Jak złowić medalowego lina?
Tematyka zawarta w tym opowiadaniu ma udokumentowany początek 01.05.2013 roku (pierwsze artykuły), aczkolwiek samo opowiadanie sięga pamięcią znacznie dalej.
Ideą, jaka mi przyświecała pisząc ten artykuł, jest chęć podzielenia się swoimi spostrzeżeniami i wrażeniami towarzyszącymi połowom linów. Pragnę chociaż
w części przybliżyć ten temat i całą otoczkę związaną z połowem tej pięknej ryby. To wszystko odbędzie się w aspekcie moich doświadczeń, zdobytych podczas wielu wędkarskich wypadów poświęconych specjalnie tej rybie.
Dlatego też, w przedkładanym materiale znajdziecie nie tylko bieżące przykłady połowów lina przedstawione na moim blogu https://wedkarzprzyroda.blogspot.com/, ale także wspomnienia moich pierwszych linowych wypraw traktujących o linie, których znaczna część została opublikowana na portalu wedkuje.pl.
Czy jest idealna recepta na złowienia lina?
Powinniśmy sobie zdawać sprawę z tego, że pomimo wielu udokumentowanych przykładów, pełnej i jednoznacznej odpowiedzi na powyższe pytanie, a tym samym złotej recepty tutaj nie znajdziecie. Niemniej, jeżeli cokolwiek z tych relacji Wam się przyda w praktycznym wędkowaniu i przyniesie linowy sukces lub też sprawi chociażby przyjemność z samego poznawania tej ryby, będę się cieszył razem z Wami.
Liny łowiłem od dzieciństwa. Pierwsze wyprawy zaliczałem z tzw. „leszczynówką” w ręku podczas swoich wakacji. Idealnym wówczas linowym łowiskiem były torfowiska sąsiadujące z wioską moich Dziadków, o wdzięcznej nazwie Ewopole. Później szkoła, studia, zmiana miejsca zamieszkania, skutecznie odstawiły linowy temat na bok.
Historia z linami powróciła jednak ze zdwojoną siłą po wielu latach. Pracowałem już wówczas zawodowo. Historia, którą przedstawię, zapadła mi głęboko w pamięci, prawie jak pierwszy złapany jeszcze w dzieciństwie na torfiankach lin.
Otóż pewnego, pięknego, czerwcowego dnia A.D. 1985, wczesnym przedpołudniem, miałem sposobność znaleźć się w rejonie jeziora Glinowieckiego. Dotarłem w rejon wschodniego brzegu, na małą polankę opodal dwóch drewnianych pomostów (obecnie pozostały po nich tylko skromne elementy). Była piękna, słoneczna pogoda. Postanowiłem zrobić mały rekonesans, dotychczas mało dla mnie znanej części łowiska. Szczególne moje zainteresowanie wzbudzał rejon, w którym jezioro zdecydowanie się zwężało, przechodząc w mały odpływowy kanał. Miejsce to było trudno dostępne ze względu na podmokły, prawie bagienny teren. Dojście do bodajże dwóch kładek, postawionych przy kanale, na skraju gęstego pasa oczeretów, prowadził wąską, podmokłą ścieżką wśród bagiennej roślinności, praktycznie niedostępną przy podwyższonym poziomie wody.
Zaopatrzywszy się w porządny kij do badania gruntu, wybrałem się
w nieznane, pchany nieodpartą wolną wybadania ciekawej miejscówki. Po przejściu nieciekawego, kilkunastometrowego odcinka dotarłem do drabinki wykonanej z gałęzi olszyny. W tym miejscu bagienko zastępował otwarty pas jeziora, porośnięty gęstym pasem moczarki kanadyjskiej, wywłócznika i wielu innych roślin podwodnych.
Z chwilą postawienia jednej nogi owej drabince, potężna fala spowodowana ruchem wielkiego ciemnego cielska sprawiła, że dosłownie zamarłem w bezruchu. Lekko dostawiłem drugą nogę, aby za chwilę zobaczyć niewyobrażalnie szeroki, złoty owal pokryty drobną łuską. Po dwóch delikatnych krokach znalazłem się w miejscu, w którym roślinność była trochę rzadsza i kąt padania promieni słonecznych pozwalał na swobodną obserwację tego, co działo się pod powierzchnią wody.
Cielska kilku złotych osobników, imponujących swoimi rozmiarami, o długości co najmniej mojego przedramienia, kotłujących się pośród zielska, tworzył magiczny podwodny taniec, zapierający dech w piersiach. Były to obrazy dosłownie jak z bajki. Obrazy, które regularnie powracają, przy każdej linowej wyprawie nad to jezioro.
Tak wielkiego lina dotychczas nie złowiłem, ale wierzę, że jeszcze nie wszystko stracone, że ten dzień jeszcze nadejdzie.
Krótko mówiąc, to takie były początki, wędkarskiej fascynacji tą rybą, która to trwa nieprzerwanie do dzisiaj.
Zamiast się rozpisywać, postanowiłem linową problematykę przedstawić
w obrazach, z podziałem tematycznym na wybór łowiska, zanęty, linowe przynęty oraz metody połowu i sprzęt.
Wybór łowiska
Zanęty
Przynęty
Metody i sprzęt
Natomiast opis linowych wyprawy wraz ze szczegółami, znajdziecie pod zamieszczonymi poniżej adresami. W załączonych materiałach przedstawiam połowy linów w różnych porach roku, od wcześniej wiosny do jesieni.
https://wedkuje.pl/n/linowe-oczko/83989
https://wedkuje.pl/n/linowisko/84248
https://wedkuje.pl/n/popoludniowe/83445
https://wedkuje.pl/n/czas-na-lina/82921
https://wedkuje.pl/n/lin-pierwszego-dnia/78773
https://wedkuje.pl/n/liny-w-maju/75743
https://wedkuje.pl/n/diabel-z-cybiny/63645
W zanadrzu mam jeszcze kilka artykułów z medalowymi linami z sezonu 2017, w których opisuję piękno linowego łowiska, sprzęt i metody połowu. Tym materiałem już niedługo z chęcią się z Wami podzielę.
Przed nami jeszcze prawie cały linowy sezon. Warto więc się dobrze przygotować i poświęcić kilka majowo-czerwcowych zamglonych poranków lub parnych wieczorów, na spotkanie z tą piękną i wręcz widowiskową rybą.
Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.
Komentarze