Reklama

Drop Shot i jedyny smakosz

15/04/2013 23:23

Męcząca i wyjątkowo długa zima niechętnie ustępuje wiośnie. Niektóre jeziora jeszcze w całości skute lodem, ale mniejsze już dostępne są dla łodzi. Tam gdzie lody ustąpiły, temperatura wody, waha się w granicach od 4,5 do 6 stopni Celsjusza, w zatoczkach na zachodnich brzegach są ostatnie białe lodowe jęzory.

W piątek 12 kwietnia wybrałem się na upragniony wiosenny spinning , nastawiłem się na łowienie okoni, bocznym trokiem. Ponad godzinne biczowanie, absolutnie nie interesowało drapieżników. Podobne rezultaty mieli, napotkani wędkarze.
W tak niskiej temperaturze ryby mają zwolniony metabolizm i zdecydowanie słabiej żerują, szybciej się nasycają, mało agresywnie atakują przynęty. Wniosek nasuwa się jeden, trzeba wolno prowadzić przynętę, a nawet bardzo leniwie ją prezentować.
Wobec czego zmieniam metodę, z bocznego troku, na drop shota.

Zestaw składa się z kija marki DRAGON typ Feeling Zander o długości 2,30 m , kołowrotka SHIMANO, plecionki DRAGON HM80 grubość 0,08 mm, przypon - żyłka 0,35 mm, haczyk prosty z oczkiem długość 2,5 cm, ciężarek 10 gram (na końcu przyponu, 40cm od haczyka), przynętą jest twister twin ( popularnie zwana żabka lub portki), oraz APETYZER nr 1 koloru czerwonego , który napełniałem atraktorem DRAGON MAGNUM SPIN „sandacz, okoń”.

Łowisko na którym łowiłem, to woda po żwirowni. Ten akwen cechuje mocno pofałdowane dno, z bardzo licznymi dołami , rowami, wałami (w łowisku jest wiele kryjówek, gdzie przebywają ospałe ryby). Zadaniem wędkarza jest powolne i systematyczne „czesanie” dna. Po wyrzucie, czekam aż ciężarek opadnie, moment ten wyczuwam na wędzisku, o czym informuje prostująca się, bardzo miękka szczytówka. Przynętę prowadzę delikatnymi ruchami po dnie, skokami w zróżnicowany sposób, wczesną wiosną podciągam wolniej i delikatniej niż latem czy jesienią. Dobrze jest minimalnie poruszać przynętą nie odrywając ciężarka od dna. Pamiętać należy aby kij był skierowany w górę ( 45º - 60º do lustra wody), tylko w tedy możemy odpowiednio poprowadzić przynętę.

Upływa czas a zmiana metody nie daje efektów. Ostatnie promyki zachodzącego słońca odbijają się w lustrze wody.

Kolejne rzuty wykonuję wzdłuż nasady podwodnego wału, przynęta robi maleńkie skoki, po których, kilkanaście sekund delikatnie faluje , nie odrywam ołowiu od podłoża. Nasycony wędkowaniem myślami zaczynam wodzić ku powrotowi.
Kolejne podciągnięcie, ciężarek puknął w dno wzniecając mały obłok osadu, i ponownie delikatne ruchy silikonowej żabki. W końcu ryba nie wytrzymała, poczułem energiczne uderzenie w falujące portki. Zacinam i słyszę, radosną muzykę grającego kołowrotka. Dynamiczny odjazd, ukraszony szarpaniem, wskazuje na szczupaka ( 1,5 - 2 kilo). Stanął, próbuję przyciągnąć zdobycz do siebie, ale jestem pełen obaw żeby nie obciął żyłkowego przyponu , lub nie urwał delikatnej plecionki. Znowu ruszył , zrobił rundę w koło łodzi, jednak nie mogę go podciągnąć (hamulec ustawiłem bardzo słabo , aby nie przeciążyć linki). Po kilku minutach intensywnego pływania , zaczął wychodzić na powierzchnię , i moim oczom ukazał się złociutki karpik bezłuski ( 49 cm). Głupia mina, zdziwienie i radość, zmiksowały się w jedno. Nigdy bym nie przypuszczał że rozpocznę sezon ze spinningiem , od karpia.

Ten dziwny przyłów dowodzi, że w wędkarstwie nie ma sztywnych reguł.

Wszystkim życzę niespodzianek na kiju.

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama