Reklama

Karpie na method feeder

10/09/2017 00:00

Ostatnie kilka tygodni były dla mnie jakimś mentalnym szpagatem. Chciałam być w kilku miejscach jednocześnie. Jedną nogą na Mazurach, drugą w rodzinnym mieście a łokciem na studiach bo przecież praca magisterska sama się nie napisze... Było to wręcz awykonalne. Jednak gdy tylko dowiedziałam się że zajęcia na studiach zostały odwołane, niewiele myśląc spakowałam wędki i akcesoria. Ci co mnie znają wiedzą że dla mnie brak ważnych zajęć + genialna wiosenna pogoda = rower + wędki. Wynikiem tego równania nie mogło być nic innego jak piękne ryby :)

Reklama

Nie miałam zbyt dużo czasu na przygotowanie ponieważ wypad był spontaniczny. Postawiłam na method feeder. Jak dla mnie jest to jedna z fajniejszych metod do połowu ryb spokojnego żeru na wodzie stojącej. Niezawodnymi wędziskami jak zwykle okazały się pickery z bardzo czułymi szczytówkami, dobrze sygnalizującymi branie ( fotografia wędziska poniżej w galerii ). 

Wybrałam dwie zanęty, które następnie zmieszałam w proporcjach 1:1. Pierwszą była znana mi dość dobrze Zanęta LORPIO MegaMix LESZCZ SWEET ALMOND, która wedle mojej opinii jest bardzo uniwersalna i przyjazna dla mojego studenckiego portfela. Drugą była włoska zanęta, którą otrzymałam od znajomego wędkarza Włocha, firmy EgoPasture ( test poszczególnych zanęt EgoPasture postaram się zrobić już niedługo co opiszę na blogu). Na haki( rozmiar 8 i 12 ) w obu wędkach poleciały białe robaki. Przypony robiłam na oko, długość 8-10 cm. 

Reklama

Dlaczego lubię method feeder? Przyjemność sprawia mi samo kształtowanie zestawu w foremce. Czuję się wtedy jak dziecko robiące babki z piasku. Gotowy zestaw różni się też od tradycyjnego koszyczka tym że przynęta jest dobrze ukryta w zanęcie, która dopiero uwalnia ją po pewnym czasie w wodzie. Dużym plusem metody jest eliminacja splątań przyponu, co ma miejsce często przy zarzucaniu. Podoba mi się również estetyka gotowego „jajeczka”. 

Co zrobić gdy wypełnienie naszej foremki nie chce się uwolnić? Ja w takim przypadku delikatnie podsypuję foremkę suchą zanętą przed wypełnieniem. Pamiętajmy również o dobrze wyregulowanym kołowrotku :) 

Reklama

Podczas mojego samotnego wyjazdu przez ładnych kilka godzin zamiast brań towarzyszyły mi tylko promienie słoneczne oraz kaczki. Ucięłam również dłuższą pogawędkę o łowieniu amurów z poznanym na łowisku wędkarzem. Akcja rozpoczęła się dopiero o godzinie 16. Wtedy to wyholowałam pierwszego, mierzącego 39cm karpia. Dosłownie 15 min później kolejnego o długości 37cm. Gdy na niebie zaczęło się ściemniać i powoli pakowałam sprzęt w moją przynętę uderzyła całkiem zgrabna płoć. 

Wyjazd uważam za bardzo udany. W najbliższym czasie zamierzam wypróbować również pellet w tej metodzie. Uwielbiam kombinować oraz wykorzystywać zasadę prób i błędów w wędkarstwie. Nie zawsze moje pomysł się sprawdzają ale jak już coś zda egzamin jestem mega szczęśliwa :) A o to chyba chodzi. Pozdrawiam 

Reklama


Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama