... i wrzuciłem mu dwa mydełka ( dove) do wody. Ryb chyba przez miesiąc nikt w tym miejscu nie widział.Tak więc morał taki nie wpierd... się na gotowe buraku.
?
Bez komentarza.
DOBRE
CześćZrób sobie dip z czosnku i z miodu :-))))Druga kombinacja o której słyszałem to scopex-czosnek :-)JK
używałem juz wcześniej własnej kombinacji czosnku tylko z innymi smakami i powiem że rewelacja tylko niespisuje sie on według mnie w duże upały.co do miodu to jeszcze tego specyfiku nie używałem chociaż łowie już kilkanaście lat po prostu przywiązałem się do tzw zanety bananowej teraz zaczynam różne kombinacje zanęt na rzece i wczesnym majem podbijam dopiero jeziora .
moje pytanie brzmi ile miodu dawać na 1kg zanęty i w jaki sposób go rozprowadzic w zanęcie żeby w jednym miejscu nie był za słodki....ktoś jak umie dobrze gotowac to na pewno ta zdolność osiągnoł niestety nie ja
CześćZ tym czosnkiem jak jest ciepło to prawda ;-)Ja Ci podpowiem jak z tym miodem.Miód najpierw rozpuść w wodzie. Około dwie trzy łyżki na pół litra wody. Po prostu do wody miód i mieszaj aż się rozpuści.JK
Miód najpierw rozpuść w wodzie. Około dwie trzy łyżki na pół litra wody. Po prostu do wody miód i mieszaj aż się rozpuści.
W cieplej wodzie nie wrzacej ani goracej traci na wlasciwosciach !!!
dzieki za konkrety w sprawie miodu..
a co uzywacie jako kleju do zanet<domowym sposobem>
CześćPogniecione chrupki kukurydziane.JK
CześćPogniecione chrupki kukurydziane.JK
stosowałem to oraz inne platki chodzi mi oto że mimo tego kula za szybko sie rozchodzi co jedynie glina troche trzyma albo mleko w proszku lub kaszki roznego rodzaju czy coś po za tym zda egzamin<acha dodam jeszcze że w kulach są robaczki które rozwalaja te kule od środka ----żywe wiem ze mógłbym pokroic robaczki i spokój ale nie o to mi chodzi> pozdrawiam
na you tube mają ciekawe filmy dotyczace zanet i nie tylko
Piszesz mleko w proszku jako klej no mleko uzywalem tylko do smuzenia ale klej zalezy do jakiej zanety rzeka rozumiem glina kleji i opada b. szybko co jest wskazane w nurcie jezioro glina gleboka woda owszem ale wiosenne (jezeli Ci o takie chodzilo) lowy to ja uzywam mąkę ziemniaczana lub ziemniak gotowany (nie obtluszczony)czyli z obiadu lub gotowany specjalnie w mundurkach (zapach skórki)ma swoje walory chrupki kukurydziane jak najbardziej tez kleja i maja swój zapach bo juz maka kuku lub kaszka nie kleja jak bysmy oczekiwali.
Jeszcze rozmoczony suchy chleb, swiezy ma kwasny posmak co nie zawsze na nasza rybe ma dobry wplyw juz tzw bulka tarta nie kleji zbytnio i tez nie robi zawiesiny jak ziemniak i chleb
bardziej doswiadczeni wedkarze nie lapiacy na nowosci na rynku dobrze to znaja i wiedza co z czym mieszac w dobrym tego slowa znaczeniu.
Ale jak lowisz na lowisku gdzie presja (jak to naukowo brzmi)wedkarska jest duza to zapomnij o klejach tych co wymienilem komersja tylko i wylacznie bo zostajesz w tyle,ale taka jest prawda,
wybieraj duze jeziora na odludziu lub rzeki tez z dala od dróg dojazdowych
byłbym skłamał gdybym nie polecił
byłbym skłamał gdybym nie polecił www.kolocarp.wedkuje.pl z uchyleniem czapki dla tego pana
Piszesz mleko w proszku jako klej no mleko uzywalem tylko do smuzenia ale klej zalezy do jakiej zanety rzeka rozumiem glina kleji i opada b. szybko co jest wskazane w nurcie jezioro glina gleboka woda owszem ale wiosenne (jezeli Ci o takie chodzilo) lowy to ja uzywam mąkę ziemniaczana lub ziemniak gotowany (nie obtluszczony)czyli z obiadu lub gotowany specjalnie w mundurkach (zapach skórki)ma swoje walory chrupki kukurydziane jak najbardziej tez kleja i maja swój zapach bo juz maka kuku lub kaszka nie kleja jak bysmy oczekiwali.
Jeszcze rozmoczony suchy chleb, swiezy ma kwasny posmak co nie zawsze na nasza rybe ma dobry wplyw juz tzw bulka tarta nie kleji zbytnio i tez nie robi zawiesiny jak ziemniak i chleb
bardziej doswiadczeni wedkarze nie lapiacy na nowosci na rynku dobrze to znaja i wiedza co z czym mieszac w dobrym tego slowa znaczeniu.
Ale jak lowisz na lowisku gdzie presja (jak to naukowo brzmi)wedkarska jest duza to zapomnij o klejach tych co wymienilem komersja tylko i wylacznie bo zostajesz w tyle,ale taka jest prawda,
wybieraj duze jeziora na odludziu lub rzeki tez z dala od dróg dojazdowych
dzieki za rady
mimo dobrej zanety jak na razie fiasko na Warcie ...trzeba poczekac kilka dni aż się woda troche ociepli . max 2 rybki na dzień i to w dodatku małe
i jak ktos ma juz czym sie pochwalic biora rybki bo u nas na razie kiepsko idzie wedkowanie
a co uzywacie jako kleju do zanet
Ja używam kaszy manny rozgotowanej nieco rzadkiej i dodanej do zanęty suchej oczywiście własnej roboty.
a co uzywacie jako kleju do zanet
Ja używam kaszy manny rozgotowanej nieco rzadkiej i dodanej do zanęty suchej oczywiście własnej roboty.
też dobre ja używałem kaszki smakowej dla dzieci np bananowo-morelowej. lub mleka w proszku obecnie kombinuje nad zmniejszeniem kosztów zanęty ...wiem że w sklepie 3kg kosztuje 11zł ale zawsze byłem pewien swojej roboty -zawsze było czym się pochwalić
kolega przypomniał mi omojej firmie której szukałem DAM http://www.askari.pl/ tutaj maja jeszcze niektóre egzemplarze osprzętowania tej firmy oraz tych innych lepszych firm<dzieki za link kolego>
w praktyce- różnice między czosnkiem granulowanym a czosnkiem świeżym wyciskanym,jakie są wasze spostrzeżenia?
sposób działania jest według mnie inny mimo ze to ten sam czosnek <najbardziej popularny a zarazem skuteczny sposób na leszcza>
Owczarki
Masz rację. Urlop spędzam nad warmińskim jeziorem i uwierzcie mi o ładną płotkę niełatwo. Miałem oczywiście swoją bankową miejscówkę na pokaźne płocie. Najlepsze z całej połowy olbrzymiego jeziora. Zaglądałem tam z wędką okazjonalnie, by czasami tej prawdziwej gruntowej połapać. Użalał mi się stary doświadczony wędkarz sąsiad z kempingu, że od wielu lat w jego miejscówkach ryby już nie ma. Rzeczywiście, choć codziennie o świcie dawno łodzią już na łowisku był łodzią. Jego sukcesem było złapanie 10 -13 płotek 20cm. Często łowił z córką. Aż zrobiło mi się go żal. To chyba dodatkowo przez te parę dodatkowych "Żywców" w puszce. Wskazałem chłopinie w którym dokładnie miejscu ma łapać. Popłynał z córką jeszcze tego samego dnia. Wieczorem pokazali mi efekty, dwie reklamówki pokaźnych płoci. Byli tak szczęśliwi. I ja byłem zadowolony, bo znałem chłopinę od lat. I od teraz zaczął on pływać na rybki w to jedne "moje" miejsce. Następnego roku, gdy spotkał mnie "Na jego już łowisku" oskarżył mnie bezczelnie, że go podpatrzyłem, gdzie łowi i że jestem bezczelny zajmując "jego miescówkę". Najgorsze było jednak dla mnie odkrycie, że jest on "mięsiarzem". Bierze każdą rybę i w słoiki w ocet lub suszy.
Nie ma już - przez moją głupotę - dużej płoci w tym jeziorze.
Łowię 4 kg leszcze ale migam sie teraz jak mogę
tak to juz jest z ludzmi nie zjedzą wszystkiego ale musza zabrac całą zdobycz żeby sie sąsiadowi pochwalić....a pożniej skutkuje to tym ze ktos wygryza nas z naszego miejsca