Po wielu miesiącach spędzonych w sezonie na zawodach i treningach (czasem z pucharem i 1 miejscem, 2 lub 3, czasem na ostatnim, ale nigdy z tzw. „wyzerowaniem”) nareszcie mogę usiąść i napisać to o czym obiecałem pisać w cz.1, czyli o zanętach i sposobach ich przyrządzania i podawania w łowisku…". Jednocześnie przepraszam za zwłokę wszystkich „Batmanów”…
Uff… zatem po kolei i od początku..
Używam tylko markowych zanęt i dodatków do komponowania zanęty (tzw. „spożywki”). Pisząc o markowych mam na myśli tylko i wyłącznie zanęty dwóch firm (wiem i zdaję sobie sprawę, że ich produkty nie należą do najtańszych), a mianowicie MVDE (skrót od Marcel van den Eynde) i Sensas. Na zawody nie przygotowuję podstawowej zanęty z produktów innych firm. Na treningach i w tzw. wypadach na ryby (właściwsze byłoby określenie „po ryby”) korzystam z produktów firm Robinson i Mondial. O ile nie zdradzę (co jest wiadome) z jakich zanęt i sposobów ich przygotowania korzystam na zawodach, o tyle zdradzę kilka podstawowych zasad, których przestrzeganie pozwoli na uniknięcie powrotów do domu o tzw. kiju… A zatem przystępujemy do omówienia podstawowych zasad i błędów popełnianych najczęściej przez kolegów wędkarzy.
I. Główne zasady dla przygotowania zanęt:
1. Zanęty ciemne stosujemy w zimnych porach roku (późna jesień, zima i wczesna wiosna). Wg mnie nie wymagają one dodatkowego wzbogacania (o czym niżej), o ile należą do tzw. zanęt markowych. Do takich nie zaliczam np. zanęt Trapera i innych, których cena stanowi przystępną wartość dla większości naszych kolegów. Uważam, że nie ma sensu wydawać (wyrzucać do wody) pieniędzy na kiepskiej jakości produkty.
2. Zanęty jasne stosujemy w cieplejszych porach roku, które w odróżnieniu od zanęt ciemnych są lżejsze, mniej spoiste i wymagają tzw. wzbogacenia (z jednym wyjątkiem zanęt z serii G5 MVDE, czyli zanęt na leszcze i płocie opracowanych przez pięciokrotnego mistrza świata Alan A Scotthorne"a). Są one bardziej słodkie w odróżnieniu od ciemnych, które są bardziej słone. Ale to też jest czasami zależne od producenta.
Uwaga: mieszanie i łączenie zanęt ciemnych i jasnych jest podstawowym błędem popełnianym przez większość wędkarzy…
3. Zanęty (czyli tzw. bazę i zanętę główną) mieszamy dokładnie wraz z dodatkami wzbogacającymi zawsze na sucho !! Łącznie z dodaniem stosownego barwnika do zanęty, jak i do ziemi i glin (dlaczego - o tym niżej). I tutaj uważam przewrotnie, że najtańsze i najlepsze są barwniki Trapera…
4. Po wymieszaniu zanętę wstępnie domaczamy ale z uwagą, że łatwiej jest do suchej , czy zbyt suchej zanęty dodać wody, niż dolaną wodę wyjąć ze zbyt przemoczonej zanęty… to tak jak z przysłowiowym kijkiem, który łatwiej jest „pocienić” niż z powrotem „pogrubić”. Ja wodę dodaję do zanęty w kilku porcjach, ciągle mieszając zanętę z wodą, aż uzyskam odpowiednią jej konsystencję. Następnie szczelnie przykrywam wiadro z zanętą i „zapominam” o niej na co najmniej 1,5 godziny.
I tu chciałbym obalić dwa mity pokutujące w naszym środowisku: pierwszy związany z przygotowywaniem zanęty tylko i wyłącznie na łowisku - ja przygotowuję dzień wcześniej (tzn. mnie więcej 12 godzin przed łowieniem) i nie widzę żadnych efektów ujemnych (ubocznych) wpływających na ilość brań… i drugi mit – do zanęty dodajemy tylko i wyłącznie wodę z łowiska – ja dodaję wodę przegotowaną w domu i zanętę przygotowuję w domu lub zabieram wodę przegotowaną (np. pozostającą po parzeniu ziaren – odsyłam do dodatków wzbogacających) na łowisko i też nie zauważam żadnych negatywnych skutków jeżeli chodzi o ilość i jakość brań.
5. Następnym etapem właściwego przygotowania zanęty jest jej domaczanie (o ile tego wymaga – a to możemy jedynie stwierdzić empirycznie lepiąc kulę i rzucając ją do wiadra z wysokości, stojąc i wykonując rzut z wyciągniętej dłoni; o ile nie rozpada się w wiadrze to jej nie domaczam). Następnie przecieram ją na bardzo cienkim i gęstym sicie (rozmiar oczek nie większy niż 1,5 mm – wiem, że takich sit nie można dostać w handlu – ale czasem się je spotyka jako typowe rzemieślnicze rękodzieło). Takie sito ma przewagę nad sitem o większym rozmiarze oczek w postaci dokładnego roztarcia wszelkich grudek i odsiania zbyt dużych drobin z zanęty; zanęta jest pulchna, łatwa w formowaniu kul i dodatkowo łatwa w dodawaniu kompozycji glina/ziemia. Ma to na celu zwiększenie jej objętości i podanie nie samej pożywki, a dodatkowo pobudza ryby w łowisku do wyszukiwania smakowitych kąsków bez zbędnego i szybkiego nasycenia ryb.
6. Gliny i ziemie są oddzielnie produkowane do tzw. podawania „mięska” (głownie dżokersa) w wodach stojących i płynących (cała gama glin rzecznych i na wody stojące - opisy i sam towar dostępny na stronach producentów; ja korzystam z oferty T.Kuprena - www.lowisko.net). Zawsze (wody stojące) na jedno opakowanie ziemi dodaję pół paczki gliny rozpraszającej, jedną czwartą opakowania gliny wiążącej (lub lekko wiążącej) i jedną czwartą opakowania gliny smużącej (ale tylko na niektórych łowiskach – z przewagą ryb drobnych, drobnej płoci leszcza lub krąpia).
7. Zasada co do mieszania glin i zanęt jest taka sama – najpierw łączę na sucho całość, a potem domaczam (niezwykle rzadko, wychodzę z założenia, że w większości łowisk domaczanie ziemi i glin jest zbędne).
8. Przecieranie mieszanki również wykonuję na drobnym i cienkim sicie.
9. Od ¼ do ½ mieszanki ziemi i glin dodaję do zanęty spożywczej, a resztę zachowuję do dodania „mięska”.
10. „Mięsko” powinno się dokładnie „rozprowadzić w mieszance ziemi i glin (po przetarciu - pkt.8). Czasem stosuję rozpraszacz do dżokersa (ale rzadko i tylko wtedy, gdy dżokers nie jest pierwszej jakości). Należy pamiętać, że rozpraszacz poza pierwszą fazą pobudzenia robactwa do ruchu trwale go uszkadza i czyni zupełnie nieatrakcyjnym dla żerujących ryb, podobnie jak stary i nieświeży.
Uwaga: mieszanie i łączenie „mięska” (dżokersa) z zanętą spożywczą jest podstawowym błędem… Składniki spożywcze (szczególnie sól zawarta w zanęcie) powoduje masowe padanie „mięska” i jego brak atrakcyjności dla ryb.
II. Lepienie kul i podawanie do łowisku (nęcenie i podstawowe błędy):
1. Kule lepimy z głową, tzn. bardziej lub mniej sklejone w zależności od charakteru łowiska. Nie ma tu reguł, sami musimy empirycznie do tego dojść. Co najwyżej można posługiwać się standardowym podejściem – kula ma się rozpaść po dotarciu na dno. Proste do sprawdzenia i przetestowania na wodzie przy jej względnej przejrzystości… Jedną, dwie kule o różnej spoistości (po sklejeniu) możemy na taki test poświęcić.
Ale i tutaj są pewne odstępstwa od zasady… Znam łowiska, na których trzeba odczekać, aż do „stołu” przybędzie ryba (czyli kule muszą się rozpaść po pewnym czasie). Są łowiska, na których nęcenie kulami płoszy ryby… Są inne, na których ryba jest przyzwyczajona do nęcenia kulami i wręcz odwrotnie reaguje… Są takie, na których trzeba wzbogacić zapachowo zanęty (np. mętna lub kwitnąca woda), są z kolei takie gdzie trzeba zanęty i mieszanki ziemi i glin zabarwić na kolor podłoża. Z jasnym dnem nie ma problemu, nie trzeba barwić, a co z dnem w kolorze brunatnym lub czarnym? Czarna kula na jasnym dnie odstraszy większość ryb, podobnie jak jasna kula na ciemnym dnie… bo nie wygląda naturalnie w takim środowisku. Stąd też podawanie zanęty jasnej wykonanej domowym sposobem na bazie kasz, makaronów, bułki tartej i innych jasnych dodatków (pomijając jej wartość kaloryczną dla ryb, tzn. za dużo „spożywki”) bardziej odstraszy niż pobudzi i zachęci do jej „konsumpcji”. Dodatkowo przy obecnej podaży i łatwości zakupu gotowych zanęt samodzielne wykonywania takich „kompozycji” mija się z celem (koszty i czasochłonność oraz niska jakość i trwałość, szybko ulegają zepsuciu). To było dobre przy braku gotowych zanęt w latach PRL-u, gdzie kupno spławika, haczyka i porządnej żyłki i przyponu było marzeniem „ściętej głowy”…
2. W nieznanych łowiskach lepiej obchodzić wszelkie problemy ze stopniem sklejania kul, klejąc je w 3-4 stopniach gęstości (mocniej)… Czyli część nich na pewno natychmiast rozpadnie się po dodarciu do dna, część po 10-15 minutach, a część po 60-90 minutach lub więcej…
3. Nęcenie kulami powoduje największy problem dla większości wędkarzy. Przede wszystkim powodem jest źle przygotowana zanęta (stąd też często słyszane odgłosy tzw. „placków” niosące się po wodzie – zanęta źle sklejona i/lub przemoczona). Kula nigdy nie dociera w wyznaczone miejsce. Brań brak… lub brania sporadyczne.
4. Podstawowym błędem jest tzw. zanęcanie na spławik (spławik ustawiony w maksymalnej odległości zestawu (skróconego - tyczka lub pełnego - bat). Wystarczy sobie przypomnieć podstawową zasadę fizyki (dla rzutu kamieniem lub lepiej kierunku i toru poruszania się pocisku po strzale z pistoletu)… Nasza kula zanętowa porusza się łukiem (parabolą) zarówno w powietrzu, jaki w mniejszym stopniu pod wodą (i znów fizyka !!), ale zawsze…. Tak podana zanęta ląduje zawsze poza zasięgiem zestawu…. I znów narzekanie – „Zanęta z „tego samego wiadra”, przygotowana zgodnie z regułami, mięsko podane w ziemi i glinie zgodnie z regułami… A ryba jak nie brała tak nie bierze”.. A jak ma brać skoro ryba żeruje 1,00 -1,50 m poza zestawem !! No czasem coś się skusi przepływając obok naszego zestawu, ale nie są to brania częste i stałe…
5. Nęcimy przed spławikiem a odległość wyliczamy sobie w pamięci biorąc pod uwagę jeszcze głębokość łowiska (gruntowanie !!) i odległość zestawu oraz odległość rzutu… Nie jest to trudne i po kilku wypadach na łowisko wraz z przypomnieniem sobie podstaw fizyki dla poruszania się pocisku, zanęcanie (w tym i jego celność) będzie mniej więcej opanowana… Można treningowo porzucać do wiadra z zanętą - polecam zabawa pyszna!!
Na zakończenie przypomnienie o dokładnym gruntowaniu i ustawieniu odległości od spławika do haczyka (to uwaga dla mniej „kumatych”). Zasadą jest, że gruntujemy na tzw. styk z poprawką na tzw. mulistość łowiska (ten problem i sposoby jego obejścia przedstawię w kolejnej odsłonie, czyli w cz.3 poświęconej łowieniu „aktywnemu” z użyciem bata i/lub tyczki). Aktywnemu, czyli co zrobić, gdy mimo dokładnego nęcenia („w punkt”) i dokładnego wygruntowania zestawu ryba nie bierze. Jak czytać brania i co oznacza śluz na naszym przyponie przy pustym zacięciu… Czy batem i tyczką można łowić na tzw. mini-przepływankę i kiedy… Co to są tzw. dodatki wzbogacające i ulepszające zanęty i jak je i kiedy wykorzystywać…. Wierzyć w cudowne mieszanki, zanęty i dodatki, które gwarantują 100% sukces, czy prawda lub fałsz wyjdzie na jaw ? Co to jest zanęta bazowa ? To już niebawem w cz. 3. pt. „ Cudów nie ma ?”
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze