Witam. Temat o wypuszczaniu złowionych ryb (bądź ich zabieraniu) był już wałkowany kilkakrotnie. Przyznam, że nie jestem fanatykiem C&R (chociaż nie wiem czemu nie używać Z i W) ale też nie zabieram każdej złowionej przez siebie ryby. Jednak wczoraj po obejrzeniu w TV Trwam programu z serii "Z wędką nad wodę" dostałem niezłej nerwicy. Pokazywano reportaż z zawodów w wędkarstwie podlodowym w Olsztynie (cykl Grad Prix Polski). Udział wzięła "śmietanka" wędkarzy, mistrzowie, reprezentanci kadry itp. Panowie biegali od dziury do dziury i łowili. W ich ręce a później przytroczone do pasa torebeczki trafiały głównie płoteczki i to takie góra 15cm. Jeden z sędziów powiedział, że trafił się okonek. Po skończonym łowieniu ważenie zbitych w zmarzniętą masę, zapakowanych w foliową torebkę "zdobyczy". Stwierdzono, że niezbyt się udała pogoda i zawody, bo najlepsi złapali coś ponad 2 kilo ryb, a tymczasem podczas treningów to średnia tyle wynosiła. Zawody trwały 2 dni, do tego 2 treningi (do tego jeszcze 2 inne terminy). Powiedzmy, że udział brało 40 zawodników, z których każdy średnio złapał każdego dnia 2 kilo. Czyli jeden uśmiercił ot tak sobie 8 kg rybek. Pytam jaki w tym sens ? Dla medali, wyróżnień, nagród. Tyle się mówi o ochronie ryb, pewnie niektórzy z tych zawodników wypowiadają się na łamach prasy wędkarskiej, udzielają porad a przy okazji KRZYCZĄ: wypuszczajmy to co złapiemy. A sami co? Brak słów. Nigdy nie zdarzyło mi się zabrać takiej "zdobyczy" do siatki a co dopiero zapakować w folię i zapewne wyrzucić do kosza (chociaż może niektórzy mieli koty, albo mrozili je na fileciki na szczupaka). Także można ustalać limity, okresy ochronne itd, tylko po co. Myśliwi na zawodach strzelają do tarcz, bądź makiet. No ale co to za frajda celować mormyszką do przerębla o szerokości 15cm np. z 10 metrów.
Zawody wędkarskie musza się odbywać na rybach (to jednak nie myślistwo;) a to czy na żywej rybie czy zostanie ona zabita zależy od paru rzeczy. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby na zawodach podlodowych wypuszczać ryby. Niby jakby się to miało odbywać??? przy każdym zawodniku sędzia??? to i tak by nie zdało egzaminu. Ryba wyciągnięta z lodowatej wody na lód, następnie wzięta w łapę a potem wypuszczona doznaje takiego szoku (zwłaszcza mała rybka), że jej przyszłość będzie delikatnie mówiąc mało świetlana...Inne zawody oczywiście jak najbardziej mogą (i powinny odbywać się na żywej rybie)
Wiem, że to nie myślistwo, ale po jakiego diabła zabijać tyle ryb (nawet jeśli to tylko płotka). Niech poczekają do wiosny i wtedy łowią. Koniec świata nie nastanie jak nie będzie mistrza w łowieniu podlodowym. Napisałem ten wątek w odniesieniu do C&R. Niech ktoś nazywający innych mięsiarzem patrzy sam na to co robi. A założę sie, że wielu tam takich było.
Widziałem tą wczorajszą relację z zawodów . Fakt , Kolega @Rudi ma rację , wszystko było dobrze dopóki nie zaczęło się ważenie . Te rekalmówki z rybami wyglądały ohydnie i bardzo nieprofesjonalnie . Właśnie dlatego nie przepadam za takimi imprezami , mam nadzieję , że te zabite ryby albo raczej RYBKI ktoś zjadł ze smakiem i ich śmierć nie poszła na marne .
Nie mam pojęcia jak rozwiązać taki problem na zawodach podlodowych ?
Może jak je zmielili razem głowami i tymi reklamówkami to mieli po 2 kilo klopsików do oblewania zapewne wspaniałych nagród. Żeby to chociaż były skarłowaciałe leszczyki albo sumiki, ale płotek jednak żal. Daliby im dorosnąć do przynajmniej 25 cm
Po to się trąbi o ochronę i limity ryb aby jacyś tam mogli pokazać się nad wodą i popisać się wynikami w łapani ryb . A czy zdechną czy je wypuszczą to jest nie ważne. Liczy się tylko reklama sprzętu i pokazanie się w gronie tych "najlepszych"
Tak być nie może!!! Panowie!!!!! Czystej rasy MASAKRA i RZEŹ w świetle prawa i RAPR, chociaż te woreczki z rybami i RAPR, tu bym polemizował................ Etyka.... śmiechu warte. Organizatorzy tego kretynizmu wędkarskiego- PAŁA NA SZYNACH!!!!!!! Potem pierwsi będziecie drzeć japy, że ryb nie ma! Żenuła....
Takie zawody to nie zawody tylko zemsta na rybach bo ani wypuścić gdyż padną a zabrać nie ma kto bo oni preferują C&R i jak to nazwać ,myślę że zwyczajnie ;rzeź.U mnie na zbiorniku nigdy nie organizowano zawodów pod lodowych bo jakaś mała mądra główka zapytała ;a co wy potem z rybami zrobicie? I tu zaczęła się dyskusja którą szybko zakończył prezes koła gdyż powiedział kategorycznie NIE BĘDZIE ŻADNYCH ZAWODÓW POD LODOWYCH i na tym był koniec więc tylko ci co łowią pod lodem wysiadują miejsca.Pozdrawiam.
W takim razie brawa dla prezesa. Może gdyby więcej tak myślało to zamiast na nagrody w zawodach kasa szłaby na zarybienia. A nagrody bywają cenne. No i powątpiewam żeby pochodziły tylko i wyłącznie od sponsorów.
Czytając przedmówców mam wrażenie, że nigdy nie łowili z lodu czy też nie brali udziału w zawodach podlodowych. łowienie z lodu jest specyficzna metodą i z przyczyn oczywistych brak jest możliwości przetrzymania ryb żywych do końca zawodów. Woreczki foliowe są po to by ryby nie były zabrudzone śniegiem czy lodem podczas ważenia gdyż za to są punkty ujemne. Nie ma co się tu rozczulać to są zawody podlodowe i tak będzie póki będą takie rozgrywane czy to u nas w kraju czy też za granicą. Myślicie, że jest inaczej w innych krajach gdzie są rozgrywane takie zawody. Zapewne wielu z tu piszących startuje w różnego rodzaju zawodach łowi podczas tych zawodów ryby i jestem przekonany, ze nie wszystkie ryby wracają z powrotem do wody. Moim zdaniem te gadanie o wypuszczaniu wszystkich złowionych przez siebie ryb jest tylko podlizywaniem się innym, pisanie jakim się jest entuzjastą idei "Złów i Wypuść", a z drugiej strony w realnym życiu branie troszkę za krótkiej ryby, przymykanie oczu na kłusownictwo itd.. Przeglądając fora wędkarskie można by pomyśleć, że w Polsce wszyscy ryby wypuszczają więc powinno być ich w naszych wodach potężne ilości co niestety tak nie jest, więc kto te ryby zabiera? wydry czy wędkarze czekający z wypiekami na twarzy na informacje gdzie akurat bierze dobrze ryba, gdzie akurat zarybili kilowymi szczupakami czy karpiami. Widzę na kutrach jak przyjeżdżają na nasze morze na dorsze, choć jest limit siedmiu sztuk nikt tego nie przestrzega. Widziałem wędkarzy, którzy przyjeżdżają z 100 litrowymi beczkami na dorsze, mówili że nie opłaca się im przyjeżdżać np. z katowickiego po siedem dorszy, przecież wyprawa musi się zwrócić. Może odbiegłem od tematu zawodów podlodowych, które tak zawzięcie krytykujecie a z drugiej strony próbujecie naginać prawo tylko dlatego bo się wam nie podoba lub uznajecie w/g was za głupie. Ile tu roztrząsacie się nad rejestrami połowów choć wiadomo że trzeba je wypełniać twierdzicie, że jest to niepotrzebne i głupie. Tak na zakończenie napisze tylko że nie jestem fanatycznym zwolennikiem idei "Złów i Wypuść" , to większość ryb złowionych przez siebie ryb wypuszczam choć nie wszystkie. Bardzo mi smakuje okoń czy sandacz więc jak złowię czasem zabiorę do domu, nie ma nic lepszego niż filety z okoni ponad 25 cm w dodatku przez siebie złowionych. I nie interesuje mnie to czy komuś się to podoba czy nie, że zjem złowionego przez siebie sandacza
Ja też nie wypuszczam wszystkich ryb i czasem lubię zjeść rybkę. I nie pisałem o wędkarstwie podlodowym (kiedyś łowiłem tą metodą), tylko konkretnie o tych zawodach i o tym co się tam działo. Rozumiem, że jakby brały im tylko niewymiarowe szczupaczki to też popierałbyś takie zawody. A że nie wrócą do wody to trudno, bo jak napisał jeden z kolegów powyżej: ryba wymęczona, wzięta w ręce i wychłodzona na lodzie (czyli ma marne szanse na przeżycie).
Chyba jednak JEST nad czym się rozczulać, bo na zawodach podlodowych ginie 100% złowionych kilogramów ryb! 100%, a na zawodach na otwartej wodzie w najgorszym wypadku powiedzmy 50-65%. Kiedy strażnicy zlikwidują sieć kłusowników, uwalniając z niej 120 kilo ryb, to wiwaty i pochwały nie mają końca, sami strażnicy czują satysfakcję i dumę z przywrócenia wodzie tylu ryb. Na zawodach podlodowych te 120 kilo ryb zdycha w świetle prawa wędkarskiego, przy wiwatach, pochwałach i pucharach. Ma to sens? I nie porównuj kolego zawodów w naszym kraju, do zawodów innych krajów, bo ochrona i ilość ryb w innych krajach, to inna bajka. U nas zaostrza się limity wymiarów, okresów, ilościowe, robi rejestry, walczy o zarybienia nawet po parę kilo narybku, a przychodzi zima, lód i jebuuuuuut po stokilkadziesiąt kilo ryb szlak trafia, bo Rychu chce wiedzieć, czy jest lepszy od Zdzicha.
Chyba jednak JEST nad czym się rozczulać, bo na zawodach podlodowych
ginie 100% złowionych kilogramów ryb! 100%, a na zawodach na otwartej
wodzie w najgorszym wypadku powiedzmy 50-65%. Kiedy strażnicy zlikwidują
sieć kłusowników, uwalniając z niej 120 kilo ryb, to wiwaty i pochwały
nie mają końca, sami strażnicy czują satysfakcję
i dumę z przywrócenia wodzie tylu ryb. Na zawodach podlodowych te 120
kilo ryb zdycha w świetle prawa wędkarskiego, przy wiwatach, pochwałach i
pucharach. Ma to sens? I nie porównuj kolego zawodów w naszym kraju, do
zawodów innych krajów, bo ochrona i ilość ryb w innych krajach, to inna
bajka. U nas zaostrza się limity wymiarów, okresów, ilościowe, robi
rejestry, walczy o zarybienia nawet po parę kilo narybku, a przychodzi
zima, lód i jebuuuuuut po stokilkadziesiąt kilo ryb szlak trafia, bo
Rychu chce wiedzieć, czy jest lepszy od Zdzicha.
zgadzam się w 100% z kolegą Maciejem PS.to zdjęcie lepsze pozdrawiam
Nigdy nie bralem i nie zamierzam brac udzialu w tego typu zawodach. Uwazam to z totalny kretynizm,zabijanie malych rybek. Znam rozwiazanie problemu- musi byc jakas minimalna dlugosc ryby,zeby mogli ja wlozyc do tej reklamowki. Czasem lapia takie malenstwa,ze ledwo widac. Problem jest o wiele szerszy,zawody w krorych przetrzymuje sie zlowione ryby i pozniej wypuszcza. Po tylu godzinach i co najwazniejsze wazeniu tych ryb, sa w takiej kondycji...
Uwazam,ze ci,ktorzy sa odpowiedzialni za taki stan rzeczy to po prostu PÓŁINTELIGENCI, SKLONOWANE OWCE. Brak slow
Zabieram do zjedzenia ryby ale zdarza sie to jedynie w przypadku drapieznej rybki,wyjatek stanowi karas.
Pozdrawiam emerytow i rencistow i wszystkich tych co slecza godzinami na lodzie zabierajac kazda rybke- jak twierdza na klopsy albo dla kota. Nie da sie edukowac, trzeba poczekac, z niepokojem na nastepne pokolenie...
Myśliwi też nie są tacy święci .Słyszałem że pare lat temu za lisa myśliwy mógł dostać pół pensji teraz się nie opłaca (brak rynku zbytu) i z polowania zakopują.To takie fer????
Czytając przedmówców mam wrażenie, że nigdy nie łowili z lodu czy też nie brali udziału w zawodach podlodowych. łowienie z lodu jest specyficzna metodą i z przyczyn oczywistych brak jest możliwości przetrzymania ryb żywych do końca zawodów. Woreczki foliowe są po to by ryby nie były zabrudzone śniegiem czy lodem podczas ważenia gdyż za to są punkty ujemne. Nie ma co się tu rozczulać to są zawody podlodowe i tak będzie póki będą takie rozgrywane czy to u nas w kraju czy też za granicą. Myślicie, że jest inaczej w innych krajach gdzie są rozgrywane takie zawody. Zapewne wielu z tu piszących startuje w różnego rodzaju zawodach łowi podczas tych zawodów ryby i jestem przekonany, ze nie wszystkie ryby wracają z powrotem do wody. Moim zdaniem te gadanie o wypuszczaniu wszystkich złowionych przez siebie ryb jest tylko podlizywaniem się innym, pisanie jakim się jest entuzjastą idei "Złów i Wypuść", a z drugiej strony w realnym życiu branie troszkę za krótkiej ryby, przymykanie oczu na kłusownictwo itd.. Przeglądając fora wędkarskie można by pomyśleć, że w Polsce wszyscy ryby wypuszczają więc powinno być ich w naszych wodach potężne ilości co niestety tak nie jest, więc kto te ryby zabiera? wydry czy wędkarze czekający z wypiekami na twarzy na informacje gdzie akurat bierze dobrze ryba, gdzie akurat zarybili kilowymi szczupakami czy karpiami. Widzę na kutrach jak przyjeżdżają na nasze morze na dorsze, choć jest limit siedmiu sztuk nikt tego nie przestrzega. Widziałem wędkarzy, którzy przyjeżdżają z 100 litrowymi beczkami na dorsze, mówili że nie opłaca się im przyjeżdżać np. z katowickiego po siedem dorszy, przecież wyprawa musi się zwrócić. Może odbiegłem od tematu zawodów podlodowych, które tak zawzięcie krytykujecie a z drugiej strony próbujecie naginać prawo tylko dlatego bo się wam nie podoba lub uznajecie w/g was za głupie. Ile tu roztrząsacie się nad rejestrami połowów choć wiadomo że trzeba je wypełniać twierdzicie, że jest to niepotrzebne i głupie. Tak na zakończenie napisze tylko że nie jestem fanatycznym zwolennikiem idei "Złów i Wypuść" , to większość ryb złowionych przez siebie ryb wypuszczam choć nie wszystkie. Bardzo mi smakuje okoń czy sandacz więc jak złowię czasem zabiorę do domu, nie ma nic lepszego niż filety z okoni ponad 25 cm w dodatku przez siebie złowionych. I nie interesuje mnie to czy komuś się to podoba czy nie, że zjem złowionego przez siebie sandacza
pozdrawiam
Super! popieram kolegę w całej rozciągłości. Tak jak pisałem już kiedyś w jakimś poście - od co najmniej 2 lat nie widziałem aby jakiś wędkarz łowiący niedaleko mnie (Wisłoka, Ropa, Jasiołka, Solina) wypuścił jakąkolwiek rybkę:) Też myślę, że "złów i wypuść" funkcjonuję tylko na forach internetowych, bo każdy boi się podpaść wśród wędkarskiej braci. Nie ma co się napinać, jacy to jesteśmy wszyscy "no kill". Ja bardzo lubię jeść ryby przez siebie złowione (bo po kiego grzyba mam kupować filety w sklepach, w których tyle syfu, że strach do ust brać). Oczywiście nie zawsze zabieram ryby bo i po co??? Po co mi np 5 kg okoni, jak mogę sobie zabrać kilka sztuk? Po co mi np 2 szczupaki łowione co dzień przez tydzień??? mogę sobie wziąć jednego raz i mi starczy na długo. Bez przesadyzmu Panowie...
Można zabierać, owszem, sam nieraz zabieram CZĘŚĆ połowu, ale w takich zawodach biorą też udział NOOKILLOWCY, z musu zabijający wszystko co złowią. O to tu chodzi. Zabić można, pewnie, ale żeby zjeść, a nie rywalizować. Zawody podlodowe- Kto więcej złowi, czyli KTO WIĘCEJ ZABIJE.
I właśnie o to kolego Mastiff mi chodziło. No ale nie wszyscy czytają ze zrozumieniem. Przecież zaznaczyłem, że nie jestem fanatykiem c&r ani pseudo "no kilowcem". Czasem zabiorę rybkę, szczególnie dobrą. Ale po co uśmiercać wszystko co się złowi. A co do myśliwych to niech trenują na lisach, bo za niedługo tak jak i ryb nie będzie ani zajęcy ani kuropatw.
Dlatego płoć nie ma miary,bo co koledzy łowili by na zawodach.Łowienie pod lodowe jest zajebistą alternatywą przetrzymania zimy.Dość szybko wciąga mimo często niesprzyjających warunków pogodowych.Jeśli chodzi o zawody z tym związane ,dla mnie osobiście sensu to żadnego nie ma.Nie wiem kto to wymyślił ,lecz stanowczo powinien być zakaz ,jeśli ryby łowione z góry skazane są na śmierć.Przykre jest to tym bardziej że prawie każda z tych rybek jest nabita ikrą,chyba że łowiony jest narybek zeszłoroczny .Zawody letnie to inna bajka.Rybka wraca do wody ,w lepszej lub gorszej kondycji ale wraca.Szkoda tych rybek ....Łowienie pod lodowe tak,zabieranie ryb(miarowe), bo akurat chętnie zjem na kolacje tak,zabijanie na zawodach dla pokazania sie, że więcej moge wytłuc w pare godzin od kolegi NIE.....
OK, każdy ma swoje zdanie i sumienie i prawo wyboru.
Chodzi tylko o to by nie wpadać w skarjności i piętnować coś co jest zgodne z prawem......bo inaczej dojdzie do tego, że zostaną zakazane zimowe zawody, potem zimowe połowy a na końcu w ogóle wchodzenie na lód!Bez znaczenia czy z wędką czy z łyżwami ;-)
Ja popieram te głosy, które podważają sens organizacji zawodów, podczas których bezpowrotnie giną setki, a nawet tysiące małych rybiątek. Tak jest nie tylko na zawodach z lodu. Także tzw. spławikowe najczęściej wygrywają ci, którzy wyrwali z wody setki uklei !
Coż to za sport, w którym wymienia się życie tysięcy rybek ( podczas jednych zawodów ), na dyplomy i puchary !!! Co to ma wspólnego z etyką wędkarską !!!
Na ostatnich zawodach o GPX i Mistrzostwo Okręgu Mazowieckiego, które odbyły się na Mazurach, wszyscy ( ponad setka ) tzw. zawodników było uzbrojonych w bałałajki z żyłeczkami 0,05 - 0,08 i delikatne kiwoczki. Targali maleńkie jazgarzyki, płoteczki ( najczęściej 4-10 cm ). Ryby większe ( ok.20 cm ) często rwały te zestawy.
Oczywiście były tytuły, dyplomy i pucharki.
Dla mnie to kompromitacja wędkarstwa. Na wszystkich zawodach powinny być dolne limity w każdym gatunku. Zwycięzca zamiast kilkuset rybiątek złowiłby np. 5-10 sztuk mających tę samą wagę. A to, że wielu nic by do wagi nie przyniosło..? No cóż, takie są uroki sportu, szczęścia i rywalizacji.
W moim Kole na zawodach towarzyskich ta masakra jest od jakiegoś czasu niedozwolona. Wystąpiliśmy do ZOM, aby i w imrezach rangi mistrzowskiej także można byłoby stosować dolne limity w poszczególnych gatunkach we wszelkich zawodach.
Jak byśmy wszędzie doszukiwali się głębokiego.... sensu przeplatanego wrażliwością to należało by zmienić hobby.
"Zabić można, pewnie, ale żeby zjeść, a nie rywalizować" - a zadawać cierpienie dla swojej przyjemności pt. wędkowanie-wypoczynek na łonie przyrody.
"Żeby to chociaż były skarłowaciałe leszczyki albo sumiki, ale płotek jednak żal. Daliby im dorosnąć do przynajmniej 25 cm" - co to zmienia ....? jeden dla lepszego samopoczucia musi złowić worek leszczy inny cieszy się z płoteczki ,jazgra może dla pucharu i rywalizacji ale wiadomo po co.
Widze często gości trzyma w siatce parę ryb zgodnie RAPR ale co z nimi zrobi nie wie
-wrażenia na żonie i kolegach nie zrobi ,pateli szkoda brudzić ,dla kota za dużo dla sąsiada za mało itp. chcąc nie chcąc po paru dniach lądują w koszu.
Jak byśmy wszędzie doszukiwali się głębokiego.... sensu przeplatanego wrażliwością to należało by zmienić hobby.
"Zabić można, pewnie, ale żeby zjeść, a nie rywalizować" - a zadawać cierpienie dla swojej przyjemności pt. wędkowanie-wypoczynek na łonie przyrody.
"Żeby to chociaż były skarłowaciałe leszczyki albo sumiki, ale płotek jednak żal. Daliby im dorosnąć do przynajmniej 25 cm" - co to zmienia ....? jeden dla lepszego samopoczucia musi złowić worek leszczy inny cieszy się z płoteczki ,jazgra może dla pucharu i rywalizacji ale wiadomo po co.
Widze często gości trzyma w siatce parę ryb zgodnie RAPR ale co z nimi zrobi nie wie
-wrażenia na żonie i kolegach nie zrobi ,pateli szkoda brudzić ,dla kota za dużo dla sąsiada za mało itp. chcąc nie chcąc po paru dniach lądują w koszu.
Już jestem w domu... Kolega łowi zawodniczo, więc się nie dziwię stanowisku "prozawodowemu". Jedni zabijają dla smaku rybiego mięsa, a inni dla kolejnego złomu pt. "Puchar" na półce. To ja jednak zostanę przy swoim zabijaniu kilku ryb dla przyjemności zjedzenia, zamiast kilku, kilkunastu kilogramów dla krążka na szyję i kufla na półkę. Poza tym, nie porównywałbym przyjemności ze zjedzenia i zaspokojenia głodu i apetytu na rybę, do zaspokojenia chęci posiadania kolejnej nagrody i splendoru. Dwie odrębne sprawy i rozmiary zjawiska i szkodliwości. Owszem, winszuję wszystkim, którzy wygrywają rywalizację, ale NA ŻYWEJ RYBIE, chyba, że łowi i zabierze w celu zjedzenia z rodzinką, a nie TYLKO dla splendoru i tytułu.
Jestem swiezo po lekturze artykułu o sumach łowionych w Sekwanie. Napisał go kolega, który jako wedkarz dojrzewa i staje się człowiekiem swiadomym skutków swojego działania.
W pełni popieram Kol. Zbig.
Też uważam że sport wedkarski to barbarzyńswo. Nie ma w nim żadnej łącznosci z naturą. Nie ma też tej pierwotnej zyłki łowcy, która choć troche usprawiedliwia demonstrowanie ludzkiej przewagi nad innym stworzeniem.
Przychodzi mi na myśl organizowanie wśród mysliwych zawodów polegajacych na strzelaniu do zwierzyny łownej z gumowych kól. Ot tak dla sportu......
Kol Zwir niektórzy nasi cywilzowani sasiedzi już dawno doszli do wniosku że nalezy okresowo zamykać całkowicie łowiska.
Jetem tego samego zdania że łowiska rozsądnych włascicieli lub zarządców powinny byc zamkniete np. na okres zimowy. Niech te ryby odpoczną od kohort żadnych miesa lub "sportu" wedkarzy. Przyrodzie nalezą sie choc okresowe wakacje :-)
A ja zostane przy łowieniu dla "posiadania kolejnej nagrody i splendoru" nie łowie w zime i śmiem twierdzić że 98% moich ryb wraca w dobrej kondycji do wody.
Suma sumarum , może powody są przyziemne i płytkie ale dla ryb to i tak mniejsze zło .
Kol zwir73 - czy to, że nie podoba mi się męczenie prawie że narybku to skrajność. Jak złowię małą rybę, czy taką której nie chcę zabrać to nie trzymam jej w siatce i nie zastanawiam się co z nią zrobić tylko wypuszczam. Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram. I nie jestem za zakazem łowienia w zimie, żeby nie było. Tylko skoro łowimy to z głową. I szkoda, że płoć nie ma wymiaru ochronnego. A co do lisków to uważam, że są be (można je już spotkać na śmietnikach w miastach). W naturze musi być równowaga - zbyt dużo drapieżnika to brak innej zwierzyny, zbyt mało roślinożerców to i drapieżnikom szkodzi. Tak samo jest w wodzie.
Kol zwir73 - czy to, że nie podoba mi się męczenie prawie że narybku to skrajność. Jak złowię małą rybę, czy taką której nie chcę zabrać to nie trzymam jej w siatce i nie zastanawiam się co z nią zrobić tylko wypuszczam. Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram. I nie jestem za zakazem łowienia w zimie, żeby nie było. Tylko skoro łowimy to z głową. I szkoda, że płoć nie ma wymiaru ochronnego. A co do lisków to uważam, że są be (można je już spotkać na śmietnikach w miastach). W naturze musi być równowaga - zbyt dużo drapieżnika to brak innej zwierzyny, zbyt mało roślinożerców to i drapieżnikom szkodzi. Tak samo jest w wodzie.
Obiektywnie rzecz biorąc męczenie to męczenie czy płoć 10cm czy 30 .
Zorganizowano zawody raz na X czasu, specyfika i aura nie pozwala na inne rozwiązania wyszło jak wyszło jestem przekonany że wielu wędkarzy bioracych udzał nie ma powodów do dumy ale jak by łowili kilowe płocie i zjedli wszystkie z rodziną to już by to nie było okrutne?
Poprostu jest w tym hobby wiele wad i tyle nie upatrywał bym tego że ten co łowi większe jest lepszy, bardziej etyczny itp.
Piszemy o ILOŚCI rybich trupów jenego dnia w kilka godzin i tego konsekwencjach dla zbiorników, bo ilość tego jest nieporównywalna do trupów, jakie są również konsekwencją ale sporadycznego łowienia, przez nieporównywalnie mniejszą ilość łowiących i przede wszystkim segregujących połów.
Większość wędkarzy startujacych w zawodach ma takie podejście i wypuszczają wszystko co złowią , może jakiś % ryb ucierpi ale mają swoją drugą szanse .Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą i nagle - łobuz ,drań,morderca małych ryb . Facio nie zjadł jednej ryby w sezonie a tu skrupulatne wyliczenie jakie straty w środowisku poczynił dodam że taki wyczynowiec również płaci kartę i utrzymuje nie jeden sklep.
Witam. Temat o wypuszczaniu złowionych ryb (bądź ich zabieraniu) był już wałkowany kilkakrotnie. Przyznam, że nie jestem fanatykiem C&R (chociaż nie wiem czemu nie
używać Z i W) ale też nie zabieram każdej złowionej przez siebie ryby. Jednak wczoraj po obejrzeniu w TV Trwam programu z serii "Z wędką nad wodę" dostałem niezłej nerwicy. Pokazywano reportaż z zawodów w wędkarstwie podlodowym w Olsztynie (cykl Grad Prix Polski). Udział wzięła "śmietanka" wędkarzy, mistrzowie, reprezentanci kadry itp. Panowie biegali od dziury do dziury i łowili. W ich ręce a później przytroczone do pasa torebeczki trafiały głównie płoteczki i to takie góra 15cm. Jeden z sędziów powiedział, że trafił się okonek. Po skończonym łowieniu ważenie zbitych w zmarzniętą masę, zapakowanych w foliową torebkę "zdobyczy". Stwierdzono, że niezbyt się udała pogoda i zawody, bo najlepsi złapali coś ponad 2 kilo ryb, a tymczasem podczas treningów to średnia tyle wynosiła. Zawody trwały 2 dni, do tego 2 treningi (do tego jeszcze 2 inne terminy). Powiedzmy, że udział brało 40 zawodników, z których każdy średnio złapał każdego dnia 2 kilo. Czyli jeden uśmiercił ot tak sobie 8 kg rybek. Pytam jaki w tym sens ? Dla medali, wyróżnień, nagród. Tyle się mówi o ochronie ryb, pewnie niektórzy z tych zawodników wypowiadają się na łamach prasy wędkarskiej, udzielają porad a przy okazji KRZYCZĄ: wypuszczajmy to co złapiemy. A sami co? Brak słów. Nigdy nie zdarzyło mi się zabrać takiej "zdobyczy" do siatki a co dopiero zapakować w folię i zapewne wyrzucić do kosza (chociaż może niektórzy mieli koty, albo mrozili je na fileciki na szczupaka). Także można ustalać limity, okresy ochronne itd, tylko po co. Myśliwi na zawodach strzelają do tarcz, bądź makiet. No ale co to za frajda celować mormyszką do przerębla o szerokości 15cm np. z 10 metrów.
Pytasz "jaki to ma sens?" Nie ma najmniejszego!! Wiem, że to, co teraz napiszę to utopia, ale warto KRZYCZEĆ!! Ja też KRZYCZĘ! Na wyprawach Krzyżowych tez zabijano w "imię Boga!". Vide TV Trwam! Długo trwało zanim się opamiętano. Powtarzam jak Mantrę - do wszystkiego trzeba dojrzeć! Do zawodów, a właściwie ich organizacji, formie i udziału w nich - też. Ja jeszcze nie dojrzałem (w sensie połowu) i dlatego mój udział polega(ł) na wyjazdach w gronie kolegów z mojego Koła wędkarskiego na rekreacji, nie mięsiarstwie. Nie potrafię zrozumieć tego zjawiska. Gdyby jeszcze ktoś, ten narybek przekazał np. do Domu Dziecka czy innym potrzebującym, no może bym to "strawił" ale... brak słów. "Śmietanka wędkarzy" - chichot zjawisk społecznych. Znam takich ludzi. W domu maja pieski, kotki czy rybki w akwarium i niechby jakiemuś ICH stworzeniu stała się krzywda, na ratunek wydali by majątek, aby GO ratować. A rybki na zawodach?? To nie moje (ICH). Hipokryzja!!!!
Większość wędkarzy startujacych w zawodach ma takie podejście i wypuszczają wszystko co złowią , może jakiś % ryb ucierpi ale mają swoją drugą szanse .Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą i nagle - łobuz ,drań,morderca małych ryb . Facio nie zjadł jednej ryby w sezonie a tu skrupulatne wyliczenie jakie straty w środowisku poczynił dodam że taki wyczynowiec również płaci kartę i utrzymuje nie jeden sklep.
O ZAWODACH PODLODOWYCH PISZEMY KILKUDZIESIĘCIOSOBOWYCH, A NIE O PRZYPADKU JEDNEGO, ETYCZNEGO WĘDKARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KARPIARZE TEŻ PŁACĄ KARTY I UTRZYMUJĄ SKLEPY, A NIE WALĄ KARPI NA SETKI KILOGRAMÓW NA KRETYŃSKICH ZAWODACH! No o czym Ty piszesz? Większość wędkarzy startujących w takich zawodach wypuszcza???? Pierdziele w sanki i kombinezony chyba. Powtarzam, piszemy o takich, konkretnych zawodach PODLODOWYCH, gdzie zabija się naraz najmniej kilkadziesiąt kilogramów ryb, dla pucharków. A zawody na otwartej wodzie, dają oczywiście tę możliwość, że wiele ryb jest wypuszczonych i przeżywa. Te zawody też NIE są moim zdaniem niezbędne, ale jak już, to AŻ tyle ryb nie jest zabitych. Tak jak jeden z kolegów napisał, zima powinna być okresem wakacji od zawodów dla ichtiofauny. OD ZAWODÓW!
"Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram" - a ja wypuszczam.
Nie ma to jak wyciąć coś z kontekstu. Gratuluję udanej manipulacji. Ale jakby kolega nie zrozumiał - nie noszę pełnych siat, nie zabieram centymetrowych rybek na klopsy. Ale jak mam ochotę na rybkę to wezmę i nie obdzielam sąsiadów ani rodziny. Umiar i zdrowy rozsądek to podstawa.
"Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą".
Miałem na myśli sezon -ciepłe pory roku wtedy się ryby wypuszcza.
Przypomne że nie wędkuje zima i oczywiscie mogą rybki odpoczywać mi to lottto..,ktoś powie mają ikre szkoda fakt , pózniej tarło nie przeszkadzać mądrze to ustalmy sezon sierpień wrzesień bo pózniej już zbieraja ikre .
Jak ktoś chce być wzorem cnót to nie w wędkarstwie , nie da sie, chyba że na forum.
Zorganizowana grupa w jednym miejscu robi wrazenie a jak byśmy pozbierali tych rozrzuconych po okolicy cicho ciemnych to by lodu brakło .
"Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą".
Miałem na myśli sezon -ciepłe pory roku wtedy się ryby wypuszcza.
Przypomne że nie wędkuje zima i oczywiscie mogą rybki odpoczywać mi to lottto..,ktoś powie mają ikre szkoda fakt , pózniej tarło nie przeszkadzać mądrze to ustalmy sezon sierpień wrzesień bo pózniej już zbieraja ikre .
Jak ktoś chce być wzorem cnót to nie w wędkarstwie , nie da sie, chyba że na forum.
Zorganizowana grupa w jednym miejscu robi wrazenie a jak byśmy pozbierali tych rozrzuconych po okolicy cicho ciemnych to by lodu brakło .
Hipokryzja!!!! Moje zabijanie ryb zgodne z przepisami jest OK , innych niedopuszczalne.
Zrozumiał bym osobę z poza świadka wędkarskiego ale robicie to samo .Wam szkoda małych ryb innym szkoda dużych ile lat taki okaz rośnie - bo na kolacje to ma sens i jest usprawiedliwione , czy napewno jest to ostateczne wyjście dla miłośnika przyrody zarazem smakosza?
A jest pewność że ten połów z tych zawodów poszedł do kosza?
O ZAWODACH PODLODOWYCH PISZEMY KILKUDZIESIĘCIOSOBOWYCH, A NIE O PRZYPADKU JEDNEGO, ETYCZNEGO WĘDKARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KARPIARZE TEŻ PŁACĄ KARTY I UTRZYMUJĄ SKLEPY, A NIE WALĄ KARPI NA SETKI KILOGRAMÓW NA KRETYŃSKICH ZAWODACH! No o czym Ty piszesz? Większość wędkarzy startujących w takich zawodach wypuszcza???? Pierdziele w sanki i kombinezony chyba. Powtarzam, piszemy o takich, konkretnych zawodach PODLODOWYCH, gdzie zabija się naraz najmniej kilkadziesiąt kilogramów ryb, dla pucharków. A zawody na otwartej wodzie, dają oczywiście tę możliwość, że wiele ryb jest wypuszczonych i przeżywa. Te zawody też NIE są moim zdaniem niezbędne, ale jak już, to AŻ tyle ryb nie jest zabitych. Tak jak jeden z kolegów napisał, zima powinna być okresem wakacji od zawodów dla ichtiofauny. OD ZAWODÓW!
Coś kolegom się pokręciło, w każdych zawodach obowiązują wymiary ochronne ryb. Dziwię się tak fanatycznemu negowaniu czegoś czego się nie zna przez kolegów. Dlaczego zawody podlodowe tak wam przeszkadzają, a np. latem jak ktoś łowi małe okonki czy jazgarze i rzucając je na ziemię rozdeptuje bo przecież to szkodniki bo wyjadają iokrę innych ryb jak najczęściej się w ten sposób tłumaczą i to zyskuje aprobatę tych co tu na forum czy innym wykrzykują jacy są etyczni tylko inaczej. Z drugiej strony choć cenię sobie merytoryczne podejście do sprawy to nic to nie zmieni tego że zawody podlodowe są i będą a Polacy są zawsze w czołówce światowej. Co bardziej Wam przeszkadza takie zawody podlodowe czy najazd wędkarzy z całej okolicy na łowisko bo akurat zarybili sporymi rybami czy akurat biorą ryby, i będą łowili póki wszystkich nie wyłowią. Dla mnie jest to tylko obłuda i próba wybielania się na forach forma przypodobania się grupie ludzi którzy określają się jako etyczni w wirtualnej rzeczywistości, a w realu to szkoda mówić. Czytając właśnie te wypowiedzi można by pomysleć , że w Polsce mamy ELDORADO wędkarskie bo przecież wszyscy wszystko wypuszczają, a jak jest to każdy z nas wie najlepiej i wiele widzi nad woda. Wędkarze, którzy wypuszczają gross ryb tym się nie afiszują po prostu robią to co im serce dyktuje i nie szukają poklasku na forach.
Witam. Temat o wypuszczaniu złowionych ryb (bądź ich zabieraniu) był już wałkowany kilkakrotnie. Przyznam, że nie jestem fanatykiem C&R (chociaż nie wiem czemu nie
używać Z i W) ale też nie zabieram każdej złowionej przez siebie ryby. Jednak wczoraj po obejrzeniu w TV Trwam programu z serii "Z wędką nad wodę" dostałem niezłej nerwicy. Pokazywano reportaż z zawodów w wędkarstwie podlodowym w Olsztynie (cykl Grad Prix Polski). Udział wzięła "śmietanka" wędkarzy, mistrzowie, reprezentanci kadry itp. Panowie biegali od dziury do dziury i łowili. W ich ręce a później przytroczone do pasa torebeczki trafiały głównie płoteczki i to takie góra 15cm. Jeden z sędziów powiedział, że trafił się okonek. Po skończonym łowieniu ważenie zbitych w zmarzniętą masę, zapakowanych w foliową torebkę "zdobyczy". Stwierdzono, że niezbyt się udała pogoda i zawody, bo najlepsi złapali coś ponad 2 kilo ryb, a tymczasem podczas treningów to średnia tyle wynosiła. Zawody trwały 2 dni, do tego 2 treningi (do tego jeszcze 2 inne terminy). Powiedzmy, że udział brało 40 zawodników, z których każdy średnio złapał każdego dnia 2 kilo. Czyli jeden uśmiercił ot tak sobie 8 kg rybek. Pytam jaki w tym sens ? Dla medali, wyróżnień, nagród. Tyle się mówi o ochronie ryb, pewnie niektórzy z tych zawodników wypowiadają się na łamach prasy wędkarskiej, udzielają porad a przy okazji KRZYCZĄ: wypuszczajmy to co złapiemy. A sami co? Brak słów. Nigdy nie zdarzyło mi się zabrać takiej "zdobyczy" do siatki a co dopiero zapakować w folię i zapewne wyrzucić do kosza (chociaż może niektórzy mieli koty, albo mrozili je na fileciki na szczupaka). Także można ustalać limity, okresy ochronne itd, tylko po co. Myśliwi na zawodach strzelają do tarcz, bądź makiet. No ale co to za frajda celować mormyszką do przerębla o szerokości 15cm np. z 10 metrów.
Kolego ,a ile wędkarzy łowi karpi po wpuszczeniu ?sSedzą już gdy jeszcze ryba nie została wpuszczona do wody.Siedzą i czekają na RZEŹ.Po kontroli popołudniowej (nie mówiąc o do południowej) na 15 wędkujących każdy miał po komplecie,czyli 30szt x średnio 1,5 kg to jest 45kg ,gdzie wpuszczono 350 kg karpia.Doliczając dopołudniowy połów to jest około 90 kg dziennie. RAZEM 1 DZIEŃ 90 KG
350 KG : 90 KG= 3,8 DNIA I TO NIE BYLI SPORTOWCY ,TO BYLI TWOI KOLESIE ZE ZŁOTYMI HACZYKAMI.
I nie pisz takich więcej bzdur ,zganiając winę na sportowców ,te ryby złowione z pod lodu najprawdopodobie poszły na cele charytatywne bo tak zazwyczaj jest. Najlepiej napisać coś o sportcie to zaraz się otworzą nożyce na tym forum. Żal ci d....pę ściska że nie umiesz zima więcej niż oni zławić ryb?
Dodam jeszcze tyle ,że ci sportowcy łowią według wszelakich regulaminów i płacą takie same składki jak Ty.Czyli jeżeli nie były by to zawody do już było by to wszystko ok? Jeżeli koleś łowiąc nie na zawodach, łowił by małe rybki-(zgodnie z regulaminem )płacąc składki ,to co nie miałby ich prawa zabrać do domu?nawet to 2 kg. Więcej łowią emeryci -dzień w dzień ryb niż ci zawodnicy raz na tydzień -ot cała prawda. Zobaczyliście parę zdjęć z zawodów i powstało wielkie oburzenie,a ja wam nagram film jak pseudo wędkarze tłuką karpie po wpuszczeniu i jak się nie humanitarnie z nimi obchodzą, wyjmując je na brzeg,babrając w piasku żeby wyjąć złoty haczyk bo przecież szkoda żeby się zmarnował-żeby nie wiązać przypadkiem na nowo haczyka. Wszyscy są nadzwyczaj humanitarni ,ale wystarczy jechać na zbiornik po zarybianiu i zobaczymy gorszą rzecz niż te zawody,gdzie więcej ryb ginie niż na tych nieszczęsnych zawodach podlodowych. AMEN
Autor tego artykułu poruszył dość ciekawy temat myślistwa , o co mi chodzi gdyby prawo wędkarskie było tak precyzyjne ,jak prawo łowieckie [byłem parę lat do tyłu myśliwym] nie było by tyle dyskusji interpretowania każdego punktu naszej ustawy w dowolny sposób i jak komu wygodne na pewno kłusownicy także ci z licencją odczuliby prawo w swej mocy na własnej skórze ,może dlatego tak jest że tam łowimy przy pomocy broni palnej ,a nas kijami ,chociaż ............. .
najlepiej co tu wychodzi to negowanie wszystkiego czego się nie zna lub nawet nie próbuje poznać.Jeżeli tak Kolegom przeszkadzają zawody podlodowe proszę piszcie petycje do ZG PZW, do ministerstwa i wszędzie tam gdzie mogą pomóc w celu zakazania tego typu zawodów. Większość potępia tego rodzaju zawodów z powodu małych rybek, które prawdopodobnie co z reguły jest praktykowane zostały przekazane na zbożny cel. A z drugiej strony jakoś nikomu nie przeszkadza szarpanie sandaczy , okoni sumów i innych ryb na zimowiskach bo przecież mają wymiar więc wolno wyławiać całe stada, i tak łowią do ostatniej sztuki. Tak jest zawsze, fama idzie pocztą pantoflową, że gdzieś akurat ryba bierze więc wszyscy pędzą na łatwą rybę, no ale są oni lepsi bo przecież to nie zawody tylko łowienie rekreacyjne a chowanie po bagażnikach czy krzakach nadkompletu sandaczy jest w porządku.
oczywiście popieram kolegów co do zabijania ryb no kill c&r....kiedyś obejrzałem relację z zawodów pstrągowych i tam sędziowie biegali po wszystkich stanowiskach żeby rybę zważyć i zmierzyć i nawet nie dotykali jej ręką.a potem do wody.po to ktoś wymyślił cały sprzęt wędkarski żeby z niego korzystać.więc zacznijcie z tego korzystać.można rybę złowić położyć na miarce wypiąć delikatnie haczyk zważyć wpisać i do wody.więc wygląda na to że można rybę wypuścić bez dotykania i ryba nie dostanie szoku.tylko trzeba trochę pomyśleć.jeżeli organizuje się zawody to powinno się zorganizować też większą ilość sędziów.bo naprawdę aż żal patrzeć na tych pseudo wędkarzy.ja osobiście kiedys zabierałem część połowu ale to były znikome ilości.nikomu nie zabraniam ale 15 cm płotki to już przesada.teraz to co złowię wraca do wody.człowiek uczy się na błędach.koledzy RUDI i MASTIFF mają 200% rację.wielka piątka dla nich za poglądy.uczcie sie od nich postawy i etyki wędkarskiej.........Potem wszyscy będziecie wołać do zarządów" gdzie te ryby".niestety jak nie dorośniemy do wędkarstwa to nic z tego nie będzie.dajcie rybom dorosnąć a potem miejcie satysfakcję z wyników...pozdrawiam...no kill.....c&r.....
Był taki czas , że płoć była traktowana na równi z wzdręgą i posiadała wymiar ochronny 15 cm , a komuś " mądremu " ZG PZW nie wiem dlaczego to przeszkadzało - jak widzę płoteczkę 10cm i mniejszą nabitą na haczysko żywcowe , to mnie trzepie !!! Oprócz metody podlodowej , łowienie na żywca jest drugą metodą , której nie stosuję !!! Dlaczego ??? .........
Witam.
Temat o wypuszczaniu złowionych ryb (bądź ich zabieraniu) był już wałkowany kilkakrotnie. Przyznam, że nie jestem fanatykiem C&R (chociaż nie wiem czemu nie używać Z i W) ale też nie zabieram każdej złowionej przez siebie ryby.
Jednak wczoraj po obejrzeniu w TV Trwam programu z serii "Z wędką nad wodę" dostałem niezłej nerwicy. Pokazywano reportaż z zawodów w wędkarstwie podlodowym w Olsztynie (cykl Grad Prix Polski). Udział wzięła "śmietanka" wędkarzy, mistrzowie, reprezentanci kadry itp. Panowie biegali od dziury do dziury i łowili. W ich ręce a później przytroczone do pasa torebeczki trafiały głównie płoteczki i to takie góra 15cm. Jeden z sędziów powiedział, że trafił się okonek. Po skończonym łowieniu ważenie zbitych w zmarzniętą masę, zapakowanych w foliową torebkę "zdobyczy". Stwierdzono, że niezbyt się udała pogoda i zawody, bo najlepsi złapali coś ponad 2 kilo ryb, a tymczasem podczas treningów to średnia tyle wynosiła. Zawody trwały 2 dni, do tego 2 treningi (do tego jeszcze 2 inne terminy). Powiedzmy, że udział brało 40 zawodników, z których każdy średnio złapał każdego dnia 2 kilo. Czyli jeden uśmiercił ot tak sobie 8 kg rybek.
Pytam jaki w tym sens ?
Dla medali, wyróżnień, nagród. Tyle się mówi o ochronie ryb, pewnie niektórzy z tych zawodników wypowiadają się na łamach prasy wędkarskiej, udzielają porad a przy okazji KRZYCZĄ: wypuszczajmy to co złapiemy. A sami co? Brak słów. Nigdy nie zdarzyło mi się zabrać takiej "zdobyczy" do siatki a co dopiero zapakować w folię i zapewne wyrzucić do kosza (chociaż może niektórzy mieli koty, albo mrozili je na fileciki na szczupaka).
Także można ustalać limity, okresy ochronne itd, tylko po co.
Myśliwi na zawodach strzelają do tarcz, bądź makiet.
No ale co to za frajda celować mormyszką do przerębla o szerokości 15cm np. z 10 metrów.
Zawody wędkarskie musza się odbywać na rybach (to jednak nie myślistwo;) a to czy na żywej rybie czy zostanie ona zabita zależy od paru rzeczy. Trudno mi sobie wyobrazić, żeby na zawodach podlodowych wypuszczać ryby. Niby jakby się to miało odbywać??? przy każdym zawodniku sędzia??? to i tak by nie zdało egzaminu. Ryba wyciągnięta z lodowatej wody na lód, następnie wzięta w łapę a potem wypuszczona doznaje takiego szoku (zwłaszcza mała rybka), że jej przyszłość będzie delikatnie mówiąc mało świetlana...Inne zawody oczywiście jak najbardziej mogą (i powinny odbywać się na żywej rybie)
Wiem, że to nie myślistwo, ale po jakiego diabła zabijać tyle ryb (nawet jeśli to tylko płotka). Niech poczekają do wiosny i wtedy łowią. Koniec świata nie nastanie jak nie będzie mistrza w łowieniu podlodowym. Napisałem ten wątek w odniesieniu do C&R.
Niech ktoś nazywający innych mięsiarzem patrzy sam na to co robi. A założę sie, że wielu tam takich było.
Widziałem tą wczorajszą relację z zawodów . Fakt , Kolega @Rudi ma rację , wszystko było dobrze dopóki nie zaczęło się ważenie . Te rekalmówki z rybami wyglądały ohydnie i bardzo nieprofesjonalnie . Właśnie dlatego nie przepadam za takimi imprezami , mam nadzieję , że te zabite ryby albo raczej RYBKI ktoś zjadł ze smakiem i ich śmierć nie poszła na marne .
Nie mam pojęcia jak rozwiązać taki problem na zawodach podlodowych ?
Ważyć i wypuszczać , kilku sędziów ? Nie wiem ?
Może jak je zmielili razem głowami i tymi reklamówkami to mieli po 2 kilo klopsików do oblewania zapewne wspaniałych nagród. Żeby to chociaż były skarłowaciałe leszczyki albo sumiki, ale płotek jednak żal. Daliby im dorosnąć do przynajmniej 25 cm
Po to się trąbi o ochronę i limity ryb aby jacyś tam mogli pokazać się nad wodą i popisać się wynikami w łapani ryb . A czy zdechną czy je wypuszczą to jest nie ważne. Liczy się tylko reklama sprzętu i pokazanie się w gronie tych "najlepszych"
Tak być nie może!!! Panowie!!!!! Czystej rasy MASAKRA i RZEŹ w świetle prawa i RAPR, chociaż te woreczki z rybami i RAPR, tu bym polemizował................ Etyka.... śmiechu warte. Organizatorzy tego kretynizmu wędkarskiego- PAŁA NA SZYNACH!!!!!!! Potem pierwsi będziecie drzeć japy, że ryb nie ma! Żenuła....
Takie zawody to nie zawody tylko zemsta na rybach bo ani wypuścić gdyż padną a zabrać nie ma kto bo oni preferują C&R i jak to nazwać ,myślę że zwyczajnie ;rzeź.U mnie na zbiorniku nigdy nie organizowano zawodów pod lodowych bo jakaś mała mądra główka zapytała ;a co wy potem z rybami zrobicie? I tu zaczęła się dyskusja którą szybko zakończył prezes koła gdyż powiedział kategorycznie NIE BĘDZIE ŻADNYCH ZAWODÓW POD LODOWYCH i na tym był koniec więc tylko ci co łowią pod lodem wysiadują miejsca.Pozdrawiam.
W takim razie brawa dla prezesa. Może gdyby więcej tak myślało to zamiast na nagrody w zawodach kasa szłaby na zarybienia. A nagrody bywają cenne. No i powątpiewam żeby pochodziły tylko i wyłącznie od sponsorów.
Czytając przedmówców mam wrażenie, że nigdy nie łowili z lodu czy też nie brali udziału w zawodach podlodowych. łowienie z lodu jest specyficzna metodą i z przyczyn oczywistych brak jest możliwości przetrzymania ryb żywych do końca zawodów. Woreczki foliowe są po to by ryby nie były zabrudzone śniegiem czy lodem podczas ważenia gdyż za to są punkty ujemne. Nie ma co się tu rozczulać to są zawody podlodowe i tak będzie póki będą takie rozgrywane czy to u nas w kraju czy też za granicą. Myślicie, że jest inaczej w innych krajach gdzie są rozgrywane takie zawody.
Zapewne wielu z tu piszących startuje w różnego rodzaju zawodach łowi podczas tych zawodów ryby i jestem przekonany, ze nie wszystkie ryby wracają z powrotem do wody. Moim zdaniem te gadanie o wypuszczaniu wszystkich złowionych przez siebie ryb jest tylko podlizywaniem się innym, pisanie jakim się jest entuzjastą idei "Złów i Wypuść", a z drugiej strony w realnym życiu branie troszkę za krótkiej ryby, przymykanie oczu na kłusownictwo itd.. Przeglądając fora wędkarskie można by pomyśleć, że w Polsce wszyscy ryby wypuszczają więc powinno być ich w naszych wodach potężne ilości co niestety tak nie jest, więc kto te ryby zabiera? wydry czy wędkarze czekający z wypiekami na twarzy na informacje gdzie akurat bierze dobrze ryba, gdzie akurat zarybili kilowymi szczupakami czy karpiami. Widzę na kutrach jak przyjeżdżają na nasze morze na dorsze, choć jest limit siedmiu sztuk nikt tego nie przestrzega. Widziałem wędkarzy, którzy przyjeżdżają z 100 litrowymi beczkami na dorsze, mówili że nie opłaca się im przyjeżdżać np. z katowickiego po siedem dorszy, przecież wyprawa musi się zwrócić. Może odbiegłem od tematu zawodów podlodowych, które tak zawzięcie krytykujecie a z drugiej strony próbujecie naginać prawo tylko dlatego bo się wam nie podoba lub uznajecie w/g was za głupie. Ile tu roztrząsacie się nad rejestrami połowów choć wiadomo że trzeba je wypełniać twierdzicie, że jest to niepotrzebne i głupie.
Tak na zakończenie napisze tylko że nie jestem fanatycznym zwolennikiem idei "Złów i Wypuść" , to większość ryb złowionych przez siebie ryb wypuszczam choć nie wszystkie. Bardzo mi smakuje okoń czy sandacz więc jak złowię czasem zabiorę do domu, nie ma nic lepszego niż filety z okoni ponad 25 cm w dodatku przez siebie złowionych. I nie interesuje mnie to czy komuś się to podoba czy nie, że zjem złowionego przez siebie sandacza
pozdrawiam
Ja też nie wypuszczam wszystkich ryb i czasem lubię zjeść rybkę. I nie pisałem o wędkarstwie podlodowym (kiedyś łowiłem tą metodą), tylko konkretnie o tych zawodach i o tym co się tam działo. Rozumiem, że jakby brały im tylko niewymiarowe szczupaczki to też popierałbyś takie zawody. A że nie wrócą do wody to trudno, bo jak napisał jeden z kolegów powyżej: ryba wymęczona, wzięta w ręce i wychłodzona na lodzie (czyli ma marne szanse na przeżycie).
Chyba jednak JEST nad czym się rozczulać, bo na zawodach podlodowych ginie 100% złowionych kilogramów ryb! 100%, a na zawodach na otwartej wodzie w najgorszym wypadku powiedzmy 50-65%. Kiedy strażnicy zlikwidują sieć kłusowników, uwalniając z niej 120 kilo ryb, to wiwaty i pochwały nie mają końca, sami strażnicy czują satysfakcję i dumę z przywrócenia wodzie tylu ryb. Na zawodach podlodowych te 120 kilo ryb zdycha w świetle prawa wędkarskiego, przy wiwatach, pochwałach i pucharach. Ma to sens? I nie porównuj kolego zawodów w naszym kraju, do zawodów innych krajów, bo ochrona i ilość ryb w innych krajach, to inna bajka. U nas zaostrza się limity wymiarów, okresów, ilościowe, robi rejestry, walczy o zarybienia nawet po parę kilo narybku, a przychodzi zima, lód i jebuuuuuut po stokilkadziesiąt kilo ryb szlak trafia, bo Rychu chce wiedzieć, czy jest lepszy od Zdzicha.
............walczy o zarybienia nawet po parę kilo narybku,.........
Miało być chociaż....
Chyba jednak JEST nad czym się rozczulać, bo na zawodach podlodowych ginie 100% złowionych kilogramów ryb! 100%, a na zawodach na otwartej wodzie w najgorszym wypadku powiedzmy 50-65%. Kiedy strażnicy zlikwidują sieć kłusowników, uwalniając z niej 120 kilo ryb, to wiwaty i pochwały nie mają końca, sami strażnicy czują satysfakcję i dumę z przywrócenia wodzie tylu ryb. Na zawodach podlodowych te 120 kilo ryb zdycha w świetle prawa wędkarskiego, przy wiwatach, pochwałach i pucharach. Ma to sens? I nie porównuj kolego zawodów w naszym kraju, do zawodów innych krajów, bo ochrona i ilość ryb w innych krajach, to inna bajka. U nas zaostrza się limity wymiarów, okresów, ilościowe, robi rejestry, walczy o zarybienia nawet po parę kilo narybku, a przychodzi zima, lód i jebuuuuuut po stokilkadziesiąt kilo ryb szlak trafia, bo Rychu chce wiedzieć, czy jest lepszy od Zdzicha.
zgadzam się w 100% z kolegą Maciejem PS.to zdjęcie lepsze pozdrawiam
Nigdy nie bralem i nie zamierzam brac udzialu w tego typu zawodach. Uwazam to z totalny kretynizm,zabijanie malych rybek. Znam rozwiazanie problemu- musi byc jakas minimalna dlugosc ryby,zeby mogli ja wlozyc do tej reklamowki. Czasem lapia takie malenstwa,ze ledwo widac. Problem jest o wiele szerszy,zawody w krorych przetrzymuje sie zlowione ryby i pozniej wypuszcza. Po tylu godzinach i co najwazniejsze wazeniu tych ryb, sa w takiej kondycji...
Uwazam,ze ci,ktorzy sa odpowiedzialni za taki stan rzeczy to po prostu PÓŁINTELIGENCI, SKLONOWANE OWCE. Brak slow
Zabieram do zjedzenia ryby ale zdarza sie to jedynie w przypadku drapieznej rybki,wyjatek stanowi karas.
Pozdrawiam emerytow i rencistow i wszystkich tych co slecza godzinami na lodzie zabierajac kazda rybke- jak twierdza na klopsy albo dla kota. Nie da sie edukowac, trzeba poczekac, z niepokojem na nastepne pokolenie...
A ja zgadzam się z Kristoph1.
Myśliwi też nie są tacy święci .Słyszałem że pare lat temu za lisa myśliwy mógł dostać pół pensji teraz się nie opłaca (brak rynku zbytu) i z polowania zakopują.To takie fer????
Czytając przedmówców mam wrażenie, że nigdy nie łowili z lodu czy też nie brali udziału w zawodach podlodowych. łowienie z lodu jest specyficzna metodą i z przyczyn oczywistych brak jest możliwości przetrzymania ryb żywych do końca zawodów. Woreczki foliowe są po to by ryby nie były zabrudzone śniegiem czy lodem podczas ważenia gdyż za to są punkty ujemne. Nie ma co się tu rozczulać to są zawody podlodowe i tak będzie póki będą takie rozgrywane czy to u nas w kraju czy też za granicą. Myślicie, że jest inaczej w innych krajach gdzie są rozgrywane takie zawody.
Zapewne wielu z tu piszących startuje w różnego rodzaju zawodach łowi podczas tych zawodów ryby i jestem przekonany, ze nie wszystkie ryby wracają z powrotem do wody. Moim zdaniem te gadanie o wypuszczaniu wszystkich złowionych przez siebie ryb jest tylko podlizywaniem się innym, pisanie jakim się jest entuzjastą idei "Złów i Wypuść", a z drugiej strony w realnym życiu branie troszkę za krótkiej ryby, przymykanie oczu na kłusownictwo itd.. Przeglądając fora wędkarskie można by pomyśleć, że w Polsce wszyscy ryby wypuszczają więc powinno być ich w naszych wodach potężne ilości co niestety tak nie jest, więc kto te ryby zabiera? wydry czy wędkarze czekający z wypiekami na twarzy na informacje gdzie akurat bierze dobrze ryba, gdzie akurat zarybili kilowymi szczupakami czy karpiami. Widzę na kutrach jak przyjeżdżają na nasze morze na dorsze, choć jest limit siedmiu sztuk nikt tego nie przestrzega. Widziałem wędkarzy, którzy przyjeżdżają z 100 litrowymi beczkami na dorsze, mówili że nie opłaca się im przyjeżdżać np. z katowickiego po siedem dorszy, przecież wyprawa musi się zwrócić. Może odbiegłem od tematu zawodów podlodowych, które tak zawzięcie krytykujecie a z drugiej strony próbujecie naginać prawo tylko dlatego bo się wam nie podoba lub uznajecie w/g was za głupie. Ile tu roztrząsacie się nad rejestrami połowów choć wiadomo że trzeba je wypełniać twierdzicie, że jest to niepotrzebne i głupie.
Tak na zakończenie napisze tylko że nie jestem fanatycznym zwolennikiem idei "Złów i Wypuść" , to większość ryb złowionych przez siebie ryb wypuszczam choć nie wszystkie. Bardzo mi smakuje okoń czy sandacz więc jak złowię czasem zabiorę do domu, nie ma nic lepszego niż filety z okoni ponad 25 cm w dodatku przez siebie złowionych. I nie interesuje mnie to czy komuś się to podoba czy nie, że zjem złowionego przez siebie sandacza
pozdrawiam
Super! popieram kolegę w całej rozciągłości. Tak jak pisałem już kiedyś w jakimś poście - od co najmniej 2 lat nie widziałem aby jakiś wędkarz łowiący niedaleko mnie (Wisłoka, Ropa, Jasiołka, Solina) wypuścił jakąkolwiek rybkę:) Też myślę, że "złów i wypuść" funkcjonuję tylko na forach internetowych, bo każdy boi się podpaść wśród wędkarskiej braci. Nie ma co się napinać, jacy to jesteśmy wszyscy "no kill". Ja bardzo lubię jeść ryby przez siebie złowione (bo po kiego grzyba mam kupować filety w sklepach, w których tyle syfu, że strach do ust brać). Oczywiście nie zawsze zabieram ryby bo i po co??? Po co mi np 5 kg okoni, jak mogę sobie zabrać kilka sztuk? Po co mi np 2 szczupaki łowione co dzień przez tydzień??? mogę sobie wziąć jednego raz i mi starczy na długo. Bez przesadyzmu Panowie...
Można zabierać, owszem, sam nieraz zabieram CZĘŚĆ połowu, ale w takich zawodach biorą też udział NOOKILLOWCY, z musu zabijający wszystko co złowią. O to tu chodzi. Zabić można, pewnie, ale żeby zjeść, a nie rywalizować. Zawody podlodowe- Kto więcej złowi, czyli KTO WIĘCEJ ZABIJE.
I właśnie o to kolego Mastiff mi chodziło. No ale nie wszyscy czytają ze zrozumieniem. Przecież zaznaczyłem, że nie jestem fanatykiem c&r ani pseudo "no kilowcem". Czasem zabiorę rybkę, szczególnie dobrą. Ale po co uśmiercać wszystko co się złowi.
A co do myśliwych to niech trenują na lisach, bo za niedługo tak jak i ryb nie będzie ani zajęcy ani kuropatw.
czyli mała rybka cacy - lisek bebe ......
Co by tu nie mówić i ile by nie napisać kol. Kristoph1 ma całkowitą rację i fajnie, że są osoby popierające ten punkt widzenia.
Pozdarwiam
Dlatego płoć nie ma miary,bo co koledzy łowili by na zawodach.Łowienie pod lodowe jest zajebistą alternatywą przetrzymania zimy.Dość szybko wciąga mimo często niesprzyjających warunków pogodowych.Jeśli chodzi o zawody z tym związane ,dla mnie osobiście sensu to żadnego nie ma.Nie wiem kto to wymyślił ,lecz stanowczo powinien być zakaz ,jeśli ryby łowione z góry skazane są na śmierć.Przykre jest to tym bardziej że prawie każda z tych rybek jest nabita ikrą,chyba że łowiony jest narybek zeszłoroczny .Zawody letnie to inna bajka.Rybka wraca do wody ,w lepszej lub gorszej kondycji ale wraca.Szkoda tych rybek ....Łowienie pod lodowe tak,zabieranie ryb(miarowe), bo akurat chętnie zjem na kolacje tak,zabijanie na zawodach dla pokazania sie, że więcej moge wytłuc w pare godzin od kolegi NIE.....
OK, każdy ma swoje zdanie i sumienie i prawo wyboru.
Chodzi tylko o to by nie wpadać w skarjności i piętnować coś co jest zgodne z prawem......bo inaczej dojdzie do tego, że zostaną zakazane zimowe zawody, potem zimowe połowy a na końcu w ogóle wchodzenie na lód!Bez znaczenia czy z wędką czy z łyżwami ;-)
Ja popieram te głosy, które podważają sens organizacji zawodów, podczas których bezpowrotnie giną setki, a nawet tysiące małych rybiątek. Tak jest nie tylko na zawodach z lodu. Także tzw. spławikowe najczęściej wygrywają ci, którzy wyrwali z wody setki uklei !
Coż to za sport, w którym wymienia się życie tysięcy rybek ( podczas jednych zawodów ), na dyplomy i puchary !!! Co to ma wspólnego z etyką wędkarską !!!
Na ostatnich zawodach o GPX i Mistrzostwo Okręgu Mazowieckiego, które odbyły się na Mazurach, wszyscy ( ponad setka ) tzw. zawodników było uzbrojonych w bałałajki z żyłeczkami 0,05 - 0,08 i delikatne kiwoczki. Targali maleńkie jazgarzyki, płoteczki ( najczęściej 4-10 cm ). Ryby większe ( ok.20 cm ) często rwały te zestawy.
Oczywiście były tytuły, dyplomy i pucharki.
Dla mnie to kompromitacja wędkarstwa. Na wszystkich zawodach powinny być dolne limity w każdym gatunku. Zwycięzca zamiast kilkuset rybiątek złowiłby np. 5-10 sztuk mających tę samą wagę. A to, że wielu nic by do wagi nie przyniosło..? No cóż, takie są uroki sportu, szczęścia i rywalizacji.
W moim Kole na zawodach towarzyskich ta masakra jest od jakiegoś czasu niedozwolona. Wystąpiliśmy do ZOM, aby i w imrezach rangi mistrzowskiej także można byłoby stosować dolne limity w poszczególnych gatunkach we wszelkich zawodach.
Jak byśmy wszędzie doszukiwali się głębokiego.... sensu przeplatanego wrażliwością to należało by zmienić hobby.
"Zabić można, pewnie, ale żeby zjeść, a nie rywalizować" - a zadawać cierpienie dla swojej przyjemności pt. wędkowanie-wypoczynek na łonie przyrody.
"Żeby to chociaż były skarłowaciałe leszczyki albo sumiki, ale płotek jednak żal. Daliby im dorosnąć do przynajmniej 25 cm" - co to zmienia ....? jeden dla lepszego samopoczucia musi złowić worek leszczy inny cieszy się z płoteczki ,jazgra może dla pucharu i rywalizacji ale wiadomo po co.
Widze często gości trzyma w siatce parę ryb zgodnie RAPR ale co z nimi zrobi nie wie
-wrażenia na żonie i kolegach nie zrobi ,pateli szkoda brudzić ,dla kota za dużo dla sąsiada za mało itp. chcąc nie chcąc po paru dniach lądują w koszu.
Pytanie jeszcze jak często są organizowane zawody polodowe ?
Gdzie widać jak na dłoni jaki wpływ ma wędkarz na rybostan , a co z tymi co okupują zbiorniki dzień w dzień to jest OK .
Na zawodach giną ryby to fakt nawet latem ale jak stare pierdziochy łowią - to ryby nie gina??
p.s
nigdy nie łowiłem z pod lodu ale nie wpadajmy w skrajności.
Jak byśmy wszędzie doszukiwali się głębokiego.... sensu przeplatanego wrażliwością to należało by zmienić hobby.
"Zabić można, pewnie, ale żeby zjeść, a nie rywalizować" - a zadawać cierpienie dla swojej przyjemności pt. wędkowanie-wypoczynek na łonie przyrody.
"Żeby to chociaż były skarłowaciałe leszczyki albo sumiki, ale płotek jednak żal. Daliby im dorosnąć do przynajmniej 25 cm" - co to zmienia ....? jeden dla lepszego samopoczucia musi złowić worek leszczy inny cieszy się z płoteczki ,jazgra może dla pucharu i rywalizacji ale wiadomo po co.
Widze często gości trzyma w siatce parę ryb zgodnie RAPR ale co z nimi zrobi nie wie
-wrażenia na żonie i kolegach nie zrobi ,pateli szkoda brudzić ,dla kota za dużo dla sąsiada za mało itp. chcąc nie chcąc po paru dniach lądują w koszu.
Już jestem w domu... Kolega łowi zawodniczo, więc się nie dziwię stanowisku "prozawodowemu". Jedni zabijają dla smaku rybiego mięsa, a inni dla kolejnego złomu pt. "Puchar" na półce. To ja jednak zostanę przy swoim zabijaniu kilku ryb dla przyjemności zjedzenia, zamiast kilku, kilkunastu kilogramów dla krążka na szyję i kufla na półkę. Poza tym, nie porównywałbym przyjemności ze zjedzenia i zaspokojenia głodu i apetytu na rybę, do zaspokojenia chęci posiadania kolejnej nagrody i splendoru. Dwie odrębne sprawy i rozmiary zjawiska i szkodliwości. Owszem, winszuję wszystkim, którzy wygrywają rywalizację, ale NA ŻYWEJ RYBIE, chyba, że łowi i zabierze w celu zjedzenia z rodzinką, a nie TYLKO dla splendoru i tytułu.
Witam
Jestem swiezo po lekturze artykułu o sumach łowionych w Sekwanie. Napisał go kolega, który jako wedkarz dojrzewa i staje się człowiekiem swiadomym skutków swojego działania.
W pełni popieram Kol. Zbig.
Też uważam że sport wedkarski to barbarzyńswo. Nie ma w nim żadnej łącznosci z naturą. Nie ma też tej pierwotnej zyłki łowcy, która choć troche usprawiedliwia demonstrowanie ludzkiej przewagi nad innym stworzeniem.
Przychodzi mi na myśl organizowanie wśród mysliwych zawodów polegajacych na strzelaniu do zwierzyny łownej z gumowych kól. Ot tak dla sportu......
I jeszcze jedno.
Kol Zwir niektórzy nasi cywilzowani sasiedzi już dawno doszli do wniosku że nalezy okresowo zamykać całkowicie łowiska.
Jetem tego samego zdania że łowiska rozsądnych włascicieli lub zarządców powinny byc zamkniete np. na okres zimowy. Niech te ryby odpoczną od kohort żadnych miesa lub "sportu" wedkarzy. Przyrodzie nalezą sie choc okresowe wakacje :-)
Ciagnąc tą myśl zimowa dalej.
Koledzy zima najlepiej poświęćcie wiecej czasu w weekendy własnym dzieciom czy wnuczkom.
Zajmijcie sie żonami.
Bo zajma sie nimi sasiedzi, ;-)
A ja zostane przy łowieniu dla "posiadania kolejnej nagrody i splendoru" nie łowie w zime i śmiem twierdzić że 98% moich ryb wraca w dobrej kondycji do wody.
Suma sumarum , może powody są przyziemne i płytkie ale dla ryb to i tak mniejsze zło .
Kol zwir73 - czy to, że nie podoba mi się męczenie prawie że narybku to skrajność. Jak złowię małą rybę, czy taką której nie chcę zabrać to nie trzymam jej w siatce i nie zastanawiam się co z nią zrobić tylko wypuszczam. Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram.
I nie jestem za zakazem łowienia w zimie, żeby nie było. Tylko skoro łowimy to z głową. I szkoda, że płoć nie ma wymiaru ochronnego.
A co do lisków to uważam, że są be (można je już spotkać na śmietnikach w miastach). W naturze musi być równowaga - zbyt dużo drapieżnika to brak innej zwierzyny, zbyt mało roślinożerców to i drapieżnikom szkodzi. Tak samo jest w wodzie.
Kol zwir73 - czy to, że nie podoba mi się męczenie prawie że narybku to skrajność. Jak złowię małą rybę, czy taką której nie chcę zabrać to nie trzymam jej w siatce i nie zastanawiam się co z nią zrobić tylko wypuszczam. Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram.
I nie jestem za zakazem łowienia w zimie, żeby nie było. Tylko skoro łowimy to z głową. I szkoda, że płoć nie ma wymiaru ochronnego.
A co do lisków to uważam, że są be (można je już spotkać na śmietnikach w miastach). W naturze musi być równowaga - zbyt dużo drapieżnika to brak innej zwierzyny, zbyt mało roślinożerców to i drapieżnikom szkodzi. Tak samo jest w wodzie.
Obiektywnie rzecz biorąc męczenie to męczenie czy płoć 10cm czy 30 .
Zorganizowano zawody raz na X czasu, specyfika i aura nie pozwala na inne rozwiązania wyszło jak wyszło jestem przekonany że wielu wędkarzy bioracych udzał nie ma powodów do dumy ale jak by łowili kilowe płocie i zjedli wszystkie z rodziną to już by to nie było okrutne?
Poprostu jest w tym hobby wiele wad i tyle nie upatrywał bym tego że ten co łowi większe jest lepszy, bardziej etyczny itp.
"Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram" - a ja wypuszczam.
Piszemy o ILOŚCI rybich trupów jenego dnia w kilka godzin i tego konsekwencjach dla zbiorników, bo ilość tego jest nieporównywalna do trupów, jakie są również konsekwencją ale sporadycznego łowienia, przez nieporównywalnie mniejszą ilość łowiących i przede wszystkim segregujących połów.
Większość wędkarzy startujacych w zawodach ma takie podejście i wypuszczają wszystko co złowią , może jakiś % ryb ucierpi ale mają swoją drugą szanse .Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą i nagle - łobuz ,drań,morderca małych ryb . Facio nie zjadł jednej ryby w sezonie a tu skrupulatne wyliczenie jakie straty w środowisku poczynił dodam że taki wyczynowiec również płaci kartę i utrzymuje nie jeden sklep.
Witam.
Temat o wypuszczaniu złowionych ryb (bądź ich zabieraniu) był już wałkowany kilkakrotnie. Przyznam, że nie jestem fanatykiem C&R (chociaż nie wiem czemu nie używać Z i W) ale też nie zabieram każdej złowionej przez siebie ryby.
Jednak wczoraj po obejrzeniu w TV Trwam programu z serii "Z wędką nad wodę" dostałem niezłej nerwicy. Pokazywano reportaż z zawodów w wędkarstwie podlodowym w Olsztynie (cykl Grad Prix Polski). Udział wzięła "śmietanka" wędkarzy, mistrzowie, reprezentanci kadry itp. Panowie biegali od dziury do dziury i łowili. W ich ręce a później przytroczone do pasa torebeczki trafiały głównie płoteczki i to takie góra 15cm. Jeden z sędziów powiedział, że trafił się okonek. Po skończonym łowieniu ważenie zbitych w zmarzniętą masę, zapakowanych w foliową torebkę "zdobyczy". Stwierdzono, że niezbyt się udała pogoda i zawody, bo najlepsi złapali coś ponad 2 kilo ryb, a tymczasem podczas treningów to średnia tyle wynosiła. Zawody trwały 2 dni, do tego 2 treningi (do tego jeszcze 2 inne terminy). Powiedzmy, że udział brało 40 zawodników, z których każdy średnio złapał każdego dnia 2 kilo. Czyli jeden uśmiercił ot tak sobie 8 kg rybek.
Pytam jaki w tym sens ?
Dla medali, wyróżnień, nagród. Tyle się mówi o ochronie ryb, pewnie niektórzy z tych zawodników wypowiadają się na łamach prasy wędkarskiej, udzielają porad a przy okazji KRZYCZĄ: wypuszczajmy to co złapiemy. A sami co? Brak słów. Nigdy nie zdarzyło mi się zabrać takiej "zdobyczy" do siatki a co dopiero zapakować w folię i zapewne wyrzucić do kosza (chociaż może niektórzy mieli koty, albo mrozili je na fileciki na szczupaka).
Także można ustalać limity, okresy ochronne itd, tylko po co.
Myśliwi na zawodach strzelają do tarcz, bądź makiet.
No ale co to za frajda celować mormyszką do przerębla o szerokości 15cm np. z 10 metrów.
Pytasz "jaki to ma sens?" Nie ma najmniejszego!! Wiem, że to, co teraz napiszę to utopia, ale warto KRZYCZEĆ!! Ja też KRZYCZĘ! Na wyprawach Krzyżowych tez zabijano w "imię Boga!". Vide TV Trwam! Długo trwało zanim się opamiętano. Powtarzam jak Mantrę - do wszystkiego trzeba dojrzeć! Do zawodów, a właściwie ich organizacji, formie i udziału w nich - też. Ja jeszcze nie dojrzałem (w sensie połowu) i dlatego mój udział polega(ł) na wyjazdach w gronie kolegów z mojego Koła wędkarskiego na rekreacji, nie mięsiarstwie. Nie potrafię zrozumieć tego zjawiska. Gdyby jeszcze ktoś, ten narybek przekazał np. do Domu Dziecka czy innym potrzebującym, no może bym to "strawił" ale... brak słów. "Śmietanka wędkarzy" - chichot zjawisk społecznych. Znam takich ludzi. W domu maja pieski, kotki czy rybki w akwarium i niechby jakiemuś ICH stworzeniu stała się krzywda, na ratunek wydali by majątek, aby GO ratować. A rybki na zawodach?? To nie moje (ICH). Hipokryzja!!!!
Większość wędkarzy startujacych w zawodach ma takie podejście i wypuszczają wszystko co złowią , może jakiś % ryb ucierpi ale mają swoją drugą szanse .Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą i nagle - łobuz ,drań,morderca małych ryb . Facio nie zjadł jednej ryby w sezonie a tu skrupulatne wyliczenie jakie straty w środowisku poczynił dodam że taki wyczynowiec również płaci kartę i utrzymuje nie jeden sklep.
O ZAWODACH PODLODOWYCH PISZEMY KILKUDZIESIĘCIOSOBOWYCH, A NIE O PRZYPADKU JEDNEGO, ETYCZNEGO WĘDKARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KARPIARZE TEŻ PŁACĄ KARTY I UTRZYMUJĄ SKLEPY, A NIE WALĄ KARPI NA SETKI KILOGRAMÓW NA KRETYŃSKICH ZAWODACH! No o czym Ty piszesz? Większość wędkarzy startujących w takich zawodach wypuszcza???? Pierdziele w sanki i kombinezony chyba. Powtarzam, piszemy o takich, konkretnych zawodach PODLODOWYCH, gdzie zabija się naraz najmniej kilkadziesiąt kilogramów ryb, dla pucharków. A zawody na otwartej wodzie, dają oczywiście tę możliwość, że wiele ryb jest wypuszczonych i przeżywa. Te zawody też NIE są moim zdaniem niezbędne, ale jak już, to AŻ tyle ryb nie jest zabitych. Tak jak jeden z kolegów napisał, zima powinna być okresem wakacji od zawodów dla ichtiofauny. OD ZAWODÓW!
"Złowię taką która mi odpowiada (zgodnie z regulaminem) to zabieram" - a ja wypuszczam.
Nie ma to jak wyciąć coś z kontekstu. Gratuluję udanej manipulacji.
Ale jakby kolega nie zrozumiał - nie noszę pełnych siat, nie zabieram centymetrowych rybek na klopsy. Ale jak mam ochotę na rybkę to wezmę i nie obdzielam sąsiadów ani rodziny. Umiar i zdrowy rozsądek to podstawa.
"Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą".
Miałem na myśli sezon -ciepłe pory roku wtedy się ryby wypuszcza.
Przypomne że nie wędkuje zima i oczywiscie mogą rybki odpoczywać mi to lottto..,ktoś powie mają ikre szkoda fakt , pózniej tarło nie przeszkadzać mądrze to ustalmy sezon sierpień wrzesień bo pózniej już zbieraja ikre .
Jak ktoś chce być wzorem cnót to nie w wędkarstwie , nie da sie, chyba że na forum.
Zorganizowana grupa w jednym miejscu robi wrazenie a jak byśmy pozbierali tych rozrzuconych po okolicy cicho ciemnych to by lodu brakło .
"Robią to cały sezon aż tu złapie jednego drugiego "głód wędkarski" i wystartuje zimą".
Miałem na myśli sezon -ciepłe pory roku wtedy się ryby wypuszcza.
Przypomne że nie wędkuje zima i oczywiscie mogą rybki odpoczywać mi to lottto..,ktoś powie mają ikre szkoda fakt , pózniej tarło nie przeszkadzać mądrze to ustalmy sezon sierpień wrzesień bo pózniej już zbieraja ikre .
Jak ktoś chce być wzorem cnót to nie w wędkarstwie , nie da sie, chyba że na forum.
Zorganizowana grupa w jednym miejscu robi wrazenie a jak byśmy pozbierali tych rozrzuconych po okolicy cicho ciemnych to by lodu brakło .
Zgadzam się z Tobą w 100% kolego.
Hipokryzja!!!!
Moje zabijanie ryb zgodne z przepisami jest OK , innych niedopuszczalne.
Zrozumiał bym osobę z poza świadka wędkarskiego ale robicie to samo .Wam szkoda małych ryb innym szkoda dużych ile lat taki okaz rośnie - bo na kolacje to ma sens i jest usprawiedliwione , czy napewno jest to ostateczne wyjście dla miłośnika przyrody zarazem smakosza?
A jest pewność że ten połów z tych zawodów poszedł do kosza?
O ZAWODACH PODLODOWYCH PISZEMY KILKUDZIESIĘCIOSOBOWYCH, A NIE O PRZYPADKU JEDNEGO, ETYCZNEGO WĘDKARZA!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!!! KARPIARZE TEŻ PŁACĄ KARTY I UTRZYMUJĄ SKLEPY, A NIE WALĄ KARPI NA SETKI KILOGRAMÓW NA KRETYŃSKICH ZAWODACH! No o czym Ty piszesz? Większość wędkarzy startujących w takich zawodach wypuszcza???? Pierdziele w sanki i kombinezony chyba. Powtarzam, piszemy o takich, konkretnych zawodach PODLODOWYCH, gdzie zabija się naraz najmniej kilkadziesiąt kilogramów ryb, dla pucharków. A zawody na otwartej wodzie, dają oczywiście tę możliwość, że wiele ryb jest wypuszczonych i przeżywa. Te zawody też NIE są moim zdaniem niezbędne, ale jak już, to AŻ tyle ryb nie jest zabitych. Tak jak jeden z kolegów napisał, zima powinna być okresem wakacji od zawodów dla ichtiofauny. OD ZAWODÓW!
Coś kolegom się pokręciło, w każdych zawodach obowiązują wymiary ochronne ryb. Dziwię się tak fanatycznemu negowaniu czegoś czego się nie zna przez kolegów. Dlaczego zawody podlodowe tak wam przeszkadzają, a np. latem jak ktoś łowi małe okonki czy jazgarze i rzucając je na ziemię rozdeptuje bo przecież to szkodniki bo wyjadają iokrę innych ryb jak najczęściej się w ten sposób tłumaczą i to zyskuje aprobatę tych co tu na forum czy innym wykrzykują jacy są etyczni tylko inaczej.
Z drugiej strony choć cenię sobie merytoryczne podejście do sprawy to nic to nie zmieni tego że zawody podlodowe są i będą a Polacy są zawsze w czołówce światowej. Co bardziej Wam przeszkadza takie zawody podlodowe czy najazd wędkarzy z całej okolicy na łowisko bo akurat zarybili sporymi rybami czy akurat biorą ryby, i będą łowili póki wszystkich nie wyłowią. Dla mnie jest to tylko obłuda i próba wybielania się na forach forma przypodobania się grupie ludzi którzy określają się jako etyczni w wirtualnej rzeczywistości, a w realu to szkoda mówić. Czytając właśnie te wypowiedzi można by pomysleć , że w Polsce mamy ELDORADO wędkarskie bo przecież wszyscy wszystko wypuszczają, a jak jest to każdy z nas wie najlepiej i wiele widzi nad woda. Wędkarze, którzy wypuszczają gross ryb tym się nie afiszują po prostu robią to co im serce dyktuje i nie szukają poklasku na forach.
pozdrawiam
Witam.
Temat o wypuszczaniu złowionych ryb (bądź ich zabieraniu) był już wałkowany kilkakrotnie. Przyznam, że nie jestem fanatykiem C&R (chociaż nie wiem czemu nie używać Z i W) ale też nie zabieram każdej złowionej przez siebie ryby.
Jednak wczoraj po obejrzeniu w TV Trwam programu z serii "Z wędką nad wodę" dostałem niezłej nerwicy. Pokazywano reportaż z zawodów w wędkarstwie podlodowym w Olsztynie (cykl Grad Prix Polski). Udział wzięła "śmietanka" wędkarzy, mistrzowie, reprezentanci kadry itp. Panowie biegali od dziury do dziury i łowili. W ich ręce a później przytroczone do pasa torebeczki trafiały głównie płoteczki i to takie góra 15cm. Jeden z sędziów powiedział, że trafił się okonek. Po skończonym łowieniu ważenie zbitych w zmarzniętą masę, zapakowanych w foliową torebkę "zdobyczy". Stwierdzono, że niezbyt się udała pogoda i zawody, bo najlepsi złapali coś ponad 2 kilo ryb, a tymczasem podczas treningów to średnia tyle wynosiła. Zawody trwały 2 dni, do tego 2 treningi (do tego jeszcze 2 inne terminy). Powiedzmy, że udział brało 40 zawodników, z których każdy średnio złapał każdego dnia 2 kilo. Czyli jeden uśmiercił ot tak sobie 8 kg rybek.
Pytam jaki w tym sens ?
Dla medali, wyróżnień, nagród. Tyle się mówi o ochronie ryb, pewnie niektórzy z tych zawodników wypowiadają się na łamach prasy wędkarskiej, udzielają porad a przy okazji KRZYCZĄ: wypuszczajmy to co złapiemy. A sami co? Brak słów. Nigdy nie zdarzyło mi się zabrać takiej "zdobyczy" do siatki a co dopiero zapakować w folię i zapewne wyrzucić do kosza (chociaż może niektórzy mieli koty, albo mrozili je na fileciki na szczupaka).
Także można ustalać limity, okresy ochronne itd, tylko po co.
Myśliwi na zawodach strzelają do tarcz, bądź makiet.
No ale co to za frajda celować mormyszką do przerębla o szerokości 15cm np. z 10 metrów.
Kolego ,a ile wędkarzy łowi karpi po wpuszczeniu ?sSedzą już gdy jeszcze ryba nie została wpuszczona do wody.Siedzą i czekają na RZEŹ.Po kontroli popołudniowej (nie mówiąc o do południowej) na 15 wędkujących każdy miał po komplecie,czyli 30szt x średnio 1,5 kg to jest 45kg ,gdzie wpuszczono 350 kg karpia.Doliczając dopołudniowy połów to jest około 90 kg dziennie.
RAZEM 1 DZIEŃ 90 KG
350 KG : 90 KG= 3,8 DNIA
I TO NIE BYLI SPORTOWCY ,TO BYLI TWOI KOLESIE ZE ZŁOTYMI HACZYKAMI.
I nie pisz takich więcej bzdur ,zganiając winę na sportowców ,te ryby złowione z pod lodu najprawdopodobie poszły na cele charytatywne bo tak zazwyczaj jest.
Najlepiej napisać coś o sportcie to zaraz się otworzą nożyce na tym forum.
Żal ci d....pę ściska że nie umiesz zima więcej niż oni zławić ryb?
Dodam jeszcze tyle ,że ci sportowcy łowią według wszelakich regulaminów i płacą takie same składki jak Ty.Czyli jeżeli nie były by to zawody do już było by to wszystko ok?
Jeżeli koleś łowiąc nie na zawodach, łowił by małe rybki-(zgodnie z regulaminem )płacąc składki ,to co nie miałby ich prawa zabrać do domu?nawet to 2 kg.
Więcej łowią emeryci -dzień w dzień ryb niż ci zawodnicy raz na tydzień -ot cała prawda.
Zobaczyliście parę zdjęć z zawodów i powstało wielkie oburzenie,a ja wam nagram film jak pseudo wędkarze tłuką karpie po wpuszczeniu i jak się nie humanitarnie z nimi obchodzą, wyjmując je na brzeg,babrając w piasku żeby wyjąć złoty haczyk bo przecież szkoda żeby się zmarnował-żeby nie wiązać przypadkiem na nowo haczyka.
Wszyscy są nadzwyczaj humanitarni ,ale wystarczy jechać na zbiornik po zarybianiu i zobaczymy gorszą rzecz niż te zawody,gdzie więcej ryb ginie niż na tych nieszczęsnych zawodach podlodowych.
AMEN
Autor tego artykułu poruszył dość ciekawy temat myślistwa , o co mi chodzi gdyby prawo wędkarskie było tak precyzyjne ,jak prawo łowieckie [byłem parę lat do tyłu myśliwym] nie było by tyle dyskusji interpretowania każdego punktu naszej ustawy w dowolny sposób i jak komu wygodne na pewno kłusownicy także ci z licencją odczuliby prawo w swej mocy na własnej skórze ,może dlatego tak jest że tam łowimy przy pomocy broni palnej ,a nas kijami ,chociaż ............. .
"Trzeźwy pijanego a pijany trzeźwego, nigdy nie zrozumie..." :)
najlepiej co tu wychodzi to negowanie wszystkiego czego się nie zna lub nawet nie próbuje poznać.Jeżeli tak Kolegom przeszkadzają zawody podlodowe proszę piszcie petycje do ZG PZW, do ministerstwa i wszędzie tam gdzie mogą pomóc w celu zakazania tego typu zawodów.
Większość potępia tego rodzaju zawodów z powodu małych rybek, które prawdopodobnie co z reguły jest praktykowane zostały przekazane na zbożny cel. A z drugiej strony jakoś nikomu nie przeszkadza szarpanie sandaczy , okoni sumów i innych ryb na zimowiskach bo przecież mają wymiar więc wolno wyławiać całe stada, i tak łowią do ostatniej sztuki. Tak jest zawsze, fama idzie pocztą pantoflową, że gdzieś akurat ryba bierze więc wszyscy pędzą na łatwą rybę, no ale są oni lepsi bo przecież to nie zawody tylko łowienie rekreacyjne a chowanie po bagażnikach czy krzakach nadkompletu sandaczy jest w porządku.
pozdrawiam
oczywiście popieram kolegów co do zabijania ryb no kill c&r....kiedyś obejrzałem relację z zawodów pstrągowych i tam sędziowie biegali po wszystkich stanowiskach żeby rybę zważyć i zmierzyć i nawet nie dotykali jej ręką.a potem do wody.po to ktoś wymyślił cały sprzęt wędkarski żeby z niego korzystać.więc zacznijcie z tego korzystać.można rybę złowić położyć na miarce wypiąć delikatnie haczyk zważyć wpisać i do wody.więc wygląda na to że można rybę wypuścić bez dotykania i ryba nie dostanie szoku.tylko trzeba trochę pomyśleć.jeżeli organizuje się zawody to powinno się zorganizować też większą ilość sędziów.bo naprawdę aż żal patrzeć na tych pseudo wędkarzy.ja osobiście kiedys zabierałem część połowu ale to były znikome ilości.nikomu nie zabraniam ale 15 cm płotki to już przesada.teraz to co złowię wraca do wody.człowiek uczy się na błędach.koledzy RUDI i MASTIFF mają 200% rację.wielka piątka dla nich za poglądy.uczcie sie od nich postawy i etyki wędkarskiej.........Potem wszyscy będziecie wołać do zarządów" gdzie te ryby".niestety jak nie dorośniemy do wędkarstwa to nic z tego nie będzie.dajcie rybom dorosnąć a potem miejcie satysfakcję z wyników...pozdrawiam...no kill.....c&r.....
Był taki czas , że płoć była traktowana na równi z wzdręgą i posiadała wymiar ochronny 15 cm , a komuś " mądremu " ZG PZW nie wiem dlaczego to przeszkadzało - jak widzę płoteczkę 10cm i mniejszą nabitą na haczysko żywcowe , to mnie trzepie !!! Oprócz metody podlodowej , łowienie na żywca jest drugą metodą , której nie stosuję !!! Dlaczego ??? .........