Reklama

Łowienie feederem w Wiśle

23/08/2014 18:16

Pada deszczyk - bierze leszczyk. Takie wędkarskie porzekadło utkwiło mi w pamięci z dawnych lat.Musiało być w nim sporo prawdy bo jakoś automatycznie przychodziło mi ono zawsze na myśl kiedy ołowiane chmury spowijały letnie niebo a krople deszczu rytmicznie stukały o szybę. Łowienie feederem w Wiśle

Bardzo zaniedbałem ostatnio naszą największą rzekę, a może raczej to ona mnie zaniedbywała...Utrzymująca się niemal przez całe lato podniesiona i mętna woda uniemożliwiała mi skuteczne wędkowanie nie tylko na spinning ale także moim ulubionym feederem.Kiedyś gdy mniej uwagi poświęcałem tropieniu drapieżników bardzo chętnie oddawałem się "gruntowym" zasiadkom.Pamiętam piękne ryby ,które udało mi się pokonać dzięki tej magicznej i niezbyt jeszcze wówczas rozpowszechnionej, niezwykle skutecznej metodzie.

Reklama

Grube klenie atakujące moją kukurydzę w głębokiej rynnie,piękne płocie,złote jaziska,leszcze,mocarne brzany a nawet karpie i niewielkie ale niebywale silne sumy...Jakoś łatwiej przychodziło mi wtedy znalezienie odpowiednich miejsc i ryby były jakby bardziej otwarte na współpracę...Nie takie stare to w końcu dzieje ale zmiana na niekorzyść zauważalna.Choć ryby nadal są to szalone anomalie pogodowe powodujące podwyższony stan wody nie ułatwiały mi zadania.Czas odkurzyć feedery!Przygotowanie sprzętu i cała "logistyka" to nie problem.To jak z jazdą na rowerze - tego się nie zapomina.Większy problem sprawi mi wybór odpowiedniego łowiska bo jak rzeka Wisła "długa i szeroka" na moich rynnach,dotychczas rybodajnych,nurt przy dużej wodzie zbyt silny - porwałby kowadło nie mówiąc o moich koszyczkach.Trzeba znaleźć jakąś alternatywę...Pozostaje łowienie w basenach między główkami.Woda przelewa się przez nie ale nurt wyraźnie słabnie i ledwo płynie.Wbrew pozorom niektóre takie "klatki" nie są łowiskami jednorodnymi i nieciekawymi.Woda żłobi tu rynny dno bywa urozmaicone.Trzeba tylko wiedzieć gdzie szukać tych "ciekawych" basenów.Znam takie których głębokość jest bardzo zróżnicowana i sięga nierzadko nawet 10 metrów!


Po dotarciu nad wodę zauważyłem z zadowoleniem że woda choć duża i dość mętna to jednak wyraźnie wolniej płynie.W moim łowisku jest teraz około 2,5 - 3 metrów wody.To w zupełności wystarczy.Pora wydobyć oręż z pokrowca.To mój ulubiony moment.Gorączkowe przygotowania związane z "urządzeniem" stanowiska są fajnym ,emocjonującym prologiem właściwego łowienia.Montuję dwa ciężkie feedery o ciężarze wyrzutu do 150 i 120 gram.To niezwykle sztywne, "szczytowe" kije.Dzięki swej mocy są w stanie stawić czoła przeciwnikom w rozmiarze XXL i nie ustapią nawet w dużym nurcie!Wyposażone w czułe szczytówki kije uzbrajam w duże kołowrotki - najlepiej w rozmiarze 5000 +.Duży może więcej.Przeciążenia podczas feederowych łowów w wielkiej rzece załatwiły już niejeden kiepskiej jakości młynek.Linki również nie mogą być finezyjne.Według mnie żyłka 0.25 mm to minimum.Celowo nie wspominam o plecionkach bo do feedera ich nie stosuję.
Tu woda zbyt mocno nie ciągnie ale nie zaryzykuję odchudzenia zestawów.Możliwość zacięcia ciężkiego przyłowu wymusza taki a nie inny kaliber sprzętu, zresztą w mętnej wodzie rybom z pewnością grubsza linka nie zrobi różnicy.

Reklama


Czas karmienia!Prosta sprawa - trzymam się moich sprawdzonych schematów.Paczka "firmowej" zanęty feederowej,gotowana pszenica,atraktor leszczowy,pinka i zamiast kleju uniwersalne płatki owsiane "górskie".Trzeba tylko uważać żeby nie przesadzić bo z zanęty może wyjść beton...
Kilka zmieszanych z piaskiem lekko spłaszczonych kul ląduje nieco powyżej planowanego miejsca łowienia.Napełniamy koszyczki i czas przystąpić do właściwej akcji!
Na efekty nie trzeba długo czekać.Pierwsze w łowisku meldują się krąpie i niewielkie leszczyki.Szczytówki feederów raz po raz wpadają w nieregularne spazmy które kwitujemy płynnym zacięciem.Pierwsza godzina to zabawa z drobnicą która jako pierwsza podeszła do zanęty.Pochmurne niebo i padająca mżawka wcale nie przeszkadza - wręcz przeciwnie - rybom najwidoczniej odpowiada.Płotki,krąpie,leszczyki i kilka niedużych jazi doskonale wypełniło czas.Białe robaki,dżdżownice i kukurydza najwidoczniej im smakują.Mocne i zdecydowane przygięcie szczytówki i za chwilę nagły jej powrót do pierwotnego położenia.Jest pierwszy leszcz!Rytmicznie pulsujący na końcu zestawu ciężar i krótkie dźwięki hamulca - ryba ustawia się w nurcie bokiem i usiłuje uciec z prądem.Typowy dla leszcza sposób walki. Łowienie feederem w Wiśle

Delikatne pompowanie i pierwszy 50-tak wykłada się na na bok.Po chwili ryba ląduje w podbieraku ale nim zdążyłem się z nią uporać już mam branie na drugim kiju!Powtórka sytuacji z tym,że ryba jest już wyraźnie większa.Jak widać leszcze całym stadem przybyły na obiad.Po taką właśnie zabawę warto tu przyjechać!Ryby przez pół godziny biorą jak w amoku.Nie da się już łowić dwoma kijami jednocześnie!Mniejsze,większe ale wszystkie z jednego stada.Potem sytuacja się uspokaja.Następuje przerwa w braniach.Trochę rozleniwiony śledzę wzrokiem mewy ,które z uporem maniaka polują na niewielkie ukleje jakieś 100 metrów dalej.Kątem oka zauważyłem tylko jak kij prawie wpada do wody!Instynktownie chwyciłem rękojeść i zaciąłem.Sztywna pała do 150 g wyrzutu wygięła się potężnie!Coś bardzo silnego i ciężkiego pochwyciło przynętę w postaci niedużej rosówki.Hamulec jazgocze.Nagle ryba zatrzymuje się ,robi zwrot i znowu wyciąga linkę.Kij choc potężny trzeszczy niebezpiecznie.

Reklama

Próbuję pompować - bezskutecznie.Przez kilka minut ryba robi co chce.Emocje sięgają zenitu ale robię wszystko by zachować zimną krew.Nagle luz...No cóż,bywa i tak...Przegrałem z lepszym.Czy był to sum, czy może wiślany karp - uciekinier z hodowli?Wiele tych ryb podczas licznych ostatnio powodzi trafiło do Wisły.Tego się już nie dowiem...
Nawet nie zauważyłem jak się rozpadało.Mżawka zmieniła się w regularny opad.Czas kończyć dzisiejszą przygodę.Warto było zmoknąć!To dla takich emocji przyjeżdzamy nad wodę.Pakując graty uśmiecham się sam do siebie.Kto powiedział,że deszczowa aura jest przygnębiająca?Nie mam pojęcia ale napewno nie był wędkarzem!
Z wielką chęcią tu wrócę.Mała presja,dziki teren i ryby.Dobrze ,że mam kilka takich miejsc w zanadrzu.Z feederem też się przeproszę i przestanę narzekać na Wisłę bo czasem darzy rybami.Mnie to wystarczy bo to osiągnięcie satysfakcji jest miarą sukcesu.Pozostaje tylko czekać na deszcz...

Reklama

Komentarze opinie

Podziel się swoją opinią

Twoje zdanie jest ważne jednak nie może ranić innych osób lub grup.


Reklama

Wideo wedkuje.pl




Reklama