Młody Karpiarzu Czy moja wypowiedź jest prowokacyjna dlatego, ze się z Tobą i kilkoma innymi kolegami nie zgadzam? Czy może dlatego, że nie zrozumiałeś mojego poprzedniego wpisu, w którym nikogo nie obrażałem? Moim zdaniem Twoja wypowiedź w której mianujesz mnie szkodnikiem jest prowokująca.
Chyba nie wiesz co piszesz, albo raczej - nie myślisz.
Coraz więcej.
Zwolenników "catch and release" zdecydowanie przybyło w ostatnich latach, nie trzeba być socjologiem, żeby zauważyć, że jest to jeden z zachodnich modeli stylu życia (w tym wypadku dokładniej: podejścia do wędkarstwa), które się upowszechniają w naszym społeczeństwie. Oczywistym jest, że w latach "70, "80 mało kto wpuszczał ryby, a i w latach "90 zdecydowanie mniej niż dziś.
Czasami przybiera to formy zabawne. Ostatnio nad moim zalewem siedziałem za karpiem i spotkałem ojca znajomego mi wędkarza (już dziadek). Kim jest wydedukowałem z rozmowy - on nie wiedział, że znałem jego syna. Byłem dla niego po prostu nieznajomym, którego zapoznał na rybach; ot, jednym z wielu. Z wyraźną nutką wyższości wypowiadał się o wędkarzach, którzy zabierają ryby do domu - on nie. Przy tym przechwalał się sprzętem i sukcesami. A ryby, które złowił? 2 jazie po 35-38 cm. Wcisnął mi je, mimo, że wzdragałem się, sugerowałem, żeby wpuścił. Ale bardzo namawiał. Traktował je z taką samą pogardą jak "wędkarzy-mięsiarzy" rzucając niedbale na trawę. Nie chcąc być niemiłym wziąłem i żeby starszego pana nie urazić wypuściłem jazie jak poszedł do domu. Zauważyłem, że traktował je z taką samą pogardą jak "wędkarzy-mięsiarzy" rzucając niedbale na trawę. Pozostawiam bez komentarza.
Wszystko fajnie, tylko radzę opanować technikę trzymania takiej ryby. Upadek nawet z niewielkiej wysokości może spowodować obrażenia śmiertelne dla niej. A widzę, że kolega nie bardzo sobie radzi z rzucającą się rybą. Gratuluje sukcesu i podejścia do tematu no kill.
Wichrzyciel - warchoł, mąciwoda, podżegacz, burzyciel, awanturnik, kłótnik, pieniacz, piekielnik, rozrabiacz, rozrabiaka, zadziora, prowokator, podjudzacz, judziciel, prowodyr, demagog, kret, destruktor, niszczyciel.
Na jakiej podstawie mnie tak oceniasz?
Młody Karpiarzu
Czy moja wypowiedź jest prowokacyjna dlatego, ze się z Tobą i kilkoma innymi kolegami nie zgadzam? Czy może dlatego, że nie zrozumiałeś mojego poprzedniego wpisu, w którym nikogo nie obrażałem?
Moim zdaniem Twoja wypowiedź w której mianujesz mnie szkodnikiem jest prowokująca.
Do:
sympatyczny-ent
Coraz mniej ludzi wpuszcza ryby?
Chyba nie wiesz co piszesz, albo raczej - nie myślisz.
Coraz więcej.
Zwolenników "catch and release" zdecydowanie przybyło w ostatnich latach, nie trzeba być socjologiem, żeby zauważyć, że jest to jeden z zachodnich modeli stylu życia (w tym wypadku dokładniej: podejścia do wędkarstwa), które się upowszechniają w naszym społeczeństwie. Oczywistym jest, że w latach "70, "80 mało kto wpuszczał ryby, a i w latach "90 zdecydowanie mniej niż dziś.
Czasami przybiera to formy zabawne. Ostatnio nad moim zalewem siedziałem za karpiem i spotkałem ojca znajomego mi wędkarza (już dziadek). Kim jest wydedukowałem z rozmowy - on nie wiedział, że znałem jego syna. Byłem dla niego po prostu nieznajomym, którego zapoznał na rybach; ot, jednym z wielu. Z wyraźną nutką wyższości wypowiadał się o wędkarzach, którzy zabierają ryby do domu - on nie. Przy tym przechwalał się sprzętem i sukcesami. A ryby, które złowił? 2 jazie po 35-38 cm. Wcisnął mi je, mimo, że wzdragałem się, sugerowałem, żeby wpuścił. Ale bardzo namawiał. Traktował je z taką samą pogardą jak "wędkarzy-mięsiarzy" rzucając niedbale na trawę. Nie chcąc być niemiłym wziąłem i żeby starszego pana nie urazić wypuściłem jazie jak poszedł do domu. Zauważyłem, że traktował je z taką samą pogardą jak "wędkarzy-mięsiarzy" rzucając niedbale na trawę. Pozostawiam bez komentarza.
Wszystko fajnie, tylko radzę opanować technikę trzymania takiej ryby.
Upadek nawet z niewielkiej wysokości może spowodować obrażenia śmiertelne dla niej.
A widzę, że kolega nie bardzo sobie radzi z rzucającą się rybą.
Gratuluje sukcesu i podejścia do tematu no kill.