Reklama

Lin z marszu

14/03/2018 00:00

Lin z marszu
 
Do odświeżenia tematu wczesnowiosennego lina skłonił mnie fakt, że nikt do końca nie zna terminu kiedy się budzą.  Śledząc pogodę od początku marca, swoją uwagę skupiłem uwagę na tym jak szybko wzrasta temperatura, oraz ilości bezchmurnych dni.  Wiosna w tym roku obfitowała w pogodne dni co napawło optymizmem. Na początku kwietnia mieliśmy dodatkowo kilka dni z dość wysokimi jak na tę porę roku temperaturami. Te czynniki niewątpliwie wpłynęły na temperaturę wody. Właśnie okres tych kilku dni sprawił, że zadałem sobie jedno pytanie - "Ciekawe czy już się obudziły". Pierwszy typowo linowy wypad zaliczyłem dziesiątego kwietnia. Był to standardowy popołudniowy wypad z marszu, bez kilkudniowego nęcenia i dużych przygotowań. Wystarczył mi 1 kg dobrej zanęty linowej, dobra pogoda i przynęta. W płytkich i zarośniętych zatokach woda najszybciej się nagrzewa, pobudzając do wegetacji podwodną faunę. Daje nam to lekką przewagę nad rybą. Nie wykształcona jeszcze wodna roślinność to mniej przeszkód za którymi może się schronić ryba i w które z uporem będzie chciała uciec po zacięciu. Wbrew pozorom łowienie na przynęty roślinne w okresie rozwoju podwodnej fauny nie jest najlepszym pomysłem. Powód jest prosty, liny muszą nazbierać energii przed tarłem, do którego zostały około dwa miesiące, a pokarm roślinny dostarcza mniej energii niż ten zwierzęcy. Osobiście łowię na pęczek białych robaków, a drugą wędkę mam uzbrojoną w rosówkę. Być może, ktoś łowi wczesnowiosenne liny na kukurydzę lub gotowane kartofle, ja jednak wolę zaserwować im porządną dawkę zwierzęcego białka. Sam sprzęt to juz osobny temat, bo ilu wędkarzy tyle opinii. Bądź co bądź łowię odległościówką z żyłką 0.18, haczykiem nr. 8-10 na przyponie 0.14. Wybór konkretnej wędki i kołowrotka pozostawiam wam, bo w tym przypadku ogranicza was tylko fantazja i zasobność portfela. Najważniejsze to mieć zaufanie do zestawu. Jeżeli nie jesteśmy pewni któregoś elementu, to koniecznie musimy go wymienić, nie ma innej rady. Zwłaszcza jeżeli planujemy swój pierwszy w tym roku wypad na ryby, a od poprzedniego sezonu nie doglądaliśmy sprzętu. Lepiej dwa razy sprawdzić sprzęt niż przez własne lenistwo stracić rybę życia. Wiem, że część wędkarzy czasem bawi się w takie kaskaderskie numery. Jak sami wiecie, lin budzi się co roku w różnych terminach. Czasem szybciej, czasem później. Jeżeli nauczymy się wychwytywać moment w którym natura rusza z wegetacją, a woda powoli zacznie się już nagrzewać, wtedy będziemy wiedzieli kiedy możemy ruszyć na lina z marszu.  Wcale nie trzeba czekać do maja czy początku czerwca, aby połowić. Weekend zbliża się wielkimi krokami, a chyba nic tak nie relaksuje jak podrygujący na tafli jeziora spławik.
Połamania!
 

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama