Witam wszystkich, chciałem wam opowiedziec coś z przed 30 lat byłem wtedy małolatem i zacznałem moją przygodę z wędka wiadomo bambus i pierwszy ruski kołowrotek, chodziłem nad rzekę z sąsiadem mógłby byc moim dziadkiem on nie miał "wędki" ale leszczynowy kij z prywiązaną na szczycie żyłką spławik z pióra. Pamiętam że siadaliśmy zawsze w tym samym miejscu tyle że on siedział tam gdzie strasznie śmierdziało, ja kilkanaście metrów dalej, on zawsze coś złowił a ja żadko mimo że ja nęciłem a on nigdy nic nie sypał. Kiedyś poszedłem sam i siadłem w jego miejsce ku mojemu zaskoczeniu branie za braniem, złowiłem kilka fajnych rybek. Następnym razem postanowiłem pana Stasia wypytac o szczegóły i co się okazało pan Stasio na drzewie nad wodą wieszał sobie gierkowską siatkę z zawartością padliny, wszystko się wyjaśniło muchy robiły swoje, robaczki ciągle i systematycznie wpadały do wody nęcąc rybki a smród odstraszał potęcjalnych amatorów łowiska pana Stasia. Na koniec usłyszałem jeszcze "widzisz młody jaki ty głupi jeszcze jesteś.....musisz łowic błową a nie wędką" chyba nie zapomnę tego do końca życia. Pan Stasio nauczył mnie jeszcze wiele innych rzeczy dotyczących wędkowania ale jakoś nie widuję tych metod na codzień na łowiskach. POZDRAWIAM
Ja do zanety dodaje cistka PETIT BEURRE 4 zl i mam na 4-5 razy oraz przyprawe do piernika zamiast piernika domowego. Musisz dobrze wysuszyc i przechowywac nadmiar w suchym miejscu bo moment i siada plesn na pierniku a to juz po zawodach. Powodzenia!
Ja do zanety dodaje cistka PETIT BEURRE 4 zl i mam na 4-5 razy oraz przyprawe do piernika zamiast piernika domowego. Musisz dobrze wysuszyc i przechowywac nadmiar w suchym miejscu bo moment i siada plesn na pierniku a to juz po zawodach. Powodzenia!
kupiłem sobie tak na szybkiego 1kg zanety bruda czy coś takiego otworzyłem a ty zapach pierniczków więc po co przepłacać pierniczki testowałem na znajomych na świeta wieszałem na choince a one szybciej znikały niz je żona wieszała <sposób na pierniczki juz mam przetestowany w smaku idealny zjesz kilka masz ochotę na wiecej i niema takiego efekty przejedzenia tak więc teraz test na rybach z dodatkiem pobudzacza apetytu>
Musisz dobrze wysuszyc i przechowywac nadmiar w suchym miejscu bo moment i siada plesn na pierniku a to juz po zawodach. ja mam babcine sposoby na pierniki tak wiec im starsze tym twardsze ale pleśni zero i zapasy powoli kruszę i do zanęty bo mają specyficzny smak i zapach .nawet kombinowałem pierniczki z kminkiem <wypiekane razem> wcześniejsze były z miodem a teraz zmieniam i dodaje inne dodatki aczkolwiek te z miodem to niebo w gebie sam je podjadam i powiem że ciekawe mam spostrzeżenia
kogutw68
Witam wszystkich, chciałem wam opowiedziec coś z przed 30 lat
byłem wtedy małolatem i zacznałem moją przygodę z wędka wiadomo bambus i
pierwszy ruski kołowrotek, chodziłem nad rzekę z sąsiadem mógłby byc
moim dziadkiem on nie miał "wędki" ale leszczynowy kij z prywiązaną na
szczycie żyłką spławik z pióra. Pamiętam że siadaliśmy zawsze w tym
samym miejscu tyle że on siedział tam gdzie strasznie śmierdziało, ja
kilkanaście metrów dalej, on zawsze coś złowił a ja żadko mimo że ja
nęciłem a on nigdy nic nie sypał. Kiedyś poszedłem sam i siadłem w jego
miejsce ku mojemu zaskoczeniu branie za braniem, złowiłem kilka fajnych
rybek. Następnym razem postanowiłem pana Stasia wypytac o szczegóły i co
się okazało pan Stasio na drzewie nad wodą wieszał sobie gierkowską
siatkę z zawartością padliny, wszystko się wyjaśniło muchy robiły swoje,
robaczki ciągle i systematycznie wpadały do wody
nęcąc rybki a smród odstraszał potęcjalnych amatorów łowiska pana
Stasia. Na koniec usłyszałem jeszcze "widzisz młody jaki ty głupi
jeszcze jesteś.....musisz łowic błową a nie wędką" chyba nie zapomnę
tego do końca życia. Pan Stasio nauczył mnie jeszcze wiele innych rzeczy
dotyczących wędkowania ale jakoś nie widuję tych metod na codzień na
łowiskach. POZDRAWIAM
nie próbowałem ale prawdopodobieństwo że sa skuteczne wynosi 80% gdyz są one skuteczne na ludzi tak wiec jeżeli człowiek nie moze oprzeć sie takiej pokusie to czemu nie ryba .słyszałem o przyprawie carry -jest skuteczna tak więc nie zdziwie sie ze i też wyprubuję chipsy. dzieki za wszelkie podpowiedzi
najważniejsze spostrzeżenie nie skrob ryb w miejscu gdzie łowisz ani jego poblizu gdyz bystre oko wedkarza zwietrzy rybę i po dziurze to tak poza marginesem
Swego czasu wprowadzała mnie starszyzna wędkarska w łapanie karpi - a raczej sazanów bo były pełnołuskie, w Waszyngtonie. Tam opodal Potomacu jest taki równoległy dość długi kamałek żeglowny. Karpi co niemiara bo łowią je tylko niliczni biedni murzyni oraz Rumuni i Polacy oczywiście. Kulki i twarde ciasti z kaszy manny rezultaty mierne raczej przynosiły na tym odcinku - dlaczego. Rosło tam parę drzew dojrzewającej białej morgi. I to właśnie na haczyk należało zakładać. Brania pod tymi drzewami były błyskawiczne i pewne.
Jako ciekawostkę dodam, że na Potomacu na krewetkę brały doskonale sumy amerykańskie. Takie 1,5 kg. Nikt tego "dziadostwa" nie zabierał do domu. Można je było smażyć i godzinę a się nie przyrumieniały. Na patelni tworzyła się dodatkowo tłusta jakby piana. Smażysz, smażysz i w nieskończoność smażysz a to dalej biała gąbka. Aż zaprosił mnie Polaco na wędzoną rybkę. To był ten właśnie niezjadliwy sum ale jako wędzony bił na łopatki łososia.
Ja tu przytoczę słowa raczej nie starych wędkarzy a zawistnych wędkarzy.Jeśli chcesz aby twój sąsiad z łowiska nie wyciągnął więcej ryb to mu wrzuć 2 kostki mydła.Chłop będzie dalej myślał że brania minęły lub ciśnienie nie takie i tak będzie sobie siedział i siedział i siedział................ . Z takimi metodami często się spotykałem a raczej słyszałem,niestety smutna rzeczywistość.
z 20- 30 lat temu nad jednym z jezior była rywalizacja o miejscówkę , podchodziły tam piękne leszcze powyżej 2 kg , zdarzały się kłótnie nad wodą, ale zasada kto pierwszy ten lepszy,po jakimś czasie konkurencja przestała przyjeżdżać a i ryba przestała brać, próbowałem cudów i nic , przypadkowo po drugiej stronie jeziora podsłuchałem rozmowy, jak to chłopaki się chwali że temu ch...i z Łodzi wrzucili cały deputat zakładowy mydła bambino,
Masz rację najskuteczniejsza metoda na odstraszenie wędkarza, a zarazem najohydniejsza o której słyszałem.
Kilka lat po tym incydencie rowerkiem pojechałem zobaczyć co z moją stara miejscówką, okazało się że od wielu lat tam nikt nie bywał , wszystko porośnięte, miałem problemy z odnalezieniem.
Pozdrowienia i myślę że nikomu do głowy nie przyjdzie ten głupi pomysł.
ja za mydłem nie jestem bo to też szkodzi rybom a z kultura u nas jest jak z pieniędzmi jedni ją mają a inni próbuja ją mieć z ludźmi trzeba rozmawiać tak długo aż sami zrozumieja swój błąd
spróbowałem zanęty chipsy tylko nie paprykowe do zanęty -bekon i powiem jak na taką ciszę to chyba pójdę w tym kierunku w ciągu godz 3 rybki fakt że małe ale zadziałało
He he to poco chipsy nie prosciej by bylo bekon wedzony i papryka mielona?
A tak powaznie napewno cos innego smakowo wygladem ksztaltem rybe moze zaciekawic i efekty beda Zawsze trzeba-nalezy eksperymentowac aby dojsc do pewnej wiedzy która jest potrzebna na danym lowisku bo nie ma reguly, kazda woda jest inna!
He he to poco chipsy nie prosciej by bylo bekon wedzony i papryka mielona?
A tak powaznie napewno cos innego smakowo wygladem ksztaltem rybe moze zaciekawic i efekty beda Zawsze trzeba-nalezy eksperymentowac aby dojsc do pewnej wiedzy która jest potrzebna na danym lowisku bo nie ma reguly, kazda woda jest inna!
chipsy z lepszej marki-takie w tubach mają intesywny zapach i smak pobudzający ryby niewielka ilość pół do zjedzenia a pół na ryby to jest zadawalające rozwiązanie...pozdrawiam oczywiście miałem je zmielone w zanęcie
Mi zawsze babcia opowiadała ,że jak była mała to to u niej we wsi facet miał staw i brał zdechłe zwierzęta głównie psy i wieszał je nad wodą a potem robaki spadały do wody i zawsze było tam pełno ryb.
mając kilkanaście lat chodziłem do rzeźni, było tam miejsce składowania odpadów, ubierałem gumiaki, chirurgiczne rękawice, załatwione od znajomej mamy ze szpitala, brałem kawał skóry świni czy cielaka i tłukłem o ścianę a potem do wiadra. Szczegółów zapachów i wyglądu pomieszczenia szczególnie latem wam oszczędzę, ale czego nie robiło się dla wyników
Byli innim co z rzezni przynosili mady za czerwona stówe to bylo troche mniej niz litr duzy sloik plukalo sie w ludwiku i do trocin rozdzielalo sie na iles tam pudelek i do starej lodówki w piwnicy Byli to czasy i ryby byly inne?
wczoraj byłem na rzece Warta posiedziałem 3godz i nic po czym około18 spojrzałem pod nogi a tu pijawki wychodzą z ziemi wziołem taką na haczyk i honor uratowany 1szt złowina szkoda że nie za duża
ak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra
zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
A kto Ci do ust kaze brac? W zimie rozumie na lodzie by nie zamarzly to mozna w ustach potrzymac ,ale lato jak jest cieplo mozna w kieszeni przechowac
z ryb też piękne pinki wychodziły bo mięso surowe to już większe robale a przy tym jaka woń takie popsute mięso pamiętam głowy krowie zgniłe wrzucano na węgorze
ak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra
zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
A kto Ci do ust kaze brac? W zimie rozumie na lodzie by nie zamarzly to mozna w ustach potrzymac ,ale lato jak jest cieplo mozna w kieszeni przechowac
z ryb też piękne pinki wychodziły bo mięso surowe to już większe robale a przy tym jaka woń takie popsute mięso pamiętam głowy krowie zgniłe wrzucano na węgorze I pewnie węgorze z jeziora wyłaziły przekąsic grochem jak padliny się obżarły? HA ha ha.Najlepsza pożywka dla larw muchy plujki to serca wieprzowe.
CześćSłodkim grochem:-)Siali na rzekami słodki groszek a jak dojrzał to węgorze "szły" się najeść grochu - w tym czasie cichutko wysypywano suchy piach pomiędzy rzeką a grochem i węgorze już nie mogły wrócić do rzeki bo grzęzły w tym piachu to je cap ;-)JK
Nam to kiedys za baitla opowiadano i wierzylismy w to dzis jest internet mlodzi nie korzystaja z opowiesci starszych nie koniecznie wedkarzy ale "bajarzy"
CześćSłodkim grochem:-)Siali na rzekami słodki groszek a jak dojrzał to węgorze "szły" się najeść grochu - w tym czasie cichutko wysypywano suchy piach pomiędzy rzeką a grochem i węgorze już nie mogły wrócić do rzeki bo grzęzły w tym piachu to je cap ;-)JK
Cześc.HA ha ha.Znam opowieści o węgorzach które mleko krową z wymion wysysają.Chyba zamiast browarka będę mleko zabierał,może jakaś "glizda" spragniona wyjdzie z wody by zajumac mi mleczko.;-)))Słyszałem różne historyjki na temat tej ryby,ponoc żaby zżerane są gdy śpią a węgorz wyłazi z wody i opycha się tymi płazami.Są świadkowie którzy widzieli ślady na brzegu zostawione po tych obślizgłych rybach. ;-))) gośc nawet w bęben od pralki napchał mięsa mielonego i wtarabanił to do wody.Niektórzy ludzie są niesamowicie poje..........
Nam to kiedys za baitla opowiadano i wierzylismy w to dzis jest internet mlodzi nie korzystaja z opowiesci starszych nie koniecznie wedkarzy ale "bajarzy"
CześćJak widzisz kiedyś nawet węgorza złowić było łatwiej :-) Nikt nie zakładał tematu " Sezon na węgorza " - chciałeś to brałeś kije, rosówki, uklejki i szedłeś na noc na węgorza. Teraz jak ktoś by się uparł i napisał, że sezon na te ryby rozpoczyna się w lipcu to pewnie większość ( oprócz starych wyjadaczy ) by uwierzyła ;-)JK
a zeby łowic raki siadałem na brzegu wkładałem nogi do wody i po kilku minutach raptownie do góry całe łydki miałem w siniakach, ale raki pyszne, tylko uciekałem z domu jak matka do wody wrzucała
a zeby łowic raki siadałem na brzegu wkładałem nogi do wody i po kilku minutach raptownie do góry całe łydki miałem w siniakach, ale raki pyszne, tylko uciekałem z domu jak matka do wody wrzucała
dobre te raczki tylko za mocno piszczą przy gotowaniu no i czuć muł ale dobry kucharz przyprawami zmieni to w delicje<kiedys w Lubotyniu tak biwakowaliśmy codziennie wieczorem akcja rak>
w niedziele rano około 3 jakby jaki zawody na dzierawach<KOŁO> tyle wędkarzy nad wodą niestety byłem na zawodach i dopiero po południu podskoczyłem na rekonesans i jak zwykle tylko okonie mi w łapy padaja a czekam na inne rybki takie jaki łapią koledzy zwłaszcza ten pan niebieskim motorkiem siedzi obok i po kilo ciągnie
a zeby łowic raki siadałem na brzegu wkładałem nogi do wody i po kilku minutach raptownie do góry całe łydki miałem w siniakach, ale raki pyszne, tylko uciekałem z domu jak matka do wody wrzucała Raki są wyśmienite.Ryby też uwielbiają ten przysmak.Mój ojciec który mnie nauczył łowic na te skorupiaki ma patent na lina używając mięsa raków.Albowiem podgrzewa mięso zapalniczką by troszkę się ścięło,wtedy nie spada z haczyka,może "przypalanka" wabi bardziej te ryby? Bo jak mnie namówi na łowienie lina,co bardzo lubię,to dostaję lekcję od mistrza.Ale na spinning nie ma szans. ;-)
każdego spotkanego wędkarza pytam i jak coś bierze z zadowoleniem pokazują mi ryby wielkości dłoni ...ide dalej i jak coś bierze ? nic nawet nie drgnie ?!? zastanowienie siadam obok po około2 godz kolega się zbiera wykłada pokaźne leszczyki i odjeżdża
moje spostrzeżenia są takie że dobry wędkarz boi sie pochwalić rybami bo mu zaraz jakiś >gap< usiądzie na jego miejscu i ryby zestresuje tak że przyzwyczajenie ich na nowo do swojej zanęty zabierze kilka dni codziennego nęcenia.tak też jest z moim ojcem raz sie pochwalił zdobyczą to później ścigał się z innymi o swoje własnoręcznie założone stanowisko tzw emeryta hobbysty <łapie i wypuszcza> a jeszcze kilkanaście lat temu każda sztuka się liczyła teraz przynosi tylko okazy którymi warto się pochwalić ostatnia sztuka to dwa leszczyki 1.5kg i 1.2kg a domena jego mało wrzucić ---dużo wyciągnąć ciągle mnie zaskakuje jedzie z wędką i małym słoikiem a wraca z taką.....rybą.ale to lata doświadczeń Zgadzam się. pamietam jak dziś mialem z 10 lat, z moim dziadkiem chodziliśmy na Wkrę w Glinojecku. Siedzimy na starorzeczu łowimy płocie, okonie ale takie po 20. 30 cm. Na zwykle leszczynówki. A zaneta ??, Zwykla pszenica. Gotowana i biale zwykle robaki., Na przeciw nas Warszaiwak :)) teleskopy, kolowrotki och i ach :)) i nic. Mało go szlag nie trafil. Taka przyneta, taka zaneta, nic. a my spokoj i co chwila rybka :)) ubaw byl mowie wam :))Pozdrawiam.P.S. Co doswiadczenie to doswiadczenie :)
zaczynam kombinacje zanęty z toffi<lub karmelem własnej produkcji>
a w między czasie testuję zanęte z domowego piernika...
Witam wszystkich, chciałem wam opowiedziec coś z przed 30 lat byłem wtedy małolatem i zacznałem moją przygodę z wędka wiadomo bambus i pierwszy ruski kołowrotek, chodziłem nad rzekę z sąsiadem mógłby byc moim dziadkiem on nie miał "wędki" ale leszczynowy kij z prywiązaną na szczycie żyłką spławik z pióra. Pamiętam że siadaliśmy zawsze w tym samym miejscu tyle że on siedział tam gdzie strasznie śmierdziało, ja kilkanaście metrów dalej, on zawsze coś złowił a ja żadko mimo że ja nęciłem a on nigdy nic nie sypał. Kiedyś poszedłem sam i siadłem w jego miejsce ku mojemu zaskoczeniu branie za braniem, złowiłem kilka fajnych rybek. Następnym razem postanowiłem pana Stasia wypytac o szczegóły i co się okazało pan Stasio na drzewie nad wodą wieszał sobie gierkowską siatkę z zawartością padliny, wszystko się wyjaśniło muchy robiły swoje, robaczki ciągle i systematycznie wpadały do wody nęcąc rybki a smród odstraszał potęcjalnych amatorów łowiska pana Stasia. Na koniec usłyszałem jeszcze "widzisz młody jaki ty głupi jeszcze jesteś.....musisz łowic błową a nie wędką" chyba nie zapomnę tego do końca życia. Pan Stasio nauczył mnie jeszcze wiele innych rzeczy dotyczących wędkowania ale jakoś nie widuję tych metod na codzień na łowiskach. POZDRAWIAM
Ja do zanety dodaje cistka PETIT BEURRE 4 zl i mam na 4-5 razy oraz przyprawe do piernika zamiast piernika domowego.
Musisz dobrze wysuszyc i przechowywac nadmiar w suchym miejscu bo moment i siada plesn na pierniku a to juz po zawodach. Powodzenia!
Chpsy paprykowe też fajne nęcą
Ja do zanety dodaje cistka PETIT BEURRE 4 zl i mam na 4-5 razy oraz przyprawe do piernika zamiast piernika domowego.
Musisz dobrze wysuszyc i przechowywac nadmiar w suchym miejscu bo moment i siada plesn na pierniku a to juz po zawodach. Powodzenia!
kupiłem sobie tak na szybkiego 1kg zanety bruda czy coś takiego otworzyłem a ty zapach pierniczków więc po co przepłacać pierniczki testowałem na znajomych na świeta wieszałem na choince a one szybciej znikały niz je żona wieszała <sposób na pierniczki juz mam przetestowany w smaku idealny zjesz kilka masz ochotę na wiecej i niema takiego efekty przejedzenia tak więc teraz test na rybach z dodatkiem pobudzacza apetytu>
Musisz dobrze wysuszyc i przechowywac nadmiar w suchym miejscu bo moment i siada plesn na pierniku a to juz po zawodach.
ja mam babcine sposoby na pierniki tak wiec im starsze tym twardsze ale pleśni zero i zapasy powoli kruszę i do zanęty bo mają specyficzny smak i zapach .nawet kombinowałem pierniczki z kminkiem <wypiekane razem> wcześniejsze były z miodem a teraz zmieniam i dodaje inne dodatki aczkolwiek te z miodem to niebo w gebie sam je podjadam i powiem że ciekawe mam spostrzeżenia
kogutw68 Witam wszystkich, chciałem wam opowiedziec coś z przed 30 lat byłem wtedy małolatem i zacznałem moją przygodę z wędka wiadomo bambus i pierwszy ruski kołowrotek, chodziłem nad rzekę z sąsiadem mógłby byc moim dziadkiem on nie miał "wędki" ale leszczynowy kij z prywiązaną na szczycie żyłką spławik z pióra. Pamiętam że siadaliśmy zawsze w tym samym miejscu tyle że on siedział tam gdzie strasznie śmierdziało, ja kilkanaście metrów dalej, on zawsze coś złowił a ja żadko mimo że ja nęciłem a on nigdy nic nie sypał. Kiedyś poszedłem sam i siadłem w jego miejsce ku mojemu zaskoczeniu branie za braniem, złowiłem kilka fajnych rybek. Następnym razem postanowiłem pana Stasia wypytac o szczegóły i co się okazało pan Stasio na drzewie nad wodą wieszał sobie gierkowską siatkę z zawartością padliny, wszystko się wyjaśniło muchy robiły swoje, robaczki ciągle i systematycznie wpadały do wody nęcąc rybki a smród odstraszał potęcjalnych amatorów łowiska pana Stasia. Na koniec usłyszałem jeszcze "widzisz młody jaki ty głupi jeszcze jesteś.....musisz łowic błową a nie wędką" chyba nie zapomnę tego do końca życia. Pan Stasio nauczył mnie jeszcze wiele innych rzeczy dotyczących wędkowania ale jakoś nie widuję tych metod na codzień na łowiskach. POZDRAWIAM
uwarzam ,ze to jest super pomysł. Już mysle nad tym jak yo wykorzystać na moim małym bezrubiu. Starsi wedkarze, dzielcie się swoim doświadczeniem.
Chpsy paprykowe też fajne nęcą
nie próbowałem ale prawdopodobieństwo że sa skuteczne wynosi 80% gdyz są one skuteczne na ludzi tak wiec jeżeli człowiek nie moze oprzeć sie takiej pokusie to czemu nie ryba .słyszałem o przyprawie carry -jest skuteczna tak więc nie zdziwie sie ze i też wyprubuję chipsy.
dzieki za wszelkie podpowiedzi
najważniejsze spostrzeżenie nie skrob ryb w miejscu gdzie łowisz ani jego poblizu gdyz bystre oko wedkarza zwietrzy rybę i po dziurze to tak poza marginesem
Ja do zanety dodaje cistka PETIT BEURRE 4 zl i mam na 4-5 razy
bardzo dobra na zawody wedkarskie zwłaszcza w upały wówczas ryba potrzebuje lżejszych wonidzieki
apropos drzewa nad wodą.
Swego czasu wprowadzała mnie starszyzna wędkarska w łapanie karpi - a raczej sazanów bo były pełnołuskie, w Waszyngtonie. Tam opodal Potomacu jest taki równoległy dość długi kamałek żeglowny. Karpi co niemiara bo łowią je tylko niliczni biedni murzyni oraz Rumuni i Polacy oczywiście. Kulki i twarde ciasti z kaszy manny rezultaty mierne raczej przynosiły na tym odcinku - dlaczego. Rosło tam parę drzew dojrzewającej białej morgi. I to właśnie na haczyk należało zakładać. Brania pod tymi drzewami były błyskawiczne i pewne.
Jako ciekawostkę dodam, że na Potomacu na krewetkę brały doskonale sumy amerykańskie. Takie 1,5 kg. Nikt tego "dziadostwa" nie zabierał do domu. Można je było smażyć i godzinę a się nie przyrumieniały. Na patelni tworzyła się dodatkowo tłusta jakby piana. Smażysz, smażysz i w nieskończoność smażysz a to dalej biała gąbka. Aż zaprosił mnie Polaco na wędzoną rybkę. To był ten właśnie niezjadliwy sum ale jako wędzony bił na łopatki łososia.
Ja tu przytoczę słowa raczej nie starych wędkarzy a zawistnych wędkarzy.Jeśli chcesz aby twój sąsiad z łowiska nie wyciągnął więcej ryb to mu wrzuć 2 kostki mydła.Chłop będzie dalej myślał że brania minęły lub ciśnienie nie takie i tak będzie sobie siedział i siedział i siedział................ .
Z takimi metodami często się spotykałem a raczej słyszałem,niestety smutna rzeczywistość.
szczepcio -
z 20- 30 lat temu nad jednym z jezior była rywalizacja o miejscówkę , podchodziły tam piękne leszcze powyżej 2 kg , zdarzały się kłótnie nad wodą, ale zasada kto pierwszy ten lepszy,po jakimś czasie konkurencja przestała przyjeżdżać a i ryba przestała brać, próbowałem cudów i nic , przypadkowo po drugiej stronie jeziora podsłuchałem rozmowy, jak to chłopaki się chwali że temu ch...i z Łodzi wrzucili cały deputat zakładowy mydła bambino,
Masz rację najskuteczniejsza metoda na odstraszenie wędkarza, a zarazem najohydniejsza o której słyszałem.
Kilka lat po tym incydencie rowerkiem pojechałem zobaczyć co z moją stara miejscówką, okazało się że od wielu lat tam nikt nie bywał , wszystko porośnięte, miałem problemy z odnalezieniem.
Pozdrowienia i myślę że nikomu do głowy nie przyjdzie ten głupi pomysł.
ja za mydłem nie jestem bo to też szkodzi rybom a z kultura u nas jest jak z pieniędzmi jedni ją mają a inni próbuja ją mieć z ludźmi trzeba rozmawiać tak długo aż sami zrozumieja swój błąd
ktos w najblizszym czasie jedzie na jezioro Brdów czy czeka na czerwiec?
kiedys jak lowilem widzialem starszych wedkarzy jak pluli na przynete przed zarzutem wedki, ale nie wiem czy to pomagalo heheheh :)
A łowiliście kiedyś na czarną porzeczkę???
amury na mirabelkę tak ale o porzeczce nie próbowałem..
Lepsza jak mirabelka, klenie, jazie,karpie,płocie a nawet okonia udało mi się złapac
http://shrap-drakers.pl/artykul/wiosenna-rzeka-bez-spinningu/
ciekawy artykuł o poławach na rzece
leszczyki na surowe mięsko dobrze biorą
Lepsza jak mirabelka, klenie, jazie,karpie,płocie a nawet okonia udało mi się złapac
a wydaje się że troche kwaśnawe jak na ryby ?
spróbowałem zanęty chipsy tylko nie paprykowe do zanęty -bekon i powiem jak na taką ciszę to chyba pójdę w tym kierunku w ciągu godz 3 rybki fakt że małe ale zadziałało
He he to poco chipsy nie prosciej by bylo bekon wedzony i papryka mielona?
A tak powaznie napewno cos innego smakowo wygladem ksztaltem rybe moze zaciekawic
i efekty beda Zawsze trzeba-nalezy eksperymentowac aby dojsc do pewnej wiedzy która jest potrzebna na danym lowisku bo nie ma reguly, kazda woda jest inna!
He he to poco chipsy nie prosciej by bylo bekon wedzony i papryka mielona?
A tak powaznie napewno cos innego smakowo wygladem ksztaltem rybe moze zaciekawic
i efekty beda Zawsze trzeba-nalezy eksperymentowac aby dojsc do pewnej wiedzy która jest potrzebna na danym lowisku bo nie ma reguly, kazda woda jest inna!
chipsy z lepszej marki-takie w tubach mają intesywny zapach i smak pobudzający ryby niewielka ilość pół do zjedzenia a pół na ryby to jest zadawalające rozwiązanie...pozdrawiam
oczywiście miałem je zmielone w zanęcie
Mi zawsze babcia opowiadała ,że jak była mała to to u niej we wsi facet miał staw i brał zdechłe zwierzęta głównie psy i wieszał je nad wodą a potem robaki spadały do wody i zawsze było tam pełno ryb.
z tymi robakami to normalka kiedys tylko tak się je pozyskiwało bo wszystko było drogie wrzucało sie je w trociny i sprawa czysta
z tymi robakami to normalka kiedys tylko tak się je pozyskiwało bo wszystko było drogie wrzucało sie je w trociny i sprawa czysta
Jak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
ak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
A kto Ci do ust kaze brac? W zimie rozumie na lodzie by nie zamarzly to mozna w ustach potrzymac ,ale lato jak jest cieplo mozna w kieszeni przechowac
ak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
A kto Ci do ust kaze brac? W zimie rozumie na lodzie by nie zamarzly to mozna w ustach potrzymac ,ale lato jak jest cieplo mozna w kieszeni przechowac
A widzisz na te z ust lepiej biorą
mając kilkanaście lat chodziłem do rzeźni, było tam miejsce składowania odpadów, ubierałem gumiaki, chirurgiczne rękawice, załatwione od znajomej mamy ze szpitala, brałem kawał skóry świni czy cielaka i tłukłem o ścianę a potem do wiadra. Szczegółów zapachów i wyglądu pomieszczenia szczególnie latem wam oszczędzę, ale czego nie robiło się dla wyników
Byli innim co z rzezni przynosili mady za czerwona stówe to bylo troche mniej niz litr
duzy sloik plukalo sie w ludwiku i do trocin rozdzielalo sie na iles tam pudelek i do
starej lodówki w piwnicy Byli to czasy i ryby byly inne?
wczoraj byłem na rzece Warta posiedziałem 3godz i nic po czym około18 spojrzałem pod nogi a tu pijawki wychodzą z ziemi wziołem taką na haczyk i honor uratowany 1szt złowina szkoda że nie za duża
ak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
A kto Ci do ust kaze brac? W zimie rozumie na lodzie by nie zamarzly to mozna w ustach potrzymac ,ale lato jak jest cieplo mozna w kieszeni przechowac
z ryb też piękne pinki wychodziły bo mięso surowe to już większe robale a przy tym jaka woń takie popsute mięso pamiętam głowy krowie zgniłe wrzucano na węgorze
ak pamiętam zawsze białego miałem z rybich głów wrzucałem je do wiadra zamykałem kilka much i po sprawie, a z psa a fuj do ust bym nie wziął
A kto Ci do ust kaze brac? W zimie rozumie na lodzie by nie zamarzly to mozna w ustach potrzymac ,ale lato jak jest cieplo mozna w kieszeni przechowac
z ryb też piękne pinki wychodziły bo mięso surowe to już większe robale a przy tym jaka woń takie popsute mięso pamiętam głowy krowie zgniłe wrzucano na węgorze
I pewnie węgorze z jeziora wyłaziły przekąsic grochem jak padliny się obżarły? HA ha ha.Najlepsza pożywka dla larw muchy plujki to serca wieprzowe.
CześćSłodkim grochem:-)Siali na rzekami słodki groszek a jak dojrzał to węgorze "szły" się najeść grochu - w tym czasie cichutko wysypywano suchy piach pomiędzy rzeką a grochem i węgorze już nie mogły wrócić do rzeki bo grzęzły w tym piachu to je cap ;-)JK
Nam to kiedys za baitla opowiadano i wierzylismy w to dzis jest internet
mlodzi nie korzystaja z opowiesci starszych nie koniecznie wedkarzy ale "bajarzy"
CześćSłodkim grochem:-)Siali na rzekami słodki groszek a jak dojrzał to węgorze "szły" się najeść grochu - w tym czasie cichutko wysypywano suchy piach pomiędzy rzeką a grochem i węgorze już nie mogły wrócić do rzeki bo grzęzły w tym piachu to je cap ;-)JK
Cześc.HA ha ha.Znam opowieści o węgorzach które mleko krową z wymion wysysają.Chyba zamiast browarka będę mleko zabierał,może jakaś "glizda" spragniona wyjdzie z wody by zajumac mi mleczko.;-)))Słyszałem różne historyjki na temat tej ryby,ponoc żaby zżerane są gdy śpią a węgorz wyłazi z wody i opycha się tymi płazami.Są świadkowie którzy widzieli ślady na brzegu zostawione po tych obślizgłych rybach. ;-))) gośc nawet w bęben od pralki napchał mięsa mielonego i wtarabanił to do wody.Niektórzy ludzie są niesamowicie poje..........
Nam to kiedys za baitla opowiadano i wierzylismy w to dzis jest internet
mlodzi nie korzystaja z opowiesci starszych nie koniecznie wedkarzy ale "bajarzy"
CześćJak widzisz kiedyś nawet węgorza złowić było łatwiej :-) Nikt nie zakładał tematu " Sezon na węgorza " - chciałeś to brałeś kije, rosówki, uklejki i szedłeś na noc na węgorza. Teraz jak ktoś by się uparł i napisał, że sezon na te ryby rozpoczyna się w lipcu to pewnie większość ( oprócz starych wyjadaczy ) by uwierzyła ;-)JK
a zeby łowic raki siadałem na brzegu wkładałem nogi do wody i po kilku minutach raptownie do góry całe łydki miałem w siniakach, ale raki pyszne, tylko uciekałem z domu jak matka do wody wrzucała
a zeby łowic raki siadałem na brzegu wkładałem nogi do wody i po kilku minutach raptownie do góry całe łydki miałem w siniakach, ale raki pyszne, tylko uciekałem z domu jak matka do wody wrzucała
dobre te raczki tylko za mocno piszczą przy gotowaniu no i czuć muł ale dobry kucharz przyprawami zmieni to w delicje<kiedys w Lubotyniu tak biwakowaliśmy codziennie wieczorem akcja rak>
i jak tam rybki obudziły sie już w waszych rejonach bo u nas sa ospałe KOŁO
w niedziele rano około 3 jakby jaki zawody na dzierawach<KOŁO> tyle wędkarzy nad wodą niestety byłem na zawodach i dopiero po południu podskoczyłem na rekonesans i jak zwykle tylko okonie mi w łapy padaja a czekam na inne rybki takie jaki łapią koledzy zwłaszcza ten pan niebieskim motorkiem siedzi obok i po kilo ciągnie
wczoraj na rzece Warta kolega obok mnie złapał 3,5kg sumika a ja jak zwykle mizernego okonia
A CO TAM U WAS SŁYCHAĆ
Lubisz sobie popisać,
a zeby łowic raki siadałem na brzegu wkładałem nogi do wody i po kilku minutach raptownie do góry całe łydki miałem w siniakach, ale raki pyszne, tylko uciekałem z domu jak matka do wody wrzucała
Raki są wyśmienite.Ryby też uwielbiają ten przysmak.Mój ojciec który mnie nauczył łowic na te skorupiaki ma patent na lina używając mięsa raków.Albowiem podgrzewa mięso zapalniczką by troszkę się ścięło,wtedy nie spada z haczyka,może "przypalanka" wabi bardziej te ryby? Bo jak mnie namówi na łowienie lina,co bardzo lubię,to dostaję lekcję od mistrza.Ale na spinning nie ma szans. ;-)
wreszcie zaczeło sie moje eldorado ...linek 3.2kg pękł mój rekord
każdego spotkanego wędkarza pytam i jak coś bierze z zadowoleniem pokazują mi ryby wielkości dłoni ...ide dalej i jak coś bierze ? nic nawet nie drgnie ?!? zastanowienie siadam obok po około2 godz kolega się zbiera wykłada pokaźne leszczyki i odjeżdża
moje spostrzeżenia są takie że dobry wędkarz boi sie pochwalić rybami bo mu zaraz jakiś >gap< usiądzie na jego miejscu i ryby zestresuje tak że przyzwyczajenie ich na nowo do swojej zanęty zabierze kilka dni codziennego nęcenia.tak też jest z moim ojcem raz sie pochwalił zdobyczą to później ścigał się z innymi o swoje własnoręcznie założone stanowisko tzw emeryta hobbysty <łapie i wypuszcza> a jeszcze kilkanaście lat temu każda sztuka się liczyła teraz przynosi tylko okazy którymi warto się pochwalić ostatnia sztuka to dwa leszczyki 1.5kg i 1.2kg a domena jego mało wrzucić ---dużo wyciągnąć
ciągle mnie zaskakuje jedzie z wędką i małym słoikiem a wraca z taką.....rybą.ale to lata doświadczeń
Zgadzam się. pamietam jak dziś mialem z 10 lat, z moim dziadkiem chodziliśmy na Wkrę w Glinojecku. Siedzimy na starorzeczu łowimy płocie, okonie ale takie po 20. 30 cm. Na zwykle leszczynówki. A zaneta ??, Zwykla pszenica. Gotowana i biale zwykle robaki., Na przeciw nas Warszaiwak :)) teleskopy, kolowrotki och i ach :)) i nic. Mało go szlag nie trafil. Taka przyneta, taka zaneta, nic. a my spokoj i co chwila rybka :)) ubaw byl mowie wam :))Pozdrawiam.P.S. Co doswiadczenie to doswiadczenie :)