W niedzielę 30 czerwca br. plan był prosty: szybkie testowanie połączenia zanęt Niwa Platinum Płoć, krąp, leszcz (1kg) i Płoć duża (0,5kg) podanej z 2kg gliny Argille i 2kg ziemi Bełchatowskiej. Celem treningu było sprawdzenie możliwości ściągnięcia na łowisko większych płoci na łowisko bez drobiazgu w postaci mikro płoci i jeszcze mniejszych okonków. Na zawodach łącząc zanętę Płoć i Grand Prix wynik 3,810kg dał mi 4 miejsce ale tym razem nie chodziło o dłubanie drobnicy tylko porównanie jednego i drugiego podejścia. Łowisko ma głębokość ok 1,7-2m, dno jest dość twarde, więc postanowiłem mocno domoczyć zanętę żeby pracowała głównie przy dnie. Do donęcania oprócz w/w mieszanki wzbogaconej o pinkę z małej procy dodawałem Traper Mix kukurydza, pszenica, konopie.
Zestaw jaki był użyty był bardzo prosty: bat Mikado Tournament 7m, żyłka Mivardi Competition Evo-X 0,128, przypon 0,105 Mivardi Terminal EVO-X, haczyk Gamakatsu 1050N w rozmiarze 18 i spławik 1,25gr Niwa J1. Na haczyku lądowały 1-3 pinki.
Pogoda zmienna – raz słońce, a raz chmury i nasilający się wiatr, więc zestaw mógłby mocniejszy. Biorąc pod uwagę warunki wybrałem łowienie na ok 10m w zatoczce przy której znajduje się śluza przez którą delikatnie wypływa woda. Niestety taki wybór miejscówki i połączenie z wiatrem miał swoje konsekwencje dla końcowego wyniku. Kule poszły do wody, zestaw zarzucony i czekam.. Wiatr wieje w kierunku godziny 10, ale z zarzuceniem zestawu nie ma problemu. Lekki spławik pchany wiatrem oraz minimalnym uciągiem jest spychany. Powinienem zmienić go na 3gr ale że miał to być krótki trening i nie chciało mi się kombinować. Generalnie na zalewie niewielu wędkarzy i rozglądają się widzę, że nikt nic nie łapie. Po kilku minutach pojawiły się pierwsze brania – głównie płoć wielkości dłoni oraz drobne okonki. Nie do końca o to chodziło mi w treningu ale lepsza taka wiedza niż żadna. Szczerze to spodziewałem się większej ilości większych ryb bo złowienie 5 płoci w godzinę to nie było to o czym myślałem. Pogoda miała istotne znaczenie dla dalszego przebiegu sprawy. Nadciągające co jakiś czas ciemne chmury wzmagały podmuchy powodując większe fale i mocniejszy ruch wody. Dało się wyraźnie zauważyć, że na odległości na której łowiłem spławik przesuwał się w wyraźnie lewo, natomiast zarzucony blisko brzegu na spokojniejszą wodę przesuwał się delikatnie w prawo. Po mniej więcej 1,5 godzinie ok 2 metry w prawo od obszaru nęcenia pojawiała się duża ilość bąbli na powierzchni co sugerowało, że zanęta mimo iż dość mocno dowilżona przesunęła się w prawo i właśnie tam weszły większe ryby. Niewiele myśląc zakładam nową pinkę na hak i delikatnie zarzucam zestaw. I… nic. Ciemne chmury za plecami sugerują burzę więc postanawiam – ostatni strzał ziarnami i jak nic nie będzie się działo to zwijam manatki. Mówiąc wprost zacząłem już składać część sprzętu do toreb a pod ręką zostawiłem tylko robactwo. Nagle czerwona antenka znika pod wodą, zacinam… a szczytówka wędki gwałtownie wygina się w kierunku powierzchni wody. Pierwsza myśl to: Mam coś większego! Lin? Karaś? Jaź? Leszcz raczej nie bo ich populacja w tym zbiorniku jest mikroskopijna. No nic poczekamy zobaczymy. Ryba zaczyna odjeżdżać na boki do tego stopnia, że muszę za nią chodzić kilka metrów w jedną i drugą stronę. Cały czas pracuje przy dnie, a przy takim zestawie siłowe rozwiązanie skończy się błyskawicznie. W pewnym momencie zmienia kierunek i zaczyna odjeżdżać od brzegu…. żyłka napięta, wygięty kij przechylam lekko w bok – zawraca do brzegu. Kilka kolejnych odjazdów niweluję w podobny sposób. Mijają kolejne minuty i obraz pola walki nie zmienia się: lewo-prawo, od brzegu, lewo-prawo. Spławik jak był pod wodą lub minimalnie wystawał tak wystaje. Nagle poczułem mocne podmuchy wiatru i delikatne krople. Odwracam głowę i widzę czarną burzową chmurę – siedmiometrowy węglowy kij podczas burzy nie jest najlepszym pomysłem. Mam w nosie wielkość ryby - teraz zależy mi tylko na tym żeby zobaczyć, co to było i niech się wypnie. Niestety nie jest tak łatwo bo ryba dalej przy dnie. Amur? Nie myślę amur już dawno porwałby zestaw chyba, że to mały amurek. Mijają kolejne minuty i dalszy brak poprawy sytuacji, nie tego, że spławik tańczy jakieś 30 cm nad wodą. Kolejne minuty i spławik zaczyna się unosić do góry ale dale nie wiem co za cholerna ryba jest na haku. W końcu pojawia się na powierzchni i niestety znowu muruje do dna. Tak jeszcze kilka raz ale przynajmniej wiem co to za stwór. Po ponad 30 min zabawy „bydle” ląduje w podbieraku (swoją drogą 4,5m sztyca bardzo się przydała). Wyciągam miarkę i okazuję się złowiony karpik ma 37cm. Nie mam czasu go ważyć, więc leci do wody a ja w pośpiechu zbieram klamoty – 3 kursy do samochodu i zaczyna padać. Wracam zadowolony bo na dość delikatny zestaw udało mi się wyciągnąć kawałek ryby a do tego wiem gdzie popełniłem błędy przy nęceniu.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze