Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje.
Nie ma właściwie żadnego uzasadnienia to prawo. W dodatku często jest kłopotliwe i wprowadza w spory. W dodatku często bywa, że niektore gatunki ryb bytują tuż za tym jak mocny prąd jazu przekształca sie w słabszy i tworzą się wiry. Często nie jest to w odległości 50 m od jazu.
Rapr w dużej części jest bezsensowny. Tyle tematów już było, tyle kłótni i tłumaczeń. Przepisy o żywcu pozyskanym z łowiska, w którym będzie użyty, okres ochronny węgorza itd ..
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
Ten przepis jest nagminnie łamany. Będąc na wakacjach często na pomostach zastawałem pozostawione wędki bez opieki. A niż żywej duszy dookoła. Oczywiście powyżej posesja jakiegoś buraka/ Stanowisko zajęte? Tak zajęte. Było to na takim zadupiu, że żadna kontrola z brzegu by tego nie odkryła. Z zasady nie ruszam takich rzeczy, technologia jest taka, że kamerkę bezprzewodową bez problemy można ukryć. Co do tam i śluz to dobrze, są to zazwyczaj miejsca gdzie jest sporo ryby lub późną jesienią grupuje się w tych miejscach ponieważ na niektórych zaporówkach są to najgłębsze miejsca. Tylko brakowało, żeby tam ludzi wpuścić.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Po to jest wolny bieg w kolowrotku, czy można odkręcić hamulec i już ci nic wędki nie porwie. Są sygnalizatory brań i nie musisz za każdą razą, jak się oddalisz zwijać zestawów. Znam wędk arzy nieudaczników, co siedzieli przy kiju i im ryba wędkę porwała, a ostatnio byłem świadkiem jak kolesiowi karp wyrwał z rąk bata więc nijak się ma ten przepis do rzeczywistości:))). Ale o tym już były dyskusje i nie ma co tego roztrzasac. Za nim zacznie się cokolwiek zmieniać, czy wprowadzać nowe przepisy warto sprawdzić, czy stare są przestrzegane. Nie wiem jaki sens jest dodawanie jakichkolwiek obostrzeń nowych skoro stare są nie przestrzegane. Prawo jest wtedy potrzebne kiedy się dzieje źle. :)
Ten przepis jest nagminnie łamany. Będąc na wakacjach często na pomostach zastawałem pozostawione wędki bez opieki. A niż żywej duszy dookoła. Oczywiście powyżej posesja jakiegoś buraka/ Stanowisko zajęte? Tak zajęte. Było to na takim zadupiu, że żadna kontrola z brzegu by tego nie odkryła. Z zasady nie ruszam takich rzeczy, technologia jest taka, że kamerkę bezprzewodową bez problemy można ukryć. Co do tam i śluz to dobrze, są to zazwyczaj miejsca gdzie jest sporo ryby lub późną jesienią grupuje się w tych miejscach ponieważ na niektórych zaporówkach są to najgłębsze miejsca. Tylko brakowało, żeby tam ludzi wpuścić. Kolega świeży na portalu ale dobrze gada. Polać Mu ;-) Z meniskiem wypukłym hehehe
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje.
Pewnie, najlepiej od razu wpuścić wędkarzy na zimowiska...niech łowią do bólu...
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje. Choc byś nie wiem co zrobił to tego zapisu nie zmienisz. Bo tak stanowi prawo. A regulamin łowiska nie może łamać prawa. Może zaostrzyć pewne zapisy ale nie znosić.
No chyba że petycja do ustawodawcy najpierw, i tam ten zapis zmienią...
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Po to jest wolny bieg w kolowrotku, czy można odkręcić hamulec i już ci nic wędki nie porwie. Są sygnalizatory brań i nie musisz za każdą razą, jak się oddalisz zwijać zestawów. Znam wędk arzy nieudaczników, co siedzieli przy kiju i im ryba wędkę porwała, a ostatnio byłem świadkiem jak kolesiowi karp wyrwał z rąk bata więc nijak się ma ten przepis do rzeczywistości:))). Ale o tym już były dyskusje i nie ma co tego roztrzasac. Za nim zacznie się cokolwiek zmieniać, czy wprowadzać nowe przepisy warto sprawdzić, czy stare są przestrzegane. Nie wiem jaki sens jest dodawanie jakichkolwiek obostrzeń nowych skoro stare są nie przestrzegane. Prawo jest wtedy potrzebne kiedy się dzieje źle. :)
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Zapomniałem jeszcze dodać, że powinno się zmienić limity połowu, okresy ochronne i wymiary ryb na bardziej ostre ale nie pisałem tego bo ten temat był juz chyba milion razy poruszany. Gdyby np. dać limit jeden drapieżnik (szczupak, sandacz, boleń) dziennie to i problem łowienia 50 m od jazów itd. by sie sam rozwiązał. Plus do tego częstsze kontrole w takich miejscach. Wytypowanie zimowisk objętych zimowym zakazem połowu. Myślę, że to pomogło by znieść zakaz połowu mniej niż 50 m od jazów. Nie byłyby tak bardzo trzebione nasze wody a i wędkarze nauczyliby się szanowac naturę jednocześnie łapiąc duże sztuki.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Dodam że masz zapis kto zajął pierwszy łowisko, ten ma prawo łowić. To wtedy kijejt zostawia leszczynę na kładce idzie na obiad. Ty wejść i łowić nie możesz bo przecież miejsce zajęte... On biwakuje przez tydzień, i byle wędziskiem w wodzie, zajmuje miejscówkę. a ty szukaj se czego innego...
Zapomniałem jeszcze dodać, że powinno się zmienić limity połowu, okresy ochronne i wymiary ryb na bardziej ostre
Najpierw wyegzekwujcie przestrzeganie przez wszystkich tego. Potem jak nie pomoże myślnie o zmianach... NP.:Koleś łowi 3 szczupaki 35 cm i zabiera. Przecież wymiar 50 c, i limit 2 szt. To co go powstrzyma zrobic to samo jak będzie wymiar 60 i limit 1 szt?
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Masz rację. Dlatego nie krytykuje przepisu, ale sygnalizatory mają odpowiedni zasięg... Wiesz dobrze o co mi chodzi i wiem do czego pijesz. Szczerze mówiąc to nawet na nocce siedzę jak szpak przy wedkach. Z drugiej strony, to co to za różnica zasnąć na krześle przy wedkach (co się może zdarzyć), a w namiocie? Już nie rozmawiajmy o skrajnosciach, bo masz rację, że by było kombinowanie, a mówmy (piszmy) o normalnym wędkowaniu i oddaleniu się na chwilkę za potrzebą np... Jak łowię na spina to zapewniam Cię, że nie wpuszczam kija z rąk i jak odchodzę nawet na chwilę to zwijam ;))).
Nie ma właściwie żadnego uzasadnienia to prawo. W dodatku często jest kłopotliwe i wprowadza w spory. W dodatku często bywa, że niektore gatunki ryb bytują tuż za tym jak mocny prąd jazu przekształca sie w słabszy i tworzą się wiry. Często nie jest to w odległości 50 m od jazu.
Idąc dalej Twoim tokiem myślenia; - Zezwólmy połowu również na tarliskach.
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Masz rację. Dlatego nie krytykuje przepisu, ale sygnalizatory mają odpowiedni zasięg... Wiesz dobrze o co mi chodzi i wiem do czego pijesz. Szczerze mówiąc to nawet na nocce siedzę jak szpak przy wedkach. Z drugiej strony, to co to za różnica zasnąć na krześle przy wedkach (co się może zdarzyć), a w namiocie? Już nie rozmawiajmy o skrajnosciach, bo masz rację, że by było kombinowanie, a mówmy (piszmy) o normalnym wędkowaniu i oddaleniu się na chwilkę za potrzebą np... Jak łowię na spina to zapewniam Cię, że nie wpuszczam kija z rąk i jak odchodzę nawet na chwilę to zwijam ;))).
Przepisy mają być takie aby zapobiegać wyniszczeniu ryb ale nie utrudniac wędkowania trzeźwo myślącym normalnym wędkarzom. Po co w takim razie jest limit ilościowy bolenia? Czy jakiś normalny wedkarz bedzie zabierał ta rybę do domu? Zapis zdawałoby się niepotrzebny a jednak jest wielu miesiarzy ktorzy trzebiliby bolenia dziesiątkami dziennie. Tak samo z opuszczaniem stanowiska czy łowieniem przy budowlach spiętrzających wodę. Dla etycznych wędkarzy taki zapis to nie jest wiela przeszkoda a brak tych zapisow nic by nie zmienił ale mięsiarzom otwiera wielkie wrota.
Wędki mają być pod nadzorem i nikt nie mówi o opuszczaniu stanowiska.Czy siedząc pięć metrów od wędek ale patrząc nie w stronę wędek mam je pod nadzorem? Ten przepis z tym nadzorem nad swoimi wędkami jest zupełnie bez sensu.W XXI wieku, w czasie elektroniki mam siedzieć i patrzeć w swoje wędki - sorry, ale u mnie w robocie ochroniarz ma pod nadzorem kilka obiektów i daje radę to nadzorować.JK
Przepisy mają być takie aby zapobiegać wyniszczeniu ryb ale nie utrudniac wędkowania trzeźwo myślącym normalnym wędkarzom. Po co w takim razie jest limit ilościowy bolenia? Czy jakiś normalny wedkarz bedzie zabierał ta rybę do domu? Zapis zdawałoby się niepotrzebny a jednak jest wielu miesiarzy ktorzy trzebiliby bolenia dziesiątkami dziennie. Tak samo z opuszczaniem stanowiska czy łowieniem przy budowlach spiętrzających wodę. Dla etycznych wędkarzy taki zapis to nie jest wiela przeszkoda a brak tych zapisow nic by nie zmienił ale mięsiarzom otwiera wielkie wrota.
No tak, pełna zgoda. Ale zapis z opuszczaniem stanowiska najbardziej uderza w karpiarzy, a oni to najbardziej etyczni wedkarze i wypuszczają zlowione ryby. O miesiatstwie nie ma mowy i zapis jakby jest nieaktualny, to po pierwsze. Po drugie to jak był tworzony ten przepis to nie było takich możliwości jak w tej chwili. Kiedyś nie było sygnalizatorow z centralką.... Wiesz jak dla mnie to na wszystkie ryby mogłoby zostać wprowadzone C&R:). Co do bolenia to u nas tego mnogo. Nikt tego nie łowi specjalnie. Na zaporowkach czy na jeziorach chodzi w środku i z brzegu jest nie do sięgnięcia. Jedynie małe się trafiają z brzegu, a duży wnerwia, bo płoszy mi nad zestawami:))).
Przepisy mają być takie aby zapobiegać wyniszczeniu ryb ale nie utrudniac wędkowania trzeźwo myślącym normalnym wędkarzom. Po co w takim razie jest limit ilościowy bolenia? Czy jakiś normalny wedkarz bedzie zabierał ta rybę do domu? Zapis zdawałoby się niepotrzebny a jednak jest wielu miesiarzy ktorzy trzebiliby bolenia dziesiątkami dziennie. Tak samo z opuszczaniem stanowiska czy łowieniem przy budowlach spiętrzających wodę. Dla etycznych wędkarzy taki zapis to nie jest wiela przeszkoda a brak tych zapisow nic by nie zmienił ale mięsiarzom otwiera wielkie wrota.
No tak, pełna zgoda. Ale zapis z opuszczaniem stanowiska najbardziej uderza w karpiarzy, a oni to najbardziej etyczni wedkarze i wypuszczają zlowione ryby. O miesiatstwie nie ma mowy i zapis jakby jest nieaktualny, to po pierwsze. Po drugie to jak był tworzony ten przepis to nie było takich możliwości jak w tej chwili. Kiedyś nie było sygnalizatorow z centralką.... Wiesz jak dla mnie to na wszystkie ryby mogłoby zostać wprowadzone C&R:). Co do bolenia to u nas tego mnogo. Nikt tego nie łowi specjalnie. Na zaporowkach czy na jeziorach chodzi w środku i z brzegu jest nie do sięgnięcia. Jedynie małe się trafiają z brzegu, a duży wnerwia, bo płoszy mi nad zestawami:))).
Karpiarze to najbardziej etyczni wędkarze? Trochę chyba pycha przemawia. Myślę że wśród karpiarzy, spinningistów i muszkarzy znajdziemy taki sam procent etycznych .
Karpiarze to najbardziej etyczni wędkarze? Trochę chyba pycha przemawia. Myślę że wśród karpiarzy, spinningistów i muszkarzy znajdziemy taki sam procent etycznych .
Nie, to nie pycha :). W sumie ja bym nie dzielił wędkarzy w żaden sposób. Napisałem tak, bo Ty pisałeś o etycznych wedkarzach, że dla nich nie ma problemu stosowanie się do przepisów. Karpiarze to też etyczni wedkarze, ale to nie oznacza, że mają iść jak barany na rzeź. Jeżeli przepis jest bez sensu w jakimś przypadku, a niestosowanie się do niego w żaden sposób nie szkodzi to nie znaczy, że ktoś jest nieetyczny...... Mi ten przepis w niczym nie przeszkadza. U mnie akurat straż jest spoko i nie czepiają się głupot.... Sorki, że tak o tych etycznych to zabrzmiało, ale przyznasz mi rację chyba, że ten przepis powinien zostać nieco zmieniony?
Karpiarze to najbardziej etyczni wędkarze? Trochę chyba pycha przemawia. Myślę że wśród karpiarzy, spinningistów i muszkarzy znajdziemy taki sam procent etycznych .
Nie, to nie pycha :). W sumie ja bym nie dzielił wędkarzy w żaden sposób. Napisałem tak, bo Ty pisałeś o etycznych wedkarzach, że dla nich nie ma problemu stosowanie się do przepisów. Karpiarze to też etyczni wedkarze, ale to nie oznacza, że mają iść jak barany na rzeź. Jeżeli przepis jest bez sensu w jakimś przypadku, a niestosowanie się do niego w żaden sposób nie szkodzi to nie znaczy, że ktoś jest nieetyczny...... Mi ten przepis w niczym nie przeszkadza. U mnie akurat straż jest spoko i nie czepiają się głupot.... Sorki, że tak o tych etycznych to zabrzmiało, ale przyznasz mi rację chyba, że ten przepis powinien zostać nieco zmieniony?
Ja wiem czy powinien być zmieniany? Zapis brzmi: " 4. W czasie wędkowania wędki muszą być pod stałym nadzorem ich użytkownika."
Sygnalizotory to pewien rodzaj nadzoru. Moim zdaniem karpiarze powini czuć się bezpieczni w swoich namiotach kiedy sprzęt okablowany.
Gdyby ten zapis uściślić nie miałbym nic przeciwko.
@dobrywedkarz napisał "czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku"
opuszczanie stanowiska to już inna sprawa i do tego się odniosłem. Wiem że gdyby zniknął ten zapis i wędkarzom można by było wyskoczyć do domu na nocke zostawiając sprzęt rozstawiony na łowisko to na pobliskim dołu do ostatniego szczupaka wędki by leżały non stop na podpórkach.
Fakt ten przepis z nadzorowaniem swoich wędek troche racji jednak ma. A co do jazów, śluz, tam, zapór to co myślicie na temat wprowadzenia prawa, że ryby złowione mniej niż 50 m od tych obiektów mają iść do wody wszystkie. A co do kontroli straży to w moim okręgu PZW Opole a konkretnie w okolicach Kędzierzyna ostatnio kontrolę miałem 2 lata temu. Dodam, że łowię często na znanych i dużych wodach.
Fakt ten przepis z nadzorowaniem swoich wędek troche racji jednak ma. A co do jazów, śluz, tam, zapór to co myślicie na temat wprowadzenia prawa, że ryby złowione mniej niż 50 m od tych obiektów mają iść do wody wszystkie. A co do kontroli straży to w moim okręgu PZW Opole a konkretnie w okolicach Kędzierzyna ostatnio kontrolę miałem 2 lata temu. Dodam, że łowię często na znanych i dużych wodach.
Brak kontroli. To właśnie tu leży problem. Co z tego że bedziemy zmieniać RAPR w tą czy inną strone skoro nikt tego nie egzekwuje. Łowię na Wiśle, Bugu, Chodelce jeziorach i nigdy nie byłem kontrolowany.
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje. Choc byś nie wiem co zrobił to tego zapisu nie zmienisz. Bo tak stanowi prawo. A regulamin łowiska nie może łamać prawa. Może zaostrzyć pewne zapisy ale nie znosić.
No chyba że petycja do ustawodawcy najpierw, i tam ten zapis zmienią... ""A regulamin łowiska nie może łamać prawa.""
W życiu wygląda to jednak inaczej -- przykład - Głowno Po zarybieniu , zakaz połowu ryb spokojnego żeru , można łowić drapieżniki metodą spiningową i spławikową na żywca ( którego złowienie jest zabronione ) . Panowie strażnicy sprawdzają czy ktoś nie łowi białej ryby i nie przeszkadza im widok żywca kupionego w sklepach . Chyba ten przepis z żywcem wymaga zmiany - np certyfikaty w sklepach handlujących żywcem , tak aby nie sprzedawali np czubaczka amurskiego , co też się zdarza
Dla mnie przepis o łowieniu przy budowlach hydrotechnicznych można by śmiało wyrzucić z regulaminu bo tylko utrudnia nam życie . Jest jednak jeden warunek , którego w Polsce nie da się spełnić . Chodzi o to , aby w rejonie tych budowli obowiązywał całkowity zakaz zabierania ryb. Wtedy na co komu taki punkt regulaminu ? Znam jednak realia , ludzi w tym kraju i wiem , że taka zmiana niosłaby więcej problemów niż pożytku .
Ras al Ghul dlatego właśnie dyskutuje w tym temacie, poniewaz strażnicy w jednym przypadku, który znam przyczepili się do mojego kolegi, ze poszedł do kampingu, a wędki pozostawił bez opieki niby. Miał centralkę itd.... Ja osobiście nigdy nie miałem takich problemów. No ale to już sobie wyjaśniliśmy i ciesze się, że doszliśmy do jakiegoś konsensusu :). Co do sygnalizatorów brań, to idzie to do przodu strasznie. Z tego co wiem w przyszłym roku mają być sygnalizatory z Wi-Fi i maja być kompatybilne ze smartfonami :).
Centralki sprzężone przez WiFi z telefonią komórkową i automatem wyciągowym. Automat zatnie i wyholuje wprost na siatkę leżącą na brzegu, smarkfon da sygnał do chałupy, a sensor ruchu włączy automatycznego drona, który zatransportuje rybę wprost do wanny w domu wędkującego. Do tego jeszcze laserowy pomiar wymiaru ochronnego.
Założę się, że pierwsi by to karpiarze kupili.
Można się jeszcze zmóc na kamerę i wtedy wszystko bedzie pod nadzorem.
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon.
Centralki sprzężone przez WiFi z telefonią komórkową i automatem wyciągowym. Automat zatnie i wyholuje wprost na siatkę leżącą na brzegu, smarkfon da sygnał do chałupy, a sensor ruchu włączy automatycznego drona, który zatransportuje rybę wprost do wanny w domu wędkującego. Do tego jeszcze laserowy pomiar wymiaru ochronnego.
Założę się, że pierwsi by to karpiarze kupili.
Można się jeszcze zmóc na kamerę i wtedy wszystko bedzie pod nadzorem.
TFU!
Dobre:-)))
Kiedyś karpiarze mieli "ciężkie życie" bo musieli łowić "jak inni" ale teraz skoro mają udogodnienia i stać ich na to więc niektórzy się bawią tymi wszystkimi mniej lub bardziej potrzebnymi zabawkami...Trochę "gadżeciarstwo" ale wędkarstwo ogólnie zmierza w tę stronę.Wszystko co w teorii ułatwia życie znajdzie nabywce.
Centralki sprzężone przez WiFi z telefonią komórkową i automatem wyciągowym. Automat zatnie i wyholuje wprost na siatkę leżącą na brzegu, smarkfon da sygnał do chałupy, a sensor ruchu włączy automatycznego drona, który zatransportuje rybę wprost do wanny w domu wędkującego. Do tego jeszcze laserowy pomiar wymiaru ochronnego.
Założę się, że pierwsi by to karpiarze kupili.
Można się jeszcze zmóc na kamerę i wtedy wszystko bedzie pod nadzorem.
TFU!
Cześć:). Tu to już przesadziłeś. Karpiarze wypuszczają ryby więc o wannie nie może być mowy :))))). Co do sygnalizatorów to coraz więcej wędkarzy ich używa i nie tylko ci co łowią karpie. Jest regulacja na poziomie centralki, to czemu nie zrobić tego pod smerfa? za 100 zł szt. możesz sobie kupić żarówki ledowe, które też mają wbudowane Wi-Fi i możesz ich zainstalować bodajże 60 w smartfonie :)). Technika idzie do przodu i ciesze się, ze nie łowię na leszczynkę. Trzeba iść z duchem czasu :). Nawet Pawlaka przekonali do mechanizacji, to może i Kedzia się uda :)))). Mechanizator potrzebny w gminie ;))))))).
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon.
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Masz rację. Dlatego nie krytykuje przepisu, ale sygnalizatory mają odpowiedni zasięg... Wiesz dobrze o co mi chodzi i wiem do czego pijesz. Szczerze mówiąc to nawet na nocce siedzę jak szpak przy wedkach. Z drugiej strony, to co to za różnica zasnąć na krześle przy wedkach (co się może zdarzyć), a w namiocie? Już nie rozmawiajmy o skrajnosciach, bo masz rację, że by było kombinowanie, a mówmy (piszmy) o normalnym wędkowaniu i oddaleniu się na chwilkę za potrzebą np... Jak łowię na spina to zapewniam Cię, że nie wpuszczam kija z rąk i jak odchodzę nawet na chwilę to zwijam ;))). A taka różnica że kolega z taką centralką, robi se zasiadkę tygodniową. On przyjechał i z boku (20m) se biwakuje, wędki ma zarzucone i tyle. Wie że będzie miał branie może jedno. I piknikuje z rodziną. Mówi że wędkuje bo przy tyłku ma ma odbiornik centraliki. A zwykły wędkarz chodzi i szuka miejsce by se dziś połowić. rezygnuje i przychodzi wieczorem. I znów scenariusz ten sam. Znów miejscówka zajęta przez wędki z centralką. a Wędkarz se śpi, jak ryba weźmie, to go odbiornik obudzi. No dobra przyjdę rano. Ale przykro scenariusz znów się powtarza... I tak przez cały tydzień. Karpiarz przez ten cas się bawił i biwakował, a drugi wędkarz szukał se stanowiska gdzie by pomoczył kija. Karpiaz miał 5 brań, i w tym 4 spartolił bo zanim do wędki dobiegł było już po ptakach. A wędkarz nawet se nie zamoczył zestawu, bo wszystkie miejscówki były zajęte przez wędki z centralką. Po to jest ten zapis by jak wędkarz chce se biwakować, to biwakuje z rodziną, a jak chce se wędkować to wędkuje. Bi inny wędkarz mógł liczyć na to że jak komuś się znudzi stanie przy wędce, to je ściągnie, bo nie może opuścić miejscówki bez zabrania ze sobą sprzętu. I by ten drugi w tym czsie co ten bawi się z rodzinką przy grillu i nie wędkuje ( bo trudno nazwać grilowanie 50 metrów dalej niż wędki, wędkowaniem), mógł sobie powędkować. No i przychodzi strażnik, to kogo ma skontrolować, tą centralkę? Bo wędkarz który niby wędkuje nie widać. A wędkarz który chce se powędkować błąka się od miejscówki do miejscówki, i przygląda się tym wędkom pozostawionych sobie sam na sam z centralką. I marzy że w końcu sobie zamoczy kija...
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon. Dobre, kupuję raz rybkę i mam paragon. Potem na ten sam ciągnę rybki na łowisko z przydomowej sadzawki... No i musisz zmienić prawo polskie nie tylko regulamin łowiska, by było to możliwe.
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon. Dobre, kupuję raz rybkę i mam paragon. Potem na ten sam ciągnę rybki na łowisko z przydomowej sadzawki... No i musisz zmienić prawo polskie nie tylko regulamin łowiska, by było to możliwe.
Okręg skierniewicki lub tylko koło w Głownie pokazuje , gdzie ma RAPR , prawo i cały PZW .Strażnicy egzekwują zarządzenie tego koła; czyli też RAPR i prawo dla nich nie wiele znaczą
A taka różnica że kolega z taką centralką, robi se zasiadkę tygodniową. On przyjechał i z boku (20m) se biwakuje, wędki ma zarzucone i tyle. Wie że będzie miał branie może jedno. I piknikuje z rodziną. Mówi że wędkuje bo przy tyłku ma ma odbiornik centraliki. A zwykły wędkarz chodzi i szuka miejsce by se dziś połowić. rezygnuje i przychodzi wieczorem. I znów scenariusz ten sam. Znów miejscówka zajęta przez wędki z centralką. a Wędkarz se śpi, jak ryba weźmie, to go odbiornik obudzi. No dobra przyjdę rano. Ale przykro scenariusz znów się powtarza... I tak przez cały tydzień. Karpiarz przez ten cas się bawił i biwakował, a drugi wędkarz szukał se stanowiska gdzie by pomoczył kija. Karpiaz miał 5 brań, i w tym 4 spartolił bo zanim do wędki dobiegł było już po ptakach. A wędkarz nawet se nie zamoczył zestawu, bo wszystkie miejscówki były zajęte przez wędki z centralką. Po to jest ten zapis by jak wędkarz chce se biwakować, to biwakuje z rodziną, a jak chce se wędkować to wędkuje. Bi inny wędkarz mógł liczyć na to że jak komuś się znudzi stanie przy wędce, to je ściągnie, bo nie może opuścić miejscówki bez zabrania ze sobą sprzętu. I by ten drugi w tym czsie co ten bawi się z rodzinką przy grillu i nie wędkuje ( bo trudno nazwać grilowanie 50 metrów dalej niż wędki, wędkowaniem), mógł sobie powędkować. No i przychodzi strażnik, to kogo ma skontrolować, tą centralkę? Bo wędkarz który niby wędkuje nie widać. A wędkarz który chce se powędkować błąka się od miejscówki do miejscówki, i przygląda się tym wędkom pozostawionych sobie sam na sam z centralką. I marzy że w końcu sobie zamoczy kija...
To po co ten Twój kolega jeździ? Na ryby czy na biwak? Co to za karpiarz, że spartoplił 4 na 5 brań? Artur nie zadawaj sie z takimi, jak będziesz potrzebował rady to pytaj śmiało. Ten drugi co se nie moze znaleźć miejsca to kto to jest? Strażnik niech dotknie wędkę, to za sekundę będzie wiedział z kim ma do czynienia :)))). Widać, ze z wędkarstwem karpiowym masz niewiele wspólnego :).
Jak bym na tygodniowej zasiadce zwalił dwa brania zacząłbym się zastanawiać co robię nie tak. W sumie po jednym braniu nie zaciętym analizowałem zestaw. W sumie teraz nie mam pustych brań :-))) Przepis mówi wyraźnie o nadzorze - jak do tej pory nikt nie odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie: " Wędki mają być pod nadzorem i nikt nie mówi o opuszczaniu stanowiska. ( A co to te stanowisko ? ) Czy siedząc pięć metrów od wędek ale patrząc nie w stronę wędek mam je pod nadzorem? Ten przepis z tym nadzorem nad swoimi wędkami jest zupełnie bez sensu. W XXI wieku, w czasie elektroniki mam siedzieć i patrzeć w swoje wędki - sorry, ale u mnie w robocie ochroniarz ma pod nadzorem kilka obiektów i daje radę to nadzorować." JK
EDIT:Chyba tylko tu są tacy co mają problem z nadzorem ( NIE ) swoich wędek. Na rybach, nad wodą jeszcze nikt nigdy nie zapytał mnie dlaczego nie siedzę obok wędek i ich nie nadzoruję ?;-)))
Dla mnie wędkarstwo jest tożsame z tym, że siedzę, leżę, śpię, piję kawę, piwo, piekę kiełbaski, ciupciam, smarkam, jem, przy wędkach. To jest stały nadzór. Nawet jak siusiam, czy też robię kloca, to tylko tam, skąd widzę wędki!
To jest dla mnie stały nadzór - a nie centrala radiowa i 200 metrów dalej popijam z kolegą, bo mam wszystko pod nadzorem.
Łażą jak porąbani, odwiedzają się, jeden kij zarzuci tam, drugi tam, nawet ich nie widzi, ale ma centralkę! Leży i chrapie w namiocie 20 metrów dalej i ma kontrolę, bo ma centralkę!
TO JEST CHORE!
Poszperajcie w sieci - ile znajdziecie zapytań, jak przerobić centralkę na zasięg nawet powyżej 100, nawet 200, a nawet 500 metrów?!
PO CO TO KOMU?! DLA KONTROLI ?! DLA LEPSZEGO NADZORU?! HAŃBA!!!!!!!!!!!!
Januszku kochany! Pod nadzorem, znaczy widząc je! Mogąc zareagować jak najszybciej w razie brania! No chyba, że ty, stary chłop, robisz setkę w 6 s. Ale to by był rekord galaktyki!
Ten przepis powstał w czasach, kiedy o centralkach radiowych słyszeli tylko kosmici! A że technika zapier*ala, to i ludziska zaczęli ten przepis naciągać. KJak dla mnie, to centralka radiowa jest grzechem!
Kedzio, Kolego Zacny nie siedzę 100m od wędek.Nie muszę więc być sprinterem. Nie szwendam się po całej wodzie. Centralki przerabiać nie muszę bo w złym terenie ( las, górki ) dałem spokój testując zasięg po 250 krokach Kolegi robiącego metrowe kroki ( ponad 200 cm wzrostu taka kruszynka ;-)) ). Naprawdę masz pecha chyba do karpiarzy bo albo ja jestem inny albo spotkani przez Ciebie karpiarze jacyś są nieteges ;-) Tak pod nadzorem bo widzie te obiekty owszem... na ekranie monitora ;-) JK
Dla mnie wędkarstwo jest tożsame z tym, że siedzę, leżę, śpię, piję kawę, piwo, piekę kiełbaski, ciupciam, smarkam, jem, przy wędkach. To jest stały nadzór. Nawet jak siusiam, czy też robię kloca, to tylko tam, skąd widzę wędki!
To jest dla mnie stały nadzór - a nie centrala radiowa i 200 metrów dalej popijam z kolegą, bo mam wszystko pod nadzorem.
Łażą jak porąbani, odwiedzają się, jeden kij zarzuci tam, drugi tam, nawet ich nie widzi, ale ma centralkę! Leży i chrapie w namiocie 20 metrów dalej i ma kontrolę, bo ma centralkę!
TO JEST CHORE!
Poszperajcie w sieci - ile znajdziecie zapytań, jak przerobić centralkę na zasięg nawet powyżej 100, nawet 200, a nawet 500 metrów?!
PO CO TO KOMU?! DLA KONTROLI ?! DLA LEPSZEGO NADZORU?! HAŃBA!!!!!!!!!!!!
Po to żeby słyszeć branie, kiedy wywodzą zestaw na 100, 200 czy 500 metrów pontonem :) Wiele razy na filmach wędkarskich o karpiach to widać :)
Wątek jak zwykle wielotorowy, a więc można dorzucić trzy grosze... Chciałem dodać kilka słów odnośnie podążania z duchem czasu. Moim zdaniem mozna iśc z duchem czasu jezeli mówimy o haczyku, kołowrotku, czy też wędzisku, natomiast te wszystkie piszczałki, centralki i inne elektroniczne duperelki wyręczające "łowcę" sprawiają, że wędkarstwo w dzisiejszej dobie zatraca powoli urok i smak dzikich łowów...
Zgodze się z kolega powyżej. Nawet jakby wynaleziono wędki, które same holują i zacinaja ryby to i tak bym z nich nie korzystał. To straciłoby swój urok. Nie ma bowiem według mnie piękniejszego widoku jak zanurzenie spławika na dłużej i zacięcie po czym czuć ten wspaniały opór. Tak samo jak dla grunciarza nie ma wspanialszego widoku według mnie jak gwałtowne podbicie bombki pod sam kij lub energiczne i regularne uginanie się szczytówki w feederze.
Mam propozycję - pozostaje leszczyna i jałowiec na szczytówce.Tylko czy Wy wiecie jak przysposobić leszczynę na wędzisko bo obawiam się, że piszczałki za bardzo są z duchem czasu ale zrobić wędkę z leszczyny też będzie problem. Dla mnie też nie ma piękniejszego widoku jak hanger przykleja się do wędki i słyszę z hamulca terkot a z sygnałka jedno nieustające piiiii....W sumie to nie rozumiem - żyłka nowoczesna, haczyk super ostry i mocny, kołowrotek nowoczesny są w porządku o wędce nie wspomnę. Co przeszkadza sygnałek i centralka skoro i tak sam muszę zaciąć i holować. Dodam, że ja na ryby jeżdżę co dwa lub trzy tygodnie na trzy dni lub cztery dni. Nie da się w tym czasie tylko patrzeć w wędki i czekać na odjazd.JK
Panowie centralka nie służy tylko do tego aby chodzić po sąsiadach 200 m i szpanować, że jak będzie pi piiiii to nam zawyje na cały głos. Łowie na PZW i korzystam z tego kiedy idę po samochód ( przy dupie nie mogę mieć) dodatkowo centralka ma ten plus, że można włożyć do kieszeni, ustawić wibracje/ minimalny dżwięk a sygnałki wyciszyć.Nic mnie bardziej nie denerwuje jak wędkarze przerzucają w nocy zestawy, a że przy ustawianiu bombki nie chcę im się sygnalizatora wyłączać to wyje to na łowisku na cały głos.
Zgodze się z kolega powyżej. Nawet jakby wynaleziono wędki, które same holują i zacinaja ryby to i tak bym z nich nie korzystał. To straciłoby swój urok. Nie ma bowiem według mnie piękniejszego widoku jak zanurzenie spławika na dłużej i zacięcie po czym czuć ten wspaniały opór. Tak samo jak dla grunciarza nie ma wspanialszego widoku według mnie jak gwałtowne podbicie bombki pod sam kij lub energiczne i regularne uginanie się szczytówki w feederze.
Powiedz to karpiarzą... Oni żeby jechać na ryby potrzebują: łódek
zdalnie sterowanych, piszczałek, centralek, stojaków,
swingerów/hangerów, cobry, dużej budy, łózka, kuchni polowej, kilogramów
kulek, ziaren, etc... To przeca są kapraze! Nie byle jacy wędkarze! Oni przyjeżdżają posiłować się z nafaszerowanymi, rozdętymi od proteiny i ziaren miśkamy, a my żeby posiedziec na rybkach i odnaleźć wytchnienie. Ja jestem wędkarzem oldskulowym, mnie
wystarczy feeder, lub spławikówka, odrobina zanęty i przynęty. Siadam w
jakimś uroczym miejscu o ile coś znajdę, stawiam krzesełko i przy
śpiewie ptaszków ładuje akumulatory pozytywna energią... Tak odnośnie
tych uroczych miejsc; z nimi ostatnimi czasy jest problem, przez tą
toksyczną dla uroków prawdziwego wędkarstwa modę - wszędzie budy, a
wkoło nich pełno papierzaków przeważnie rośnie, więc czasami trzeba
sporo się nachodzić, żeby znaleźć jakiś uroczy cichy zakątek. :) Zmiany w RAPR powinny stanowczo zabronić, przede wszystkim wywózek i ograniczyć dzienną ilość stosowania zanęt i przynęt, do potrzebnego minimum. A także według mnie, cofnąć ten wymiar górny dla tego karpia, który swoją obecnością w akwenach nie przynosi żadnego pożytku dla środowiska wodnego, wręcz przeciwnie. Powinno się te większe buldożery po odławiać i porozdawać biednym cyganom - broń Boże dla fok, lub morsów, bo mogą ulec zatruciu.
Powiedz to karpiarzą... Oni żeby jechać na ryby potrzebują: łódek
zdalnie sterowanych, piszczałek, centralek, stojaków,
swingerów/hangerów, cobry, dużej budy, łózka, kuchni polowej, kilogramów
kulek, ziaren, etc... To przeca są kapraze! Nie byle jacy wędkarze! Oni przyjeżdżają posiłować się z nafaszerowanymi, rozdętymi od proteiny i ziaren miśkamy, a my żeby posiedziec na rybkach i odnaleźć wytchnienie. Ja jestem wędkarzem oldskulowym, mnie
wystarczy feeder, lub spławikówka, odrobina zanęty i przynęty. Siadam w
jakimś uroczym miejscu o ile coś znajdę, stawiam krzesełko i przy
śpiewie ptaszków ładuje akumulatory pozytywna energią... Tak odnośnie
tych uroczych miejsc; z nimi ostatnimi czasy jest problem, przez tą
toksyczną dla uroków prawdziwego wędkarstwa modę - wszędzie budy, a
wkoło nich pełno papierzaków przeważnie rośnie, więc czasami trzeba
sporo się nachodzić, żeby znaleźć jakiś uroczy cichy zakątek. :) Zmiany w RAPR powinny stanowczo zabronić, przede wszystkim wywózek i ograniczyć dzienną ilość stosowania zanęt i przynęt, do potrzebnego minimum. A także według mnie, cofnąć ten wymiar górny dla tego karpia, który swoją obecnością w akwenach nie przynosi żadnego pożytku dla środowiska wodnego, wręcz przeciwnie. Powinno się te większe buldożery po odławiać i porozdawać biednym cyganom - broń Boże dla fok, lub morsów, bo mogą ulec zatruciu.
Witam:). Nic bardziej mylnego kolego. Nie zawsze używam sygnalizatorow brań (dźwiękowych). Poczytasz jeszcze trochę o wedkarstwie karpiowym, to zaczniesz kumać o co chodzi:). Później pozostaje prakpraktyka, ale przy Twoim intelekcie powinienes w kilka lat ogarnąć:))). Nie powtarzaj w każdym temacie tych samych bzdur wyssanych z palca. Przemawia przez Ciebie czysczysta zazdrość i nic więcej. Ja nie dzielę wędkarzy pod względem ryb jakie łowią, a na mądrych i głupich. Głupim zawsze wszystko przeszkadza, a swoje niepowodzenia wedkarskie zwala na innych. Na szczęście nad wodą jest więcej tych mądrych. Spotykam róróżnych wędkarzy nad wodą i każdy się cieszy jak zlowi karpia. Tylko tu karp przeszkadza i jeden z drugim swoje flustracje przelewa na forum. Karpia nie jest tak dużo w naszych wodach. Prznajmiej w mojej okolicy, żeby można było powiedzieć, że ma jakikolwiek wpływ na środowisko. Jeszcze jedno: jak będę siedział nad wodą kilka dni bez namiotu i bez sygnalizatorow, to wg was będę spoko? Chore! Z Kolegą Ras al Ghul przyjemnie się rozmawiało. Widać, że rozumie wedkarstwo pod każdym kątem:).
Jak bym na tygodniowej zasiadce zwalił dwa brania zacząłbym się zastanawiać co robię nie tak. W sumie po jednym braniu nie zaciętym analizowałem zestaw. W sumie teraz nie mam pustych brań :-))) Przepis mówi wyraźnie o nadzorze - jak do tej pory nikt nie odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie: " Wędki mają być pod nadzorem i nikt nie mówi o opuszczaniu stanowiska. ( A co to te stanowisko ? ) Czy siedząc pięć metrów od wędek ale patrząc nie w stronę wędek mam je pod nadzorem? Ten przepis z tym nadzorem nad swoimi wędkami jest zupełnie bez sensu. W XXI wieku, w czasie elektroniki mam siedzieć i patrzeć w swoje wędki - sorry, ale u mnie w robocie ochroniarz ma pod nadzorem kilka obiektów i daje radę to nadzorować." JK
EDIT:Chyba tylko tu są tacy co mają problem z nadzorem ( NIE ) swoich wędek. Na rybach, nad wodą jeszcze nikt nigdy nie zapytał mnie dlaczego nie siedzę obok wędek i ich nie nadzoruję ?;-)))
Nikt nie odpowie, bo nikt nie wie:)))). Tylko jednemu wydaje się tak, a drugiemu inaczej;))))).
"Witam:). Nic bardziej mylnego kolego. Nie zawsze używam
sygnalizatorow brań (dźwiękowych). Poczytasz jeszcze trochę o
wedkarstwie karpiowym, to zaczniesz kumać o co chodzi:). Później
pozostaje prakpraktyka, ale przy Twoim intelekcie powinienes w kilka lat
ogarnąć:)))."
Kolego! Czy ja pisałem do ciebie personalnie? Czy ja odniosłem się w poscie do @zbynio 33? A propos twoich wypocin ad personam... Co ty możesz wiedzieć o moim intelekcie? Kim ty w ogóle jesteś żeby mnie osądzać maluczki człowieczku? Chciałeś tutaj czymś błysnąć przed kimś?
Pisałem w poście o moich subiektywnych spostrzeżeniach, do czego mam prawo, a co ogólnie nie tylko ja zauważam... A więc jaka jest idea karpiarstwa fachowcu i dokąd ten cały "klamociarsko-straganiarski" bajzel zmierza? Ustawiacie się na przerośnięte, bezwartościowe dla wodnego ekosystemu "świniaki", niszczycie łowiska zasypując akweny nie zdrowymi dawkami protein ziaren z udziałem różnych oleistych stymulatorów, przecinacie łowiska setkami metrów żyłki, oprócz tego sr..acie po krzakach oblegając tygodniami dana miejscówkę, a to dlatego, ponieważ każdy wielki kapraz (kozak) marzy żeby wyciągnąć jak największego rozdętego opasa i pochwalić się przez resztę kolesiostwa... I nie pieprz mi , że karpiarze nie jedzą ryb, przy budach stoją kotły; chyba nie wozicie tez lodówki i zamrożonej golonki? W łeb dostają większe leszcze, bo dużego paszaka zjeść sie nie da. Co do zazdrości takiego wędkowania, mogę to skwitować podobnie jak kolega wyżej ... TFUU!!!
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje.
Dlaczego niepotrzebny ?
Nie ma właściwie żadnego uzasadnienia to prawo. W dodatku często jest kłopotliwe i wprowadza w spory. W dodatku często bywa, że niektore gatunki ryb bytują tuż za tym jak mocny prąd jazu przekształca sie w słabszy i tworzą się wiry. Często nie jest to w odległości 50 m od jazu.
Rapr w dużej części jest bezsensowny. Tyle tematów już było, tyle kłótni i tłumaczeń.
Przepisy o żywcu pozyskanym z łowiska, w którym będzie użyty, okres ochronny węgorza itd ..
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
Ten przepis jest nagminnie łamany. Będąc na wakacjach często na pomostach zastawałem pozostawione wędki bez opieki. A niż żywej duszy dookoła. Oczywiście powyżej posesja jakiegoś buraka/ Stanowisko zajęte? Tak zajęte. Było to na takim zadupiu, że żadna kontrola z brzegu by tego nie odkryła. Z zasady nie ruszam takich rzeczy, technologia jest taka, że kamerkę bezprzewodową bez problemy można ukryć.
Co do tam i śluz to dobrze, są to zazwyczaj miejsca gdzie jest sporo ryby lub późną jesienią grupuje się w tych miejscach ponieważ na niektórych zaporówkach są to najgłębsze miejsca. Tylko brakowało, żeby tam ludzi wpuścić.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Po to jest wolny bieg w kolowrotku, czy można odkręcić hamulec i już ci nic wędki nie porwie. Są sygnalizatory brań i nie musisz za każdą razą, jak się oddalisz zwijać zestawów. Znam wędk arzy nieudaczników, co siedzieli przy kiju i im ryba wędkę porwała, a ostatnio byłem świadkiem jak kolesiowi karp wyrwał z rąk bata więc nijak się ma ten przepis do rzeczywistości:))). Ale o tym już były dyskusje i nie ma co tego roztrzasac. Za nim zacznie się cokolwiek zmieniać, czy wprowadzać nowe przepisy warto sprawdzić, czy stare są przestrzegane. Nie wiem jaki sens jest dodawanie jakichkolwiek obostrzeń nowych skoro stare są nie przestrzegane. Prawo jest wtedy potrzebne kiedy się dzieje źle. :)
Ten przepis jest nagminnie łamany. Będąc na wakacjach często na pomostach zastawałem pozostawione wędki bez opieki. A niż żywej duszy dookoła. Oczywiście powyżej posesja jakiegoś buraka/ Stanowisko zajęte? Tak zajęte. Było to na takim zadupiu, że żadna kontrola z brzegu by tego nie odkryła. Z zasady nie ruszam takich rzeczy, technologia jest taka, że kamerkę bezprzewodową bez problemy można ukryć.
Co do tam i śluz to dobrze, są to zazwyczaj miejsca gdzie jest sporo ryby lub późną jesienią grupuje się w tych miejscach ponieważ na niektórych zaporówkach są to najgłębsze miejsca. Tylko brakowało, żeby tam ludzi wpuścić.
Kolega świeży na portalu ale dobrze gada. Polać Mu ;-) Z meniskiem wypukłym hehehe
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje.
Pewnie, najlepiej od razu wpuścić wędkarzy na zimowiska...niech łowią do bólu...
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje.
Choc byś nie wiem co zrobił to tego zapisu nie zmienisz. Bo tak stanowi prawo.
A regulamin łowiska nie może łamać prawa. Może zaostrzyć pewne zapisy ale nie znosić.
No chyba że petycja do ustawodawcy najpierw, i tam ten zapis zmienią...
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Po to jest wolny bieg w kolowrotku, czy można odkręcić hamulec i już ci nic wędki nie porwie. Są sygnalizatory brań i nie musisz za każdą razą, jak się oddalisz zwijać zestawów. Znam wędk arzy nieudaczników, co siedzieli przy kiju i im ryba wędkę porwała, a ostatnio byłem świadkiem jak kolesiowi karp wyrwał z rąk bata więc nijak się ma ten przepis do rzeczywistości:))). Ale o tym już były dyskusje i nie ma co tego roztrzasac. Za nim zacznie się cokolwiek zmieniać, czy wprowadzać nowe przepisy warto sprawdzić, czy stare są przestrzegane. Nie wiem jaki sens jest dodawanie jakichkolwiek obostrzeń nowych skoro stare są nie przestrzegane. Prawo jest wtedy potrzebne kiedy się dzieje źle. :)
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Zapomniałem jeszcze dodać, że powinno się zmienić limity połowu, okresy ochronne i wymiary ryb na bardziej ostre ale nie pisałem tego bo ten temat był juz chyba milion razy poruszany. Gdyby np. dać limit jeden drapieżnik (szczupak, sandacz, boleń) dziennie to i problem łowienia 50 m od jazów itd. by sie sam rozwiązał. Plus do tego częstsze kontrole w takich miejscach. Wytypowanie zimowisk objętych zimowym zakazem połowu. Myślę, że to pomogło by znieść zakaz połowu mniej niż 50 m od jazów. Nie byłyby tak bardzo trzebione nasze wody a i wędkarze nauczyliby się szanowac naturę jednocześnie łapiąc duże sztuki.
Wiem o tym. RAPR według mnie cały jest pisany na kolanie i pozostawia wiele pola do wolnej interpretacji. Tak samo w ogóle nie rozumiem czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku przez cały czas wędkowania. Okradną mnie -moja sprawa nie PZW.
A jak ryba się zatnie i pojedzie z wędką w głębine to jej sprawa? Możesz zostawić wędki nawet na tydzień jeśli się nie obawiasz kradzieży ale wyjmij zestawy z wody.
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Dodam że masz zapis kto zajął pierwszy łowisko, ten ma prawo łowić. To wtedy kijejt zostawia leszczynę na kładce idzie na obiad. Ty wejść i łowić nie możesz bo przecież miejsce zajęte...
On biwakuje przez tydzień, i byle wędziskiem w wodzie, zajmuje miejscówkę. a ty szukaj se czego innego...
Zapomniałem jeszcze dodać, że powinno się zmienić limity połowu, okresy ochronne i wymiary ryb na bardziej ostre
Najpierw wyegzekwujcie przestrzeganie przez wszystkich tego. Potem jak nie pomoże myślnie o zmianach...
NP.:Koleś łowi 3 szczupaki 35 cm i zabiera. Przecież wymiar 50 c, i limit 2 szt. To co go powstrzyma zrobic to samo jak będzie wymiar 60 i limit 1 szt?
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Masz rację. Dlatego nie krytykuje przepisu, ale sygnalizatory mają odpowiedni zasięg... Wiesz dobrze o co mi chodzi i wiem do czego pijesz. Szczerze mówiąc to nawet na nocce siedzę jak szpak przy wedkach. Z drugiej strony, to co to za różnica zasnąć na krześle przy wedkach (co się może zdarzyć), a w namiocie? Już nie rozmawiajmy o skrajnosciach, bo masz rację, że by było kombinowanie, a mówmy (piszmy) o normalnym wędkowaniu i oddaleniu się na chwilkę za potrzebą np... Jak łowię na spina to zapewniam Cię, że nie wpuszczam kija z rąk i jak odchodzę nawet na chwilę to zwijam ;))).
Nie ma właściwie żadnego uzasadnienia to prawo. W dodatku często jest kłopotliwe i wprowadza w spory. W dodatku często bywa, że niektore gatunki ryb bytują tuż za tym jak mocny prąd jazu przekształca sie w słabszy i tworzą się wiry. Często nie jest to w odległości 50 m od jazu.
Idąc dalej Twoim tokiem myślenia;
- Zezwólmy połowu również na tarliskach.
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Masz rację. Dlatego nie krytykuje przepisu, ale sygnalizatory mają odpowiedni zasięg... Wiesz dobrze o co mi chodzi i wiem do czego pijesz. Szczerze mówiąc to nawet na nocce siedzę jak szpak przy wedkach. Z drugiej strony, to co to za różnica zasnąć na krześle przy wedkach (co się może zdarzyć), a w namiocie? Już nie rozmawiajmy o skrajnosciach, bo masz rację, że by było kombinowanie, a mówmy (piszmy) o normalnym wędkowaniu i oddaleniu się na chwilkę za potrzebą np... Jak łowię na spina to zapewniam Cię, że nie wpuszczam kija z rąk i jak odchodzę nawet na chwilę to zwijam ;))).
Przepisy mają być takie aby zapobiegać wyniszczeniu ryb ale nie utrudniac wędkowania trzeźwo myślącym normalnym wędkarzom. Po co w takim razie jest limit ilościowy bolenia? Czy jakiś normalny wedkarz bedzie zabierał ta rybę do domu? Zapis zdawałoby się niepotrzebny a jednak jest wielu miesiarzy ktorzy trzebiliby bolenia dziesiątkami dziennie. Tak samo z opuszczaniem stanowiska czy łowieniem przy budowlach spiętrzających wodę. Dla etycznych wędkarzy taki zapis to nie jest wiela przeszkoda a brak tych zapisow nic by nie zmienił ale mięsiarzom otwiera wielkie wrota.
Wędki mają być pod nadzorem i nikt nie mówi o opuszczaniu stanowiska.Czy siedząc pięć metrów od wędek ale patrząc nie w stronę wędek mam je pod nadzorem?
Ten przepis z tym nadzorem nad swoimi wędkami jest zupełnie bez sensu.W XXI wieku, w czasie elektroniki mam siedzieć i patrzeć w swoje wędki - sorry, ale u mnie w robocie ochroniarz ma pod nadzorem kilka obiektów i daje radę to nadzorować.JK
Przepisy mają być takie aby zapobiegać wyniszczeniu ryb ale nie utrudniac wędkowania trzeźwo myślącym normalnym wędkarzom. Po co w takim razie jest limit ilościowy bolenia? Czy jakiś normalny wedkarz bedzie zabierał ta rybę do domu? Zapis zdawałoby się niepotrzebny a jednak jest wielu miesiarzy ktorzy trzebiliby bolenia dziesiątkami dziennie. Tak samo z opuszczaniem stanowiska czy łowieniem przy budowlach spiętrzających wodę. Dla etycznych wędkarzy taki zapis to nie jest wiela przeszkoda a brak tych zapisow nic by nie zmienił ale mięsiarzom otwiera wielkie wrota.
No tak, pełna zgoda. Ale zapis z opuszczaniem stanowiska najbardziej uderza w karpiarzy, a oni to najbardziej etyczni wedkarze i wypuszczają zlowione ryby. O miesiatstwie nie ma mowy i zapis jakby jest nieaktualny, to po pierwsze. Po drugie to jak był tworzony ten przepis to nie było takich możliwości jak w tej chwili. Kiedyś nie było sygnalizatorow z centralką.... Wiesz jak dla mnie to na wszystkie ryby mogłoby zostać wprowadzone C&R:). Co do bolenia to u nas tego mnogo. Nikt tego nie łowi specjalnie. Na zaporowkach czy na jeziorach chodzi w środku i z brzegu jest nie do sięgnięcia. Jedynie małe się trafiają z brzegu, a duży wnerwia, bo płoszy mi nad zestawami:))).
Przepisy mają być takie aby zapobiegać wyniszczeniu ryb ale nie utrudniac wędkowania trzeźwo myślącym normalnym wędkarzom. Po co w takim razie jest limit ilościowy bolenia? Czy jakiś normalny wedkarz bedzie zabierał ta rybę do domu? Zapis zdawałoby się niepotrzebny a jednak jest wielu miesiarzy ktorzy trzebiliby bolenia dziesiątkami dziennie. Tak samo z opuszczaniem stanowiska czy łowieniem przy budowlach spiętrzających wodę. Dla etycznych wędkarzy taki zapis to nie jest wiela przeszkoda a brak tych zapisow nic by nie zmienił ale mięsiarzom otwiera wielkie wrota.
No tak, pełna zgoda. Ale zapis z opuszczaniem stanowiska najbardziej uderza w karpiarzy, a oni to najbardziej etyczni wedkarze i wypuszczają zlowione ryby. O miesiatstwie nie ma mowy i zapis jakby jest nieaktualny, to po pierwsze. Po drugie to jak był tworzony ten przepis to nie było takich możliwości jak w tej chwili. Kiedyś nie było sygnalizatorow z centralką.... Wiesz jak dla mnie to na wszystkie ryby mogłoby zostać wprowadzone C&R:). Co do bolenia to u nas tego mnogo. Nikt tego nie łowi specjalnie. Na zaporowkach czy na jeziorach chodzi w środku i z brzegu jest nie do sięgnięcia. Jedynie małe się trafiają z brzegu, a duży wnerwia, bo płoszy mi nad zestawami:))).
Karpiarze to najbardziej etyczni wędkarze? Trochę chyba pycha przemawia. Myślę że wśród karpiarzy, spinningistów i muszkarzy znajdziemy taki sam procent etycznych .
Karpiarze to najbardziej etyczni wędkarze? Trochę chyba pycha przemawia. Myślę że wśród karpiarzy, spinningistów i muszkarzy znajdziemy taki sam procent etycznych .
Nie, to nie pycha :). W sumie ja bym nie dzielił wędkarzy w żaden sposób. Napisałem tak, bo Ty pisałeś o etycznych wedkarzach, że dla nich nie ma problemu stosowanie się do przepisów. Karpiarze to też etyczni wedkarze, ale to nie oznacza, że mają iść jak barany na rzeź. Jeżeli przepis jest bez sensu w jakimś przypadku, a niestosowanie się do niego w żaden sposób nie szkodzi to nie znaczy, że ktoś jest nieetyczny...... Mi ten przepis w niczym nie przeszkadza. U mnie akurat straż jest spoko i nie czepiają się głupot.... Sorki, że tak o tych etycznych to zabrzmiało, ale przyznasz mi rację chyba, że ten przepis powinien zostać nieco zmieniony?
Karpiarze to najbardziej etyczni wędkarze? Trochę chyba pycha przemawia. Myślę że wśród karpiarzy, spinningistów i muszkarzy znajdziemy taki sam procent etycznych .
Nie, to nie pycha :). W sumie ja bym nie dzielił wędkarzy w żaden sposób. Napisałem tak, bo Ty pisałeś o etycznych wedkarzach, że dla nich nie ma problemu stosowanie się do przepisów. Karpiarze to też etyczni wedkarze, ale to nie oznacza, że mają iść jak barany na rzeź. Jeżeli przepis jest bez sensu w jakimś przypadku, a niestosowanie się do niego w żaden sposób nie szkodzi to nie znaczy, że ktoś jest nieetyczny...... Mi ten przepis w niczym nie przeszkadza. U mnie akurat straż jest spoko i nie czepiają się głupot.... Sorki, że tak o tych etycznych to zabrzmiało, ale przyznasz mi rację chyba, że ten przepis powinien zostać nieco zmieniony?
Ja wiem czy powinien być zmieniany? Zapis brzmi:
"
4. W czasie wędkowania wędki muszą być pod stałym nadzorem ich użytkownika."
Sygnalizotory to pewien rodzaj nadzoru. Moim zdaniem karpiarze powini czuć się bezpieczni w swoich namiotach kiedy sprzęt okablowany.
Gdyby ten zapis uściślić nie miałbym nic przeciwko.
@dobrywedkarz napisał "czemu wędkarz ma obowiązek być na swoim stanowisku"
opuszczanie stanowiska to już inna sprawa i do tego się odniosłem. Wiem że gdyby zniknął ten zapis i wędkarzom można by było wyskoczyć do domu na nocke zostawiając sprzęt rozstawiony na łowisko to na pobliskim dołu do ostatniego szczupaka wędki by leżały non stop na podpórkach.
Fakt ten przepis z nadzorowaniem swoich wędek troche racji jednak ma. A co do jazów, śluz, tam, zapór to co myślicie na temat wprowadzenia prawa, że ryby złowione mniej niż 50 m od tych obiektów mają iść do wody wszystkie. A co do kontroli straży to w moim okręgu PZW Opole a konkretnie w okolicach Kędzierzyna ostatnio kontrolę miałem 2 lata temu. Dodam, że łowię często na znanych i dużych wodach.
Fakt ten przepis z nadzorowaniem swoich wędek troche racji jednak ma. A co do jazów, śluz, tam, zapór to co myślicie na temat wprowadzenia prawa, że ryby złowione mniej niż 50 m od tych obiektów mają iść do wody wszystkie. A co do kontroli straży to w moim okręgu PZW Opole a konkretnie w okolicach Kędzierzyna ostatnio kontrolę miałem 2 lata temu. Dodam, że łowię często na znanych i dużych wodach.
Brak kontroli. To właśnie tu leży problem. Co z tego że bedziemy zmieniać RAPR w tą czy inną strone skoro nikt tego nie egzekwuje. Łowię na Wiśle, Bugu, Chodelce jeziorach i nigdy nie byłem kontrolowany.
Witam! Chciałbym sie zapytać kolegów wędkarzy co chcieliby zmienić w naszym RAPR. Tyczy się to wszystkiego. Oczywiście czysto teoretycznie. Ja np. chciałbym znieść przymus wędkowania 50 m od jazów, tam, zapór, śluz. Wg mnie jest niepotrzebny. Czekam na inne propozycje.
Choc byś nie wiem co zrobił to tego zapisu nie zmienisz. Bo tak stanowi prawo.
A regulamin łowiska nie może łamać prawa. Może zaostrzyć pewne zapisy ale nie znosić.
No chyba że petycja do ustawodawcy najpierw, i tam ten zapis zmienią...
""A regulamin łowiska nie może łamać prawa.""
W życiu wygląda to jednak inaczej -- przykład - Głowno Po zarybieniu , zakaz połowu ryb spokojnego żeru , można łowić drapieżniki metodą spiningową i spławikową na żywca ( którego złowienie jest zabronione ) . Panowie strażnicy sprawdzają czy ktoś nie łowi białej ryby i nie przeszkadza im widok żywca kupionego w sklepach .
Chyba ten przepis z żywcem wymaga zmiany - np certyfikaty w sklepach handlujących żywcem , tak aby nie sprzedawali np czubaczka amurskiego , co też się zdarza
Dla mnie przepis o łowieniu przy budowlach hydrotechnicznych można by śmiało wyrzucić z regulaminu bo tylko utrudnia nam życie . Jest jednak jeden warunek , którego w Polsce nie da się spełnić . Chodzi o to , aby w rejonie tych budowli obowiązywał całkowity zakaz zabierania ryb. Wtedy na co komu taki punkt regulaminu ? Znam jednak realia , ludzi w tym kraju i wiem , że taka zmiana niosłaby więcej problemów niż pożytku .
Ras al Ghul dlatego właśnie dyskutuje w tym temacie, poniewaz strażnicy w jednym przypadku, który znam przyczepili się do mojego kolegi, ze poszedł do kampingu, a wędki pozostawił bez opieki niby. Miał centralkę itd.... Ja osobiście nigdy nie miałem takich problemów. No ale to już sobie wyjaśniliśmy i ciesze się, że doszliśmy do jakiegoś konsensusu :). Co do sygnalizatorów brań, to idzie to do przodu strasznie. Z tego co wiem w przyszłym roku mają być sygnalizatory z Wi-Fi i maja być kompatybilne ze smartfonami :).
Proponuję taki oto pomysł wdrożyć w życie:
Centralki sprzężone przez WiFi z telefonią komórkową i automatem wyciągowym. Automat zatnie i wyholuje wprost na siatkę leżącą na brzegu, smarkfon da sygnał do chałupy, a sensor ruchu włączy automatycznego drona, który zatransportuje rybę wprost do wanny w domu wędkującego. Do tego jeszcze laserowy pomiar wymiaru ochronnego.
Założę się, że pierwsi by to karpiarze kupili.
Można się jeszcze zmóc na kamerę i wtedy wszystko bedzie pod nadzorem.
TFU!
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon.
Mówisz dron to masz drona ha ha ;-)
JK
Proponuję taki oto pomysł wdrożyć w życie:
Centralki sprzężone przez WiFi z telefonią komórkową i automatem wyciągowym. Automat zatnie i wyholuje wprost na siatkę leżącą na brzegu, smarkfon da sygnał do chałupy, a sensor ruchu włączy automatycznego drona, który zatransportuje rybę wprost do wanny w domu wędkującego. Do tego jeszcze laserowy pomiar wymiaru ochronnego.
Założę się, że pierwsi by to karpiarze kupili.
Można się jeszcze zmóc na kamerę i wtedy wszystko bedzie pod nadzorem.
TFU!
Dobre:-)))
Kiedyś karpiarze mieli "ciężkie życie" bo musieli łowić "jak inni" ale teraz skoro mają udogodnienia i stać ich na to więc niektórzy się bawią tymi wszystkimi mniej lub bardziej potrzebnymi zabawkami...Trochę "gadżeciarstwo" ale wędkarstwo ogólnie zmierza w tę stronę.Wszystko co w teorii ułatwia życie znajdzie nabywce.
Proponuję taki oto pomysł wdrożyć w życie:
Centralki sprzężone przez WiFi z telefonią komórkową i automatem wyciągowym. Automat zatnie i wyholuje wprost na siatkę leżącą na brzegu, smarkfon da sygnał do chałupy, a sensor ruchu włączy automatycznego drona, który zatransportuje rybę wprost do wanny w domu wędkującego. Do tego jeszcze laserowy pomiar wymiaru ochronnego.
Założę się, że pierwsi by to karpiarze kupili.
Można się jeszcze zmóc na kamerę i wtedy wszystko bedzie pod nadzorem.
TFU!
Cześć:). Tu to już przesadziłeś. Karpiarze wypuszczają ryby więc o wannie nie może być mowy :))))). Co do sygnalizatorów to coraz więcej wędkarzy ich używa i nie tylko ci co łowią karpie. Jest regulacja na poziomie centralki, to czemu nie zrobić tego pod smerfa? za 100 zł szt. możesz sobie kupić żarówki ledowe, które też mają wbudowane Wi-Fi i możesz ich zainstalować bodajże 60 w smartfonie :)). Technika idzie do przodu i ciesze się, ze nie łowię na leszczynkę. Trzeba iść z duchem czasu :). Nawet Pawlaka przekonali do mechanizacji, to może i Kedzia się uda :)))). Mechanizator potrzebny w gminie ;))))))).
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon.
Mam nadzieje że nie piszesz o srebrzystych.
Ten zapis jest po to żeby mięsiarzom trochę życie uprzykrzyć. Jest wielu porządnych wędkarzy którym to prawo może sie nie podobać bo przecież nic złego by nie zrobili bo mają sygnalizatory, wolny bieg. Rozumiem to. Ale ilu znalazłoby się takich co zostawiają na noc w krzakach żywcówki i jadą do chałupy spać. Wracaja na gotowe? Ilu takich co wieczorem rzuci starą wędkę tylko po to żeby mieć na rano zajętą miejscówkę. Wyobraźnia i kombinatorstwo ludzi są nieograniczone kto wie co jeszcze by wymyślili. A dla porządnego wędkarza to chyba nie problem zwinąć wędkę jak idzie spać do namiotu?
Masz rację. Dlatego nie krytykuje przepisu, ale sygnalizatory mają odpowiedni zasięg... Wiesz dobrze o co mi chodzi i wiem do czego pijesz. Szczerze mówiąc to nawet na nocce siedzę jak szpak przy wedkach. Z drugiej strony, to co to za różnica zasnąć na krześle przy wedkach (co się może zdarzyć), a w namiocie? Już nie rozmawiajmy o skrajnosciach, bo masz rację, że by było kombinowanie, a mówmy (piszmy) o normalnym wędkowaniu i oddaleniu się na chwilkę za potrzebą np... Jak łowię na spina to zapewniam Cię, że nie wpuszczam kija z rąk i jak odchodzę nawet na chwilę to zwijam ;))).
A taka różnica że kolega z taką centralką, robi se zasiadkę tygodniową. On przyjechał i z boku (20m) se biwakuje, wędki ma zarzucone i tyle. Wie że będzie miał branie może jedno. I piknikuje z rodziną. Mówi że wędkuje bo przy tyłku ma ma odbiornik centraliki. A zwykły wędkarz chodzi i szuka miejsce by se dziś połowić. rezygnuje i przychodzi wieczorem. I znów scenariusz ten sam. Znów miejscówka zajęta przez wędki z centralką. a Wędkarz se śpi, jak ryba weźmie, to go odbiornik obudzi. No dobra przyjdę rano. Ale przykro scenariusz znów się powtarza...
I tak przez cały tydzień.
Karpiarz przez ten cas się bawił i biwakował, a drugi wędkarz szukał se stanowiska gdzie by pomoczył kija. Karpiaz miał 5 brań, i w tym 4 spartolił bo zanim do wędki dobiegł było już po ptakach. A wędkarz nawet se nie zamoczył zestawu, bo wszystkie miejscówki były zajęte przez wędki z centralką.
Po to jest ten zapis by jak wędkarz chce se biwakować, to biwakuje z rodziną, a jak chce se wędkować to wędkuje. Bi inny wędkarz mógł liczyć na to że jak komuś się znudzi stanie przy wędce, to je ściągnie, bo nie może opuścić miejscówki bez zabrania ze sobą sprzętu. I by ten drugi w tym czsie co ten bawi się z rodzinką przy grillu i nie wędkuje ( bo trudno nazwać grilowanie 50 metrów dalej niż wędki, wędkowaniem), mógł sobie powędkować.
No i przychodzi strażnik, to kogo ma skontrolować, tą centralkę?
Bo wędkarz który niby wędkuje nie widać.
A wędkarz który chce se powędkować błąka się od miejscówki do miejscówki, i przygląda się tym wędkom pozostawionych sobie sam na sam z centralką. I marzy że w końcu sobie zamoczy kija...
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon.
Dobre, kupuję raz rybkę i mam paragon. Potem na ten sam ciągnę rybki na łowisko z przydomowej sadzawki...
No i musisz zmienić prawo polskie nie tylko regulamin łowiska, by było to możliwe.
Wracając jeszcze do tematu żywca. Według mnie powinniśmy mieć możliwość zakupu karasi czy innych rybek w sklepie wędkarskim. Sklep ten aby sprzedawać żywce musiałby mieć dokument od hodowcy tych karasi udowadniający, że te ryby są zdrowe. Jako dowód dla straży rybackiej na to, że są ze sklepu wystarczyłoby pokazać paragon.
Dobre, kupuję raz rybkę i mam paragon. Potem na ten sam ciągnę rybki na łowisko z przydomowej sadzawki...
No i musisz zmienić prawo polskie nie tylko regulamin łowiska, by było to możliwe.
Okręg skierniewicki lub tylko koło w Głownie pokazuje , gdzie ma RAPR , prawo i cały PZW .Strażnicy egzekwują zarządzenie tego koła; czyli też RAPR i prawo dla nich nie wiele znaczą
A taka różnica że kolega z taką centralką, robi se zasiadkę tygodniową. On przyjechał i z boku (20m) se biwakuje, wędki ma zarzucone i tyle. Wie że będzie miał branie może jedno. I piknikuje z rodziną. Mówi że wędkuje bo przy tyłku ma ma odbiornik centraliki. A zwykły wędkarz chodzi i szuka miejsce by se dziś połowić. rezygnuje i przychodzi wieczorem. I znów scenariusz ten sam. Znów miejscówka zajęta przez wędki z centralką. a Wędkarz se śpi, jak ryba weźmie, to go odbiornik obudzi. No dobra przyjdę rano. Ale przykro scenariusz znów się powtarza...
I tak przez cały tydzień.
Karpiarz przez ten cas się bawił i biwakował, a drugi wędkarz szukał se stanowiska gdzie by pomoczył kija. Karpiaz miał 5 brań, i w tym 4 spartolił bo zanim do wędki dobiegł było już po ptakach. A wędkarz nawet se nie zamoczył zestawu, bo wszystkie miejscówki były zajęte przez wędki z centralką.
Po to jest ten zapis by jak wędkarz chce se biwakować, to biwakuje z rodziną, a jak chce se wędkować to wędkuje. Bi inny wędkarz mógł liczyć na to że jak komuś się znudzi stanie przy wędce, to je ściągnie, bo nie może opuścić miejscówki bez zabrania ze sobą sprzętu. I by ten drugi w tym czsie co ten bawi się z rodzinką przy grillu i nie wędkuje ( bo trudno nazwać grilowanie 50 metrów dalej niż wędki, wędkowaniem), mógł sobie powędkować.
No i przychodzi strażnik, to kogo ma skontrolować, tą centralkę?
Bo wędkarz który niby wędkuje nie widać.
A wędkarz który chce se powędkować błąka się od miejscówki do miejscówki, i przygląda się tym wędkom pozostawionych sobie sam na sam z centralką. I marzy że w końcu sobie zamoczy kija...
To po co ten Twój kolega jeździ? Na ryby czy na biwak? Co to za karpiarz, że spartoplił 4 na 5 brań? Artur nie zadawaj sie z takimi, jak będziesz potrzebował rady to pytaj śmiało. Ten drugi co se nie moze znaleźć miejsca to kto to jest? Strażnik niech dotknie wędkę, to za sekundę będzie wiedział z kim ma do czynienia :)))). Widać, ze z wędkarstwem karpiowym masz niewiele wspólnego :).
Jak bym na tygodniowej zasiadce zwalił dwa brania zacząłbym się zastanawiać co robię nie tak. W sumie po jednym braniu nie zaciętym analizowałem zestaw. W sumie teraz nie mam pustych brań :-)))
Przepis mówi wyraźnie o nadzorze - jak do tej pory nikt nie odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie: " Wędki mają być pod nadzorem i nikt nie mówi o opuszczaniu stanowiska. ( A co to te stanowisko ? ) Czy siedząc pięć metrów od wędek ale patrząc nie w stronę wędek mam je pod nadzorem?
Ten przepis z tym nadzorem nad swoimi wędkami jest zupełnie bez sensu. W XXI wieku, w czasie elektroniki mam siedzieć i patrzeć w swoje wędki - sorry, ale u mnie w robocie ochroniarz ma pod nadzorem kilka obiektów i daje radę to nadzorować." JK
EDIT:Chyba tylko tu są tacy co mają problem z nadzorem ( NIE ) swoich wędek. Na rybach, nad wodą jeszcze nikt nigdy nie zapytał mnie dlaczego nie siedzę obok wędek i ich nie nadzoruję ?;-)))
Dla mnie wędkarstwo jest tożsame z tym, że siedzę, leżę, śpię, piję kawę, piwo, piekę kiełbaski, ciupciam, smarkam, jem, przy wędkach. To jest stały nadzór. Nawet jak siusiam, czy też robię kloca, to tylko tam, skąd widzę wędki!
To jest dla mnie stały nadzór - a nie centrala radiowa i 200 metrów dalej popijam z kolegą, bo mam wszystko pod nadzorem.
Łażą jak porąbani, odwiedzają się, jeden kij zarzuci tam, drugi tam, nawet ich nie widzi, ale ma centralkę! Leży i chrapie w namiocie 20 metrów dalej i ma kontrolę, bo ma centralkę!
TO JEST CHORE!
Poszperajcie w sieci - ile znajdziecie zapytań, jak przerobić centralkę na zasięg nawet powyżej 100, nawet 200, a nawet 500 metrów?!
PO CO TO KOMU?! DLA KONTROLI ?! DLA LEPSZEGO NADZORU?! HAŃBA!!!!!!!!!!!!
Januszku kochany! Pod nadzorem, znaczy widząc je! Mogąc zareagować jak najszybciej w razie brania! No chyba, że ty, stary chłop, robisz setkę w 6 s. Ale to by był rekord galaktyki!
Ten przepis powstał w czasach, kiedy o centralkach radiowych słyszeli tylko kosmici! A że technika zapier*ala, to i ludziska zaczęli ten przepis naciągać. KJak dla mnie, to centralka radiowa jest grzechem!
Kedzio, Kolego Zacny nie siedzę 100m od wędek.Nie muszę więc być sprinterem. Nie szwendam się po całej wodzie. Centralki przerabiać nie muszę bo w złym terenie ( las, górki ) dałem spokój testując zasięg po 250 krokach Kolegi robiącego metrowe kroki ( ponad 200 cm wzrostu taka kruszynka ;-)) ).
Naprawdę masz pecha chyba do karpiarzy bo albo ja jestem inny albo spotkani przez Ciebie karpiarze jacyś są nieteges ;-)
Tak pod nadzorem bo widzie te obiekty owszem... na ekranie monitora ;-)
JK
Dla mnie wędkarstwo jest tożsame z tym, że siedzę, leżę, śpię, piję kawę, piwo, piekę kiełbaski, ciupciam, smarkam, jem, przy wędkach. To jest stały nadzór. Nawet jak siusiam, czy też robię kloca, to tylko tam, skąd widzę wędki!
To jest dla mnie stały nadzór - a nie centrala radiowa i 200 metrów dalej popijam z kolegą, bo mam wszystko pod nadzorem.
Łażą jak porąbani, odwiedzają się, jeden kij zarzuci tam, drugi tam, nawet ich nie widzi, ale ma centralkę! Leży i chrapie w namiocie 20 metrów dalej i ma kontrolę, bo ma centralkę!
TO JEST CHORE!
Poszperajcie w sieci - ile znajdziecie zapytań, jak przerobić centralkę na zasięg nawet powyżej 100, nawet 200, a nawet 500 metrów?!
PO CO TO KOMU?! DLA KONTROLI ?! DLA LEPSZEGO NADZORU?! HAŃBA!!!!!!!!!!!!
Po to żeby słyszeć branie, kiedy wywodzą zestaw na 100, 200 czy 500 metrów pontonem :) Wiele razy na filmach wędkarskich o karpiach to widać :)Wątek jak zwykle wielotorowy, a więc można dorzucić trzy grosze...
Chciałem dodać kilka słów odnośnie podążania z duchem czasu. Moim zdaniem mozna iśc z duchem czasu jezeli mówimy o haczyku, kołowrotku, czy też wędzisku, natomiast te wszystkie piszczałki, centralki i inne elektroniczne duperelki wyręczające "łowcę" sprawiają, że wędkarstwo w dzisiejszej dobie zatraca powoli urok i smak dzikich łowów...
Zgodze się z kolega powyżej. Nawet jakby wynaleziono wędki, które same holują i zacinaja ryby to i tak bym z nich nie korzystał. To straciłoby swój urok. Nie ma bowiem według mnie piękniejszego widoku jak zanurzenie spławika na dłużej i zacięcie po czym czuć ten wspaniały opór. Tak samo jak dla grunciarza nie ma wspanialszego widoku według mnie jak gwałtowne podbicie bombki pod sam kij lub energiczne i regularne uginanie się szczytówki w feederze.
Mam propozycję - pozostaje leszczyna i jałowiec na szczytówce.Tylko czy Wy wiecie jak przysposobić leszczynę na wędzisko bo obawiam się, że piszczałki za bardzo są z duchem czasu ale zrobić wędkę z leszczyny też będzie problem.
Dla mnie też nie ma piękniejszego widoku jak hanger przykleja się do wędki i słyszę z hamulca terkot a z sygnałka jedno nieustające piiiii....W sumie to nie rozumiem - żyłka nowoczesna, haczyk super ostry i mocny, kołowrotek nowoczesny są w porządku o wędce nie wspomnę. Co przeszkadza sygnałek i centralka skoro i tak sam muszę zaciąć i holować. Dodam, że ja na ryby jeżdżę co dwa lub trzy tygodnie na trzy dni lub cztery dni. Nie da się w tym czasie tylko patrzeć w wędki i czekać na odjazd.JK
Panowie centralka nie służy tylko do tego aby chodzić po sąsiadach 200 m i szpanować, że jak będzie pi piiiii to nam zawyje na cały głos.
Łowie na PZW i korzystam z tego kiedy idę po samochód ( przy dupie nie mogę mieć) dodatkowo centralka ma ten plus, że można włożyć do kieszeni, ustawić wibracje/ minimalny dżwięk a sygnałki wyciszyć.Nic mnie bardziej nie denerwuje jak wędkarze przerzucają w nocy zestawy, a że przy ustawianiu bombki nie chcę im się sygnalizatora wyłączać to wyje to na łowisku na cały głos.
Zgodze się z kolega powyżej. Nawet jakby wynaleziono wędki, które same holują i zacinaja ryby to i tak bym z nich nie korzystał. To straciłoby swój urok. Nie ma bowiem według mnie piękniejszego widoku jak zanurzenie spławika na dłużej i zacięcie po czym czuć ten wspaniały opór. Tak samo jak dla grunciarza nie ma wspanialszego widoku według mnie jak gwałtowne podbicie bombki pod sam kij lub energiczne i regularne uginanie się szczytówki w feederze.
Powiedz to karpiarzą... Oni żeby jechać na ryby potrzebują: łódek zdalnie sterowanych, piszczałek, centralek, stojaków, swingerów/hangerów, cobry, dużej budy, łózka, kuchni polowej, kilogramów kulek, ziaren, etc... To przeca są kapraze! Nie byle jacy wędkarze! Oni przyjeżdżają posiłować się z nafaszerowanymi, rozdętymi od proteiny i ziaren miśkamy, a my żeby posiedziec na rybkach i odnaleźć wytchnienie.
Ja jestem wędkarzem oldskulowym, mnie wystarczy feeder, lub spławikówka, odrobina zanęty i przynęty. Siadam w jakimś uroczym miejscu o ile coś znajdę, stawiam krzesełko i przy śpiewie ptaszków ładuje akumulatory pozytywna energią...
Tak odnośnie tych uroczych miejsc; z nimi ostatnimi czasy jest problem, przez tą toksyczną dla uroków prawdziwego wędkarstwa modę - wszędzie budy, a wkoło nich pełno papierzaków przeważnie rośnie, więc czasami trzeba sporo się nachodzić, żeby znaleźć jakiś uroczy cichy zakątek. :)
Zmiany w RAPR powinny stanowczo zabronić, przede wszystkim wywózek i ograniczyć dzienną ilość stosowania zanęt i przynęt, do potrzebnego minimum. A także według mnie, cofnąć ten wymiar górny dla tego karpia, który swoją obecnością w akwenach nie przynosi żadnego pożytku dla środowiska wodnego, wręcz przeciwnie. Powinno się te większe buldożery po odławiać i porozdawać biednym cyganom - broń Boże dla fok, lub morsów, bo mogą ulec zatruciu.
Powiedz to karpiarzą... Oni żeby jechać na ryby potrzebują: łódek zdalnie sterowanych, piszczałek, centralek, stojaków, swingerów/hangerów, cobry, dużej budy, łózka, kuchni polowej, kilogramów kulek, ziaren, etc... To przeca są kapraze! Nie byle jacy wędkarze! Oni przyjeżdżają posiłować się z nafaszerowanymi, rozdętymi od proteiny i ziaren miśkamy, a my żeby posiedziec na rybkach i odnaleźć wytchnienie.
Ja jestem wędkarzem oldskulowym, mnie wystarczy feeder, lub spławikówka, odrobina zanęty i przynęty. Siadam w jakimś uroczym miejscu o ile coś znajdę, stawiam krzesełko i przy śpiewie ptaszków ładuje akumulatory pozytywna energią...
Tak odnośnie tych uroczych miejsc; z nimi ostatnimi czasy jest problem, przez tą toksyczną dla uroków prawdziwego wędkarstwa modę - wszędzie budy, a wkoło nich pełno papierzaków przeważnie rośnie, więc czasami trzeba sporo się nachodzić, żeby znaleźć jakiś uroczy cichy zakątek. :)
Zmiany w RAPR powinny stanowczo zabronić, przede wszystkim wywózek i ograniczyć dzienną ilość stosowania zanęt i przynęt, do potrzebnego minimum. A także według mnie, cofnąć ten wymiar górny dla tego karpia, który swoją obecnością w akwenach nie przynosi żadnego pożytku dla środowiska wodnego, wręcz przeciwnie. Powinno się te większe buldożery po odławiać i porozdawać biednym cyganom - broń Boże dla fok, lub morsów, bo mogą ulec zatruciu.
Witam:). Nic bardziej mylnego kolego. Nie zawsze używam sygnalizatorow brań (dźwiękowych). Poczytasz jeszcze trochę o wedkarstwie karpiowym, to zaczniesz kumać o co chodzi:). Później pozostaje prakpraktyka, ale przy Twoim intelekcie powinienes w kilka lat ogarnąć:))). Nie powtarzaj w każdym temacie tych samych bzdur wyssanych z palca. Przemawia przez Ciebie czysczysta zazdrość i nic więcej. Ja nie dzielę wędkarzy pod względem ryb jakie łowią, a na mądrych i głupich. Głupim zawsze wszystko przeszkadza, a swoje niepowodzenia wedkarskie zwala na innych. Na szczęście nad wodą jest więcej tych mądrych. Spotykam róróżnych wędkarzy nad wodą i każdy się cieszy jak zlowi karpia. Tylko tu karp przeszkadza i jeden z drugim swoje flustracje przelewa na forum. Karpia nie jest tak dużo w naszych wodach. Prznajmiej w mojej okolicy, żeby można było powiedzieć, że ma jakikolwiek wpływ na środowisko. Jeszcze jedno: jak będę siedział nad wodą kilka dni bez namiotu i bez sygnalizatorow, to wg was będę spoko? Chore! Z Kolegą Ras al Ghul przyjemnie się rozmawiało. Widać, że rozumie wedkarstwo pod każdym kątem:).
Jak bym na tygodniowej zasiadce zwalił dwa brania zacząłbym się zastanawiać co robię nie tak. W sumie po jednym braniu nie zaciętym analizowałem zestaw. W sumie teraz nie mam pustych brań :-)))
Przepis mówi wyraźnie o nadzorze - jak do tej pory nikt nie odpowiedział na moje wcześniejsze pytanie: " Wędki mają być pod nadzorem i nikt nie mówi o opuszczaniu stanowiska. ( A co to te stanowisko ? ) Czy siedząc pięć metrów od wędek ale patrząc nie w stronę wędek mam je pod nadzorem?
Ten przepis z tym nadzorem nad swoimi wędkami jest zupełnie bez sensu. W XXI wieku, w czasie elektroniki mam siedzieć i patrzeć w swoje wędki - sorry, ale u mnie w robocie ochroniarz ma pod nadzorem kilka obiektów i daje radę to nadzorować." JK
EDIT:Chyba tylko tu są tacy co mają problem z nadzorem ( NIE ) swoich wędek. Na rybach, nad wodą jeszcze nikt nigdy nie zapytał mnie dlaczego nie siedzę obok wędek i ich nie nadzoruję ?;-)))
Nikt nie odpowie, bo nikt nie wie:)))). Tylko jednemu wydaje się tak, a drugiemu inaczej;))))).
"Witam:). Nic bardziej mylnego kolego. Nie zawsze używam sygnalizatorow brań (dźwiękowych). Poczytasz jeszcze trochę o wedkarstwie karpiowym, to zaczniesz kumać o co chodzi:). Później pozostaje prakpraktyka, ale przy Twoim intelekcie powinienes w kilka lat ogarnąć:)))."
Kolego! Czy ja pisałem do ciebie personalnie? Czy ja odniosłem się w poscie do @zbynio 33?
A propos twoich wypocin ad personam... Co ty możesz wiedzieć o moim intelekcie? Kim ty w ogóle jesteś żeby mnie osądzać maluczki człowieczku? Chciałeś tutaj czymś błysnąć przed kimś?
Pisałem w poście o moich subiektywnych spostrzeżeniach, do czego mam prawo, a co ogólnie nie tylko ja zauważam...
A więc jaka jest idea karpiarstwa fachowcu i dokąd ten cały "klamociarsko-straganiarski" bajzel zmierza? Ustawiacie się na przerośnięte, bezwartościowe dla wodnego ekosystemu "świniaki", niszczycie łowiska zasypując akweny nie zdrowymi dawkami protein ziaren z udziałem różnych oleistych stymulatorów, przecinacie łowiska setkami metrów żyłki, oprócz tego sr..acie po krzakach oblegając tygodniami dana miejscówkę, a to dlatego, ponieważ każdy wielki kapraz (kozak) marzy żeby wyciągnąć jak największego rozdętego opasa i pochwalić się przez resztę kolesiostwa... I nie pieprz mi , że karpiarze nie jedzą ryb, przy budach stoją kotły; chyba nie wozicie tez lodówki i zamrożonej golonki? W łeb dostają większe leszcze, bo dużego paszaka zjeść sie nie da.
Co do zazdrości takiego wędkowania, mogę to skwitować podobnie jak kolega wyżej ... TFUU!!!